Wypaczona idea feminizmu

Niemiłosiernie wkurwiają mnie współczesne środowiska parafeministyczne i inne „postępowe” ruchy, które mają jakąś obsesję na punkcie kobiet. Cały paradoks polega na tym, że walcząc o równouprawnienie – jak sami twierdzą – sprowadzają kobiety do kategorii podludzi, okazując im większą pogardę niż zadeklarowani mizoginiści. Dzisiaj w gazecie czytam, że Komisja Europejska oczekuje wprowadzenia regulacji, w myśl których część urlopu OBLIGATORYJNIE przypadać będzie ojcu. Dlaczego? Bo Brukselce nie podoba się, że część kobiet nie chce być aktywna zawodowo. Kolejny przykład – jakiś czas temu w centrum miasta billboard zachęcający kobiety do studiowania na polibudzie. Oczywiście – jak to w tych czasach – nie mogło się obyć bez podtekstów – grafika przedstawiała kilku śliniących się kolesi i podpis „chłopaki z miasta A zapraszają dziewczyny z miasta B”. Nosz kurwa mać! Przecież żadne prawo nie zakazuje maturzystkom podejmowania studiów technicznych. Żyjemy w stosunkowo wolnym kraju, w którym jedna kobieta może studiować polonistykę, a druga inżynierię biomedyczną. Niech same decydują, czym chcą się w życiu zajmować. Dlaczego nie tworzy się analogicznych kampanii propagujących np. studiowanie kosmetologii przez mężczyzn? Inny przykład –
parytety wyborcze. To jest jawne robienie kurwy z demokracji, a z kobiet – niedorozwojów, którym trzeba dawać fory, bo nie mają szans w rywalizacji z mężczyznami. Co jeszcze rzuca mi się w oczy – ton przekazu medialnego. W większości wywiadów przeprowadzanych np. z kobietą, która zajmuje jakieś wysokie stanowisko, musi paść pytanie typu „jak to jest być przełożoną mężczyzn” albo „nie zarzuca się pani, że sukces osięgnęła pani przez łóżko”. Zawsze w tym kontekście akcentuje się kwestię płci, co jest wielką hipokryzją, bo skoro ktoś za cel życia stawia sobie walkę o równouprawnienie, to jest – delikatnie mówiąc niekonsekwentny – przy każdej okazji różnicując ludzi ze względu na płeć (w żadnym razie nie neguję samego podziału, ale chyba nie ma konieczności podkreślania akurat tego kryterium w każdych możliwych okolicznościach).

W całej tej chujni chodzi mi o jedno – osobiście jestem konserwatystą i opowiadam się za „tradycyjnymi” rolami społecznymi, natomiast nigdy nie śmiałbym podważyć tego, że kobieta to przede wszystkim człowiek, a co za tym idzie ma pełne prawo do decydowania o sobie – może studiować, co chce, może pracować lub nie, może startować w wyborach lub nie, może piastować wysokie stanowiska. Paradoksalnie, będąc tradycjonalistą (jak chyba wielu ludzi w Polsce) okazuję zdecydowanie większe poszanowanie dla równouprawnienia niż środowiska, które walkę o nie niosą przez całe życie na sztandarach i traktują jako nadrzędny cel. Przykład dzisiejszych radykalnych feministek, które myślą (to duże słowo w odniesieniu do nich), że jeśli wyjdą na ulice z piersiami na wierzchu, to wreszcie staną się równe „szowinistycznym męskim świniom”, dobitnie pokazuje, że najciemniej pod latarnią.

35
10

Ścieżki rowerowe i piesi

Żyję w Łodzi już 23 lata i jedyne, co się w tym mieście udało to ścieżki rowerowe. Jest ich dużo i to jest fajne. Szkoda, że nie wszyscy podzielają moje zdanie. Widać to po tym, ze piesi w Łodzi nie mają pojęcia do czego służą ścieżki rowerowe. Zarówno mieszkańcy jak i turyści. Jeżdżę na rowerze codziennie i codziennie widzę ludzi idących wzdłuż ścieżki rowerowej. I choćby nie wiem jak wielki byłby ruch rowerowy na tych ścieżkach, to zawsze chodzą wzdłuż tych ścieżek. Obok jest ścieżka dla pieszych, ale nie. Lepiej iść tą dla rowerów. Gdyby to były jeszcze jakieś odosobnione przypadki ludzi, którzy nie wiedzą, ze to są ścieżki dla rowerów. Ale nie. Co 2 minuty mijam pieszego, parę pieszych(oczywiście rozwalonych na całą szerokość, bo co? Nie wolno nam?), bądź grupę pieszych. Nawet jeśli turyści, to nic nie tłumaczy, bo ten wielki symbol w kształcie roweru namalowany co kilka metrów na ścieżce tej obok tej dla pieszych i nawalone znaki co kilkanaście metrów z przekreślonym pieszym i z rowerem na niebiesko powinien coś zagraniczniakom sugerować, że na tej ścieżce chyba nie powinni się poruszać piesi, a raczej jakieś pojazdy dwukołowe z pedałami i łańcuchami. Ale zarówno Łodzianie jak i turyści nie ogarniają ani znaków, ani symboli. Albo chamsko mają to wszystko w dupie. Potem mało zabraknie, a by się potrąciło delikwenta i słychać: ci na rowerach jadą jak debile. – powiedział idący pieszo wzdłuż ścieżki rowerowej. Kierowcy też nie ogarniają do czego służą. Zrobili w Łodzi ścieżki rowerowe na jezdni poprzez namalowanie białych pasów, by zarezerwować przestrzeń na jezdni dla rowerzystów przy brzegach jezdni. Oczywiście kierowcy mają to gdzieś i jeżdżą na nich a nawet parkują na tych ścieżkach. Tylko jak straż miejska jest w pobliżu, to grzecznie ustępują mi miejsca na ścieżce rowerowej, ale jak nie ma straży miejskiej, to jeżdżą, jak chcą.

Ehh… jedyna rzecz, która została w tym mieście dobrze zrobiona (może poza dworcem) i nikt nie jest w stanie ogarnąć tego ani uszanować jakiejś zmiany na lepsze i urządzają sobie spacery wzdłuż ścieżki dla rowerów albo parking. Łódź!

27
3

Gdzie jest pizza?

Czemu nigdzie w największym Polskim mieście nie można zamówić pizzy o 7:00 ? czemu? Ludzie nie jedzą pizzy na śniadanie? To dyskryminacja!
A w ogóle co jest, kurwa, złego w pizzy z ananasem? Człowiek głodny, w pracy opierdoliłby pizzę, a tu lipa. Nic, nigdzie. nie ma jak. już nawet w nocy dostarczają pizzę. czemu poranki są dyskryminowane? jak tak w ogóle można. a człowiek głodny to zły… i weź tu pracuj….

14
14

„Świeży” ojciec i marihuana w domu

Ostatnio byliśmy u znajomego, który od jakiegoś czasu ma dziecko.

Wiem że typ jarał tyle zielska wcześniej że nie był w stanie utrzymać pracy bo go wyrzucali za posiadanie (generalnie miał taki okres jakieś 3-4 lata, kiedy się nie kontaktowałem z nim bo generalnie po pierwsze:

– brzydzę się ćpunów
– brzydzę się biedy (a ćpun to biedak, który nie zarobi nawet na nowy samochod klasy choćby Audi (którego nienawidzę że o wiele mniej miejsca niż w BMW/Mercedesie, jeśli mówimy o sedanie do jazdy po mieście))

Jako że typ ma małego bachora, to postanowiliśmy wpaść z racji tego że podobna przestał jarać to badziewie.

W gadce niby się szczycą tym jak to zdrowo się przestawili (hmm dalej paląc super rakotwórcze elektryczne „fajki”. Jedzenie jak ze śmietnika, generalnie wagowo to beki grubsze z roku na rok, które nie wiedzą nawet co to bieg przez 1km).

Myślimy, no fajnie, chapeau bas grubasom.

Jednakże jakież było moje zdziwienie jak typ z kolegą wyszli ze swojej biedackiej nory aby zapalić jointa… (wiem bo jak wrócili jebali jakby wyszli z najgorszej nory biedacko-ćpuniarskiej)

No i tu pytanie do Was drodzy chujowicze z chujniami większymi od mojej, co tu o tym myśleć ?

Czy biedacki ćpun, do końca swego nędznego żywota, będzie ćpunem, który głupieje z roku na rok (naukowe fakty potwierdzają poza ogromną rakotwórczością, obniżanie IQ już po roku palenia tego gówna). Efekty widać, bo w ciągu kilku lat ten typ nie potrafi zebrać myśli, skoncentrować się nad czymś wymagającym jakiejś konkretnej wiedzy, a nie samego filozofowania na chłopski rozum (generalnie ludzie o niskim IQ, myślą że wszystko można „zrozumieć” na chłopski rozum. Oczywiście jest to błędny przesąd, świadczący że taki osobnik nigdy nie uczył się, nigdy nie prowadził analizy i to taki urodzony filozof).

Generalnie mam to gdzieś, bo to jakieś przybłędy ćpuniarskie i kij im w oko, ale jestem ciekaw Waszych opinii.

No i jest jeszcze bachor, który nie dość że wdycha wyziewy z elektrycznego papierosa, które są co prawda zdrowsze od normalnego papierosa, ale dalej bardzo rakotwórcze, a do tego smród z marihuany…

Jak żyć Panie prezesie 😉

17
26

Zanik poczucia wstydu

Odnoszę wrażenie, że głównym problemem współczesnego społeczeństwa jest zanik poczucia wstydu, który pociąga za sobą daleko idące konsekwencje, jakie można zaobserwować w przeróżnych dziedzinach życia – stąd choćby powszechnie spotykana i akceptowana głupota, krzykliwa moda czy popkultura, która wręcz ocieka seksem. W dzisiejszym świecie coraz mniej ludzi myśli w kategoriach typu „wypada/nie wypada”, a zastępuje je wyrafinowanymi odzywkami w stylu „wyjebaaaaaaane” albo „YOLO” (żeby nie było wątpliwości – sam mam 21 lat, więc wszystkie te przemyślenia piszę z perspektywy osoby reprezentującej najbardziej podatną na tytułowe zjawisko grupę wiekową). Na gruncie ignorancji zanik poczucia wstydu łączę z rozwojem technologicznym. Sam dinozaurem nie jestem i korzystam ze zdobyczy techniki, ale mnie przez lata uczono, że pewnym zakresem ogólnej wiedzy o świecie człowiek po prostu MUSI dysponować. Tymczasem zupełnie powszechnym jest, że gdy ktoś wykaże się niewiedzą urągającą wręcz ludzkiej godności, bez cienia żenady potrafi stwierdzić, że wszystkich faktów pamiętać nie musi i że przecież ma internet. No żesz ja pierdolę! Też mam internet, ale do kurwy nędzy Bytom naprawdę nie jest stolicą województwa zachodniopomorskiego, a homo sapiens nie jest tym samym, co gej. Kolejna sprawa – współczesna moda. Trudno powiedzieć, czym akurat to jest spowodowane (może wzorcami płynącymi od pustych i próżnych celebrytów?), ale trudno się oprzeć złudzeniu, że obecnie wygląd nie ma na celu dopełnienia naszego całościowego wizerunku, tylko sprawianie wrażenia, że wszyscy jesteśmy zajebiście awangardowi, oryginalni i nierozumiani przez cały świat, a jednocześnie wymykamy się wszelkim społecznym ograniczeniom. Efekt tej wypaczonej wolności do wyrażania siebie jest po prostu komiczny, a przy okazji stanowi kolejny przejaw zatarcia granicy dobrego smaku. Ci wszyscy wywrotowcy mogą sobie teraz ujadać, ale nikt mi nie wmówi, że np. laska, która maluje sobie usta na niebiesko, włosy na różowo, a na każdym wolnym skrawku ciała tatuuje sobie „alternatywne” bazgroły, odbiera samą siebie wyłącznie w kategoriach estetycznych, absolutnie nie chcąc przy tym zamanifestować, jaka to ona jest wyzwolona i niezależna. Niestety (jak dla mnie to stety) ale nie da się całkowicie abstrahować od pewnych konwenansów i zaprzeczać oczywistemu faktowi, że w pewnych okolicznościach WYPADA prezentować się w określony sposób. Wreszcie ostatnia kwestia – granice intymności. A w zasadzie ich zanik. Jego przyczyn upatruję po pierwsze w popkulturze, w której zapanowała jakaś obsesja na punkcie seksu. Nie mówię, że, słysząc to słowo, mamy się pruderyjnie czerwienić, ale o pewnych sprawach po prostu NIE WYPADA mówić – a zwłaszcza na okrągło –
publicznie, bo raz, że istnieje jednak coś takiego jak prywatność, a dwa, że zabija się w ten sposób całą spontaniczność i odziera sferę seksualną z resztek tajemniczości. Zatarcie granic intymności wiążę po drugie z inną plagą naszych czasów – portalami społecznościowymi. W połączeniu z głupotą i naiwnością ich użytkowników przyczyniły się one do tego, że ludzie z własnej nie przymuszonej woli dzielą się prywatnymi informacjami z własnego życia i publikują obrazki, które nie powinny (znowu: bo NIE WYPADA) przekraczać progu łazienki czy sypialni.

W dużym skrócie opisałem, co mnie boli. Pozdrawiam wszystkich chujowiczów.

96
12
Pokaż komentarze (22)

Komentarze do "Zanik poczucia wstydu"

  1. Za długie. Aleś przynudził, skróć tek teks przynajmniej o połowę. O tym co wypada, a co nie masz gówno do gadania, twoje widzimisię nikogo nie interesuje. W ogóle odwal się od innych ludzi, tępu kurwiu, zajmij się swoim przegranym życiem.

    7
    33
    Odpowiedz
    1. Hehehe, cymbie ty! Długie chujnie to Mesiu pisze a ten tutaj jegomość 😉

      1
      1
      Odpowiedz
  2. Ale przynajmniej idiotow można zidentyfikować gołym okiem. 😉

    22
    1
    Odpowiedz
  3. Może dlatego że wiedzę o świecie czerpiesz z internetu?

    4
    3
    Odpowiedz
  4. Widzisz, to nie jest przypadek… media, środki produkcji są w ręce jednej kliki (oligarchii) takie ogólnoświatowe Mesie Bezwąsów (ale za to z takimi śmiesznymi warkoczykami koło uszu).

    I im zależy, żeby wychowywać pokolenie debili, które będą grzecznie zapierdalać przy taśmie produkując srajfony, czy inne zegarki z takim niebieskim podświetleniem, 22 generacji mający jeszcze większe podświetlone na niebiesko szkiełko, a za zarobione pieniądze kupować ten chłam, wpierdalać inny chłam udający, zapijać chłamem udającym piwo i oglądać wyginające się dupy i czytać na portalach:

    „skandal, Doda pukazała dupę”
    „Henia jakaś tam jest wściekła”
    „Penis dłuższy o 10 cm”

    Bo jeszcze przypadkiem ten niewolnik przy taśmie powiedziałby: pierdolę nie robię, nie potrzebuję nowego srajfona.

    20
    1
    Odpowiedz
    1. „Widzisz, to nie jest przypadek… media, środki produkcji są w ręce jednej kliki (oligarchii) takie ogólnoświatowe Mesie Bezwąsów (ale za to z takimi śmiesznymi warkoczykami koło uszu).”

      Bredzisz, patałachu, udowadniając tylko, że jesteś kolejnym cebulakiem zwalającym swoje nieudacznictwo na „Żydów i spiski”. Pan twój, Mesio, nie będzie więc strzępił klawiatury na darmo, tłumacząc przygłupowi, że „Ziemia nie jest płaska”, natomiast litościwie, jednym zdaniem, obnaży twoją głupotę i wskaże drogę dedukcji, po której -o ile masz jeszcze resztki mózgu- dla własnego i innych dobra od dziś zaczniesz podążać.

      A zdanie to brzmi następująco: A kto ci, patałachu, broni założyć „media i środki produkcji”?

      Widzisz, głąbie? (a jak nie widzisz, to dedukuj dalej i dokształcaj się czymś innym niż „Mein Kampf” w jakimś współczesnym cebulackim wydaniu).
      Podziękuj i wypad. /Mesio

      PS. Aczkolwiek prawdą jest, że to, co jest w mediach, ogłupia. Ale jest tam, by tylko to was, durnie, interesuje.

      0
      1
      Odpowiedz
  5. prawda i tyle

    9
    0
    Odpowiedz
  6. Dobra chujnia, a co do „laska, która maluje sobie usta na niebiesko, włosy na różowo” to pewnie jest lesbijka, radykalna feministka albo weganka 😉 Tak jak informatycy-programiści często noszą koszule w kratkę, mają okulary czy włosy w kitkę, tak i te dziewoje da się łatwo zakwalifikować do pewnej grupy społecznej 😉

    12
    3
    Odpowiedz
  7. „W dużym skrócie opisałem, co mnie boli.”

    Ale po chuj cię to boli? Najwyraźniej, patałachu, za dobrze ci, nie masz zmartwień to pierdolisz jak potłuczony (trzy stówki w łapę i przyjdź do nas, do Łódzkiego Wydziału Fabrycznego -jak dostaniesz nahajką po rowie i jajach za zwolnione obroty na taśmie, to dopiero poznasz co to ból i zaprawdę, nic więcej interesować cię nie będzie). Było tak, jest tak, będzie jeszcze gorzej… I co z tego? Pilnuj własnego nosa i tyle. Problemu miał nie będziesz i pierdolić resztę, na nic innego i tak nie zasługuje. /Mesio

    Godzina piąta, minut trzydzieści…
    Kiedy syrena zagrała.
    Grupa roboli szla do baraków.
    Niejedna wyrobnica płakała…

    Chodzi Einsatzkommando kolo mego domu…
    Długo nie pochodzą, bo ja tu nie mieszkam.
    Chodzą „Muminki” w nocy, po kryjomu…
    Długo nie pochodzą, bo ja tu nie mieszkam.

    Wzięli już do Mesia Józka i Franciszka.
    Ale mnie nie wezmą, bo ja tu nie mieszkam.
    Wzięli całą wioskę, wywieźli do Łodzi.
    Lecz mnie nie wywieszą, bo ja tu nie mieszkam.

    Przyszły raz „Muminki”: gdzie jest ten koleżka?
    A matula rzekła: łon już tu nie mieszka…
    Były też „Muminki” u mojego teścia…
    Teść się tylko zaśmiał, on już tu nie mieszka.

    Po szerokim stawie pływają łabędzie.
    Kto do Wydziału Fabrycznego nie chce, ten w konserwach będzie.
    Mamy, mamy patałacha takiego, co zadenuncjował.
    przyjaciela swego.

    Godzina piąta, minut trzydzieści…
    Kiedy syrena zagrała.
    Grupa roboli szla do baraków.
    Niejedna wyrobnica płakała…

    5
    5
    Odpowiedz
  8. Idź poruchaj, albo konia zwal, bo ciśnienie w gaciach masz. Bez dwóch zdań.

    3
    10
    Odpowiedz
  9. Wstyd będzie miał w nowej apokalipsie trzeciorzędne znaczenie z uwagi na wyjątkowy brak higieny i kultury u niewolników nieporównywalny z tym co mamy obecnie, ponieważ tam liczyć się będzie tylko siła mięśni i wytrzymałość a coś takiego jak kultura osobista będzie czymś bezużytecznym i zbędnym.

    7
    0
    Odpowiedz
    1. Dlatego ja ćwiczę i trenuję wytrzymałość i siłę mięśni. Ale dopadły mnie kontuzje. Nie wiem czy zdążę sie wyrobić do tego czasu. Ale trenuję po to, by rozwalić ten system zaplanowany przez plemie wiadomego POchodzenia… niePOzdro Rafal S

      0
      0
      Odpowiedz
  10. Już tłumaczę – dzisiaj 80% populacji, zwłaszcza młodych to konsumpcyjne bydło – tak, bydło, którym kieruje instynktowna chuć, a tylko jest to ubrane w wielkie słówka i drogie ciuchy. Ja osobiście pogardzam tym i sam doskonalę się pod względem duchowo-emocjonalnym. Stanowię coś, co dla większości pospólstwa jest nie do wyobrażenia.

    18
    3
    Odpowiedz
    1. nie dzisiaj tylko zawsze

      0
      0
      Odpowiedz
    2. „Już tłumaczę …”
      No i oczywiście – skromność jest Twoją wrodzoną cechą.
      Jeśli uważasz, że rozwój duchowo-emocjonalny polega na pompowaniu własnego ego – to jest to duże nieporozumienie. Moment, w którym coś lub ktoś przekłuje ten balonik, może być przykry.

      0
      0
      Odpowiedz
  11. Ludzie stracili przyzwoitość. Liczy siè hajs I wygoda.

    6
    0
    Odpowiedz
  12. Ja tam lubię kiedy babka na plaży wywala na wierzch swoje cycki. A jeszcze bardziej lubię kiedy w przymierzalni w sklepie z bielizną specjalnie nie zasuwa kotary do końca i rozebrawszy się do naga czeka aż ktoś będzie przechodził.

    4
    2
    Odpowiedz
  13. W świecie programistów dzieją się rzeczy skandaliczne. Dlaczego nikt o tym nie mówi?

    Oto codzienne na naszych oczach tysiące programistów poczyna programy – programy, które nigdy się nie narodzą.

    Każdy uczciwy człowiek powinien żądać od rządu ustawy anty-aborcyjnej, która w końcu da ochronę programom poczętym!

    Każdy poczęty program ma konstytucyjne prawo kończyć się releasem w ciągu 9 miesięcy. Aborcja programu może być tolerowana tylko w uzasadnionym przypadku. Mordercy programów poczętych powinni siedzieć w więzieniach, a nie jeszcze dostawać dotacje z Unii Europejskiej na innowacje!

    Nie można też zapominać o programistach, którzy zdecydowali się urodzić beta-wersje, a nawet wersje alpha. Nie do pomyślenia jest, żeby w środku Europy w XIX wieku autorzy ciężko zabugowanych młodych programów musieli radzić sobie sami, bez najmniejszej nawet pomocy i opieki ze strony państwa.

    Dlatego też domagamy się wprowadzenia programu 500++ dla programistów. Po 500 złotych miesięcznie na każdy narodzony program. Zaś za wypuszczenie na świat beta wersji po 4000 złotych i zwrot kosztów debugowania.

    Czas na dobrą zmianę! Także w informatyce.

    8
    2
    Odpowiedz
    1. Tak jest! I w ogóle to granda jest, żeby bajt miał osiem bitów. To nie do pomyślenia, żeby przez tyle lat, w tak niesamowicie dynamicznie rozwijającej się branży, bajt miał ciągle osiem bitów tak jak to było kilkadzieści lat temu.
      Dlatego domagamy się również tego, żeby bajt miał przynajmniej 11 bitów. Albo 13, bo to fajne liczby są, wręcz pierwsze!

      2
      0
      Odpowiedz
  14. Czytanie Twojego tekstu jest jak balsam na duszę. Mimo młodego wieku – fajny styl, a i treść nie banalna. Gratuluję. A tym co wyczyniają małolaty, żeby zaistnieć to się nie przejmuj. Od zawsze chyba młode pokolenia starały się udowadniać, że oni absolutnie nie mają nic wspólnego ze starszymi, że są radykalnie inni. Podkreślają to wyglądem, stylem bycia, sposobem mówienia. Staram się nie szufladkować człowieka patrząc na wygląd od kiedy poznałam bliżej kobietę, którą uważałam za pustą Barbie. Za niebieską szminką czy tunelami w uszach może być całkiem sensowny człowiek, który z racji młodego wieku (albo też z innych powodów) uznaje, że teraz tak chce wyglądać.
    Wydaje mi się, że każde kolejne pokolenie ma coraz trudniej, żeby wymyślić coś fajnego i oryginalnego. Jednak taka czy inna moda wielu z wiekiem przechodzi.
    I nie musi to oznaczać rezygnacji z chęci bycia oryginalnym. Jest raczej jak
    wyrastanie z czegoś co przestaje być takie ważne i potrzebne. Zmienia się hierarchia wartości, wykształca się własny styl, a często również poczucie własnej wartości, które nie musi być manifestowane awangardowym wyglądem. To tyle w kwestii wyglądu. Gorzej z brakami w wykształceniu czy odrzucaniem zasad. Owszem są ludzie dorośli, którzy uzupełniają wiedzę bo uświadamiają sobie własne braki. Bywa też, że patrząc na swoje zachowanie z perspektywy czasu, wstydzą się niektórych zachowań z „czasu głupawki”, kiedy człowiek leciał przed siebie ze stadem baranów i meczał jak one, żeby nie być osamotnionym. Myślisz, że skąd się wzięło wzdychanie ludzi po 40-stce czy
    50-tce – „Mieć tamto ciało i obecny rozum”? Niestety, niektórzy z tego nie wyrastają. Smutne to, ale co zrobić? Ja staram się otaczać tymi, których lubię,
    w myśl powiedzenia „Kocham ludzi, a niektórych to nawet lubię”.
    Powodzenia 🙂

    6
    0
    Odpowiedz
  15. Masz 21 lat? Jest jeszcze nadzieja dla świata.

    2
    0
    Odpowiedz
  16. Zacznę trochę od końca. (a raczej całkowicie)

    Autor wolał by udawać, że coś takiego jak sex i ogólnie sfera intymna nie istnieje i że sam o tym nie myśli i nie robi takich zbereźnych rzeczy. Jaki to ma sens? Wszyscy wiedzą, że każdy to robi czy będzie robił, więc po co robić z tego tajemnicę? Rozumiem konsternację, ale trzeba też zrozumieć, że zmienił się tylko nośnik. Ludzie są tak samo pruderyjni jak byli. Tak samo jak dawniej zdarzał się chłop latający z gołym siurem po polu tak że cała wieś widziała i teraz dziewczyna zamieszcza zdjęcie Sami-Wiecie-Czego i nie widzi w tym nic dziwnego.

    O modzie nie będę się wypowiadał, bo jak ktoś chce tak czy inaczej wyglądać, to niech się tak ubiera.

    Tu się zgadzam. Sam osobiście nie wiedziałem jakie miasto jest „stolicą” Zachodniopomorskiego. I owszem. Mam internet by to sprawdzić, ale jeśli już sprawdzę, to raczej to pamiętam, a nie „mam internet – nie muszę pamiętać”. I też uważam, że nie muszę wiedzieć wszystkiego, bo moja wiedza na temat niektórych rzeczy przerasta kilkakrotnie wiedzę innych. A jeśli na co dzień wiedza geograficzna mi nie jest potrzebna, to po co mam ją na siłę przyswajać.

    Pozdro

    0
    3
    Odpowiedz

Na łeb, na szyję – chyba już nie żyję

Ponoć to strona dla ludzi sfrustrowanych rzeczywistością, rozczarowanych do takiego stopnia, że aż kurwica się bierze i tak pojawiłem się ja wraz z moją historią, ale o co chodzi? No właśnie, chodzi o to całe popierdolone życie, które wszyscy do czasu na szczęście dzielimy. Może się użalam nad sobą, nie wiem, ale jebie mnie to w tym momencie – i tak zbyt długo czasu milczałem…

Codziennie wieczorem zasypiam z nadzieją, że już więcej się nie obudzę – a tu chuj, wstaję i muszę się wzmagać z moją pojebaną rzeczywistością, a raczej depresją i fobią społeczną jak to raczy określać mój lekarz psychiatra. Po lekkim szoku jakim jest poranna pobudka zmuszam się aby wstać, a częściej po prostu coś zmusza mnie do wstania – w postaci dzwonka do drzwi, czy domofonu. Już po tym jak wygramolę się z łóżka pora na lekarstwa – wpierdalam całą tablicę mendelejewa i chuj, nic nie pomaga. Nadal nie mam ochoty żyć, moja motywacja umarła, a myśli samobójcze rują mi dziurę w czaszce i w zasadzie nigdy nie byłem tego zdania, że samobójstwo rozwiązuje problemy, zaś za to je niszczy, ale powoli zaczynam wierzyć w to, że śmierć będzie lepszym rozwiązaniem niż męczenie się każdego dnia. Za każdym razem, gdy próbuję wyjść z domu mam tysiące powodów, by z niego nie wychodzić, a jak pomyślę sobie, że mieszkam w jebanym mieście, gdzie pełno jest ludzi to mnie paraliżuje. Staram się unikać wszystkich tylko jak to jest możliwe, ale łatwo zgadnąć, że to raczej nierealne chociażby w momencie, gdy trzeba jechać komunikacją miejską do jakiegoś punktu – wtedy serce prawie wyskakuje mi z klatki piersiowej, a chęć nieistnienia zatacza niewyobrażalne rozmiary. Oczywiście to nie tak, że coś dzieje się bez powodu, bo zrytą psychikę jeszcze jest się w stanie ukryć, lecz gorzej jest, gdy ta psychika wychodzi na światło dzienne i Twój wygląd staje się personifikacją choroby. Jestem niesamowicie brzydki i niejednokrotnie miałem okazję to usłyszeć, a na ulicy widzę jak ludzie się na mnie patrzą jakby kurwa pierwszy raz w życiu człowieka widzieli, a gorsi są Ci, którzy to jeszcze komentują i tym zachowaniem jeszcze bardziej dobijają i gdyby jeszcze było tego mało – wyglądam jak dziecko przez co większość ludzi mnie po prostu nie traktuje poważnie, chociaż teoretycznie jestem dorosły. Nie jakoś bardzo, ale jestem. Wiele razy miałem sytuacje, że ludzie wykorzystywali to, że młodo wyglądam. Chociażby kiedyś próbowałem komuś pomóc, chociaż sam byłem w dość krytycznym stanie, bo po kolejnym dołku ulżyłem sobie ciachając przedramię nożem, bo wiecie – ból uwalnia endorfiny, więc teoretycznie człowiek staje się weselszy na chwilę. Już nie chcę mówić, że ten chuj to widział, a był jeszcze na tyle bez szczelny, że po tym jak próbowałem mu pomóc wejść do klatki, bo niby zerwał z dziewczyną poprosił mnie, abym zaprowadził go na przystanek, a ta menda najzwyczajniej mnie okradła. Mogłem się wtedy bić, ale raczej nie miałem szans z kolesiem 10 lat starszym ode mnie i o 30-40 kilo cięższym. To tylko jedna sytuacja z wielu przez co przestałem ufać ludziom. Mam tylko nadzieję, że karma do niego wróci.

Szczerze to nie wiem ile jeszcze zdarzę uciągnąć to piękne życie, bo i nawet nie wiem po co to robić. Wszyscy w końcu i tak kiedyś zdechniemy, pamięć o nas przeminie, a chwila przyjemności jakie życie potrafi dostarczyć ma być rekompensatą za nieunikaną śmierć? To co przeżyliśmy zza życia i tak nie będzie miało znaczenia, żadnej wartości, no chyba że ktoś wierzy w bajki, ale to temat na inną notkę. To jak podawanie ostatniego posiłku osobie skazanej na śmierć, po chuj jej to? Zresztą – po co ja w ogóle to piszę?

41
8
Pokaż komentarze (20)

Komentarze do "Na łeb, na szyję – chyba już nie żyję"

  1. Miałam podobnie teraz jest troche lepiej. Pewnie nie miałam tak zawansowanego stadium jak ty. Ale mimo oswijeniem się z ludźmi myślę że najszczęśliwsza bym była gdzieś na odludziu zajmując się ogród, a do najbliższego sąsiada miała bym 10km

    3
    0
    Odpowiedz
  2. Zatrudnij się u Mesia, będziesz nakurwiał cały dzień, a za zarobione piniondze kupisz sobie taki zegareczek z niebieskim podświetleniem. Problemy egzystencjalne znikną.

    2
    2
    Odpowiedz
  3. Jak zalałeś łeb dopaminą po prochach to tak wygląda życie po. Najwięcej endorfin uwalnia 5 kopiatych łyżeczek glukozy do porannej kawy. Idź na solarium 5 minut, poczytaj jakąś książkę naukową sprzed 1975 roku (oni tryskali tam nadzieją na rozwój nauki i możliwymi jej zastosowaniami – zobaczysz co z tego weszło do rzeczywistości dnia dzisiejszego) może odkryjesz coś co można by wdrożyć .

    2
    1
    Odpowiedz
  4. Patałachu. Nie pierdol. Wyjedź/wyprowadź się na wieś (mało ludzi) i zajmij się ogrodnictwem -uspokaja.
    Tylko pamiętaj: sadzi się zielonym do góry. 😛

    Ewentualnie trzy stówki w łapę, papierowa torba na głowę, i pod bramę naszego Łódzkiego Wydziału Fabrycznego…

    A w każdym przypadku, wydymaj sobie jakąś (te dwie stówki cię nie zbawią…). Dobrze ci to zrobi. /Mesio

    PS. A co do twojego wyglądu… Jeśli wyglądasz tak: www. movies-net. com/media/actors/ulrich-matthes. jpg, to masz problem. W przeciwnym razie pierdoli ci się we łbie i może trzeba tylko tabletki zmienić.

    3
    1
    Odpowiedz
  5. Zawsze pojawia się w takich sytuacjach, że ktoś mówi/pisze, że coś musisz, np. zacząć się ruszać. Wiem jak to jest dlatego lepiej zacząć od czegoś łatwiejszego, a ruszanie jak wiadomo i w pełni zdrowym nie wychodzi 😉 Moje musisz dotyczy żywienia. Może nie zdajesz sobie sprawy jak dużo zależy od tego co pochłaniamy. Skoro i tak siedzisz w domu i jak sądzę spędzasz czas w necie, czytaj o żywieniu, o tym co trzeba jeść, tylko nie artykuły z głównych portali. Polecam czytać artykuły pasjonatów żywienia, oni zwykle mają już wybrane informacje przedstawione w przystępny sposób. Poczytaj też i obejrzyj na youtubie wykład dr Dąbrowskiej na temat postu leczniczego. Gwarantuję Ci, że efekty są spektakularne. Mówi Ci to osoba, która też często już po przebudzeniu, a zanim jeszcze otworzyła oczy rano, miała dość wszystkiego. Nie ma co więcej pisać, bo depresja (itp.) to temat rzeka. Mnie dieta pomogła, ale potrzebowałam wielu lat by do tego dojść. Wiem jak to jest się męczyć samemu ze sobą, stąd odpowiadam na post.

    2
    0
    Odpowiedz
    1. Podobnie jestem zdania, że to co zjadamy ma istotne znaczenie jeśli chodzi o zdrowie, a w szczególności zdrowie psychiczne. Umiar – słowo klucz. Proste, różnorodne, przygotowane przez siebie posiłki – podstawa. „Nie” dla gotowych, sklepowych słodyczy i dań. Po tygodniu odczuwasz efekty. Pozdrawiam. Zdepresjonowana.

      0
      0
      Odpowiedz
  6. Nie poddawaj się! Są lepsze metody wyzwalania endorfin : Sport, Spotkania z przyjaciółmi, grupą, czas na świeżym powietrzu – poza miastem, ASMR. Poszukaj książek n/t rozwoju osobistego i walki z depresją, spróbuj terapii, lub leków. Musisz zbudować poczucie własnej wartości. Polecam Ci książkę „Życie po życiu” R. Moodyego. I pamiętaj o jednym: Sukces odnoszą nie Ci, którzy są najpiękniejsi i najmądrzejsi, ale Ci którzy najlepiej zaadaptują się do panujących warunków. Tak działa przyroda i tak działa nasza rzeczywistość. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    7
    0
    Odpowiedz
    1. „Sukces odnoszą nie Ci, którzy są najpiękniejsi i najmądrzejsi, ale Ci którzy najlepiej zaadaptują się do panujących warunków.” puk puk przecież jego obecna sytuacja wynika z głupiego myślenia i robienia wczoraj, a ty mu polecasz książkę po której tylko powiększy sobie doła, raczej przeczytaj książkę ” Potęga podświadomości ” Murpiego.
      Uważaj co myślisz bo to ma większy wpływ na życie niż higiena i mycie ;).

      2
      0
      Odpowiedz
  7. Nie wiem w jakim jestes wieku ale cos mi mowi ze jakos troche po 20tce. Tez przechodzilam w tym wieku dokladnie to samo (problemy z psychiką, dodatkowo problem alkoholowy ojca, ktiry ciagnal sie ok.20 lat, najwazniejszych w rozwoju jednostki). Obecnie mam lat 36. Tak od okolo 10 lat po wyprowadzce ojca z domu, nadrabiam zaleglosci. Nauczylam sue miec w d…. co pomysla o mnie inni, ze niczego sie nie dorobiłam, nie mam dzieci, nie zrobilam kariery.. Minie mize jeszcze wiele lat zanim zrozumiesz jakas część tego „po co to wszystko?” ale musisz dac sobie szanse i nie ogladac sie na innych, poniewaz kazdy z nas ma inna droge. Nie bd sie tu rozpisyeala bo pisze ze smartfona i nie jest mi za bardzo poręcznie. Ale chciałbym żebys dożyl tych lat co ja. Nie bd sciemniac ze zycie jest piekne bo nie jest, ale czuje ze nie jestesmy tu bez przyczyny. Nie ma czegos takiego jak choroba psychiczna, to jest po prostu rozchwianie duszy, nastaly takie czasy glupie, w których wielu brakuje ” harmonii” w samym sobie, szukaja spokoju na zewnątrz ale na zewnatrz sie jej nie znajdzie. Wez na youtubie wpisz „psychologia duchowa” oprocz lekow sa inne metody, moze Ci sie to przyda, sama tez czasem z tego korzystam, poniewaz leki nic mi nie dawaly na dluzsza mete. Trzymaj sie ciepło.

    2
    0
    Odpowiedz
  8. Też byłam w takim złym stanie, nie chciało mi się z łóżka wstawać i cały dzień leżałam, pojechałam z bratem i siostrą 4 dni nad morze i czuję się już dobrze. Rusz się z domu i przewietrz głowę.

    2
    1
    Odpowiedz
  9. Kiedy się tu zdążyć zakochać ze wzajemnością i stanąć przed ołtarzem, potem mieć dzieci i zarobić kasę na to wszystko.

    1
    4
    Odpowiedz
  10. Napisze kiedyś chujnie o swojej niespełnionej, nieszczęśliwej miłości, na razie waham się bo muszę podać miejsce i czas akcji.

    0
    0
    Odpowiedz
  11. Jak to mówił wieszcz narodowy, miej wyjebane a będzie ci dane. Zacznijmy od tego że fobia społeczna to tak naprawdę nerwica lękowa, na początek polecam to
    https://www.youtube.com/channel/UCcpYOp–pcSg9E6nfeebGNA zajebiście postawiło mnie na nogi. Kolejny etap to schodzenie z leków. A urodom się nie przejmuj, po prostu jesteś brzydki, ale to nic nie znaczy, kobiety myślą inaczej niż my więc może i patrzą na urodę, ale jak dasz jej poczucie bezpieczeństwa i będziesz się o nią starał to ci da (wiem co mówię, urodą też nie grzeszę), tylko się nie użalaj nad sobą bo tego nienawidzą. Ja walczę z nerwicą 2 lata z depresją z 5 i powiem ci że są dni lepsze i gorsze, tyle że ja na własne życzenie, przez marihuane która podobno nie szkodzi. Co do leków to musisz wiedzieć że mogą pomoc ale są ucieczką a nie rozwiązaniem. Tak że z fartem, w końcu ktoś nas wrzucił do tego pojebanego świata i liczy chyba na to że się potkniemy, więc z czystej złośliwości powiedz mu a takiego wała i chuj.

    1
    0
    Odpowiedz
    1. Jedyna opcja to dobrze dobrane leki. Widocznie twoj psychiatra przepisal ci niewlasciwe. Dobrze dobrany lek blokuje negatywne mysli. Przyblokuj je farmalogicznie i zacznij zyc. Z wygladem jest wieksza chujnia. Na pewno masz przez to problemy z plcia przeciwna, co nakreca dodatkowo depresje i fobie. Po lekach na pewno uda ci sie wyrwac jakiegos paszteta, ale z paszteta nie bedziesz zadowolony. Wiec moze isc dalej, sprobowac z operacjami plastycznymi. Niestety nic sie nie zmieni jesli nie zsczniesz dzialac, bedzie tylko gorzej. Potrzeba radykalnych krokow. A radykalne kroki wymagaja zmiany myslenia, zmien leki. Moze pozniej dojdziesz do stanu, w ktorym w koncu uporzadkujesz zycie i bedziesz mogl przesyac je brac.

      0
      0
      Odpowiedz
    2. 2+5=7, 2017-7=2010 więc rozpoznanie depresji zajęło Ci 2 lata , pomyśl czy nie mam racji.

      0
      0
      Odpowiedz
  12. Trudno skomentować taką Chujnię, żeby nie być trywialnym. Nie będę Cię przekonywać, że życie jest piękne itp, ale jest mi cholernie smutno i źle, kiedy pomyślę o ludziach, którzy nie mogą znaleźć dla siebie odrobiny sensu czy radości życia. Tym bardziej, że niewiele brakowało, żebym znalazła się wśród nich. Nie jestem psychiatrą, ani nikim takim i może się mylę, ale napiszę Ci co myślę. Myślę, że zanim podejmiesz jakąś radykalną decyzję, spróbuj (co masz do stracenia) poszukać jakiejś sensownej terapii grupowej. Z mojego doświadczenia wynika, że same pogaduchy z np. psychologiem to czysta teoria.
    Jak nauka pływania bez basenu. Zajęcia w grupie pozwalają przeżyć w bezpiecznym środowisku trudne emocje i poskładać się na nowo. Niestety tu sztuka polega na znalezieniu człowieka, który prowadzi zajęcia w sposób sensowny, i do którego ma się zaufanie.
    Może i jesteś brzydki. Nie wszyscy jesteśmy ładni. Niektórzy mają trudniej bo spotykają się z komentarzami na temat swojego wyglądu. Na pewno nie jest to łatwe, ale można się nauczyć ignorować troglodytów. Mam znajomego, który jest mały jak 10/12 letni chłopak. Twarz ma też dość charakterystyczną. Był dłużej (o ile wiem) z co najmniej dwiema kobietami, jest artystą malarzem, ma kilka nietuzinkowych zainteresowań, mieszka w pięknym miejscu i …. nie, nie powiem, że jest szczęśliwy. Jest alkoholikiem. Jest tak zakompleksiony, że nie widzi nic dobrego w tym co robi i co go w życiu spotyka, tylko swoje kompleksy. Szkoda, że dopiero kiedy się napije można z nim fajnie pogadać. To naprawdę mądry, nietuzinkowy facet.
    Nie znam się na depresji, ale spróbuj poszukać sensownej pomocy. Co Ci szkodzi, w końcu przecież i tak kiedyś umrzemy. Ale po co skracać dany nam czas jeśli można spróbować przeżyć coś dobrego. Czy ważne jest to co przeżyliśmy za życia? Ja myślę, że tak. A co konkretnie i dla kogo ważne – na to każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

    1
    0
    Odpowiedz
  13. I tak umrzesz, przynajmniej spróbuj różnych rzeczy, pobaw się życiem, zrób coś i zobacz jakie da efekty.

    1
    0
    Odpowiedz
  14. Pierdolisz.
    Żyjesz dla siebie, a nie dla innych.
    Też jestem brzydki i też patrzą się na mnie jak gdyby widzieli różową żyrafę. Mnie to pierdoli.
    Może moje słowa będą radykalne, ale nikt ani nic Ci nie pomoże. Nie wierzę jakoś by tabletki mogły pomóc na problemy z psychiką. Jesteś po prostu lekko jebnięty (i nie mów że nie) i tego wyleczyć się (jak na razie) nie da. Są pewne rzeczy których się nie da, ale przecież nie można położyć się i zdechnąć. Jesteś jaki jesteś i przecież nie miałeś na to żadnego wpływu. Próbuj żyć, a jeśli się nie da, no to… trudno.
    Ile masz lat?

    0
    0
    Odpowiedz
  15. Jedz do Syrii na wakacje to przestaniesz pierdolic farmazony ty posiadający za dużo w dupie idioto. Przestań wpierdalac tabletki i zacznij żyć

    0
    0
    Odpowiedz

„Osiołkowi w żłoby dano…”

Od czego zacząć… Znów będzie długie… No ale postaram się streszczać.

Kilkanaście lat temu zarabiało mi się na poziomie, przy którym oko bieleje. Wszystko było fajnie dopóki kryzys i kilka innych rzeczy nie złożyły się razem do kupy i nie sprowadziły mnie z powrotem do punktu wyjścia.

Przez parę ostatnich lat próbowałem sobie zorganizować pewną działalność gospodarczą, która pozwoliłaby mi wrócić do poprzedniego poziomu zarobków i spełnić wszystkie inne zamierzenia, bo bez tego ani rusz. Problem jednak rozbijał się o kwestię podstawową: brak odpowiedniej ilości kasy. No spróbujcie zrobić coś z niczego.

W końcu udało mi się zdobyć kwotę, która powinna pozwolić mi na realizację planów w wersji minimalnej (od czegoś trzeba zacząć). I tu się zaczyna mój obecny problem…

Sprawa wygląda tak. Mam pomysł na produkowanie pewnej rzeczy i praktycznie wszystkie formalności niezbędne do rozpoczęcia tej działalności już są załatwione (ile mnie to kosztowało czasu, nerwów, zdrowia i kasy to już sobie daruję nawet wspominać). Jedyne czego nie mam to możliwości samej produkcji…

Tego typu produkcję można jednak zlecić innej firmie. Sęk jednak w tym, że obowiązują minimalne zamówienia. A te są duże jak na początek. W końcu jednak, po jakimś czasie spędzonym na poszukiwaniach, znalazłem firmę, która przyjęłaby ode mnie to zlecenie. Po dwóch tygodniach rozmyśliła się, bo zażyczyła sobie minimalnego zamówienia przynajmniej czterokrotnie większego niż pierwotnie. To zaś jest poza moimi obecnymi możliwościami finansowymi. Z kolei firma (po kolejnym tygodniu zmarnowanym na poszukiwaniach), która byłaby chętna do współpracy, nie ma odpowiedniej linii produkcyjnej, przez co produkt musiałby ulec poważnej modyfikacji, czego nie chcę robić, bo się wtedy prawdopodobnie nie sprzeda.

No i efekt jest taki, że nie mogę ruszyć. Aczkolwiek jest jeszcze szansa, że znajdę innego wykonawcę (znów będę szukał, mam przy tym nadzieję na pewną pomoc kogoś z pokrewnej branży, może przy jego kontaktach znajdzie się chętna do współpracy firma). I taki jest stan na dzień dzisiejszy.

Powiecie: „to w czym rzecz?” Ano już nawijam.

Z dwa miesiące temu przypadek sprawił, że zainteresowałem się kompletnie inną branżą do tej mojej planowanej, w której tyle kłód musiałem pokonać i dalej nie wiadomo, czy wszystko zagra jak trzeba. Po przyjrzeniu się jej i przemyśleniach (pomysł przez te dwa miesiące sobie dojrzewał), doszedłem do wniosku, że żałuję, że nie popatrzyłem na tę branżę wcześniej pod takim kątem, jak teraz na nią patrzę. Bo już bym w niej od dawna siedział. Na szczęście wygląda na to, że ten rynek się dopiero rozkręca i rzecz ma naprawdę duże perspektywy. Stąd jeszcze z tydzień temu plan był taki, że mój pomysł, ten koło którego latam od tych paru lat, a który potrzebuje tylko podwykonawcy z odpowiednimi liniami produkcyjnymi, dopnę do końca i gdy zacznie przynosić jakieś pierwsze dochody, to równolegle złapię się za tą drugą branżę, z którą przypadkowo się zetknąłem.

Ale wczoraj dotarło do mnie, że może źle do tego podszedłem. Że może trzeba zrobić na odwrót -najpierw zająć się tą nową branżą (bo jest łatwiejsza do ogarnięcia -nie trzeba nic produkować, szukać podwykonawców, użerać się z sanepidem, czekać na łaskawą zapłatę za wystawione faktury itd.) a dopiero potem za to co pierwotnie planowałem, bo ta nowa branża ma sporą stopę zwrotu i ten interes zacznie się dobrze kręcić w ciągu 2-3 miesięcy. Tym samym dzięki niemu powinienem móc zarobić na to, by bez trudu spełnić wymogi tych minimalnych zamówień, jakich ode mnie wymagano, a może nawet postawić własny zakład (Łódzki Wydział Fabryczny… -jak słowo daję, jak kiedyś się to ziści, to sobie taką tabliczkę wymaluję i gdzieś w kącie zamontuję ;)) i produkować bez łaski to, co pierwotnie chciałem, równolegle prowadząc ten biznes z „nowej branży” (i może jeszcze coś innego, bo pomysłów jest sporo…).

Powiecie: „no to w czym problem?”

A bo widzicie.

Po pierwsze, z tym moim pierwszym pomysłem zabrnąłem tak daleko, że już „widać metę”. Po kilku latach dopiąłbym celu, a potem spokojnie zabrał się za resztę.

Po drugie, ten drugi pomysł, choć naprawdę bardzo obiecujący, może nie wypalić, bo przecież zawsze trzeba zakładać, że coś się jednak spieprzy (albo będzie mniej przynosił zysku i tym samym uniemożliwi mi pierwotne zamiary, albo przynajmniej przesunie je w realizacji nawet o lata). Wtedy nie będę mógł wrócić do tego, co początkowo planowałem, bo nie będę miał kasy na realizację. Z drugiej jednak strony także i to co chciałem produkować (pomysł nr 1) jest obarczone podobnym ryzykiem (Plus dodatkowo, tym, że pierwszy pomysł jest oparty na produkcji i sprzedaży hurtowej a drugi na detalicznej. Różnica w tym jest o tyle istotna, że detaliści płacą od ręki a hurtem odbierający towar kontrahenci robią często łachę, że zapłacą. To na początku jest znacznym ryzykiem, bo jeden nieuczciwy kontrahent, który wziął towar wyprodukowany praktycznie za całą twoją kasę, rozpierdoli ci cały biznes. Cóż, witamy w Bananalandzie.).

Po trzecie w końcu -i tu jest prawdziwa zagwozdka- teoretycznie kasy wystarczy na obie rzeczy jednocześnie. Sęk jednak w tym, że starczy „na styk”. Innymi słowy, jak coś się pokręci, to z braku funduszy w pizdu pójdą oba projekty.

Kapujecie więc dylemat.

No i teraz muszę -jak ten osioł, co mu w żłoby dano- wybrać to, co byłoby nie tylko najkorzystniejsze ale miało największe szanse powodzenia na starcie. I nie wiem, na co się zdecydować. Obie rzeczy kuszą. Obie mają ‚ręce i nogi”. Dodatkowo dobrnięcie do miejsca, w którym jestem w przypadku tego pierwszego pomysłu, zajęło mi tyle czasu i kosztowało mnie tak dużo, że szkoda mi to odwiesić na kołku na, przynajmniej, parę miesięcy.

O szczegółach w stylu: „co to” i „w jaki sposób robione” wam nie powiem, bo w tej sytuacji zwyczajnie nie mogę -priorytety.

Chujnia więc polega na tym, że stoję w miejscu i nie mogę się zdecydować, co wybrać. Oraz na tym, że gdybym miał około 30 tys więcej, zrobiłbym obie te rzeczy bez zastanowienia i na wszystko by mi starczyło. Niby kwota niewielka, zważywszy na skalę przedsięwzięcia i spodziewane zyski, ale nie do zdobycia „na już” (uprzedzając pytania, do banku nie mam po co iść).

Anyway, coś w końcu wybiorę. Martwi mnie tylko, że jak źle wybiorę, to potem będzie mnie to prześladować w myślach do usranej śmierci a wszystkie plany szlag trafi.

Ale jak się uda, to Łódzki Wydział Fabryczny przy tym zblednie (przy okazji, pozdrowienia dla wszystkich mesiowych podrób; nie, nie złożę podania, CV i nie dołączę trzech stówek wpisowego, bo nie wybieram się na etat do tego przybytku, zresztą nie stać by było Byczywąsa na moją wypłatę ;)). I zostanie mi „tylko” (aż) jeden problem: „Nie możesz bez niej żyć. Ożeń się z nią”…

„How hollow is the sound of victory without someone to share it with.”. Ech…

8
14
Pokaż komentarze (17)

Komentarze do "„Osiołkowi w żłoby dano…”"

  1. Czytam, czytam i ci panie powiem, że ni chuja nie wiem o co Ci chodzi.

    6
    1
    Odpowiedz
    1. O to, że -wbrew pozorom- od przybytku głowa boli. 😉

      0
      0
      Odpowiedz
  2. znajdź wspólnika, inwestora

    0
    0
    Odpowiedz
    1. Nie. Z kilku powodów.

      1. Ze wspólnikami jak z rodziną -dobrze wychodzi się na zdjęciu.

      2. Mam trudny charakter -musi być po mojemu. Więc tym bardziej spółka nie wyjdzie.

      3. Mam pewne długofalowe plany na rozwój działalności oraz na to, co dzięki temu mogę robić z zyskami z tego. A mając wspólnika, byłbym zmuszony do ich modyfikacji, a do tego musiałbym się podzielić dużym pakietem udziałów w czymś, co kiedyś może być warte naprawdę bardzo dużo, za praktycznie frajer, bo np. za te raptem 30 tys. (z tych powodów nie chciałem np. iść po kasę na giełdę umieścić na niej firmy- choć byłoby ją łatwo uzyskać i to w znacznie większej kwocie). I nie odkupiłbym ich za te 30 tys, nie? O ile w ogóle udałoby się je odkupić.

      BTW. Zerknij sobie np. na jakąś listę największych firm na świecie -zobaczysz, że wiele z nich jest w jednych rękach (ewentualnie w rękach jednej rodziny). Takim przykładem jest choćby Mars Incorporated warty dziesiątki miliardów USD… I wszystko w jednych rękach.

      Pomiędzy innymi rzeczami zawsze fascynowała mnie ekonomia i możliwość stworzenia czegoś tego typu, oraz to, jakie daje to możliwości. Popatrz na Elona Muska -gość nie robi tego dla forsy, nie przeżre tego, co zarobił, do końca życia. Robi to z innych pobudek. I robi rzeczy, o których większości świata się nie śniło. A czemu? Bo może. Ma finansowe zaplecze (i zarabia dalej).

      Ale do tego trzeba mieć wolną rękę, a nie wspólników. Dlatego choć na początku jest trudniej, to jestem zdania, że warto się przemęczyć.

      2
      0
      Odpowiedz
  3. 15% zysku z obydwu pomyslow i wykladam kase

    0
    0
    Odpowiedz
    1. He, he… Patrz odpowiedź do komentarza wyżej. 😉

      A uwierz, że wziąłbyś 1-2% i byłbyś zadowolony jakbyś w lotto szóstkę trafił.

      0
      0
      Odpowiedz
  4. Hmm… w takim razie ja na twoim miejscu bym poczekala jeszcze chwile i w miare mozliwosci dozbierała te 30 tysiecy…. Pojedz za granice na kilka miesiecy zarob, a część sprobuj wziac na jakis maly kredyt, jesli sam nie mozesz to niech ktos wezmie dla ciebie z rodziny nie wiem rodzice, rodzenstwo, ciotka, wujek ? Oczywiscie oddasz.

    0
    0
    Odpowiedz
    1. To generalnie ma sens, ale nie w moim wypadku.

      1. Nie mogę jechać za granicę (przyczyny osobiste), żeby to zarobić. Tym samym skazany byłbym na polską wypłatę. Odłożenie 30 tys w polskich warunkach zajęłoby ze 2 lata minimum. Szkoda mi marnować na to tyle czasu. Zwłaszcza, że za dwa lata ryzyko i tak będę musiał ponieść to samo.

      2. Nie mogę wziąć kredytu. Nowa firma w Polsce nie dostanie kredytu, nawet jeśli ma dobry biznesplan oraz kilkakrotnie więcej warte zabezpieczenie hipoteczne. Banki wymagają od 6-12 miesięcy prowadzenia danej firmy podparte fakturami (czyli wynikami finansowymi). Na marginesie. Po części nie ma im się co dziwić -muszą oszacować ryzyko. Z drugiej strony, prawo bankowe jest tu zbyt restrykcyjne i to się odbija na stanie gospodarki. No ale jest jak jest.

      Dopiero jak to wypali, to najwcześniej po pół roku mogę wziąć kredyt na szybszy tego rozwój. I wtedy rzeczywiście już pójdzie z górki.

      3. Nie mam możliwości pożyczenia tego od rodziny. Co mogłem pożyczyć, to pożyczyłem. I to z wielkimi bojami, ale to jest historia, że książkę, by napisał… I, i tak by nikt w wiele rzeczy nie uwierzył.

      Trzeba się na coś zdecydować. Tym bardziej, że goni mnie czas, bo młodszy się nie robię. I to na tyle mocno mnie goni, że właśnie szkoda mi nawet tych kilku miesięcy. Trzy lata mi zeszło dojście do miejsca, w którym jestem. 12 lat zleciało odkąd zabrałem się za interesy, 8 od momentu, gdy wraz z kryzysem gospodarczym i rodzinnymi kłopotami mi się noga powinęła i trzeba było zaczynać od zera. Naprawdę pomimo tego, że wiem, że cierpliwość jest cnotą, 😉 to nawet tych paru miesięcy mi szkoda. Mam za dużo do nadrobienia.

      Anyway. Decyzja już podjęta (chyba pomogło mi w tym napisanie tego tutaj, bo mogłem to sobie jeszcze raz przemyśleć, gdy pisałem). Najbliższy tydzień poświęcę na znalezienie firmy, która zechciałaby wyprodukować, to co było tym moim pierwszym pomysłem. Jeśli się znajdzie, to będę wtedy wiedział, ile mi kasy zostało, po produkcji i dystrybucji, na koncie i jaki ze sprzedaży tego towaru wyjdzie bilans. Wtedy, w ciągu miesiąca lub dwóch, za niewykorzystaną resztę kasy plus zarobek z pierwszego pomysłu zajmę się zorganizowaniem tego drugiego pomysłu. A potem pójdą oba jednocześnie.

      A jeśli nie znajdę chętnej do współpracy firmy, to od razu całość kasy pójdzie na ten drugi pomysł a za 2-6 miesięcy, może z pomocą kredytu a może i nawet bez niego, będę mógł spełnić finansowe wymogi ku temu, by móc zlecić minimalne zamówienie na produkcję tego, co zamierzałem na początku produkować. I kręcić się będzie jedno i drugie.

      Anyway. Po raz pierwszy od 8-10 lat mam spokojną głowę o to, że finansowe problemy mi się rozwiążą. A to, w powiązaniu z całą kupą innych spraw, które zależą od stabilności finansowej, był naprawdę koszmar.

      Tylko, cholera, jestem o te 10 lat starszy niż byłem. I to mi się nie wróci… Podobnie jak spierdolona relacja z moją „byłą niedoszłą” 😉 nie wróci do czasów sprzed tego, co nas poróżniło. I to jest największa strata. Mam poczucie zmarnowanego czasu. Bo np. ten drugi pomysł mogłem zrealizować 10 lat temu, tylko mi do głowy, ani wtedy ani przez te całe lata, nie przyszedł -uniknąłbym koszmaru, przez który przeszedłem i może ta osoba nie byłaby „była niedoszła”. Ale co poradzę… Może poza jedną rzeczą… -nie odmówię sobie małego prztyczka w nos skierowanego w stronę tej osoby, z którą się pożarłem. Zasłużyła. 😉 Ale do tego potrzebuję zrealizowania z powodzeniem tego mojego pierwszego pomysłu. I to też jest pewna motywacja, by to było zrobione jak najszybciej.

      1
      0
      Odpowiedz
  5. 700 stron. Nie czytam.

    0
    2
    Odpowiedz
  6. Przecież to nieważne. Jak się coś spierdoli to będziesz myśleć, że trzeba było brać się za to drugie, jak powiedzie, to dobrze, że nie wziąłeś się za to drugie. I na odwrót. Jeśli podobne jest ryzyko to rób to co było pierwsze.

    2
    0
    Odpowiedz
    1. „Jak się coś spierdoli to będziesz myśleć, że trzeba było brać się za to drugie,”

      O to to. 🙂

      „jak powiedzie, to dobrze, że nie wziąłeś się za to drugie.”

      Jak się powiedzie, to się też i za to drugie wezmę. Tyle, że wtedy już będzie za co to robić.

      „Jeśli podobne jest ryzyko to rób to co było pierwsze.”

      No właśnie ryzyko nie jest podobne. Ale jest trudne do oszacowania, bo inne czynniki są w przypadku jednej branży a inne w przypadku drugiej (np. wspomniane to, że w jednej towar idzie do dużego odbiorcy typu hurtownia, a w drugiej jest to sprzedaż detaliczna, w jednej masz duże minimalne zamówienie, więc ryzykujesz większą kasą, którą musisz w produkcję zainwestować i nie wiesz czy sprzedasz to co wyprodukowałeś, w drugiej towar kosztuje cię niewiele ale stworzenie platformy internetowej do jego sprzedaży i reklama pochłonie kupę kasy i nie wiesz -tak do końca, rozumiesz- czy przyniesie to efekt i czy na taka skalę, że będzie można powiedzieć że to dobry i perspektywiczny biznes, to wszystko wyjdzie w praktyce, ale najpierw trzeba się na coś zdecydować).

      0
      0
      Odpowiedz
  7. „Postaram się streszczać”… Chłopie, ty się nawet streszczać nie umiesz a bierzesz się za seryjną produkcję chuj-wie-czego dla branży spożywczej. Czaisz się i czaisz, a i tak wszyscy już wiedzą że mieszkasz na Pradze. Gdybyś był uczciwy wobec innych, koło by się zamknęło i dawno zniknęłyby twoje dylematy – taka karma. Może weź się za produkcję takich zegarków z takim niebieskim podświetleniem wyświetlacza? Do tego nawet żaden crowfunding niepotrzebny, to taki biznes że chuj mięknie, ja ci to mówię.

    3
    2
    Odpowiedz
    1. „Może weź się za produkcję takich zegarków z takim niebieskim podświetleniem wyświetlacza?”

      Eeee nie… Wiesz, zawsze wolałem klepsydry z takim jasnofioletowym podświetleniem… 😉

      0
      0
      Odpowiedz
  8. Osiołki to mają być zwierzęta pociągowe(na czterech i na dwóch łapach) panów swych jak to rzekł pewien rabin.

    0
    1
    Odpowiedz
  9. Trudno się to czyta. Srasz się o to jakbyś miał patent na robienie złota z truskawek. A odpowiedź jest bardzo prosta. Ziom. MASA.
    Po podrzuceniu tego samego ciężarka po raz pinsetny odpowiednie endorfiny zadziałają i będzie dla Ciebie absolutnie jasne, że
    a) lepsza jest opcja 2 bo jest nowa i lepsza
    b) nie potrzebujesz onej bo możesz iść w MASĘ.
    Pudzian ponoć tak decydował czy iść w transport czy w watę cukrową. Tak słyszałem.

    1
    0
    Odpowiedz
    1. „Srasz się o to jakbyś miał patent na robienie złota z truskawek.”

      A jeśli mam, to co? 🙂
      Choć akurat nie z truskawek… Zresztą, z wszystkiego można zrobić, nawet z, literalnie, gówna.

      „A odpowiedź jest bardzo prosta. Ziom. MASA.”

      Masa jest odpowiednia. Teraz rzeźbimy… 😉

      1
      0
      Odpowiedz
  10. Jeśli przedstawisz mi pomysł telefonicznie lub przez wiadomość i projekt bedzie miał solidne perspektywy to mogę w niego zainwestować lub zastanowić się nad udostępnieniem czesci powierzchni w którymś w dwóch moich obecnych zakładów produkcyjnych, napisz do mnie na maila, na pewno dojdziemy do porozumienia jesli twoj pomysł jest tak dobry jak piszesz, napisz komentarz pod tym postem jesli jestes zainteresowany i zostaw do siebie jakis namiar, bede co jakis czas wchodził w ten post i sprawdzał czy odpisałeś

    0
    0
    Odpowiedz

Siłownia

Mam 35 lat. Mieszkam w Krakowie. Od 4 lat chodzę na siłownie. Zacząłem to robić bo mam siedzący tryb pracy i w chuj bolały mnie plecy wiec zdecydowałem, że zamiast biegać po ortopedach i innych znawcach tematu lepiej się będzie za siebie wziąć. Jako początkująca osoba nie bardzo wiedziałem co jak używać sprzętu, jak ćwiczyć, ile razy w tygodniu itp. a to wydawało mi się kluczowe bo w końcu chyba to się liczy, żeby osiągnąć jakieś efekty dla zdrowia. Po kilku miesiącach zacząłem obserwować zachowanie ludzi na siłce. Z jednej strony faceci: rewia mody w postaci dziwacznych połączeń stroju, napinanie klaty jak kormoran, który chce zaimponować jakiejś samicy w czasie godów albo odstraszyć innych kontokurentów; głośne napierdalanie przez telefon i podkreślanie kilka razy do słuchawki, że własnie jest na siłowni i nie wie kiedy wyjdzie bo dziś robi plecy i palce u nóg. Jak widzisz, ze ktoś korzysta z bramy czy jakichś hantli to przeciętny Mirek (tak ich nazywam) nie powie Ci spokojnie, ze zaraz skończy, albo ze możemy na zmianę ćwiczyć tylko podniesie taki swój nieduży łeb i próbując patrząc z góry (nawet jak jest niższy od Ciebie) zachowuje się jak chłopiec w piaskownicy, który chce Ci powiedzieć ze to jego plastikowe zabawki i Ci ich szybko nie odda (nawet jakby miał własnie skończyć) itp itd.. . Z drugiej strony babki: musi taka przyjść sama albo co gorsza z koleżanką w stroju przypominającym prostytutkę i zając miejsce po środku grupy jurnych samców i się zacząć wyginać (bo często ciężko to nazwać ćwiczeniem). Moje ulubione „ćwiczenie” to jak się taka pindzia połozy na podłodze i wygina biodra ze sztanga ułożona w poprzek bioder rytmicznie je unosząc oddychając przy tym jakby wchodziła po 200 schodach. Drogie Panie czy wy nie macie za grosz wstydu tylko się musicie tak kurwić? Z męskiego punktu widzenia to wam powiem, że jeśli szukacie faceta i jesteście w już takiej desperacji to wiedzcie, ze nikt was poważnie traktuje… no chyba ze o to wam chodzi – no to spoko.

Chujnia mnie bierze jak widzę to wszystko. Czemu kurwa nie można iść zwyczajnie poćwiczyć tylko albo jakiś przerośnięty dupek z fiutem mniejszym od orzeszka ziemnego się popisuje, albo laska chce się zachować jak facet (bo ci taka podniesie 5 kilo i se selfi na instagrama robi) albo z koleżanka leży na jakiejś macie miedzy facetami i jojczą ze już nie mogą ze są tak zmęczone, że się nie spodziewały – to po chuj tam chodzisz i miejsce zabierasz? W końcu, czemu są strefy dla kobiet na siłowniach a kurwa stref dla facetów nie ma tylko baby maja wszędzie dostęp? Czemu w sporcie podrasowuje się jakieś ideologie, próżność zamiast zwykle ćwiczenia i technikę? Tworzy jakieś siłownio-etykieto-dekalogi: kurwa czy ja mam 3 lata żeby mi trzeba puszczać filmiki w których się mówi o 10 przykazaniach na siłce? Ze trzeba odnieść sprzęt na swoje miejsce, ze trzeba wytrzeć po sobie ławkę itp.
Nie lubię ideologii wszelkich bo one zaciemniają myślenie i rzeczywistość. Uwielbiam sport i ćwiczenia. Ćwiczmy ludzie bo mniej się do konowałów chodzi ale nie uprawiajmy ideologii.

Dobrego weekendu!

118
20
Pokaż komentarze (30)

Komentarze do "Siłownia"

  1. To ćwiczenie, które tak hejtujesz, to hip thrust – bardzo dobre na mięśnie pośladkowe. Co do reszty to masz trochę racji.

    8
    4
    Odpowiedz
  2. Ja to dla zdrowia chodzę, dla zdrowia – jebany hipokryta:) A i jeszcze jedno, brzydko wychodzi u ciebie na wierzch nienawiść do kobiet, nie wiem skąd was się tylu bierze, zakompleksionych cebulackich talibów z zadatkami na zboczeńców.

    12
    24
    Odpowiedz
    1. A ja nie wiem, skąd się bierze tylu oszołomów, którzy wszędzie doszukują się nienawiści do kobiet. Jeśli ktoś jest popierdolony, to trzeba o tym głośno mówić – płeć nie ma nic do rzeczy. W pełni zgadzam się z Autorem!

      10
      3
      Odpowiedz
  3. Bruce Lee nie uznawał siłowni, a powalił by pewnie na łopatki większość tych koksow. Wystarczy porównać jak wygląda mięso kurczaka wychodowanego na paszach na dopingu, z takim wyhodowanym na wsi, co sam sobie musi wykopać robaczka heh 😉

    19
    2
    Odpowiedz
  4. Nie rozumiem o co Ci w tej chujni chodzi. Może dlatego, że nie chodzę na siłownię?
    Za to rozumiem co to problemy z kręgosłupem i pogłębiająca je praca siedząca. Dlatego ćwiczę w domu ewentualnie chodzę na godzinny aerobic kilkuosobowym gronie.

    4
    1
    Odpowiedz
  5. Mam nadzieję, że napisałeś dla draki fragment o ćwiczących kobietach ze sztangą na biodrach. To jest jedno z najlepszych ćwiczeń na dwugłowe i pośladki znafffco. 4 lata na siłowni i nie wie takich rzeczy…

    14
    5
    Odpowiedz
  6. Z cyklu: „Problemy współczesnego cebulactwa”…

    13
    3
    Odpowiedz
  7. A no widzisz, bo są ludzie i są zwierzęta.

    6
    4
    Odpowiedz
  8. Masz stu procentową racje. Teraz aby wszyscy robią WSZYSTKO na pokaz zamiast dla siebie

    13
    3
    Odpowiedz
  9. W Krakowie tylko ze sprzętem latają zamiast na pięści

    6
    1
    Odpowiedz
  10. Dlatego właśnie lubię ćwiczyć w domu. Ławka,sztanga,hantle,muzyka jaka chcę,a efekty takie same 🙂

    16
    0
    Odpowiedz
  11. Dobry trening na siłce będzie ci potrzebny gdy będziesz musiał ostro jebać na panów swych i władców.

    6
    2
    Odpowiedz
  12. Jak oszczędnie! Zamiast płacić ortopedzie 200 PLN za 15 minut roboty to za połowę tego karnet na siłownię na której można wyrabiać MASĘ ile się chce! Brawo! A kościec i ścięgna będą musiały już jakoś nadążyć.
    A jakby nie dały rady to i tak pogotowie będzie za darmo, bez kolejki i z dowozem na miejsce. Zatem MASA! BRAWO dla tego Pana! 😀

    14
    0
    Odpowiedz
  13. Psiocha ją swędzi, więc się wygina. To jasne.

    4
    5
    Odpowiedz
  14. Chuj im wszystkim w dupę a kobietom na serio 😉

    8
    11
    Odpowiedz
  15. A ja nie chodzę na siłownię. Mam wielki brzuch i wisi mi to. Pracuję zdalnie i mam dużo kasy więc mogę siedzieć w domu bo jestem 28 letnim informatykiem z wieloma dyplomami.

    11
    4
    Odpowiedz
    1. Nie piernicz, nikt nie uwierzy że za takie zegarki z takim niebieskim podświetleniem wyświetlacza masz dużo kasy.

      6
      1
      Odpowiedz
    2. Ale nic nie szkodzi by być i dobrze zarabiającym informatykiem, ale z lekkim kaloryferem, prawda? Widzisz, dobrze jest ćwiczyć nie tylko dla wyglądu, ale właśnie dla zdrowia więc co ci szkodzi spróbować. Zresztą z doświadczenia wiem, bo również jestem informatykiem i takim ogólnie komputerowcem od wielu lat, że takie ciągłe siedzenie przed komputerem mnie dobija. Mam już tego czasem kurwa dość, ale moja paczka znajomych się rozjebała i nie mam z kimś wyjść więc chyba zacznę sam gdzieś wychodzić, choćby na rower bo pogoda jest ładna i szkoda ją marnować. Albo sobie gdzieś poznam nowych znajomych. Ciepło dobrze wpływa na moją psychikę.

      1
      1
      Odpowiedz
  16. Dziś każde narzędzie/metoda jest dobre żeby się móc wylansowac, dodać sobie zajebistosci. A że większość ludzi nie prezentuje sobą nic i przeważnie nie ma nic do zaoferowania, to pokazuje się z „najlepszej” strony jaką mają, czyli mięśnie, dupa, cycki, itp.

    12
    2
    Odpowiedz
  17. Nie jesteś sam:)
    Też lubię poćwiczyć, ale jak widzę gości z TRENERAMI PERSONALNYMI, którzy mówią takie bery tym ludziom biednym to serio masakra:) Zawsze przecież możemy poćwiczyć razem:)
    Pozdrowienia

    5
    1
    Odpowiedz
  18. Drogi Bracie: nic dodać, nic ująć! Rozdzielenie płci na siłowniach powinno być priorytetem, bo obecny stan nie da się dłużej tolerować. Z jednej strony czyhają naderwania, naciąnięcia, skręcenia, otarcia i podbiegnięcia, które mogą nas posłać na rentę z tytułu częściowej niezdolności do dżihadu. A z drugiej strony Iblis atakuje czyste chłopięta nieskromnymi obrazami spoconych pachwin, wydepilowanych łyd, galaretowatych wypukłości i wielbłądzich kopyt okrytych szybkoschnącymi legginsami. Najlepiej położyć temu kres wprwadzając na salach szariat. Nie będzie trzeba się już tłumaczyć czy oddawać za niewykorzystane karnety, a dodatkowo ocali to pozostawionych samopas samców przed czynami wbrew naturze. Wiadomo, że w ateistycznym środowisku kierowane do jednego czy drugiego miśka niewinne uwagi na temat dojebanych triceratopsów szybko kończą się sodomią uprawianą do wtóru popularnej piosenki „kolorowe sny kiedy ja dotykam ciebie, zwariowane sny, kiedy w nas tańczy pragnienie”. Dalej jest już tylko fitna, szirk, ridda, jockstrapy, herpesy, dół z wapnem i wieczność w piekle na twardym ruszcie szejtana.
    A przecież nie powinno tak być, bo Miłosiernego cieszy każdy dodatkowy centymetr w bickach wiernych.
    Prorok (salla Allahu alayhi wa sallam) powiedział bowiem: „Allah kocha wyznawcę na przyborze mocniej niż wyznawcę na zejściu, ale dostrzega pożytek z nich obu” (Sahih Ruhollah 6.66). Podobnie, roztropny imam Al-Zayob (rahimahullah) zwykł mawiać, że należy zapuszczać brodę i nie odpuszczać rzeźby.
    Z życzeniami owocnego męczeństwa na wyciągu emir Abu Janusz z Sieradza.
    O wy, którzy wierzycie, nie żałujcie sobie kreatyny, żonom ryżu, a kotom kurczaka!

    12
    1
    Odpowiedz
  19. Warto wspomnieć o facetach w legginsach, którzy myślą, ze wyglądają fachowo, a wyglądają jak pedały, zwłaszcza jak się wyginają, robiąc plecy. I oczywiście o tych, co drą ryło podczas robienia klaty. Bo przecież nie można w ciszy robić, tylko trzeba z każdym powtórzeniem krzyknąć. No i szatnie, w których panowie machają gołymi siusiakami i świecą dupami, zamiast się zasłonić ręcznikiem, bo po co, prawda? Niech wszyscy faceci na siłce patrzą na moją dupę i kutasa. Matołów na siłce nie mało. Rozumiem Twój ból. Miałem nawet napisać chujnie na ten temat, ale mnie ubiegłeś. Pozdrawiam.

    26
    2
    Odpowiedz
  20. Nie piszesz o tym co Cię boli tylko zwyczajnie się czepiasz. Uwielbiasz sport i ćwiczenia to ćwicz, a nie obserwujesz i krytykujesz. Może dla tych babek nie było miejsca w strefie dla kobiet i musiały ćwiczyć tam, gdzie było wolne. Ubrane były pewnie w pończoszki z podwiązkami, skoro masz takie skojarzenia. No fakt, powinny założyć golfy lub co najmniej grube dresy. Wyginać się na siłowni też oczywiście kobiecie nie wypada bo zawsze się trafi taki co zamiast zająć się sobą i ćwiczyć, gapi się kątem oka i karmi wyobraźnię. Oczywiście nie mają też prawa padać ze zmęczenia no bo przecież Ty i Tobie podobni zasuwacie równo od pierwszego razu. Przychodzą często z koleżanką bo tak łatwiej znosić (nie zwracać uwagi) krytykanckie spojrzenia i nie być posądzaną o szukanie chłopa. No cóż, może z Ciebie takie ciacho, że masz podstawy podejrzewać, że na Ciebie polowały, ale jeśli nie jesteś zainteresowany to wystarczy skupić się na sobie. Ogólnie dla mnie to stek bzdur. Przez takich jak Ty ja i niektóre moje znajome nie chodzimy na siłownię odkąd zamknęli jedyną w mieście siłownię dla kobiet.
    A przepisy prawa, dekalogi itp tworzone są dla tych co sami nie wiedzą jak się zachować i nie wpadli by sami na to, żeby np. wytrzeć po sobie ławkę. Takich jest niestety wielu.
    Uwielbiajmy sport i ćwiczenia. Ćwiczmy ciało, ale i umysł, a mniej będziemy chodzić do konowałów i będziemy lepsi dla siebie i innych.

    12
    10
    Odpowiedz
  21. Mnie na siłowniach wkurwiają szatnie. Mają eleganckie szafki, krany na podczerwień, prysznice i ani jednej kratki wentylacyjnej czy chociażby zwykłego okna. Jak raz do takiej wszedłem to myślałem, że się porzygam. Smród potu i nieświerzych butów uderzył mnie już od samego progu.

    2
    0
    Odpowiedz
  22. A ja ćwicze cały czas z trenerem. I uwazam że jak kogos stac (nie jest to tanie) to czemu nie. Nie jest to żaden lans ani nic.

    4
    2
    Odpowiedz
  23. Przez silke bedziesz musiał iść do lekarza. Do psychicznego na terapię 😉

    4
    0
    Odpowiedz
  24. pato, pato robimy se jaja z rapu

    0
    0
    Odpowiedz
  25. Wszystkim koksującym wyciskaczom przypominam nieśmiało: duża klatka – mały ptaszek !

    3
    1
    Odpowiedz
  26. Zmień siłownie. Ja chodzę do takiej gdzie większość bywalców z gatunku „nie chciałbym spotkać nawet w dzień w uliczce”, a w praktyce zawsze pomogą i doradzą. Nikt tam też nie przychodzi się lansowac, a jak się zdarzy to po góra drugiej wizycie delikwent rezygnuje bo mu głupio jak wszyscy dookoła cisną ile sił a nie siedzą z komóreczkami.

    2
    2
    Odpowiedz
  27. „Zacząłem to robić bo mam siedzący tryb pracy i w chuj bolały mnie plecy wiec zdecydowałem, że zamiast biegać po ortopedach i innych znawcach tematu lepiej się będzie za siebie wziąć.” Też tak miałem i siłka g.. ci da jak nie pójdziesz na płukanie jelita grubego (hydrokolonotarapia – bio-coś tam naprzeciwko Błękitka na rondzie Grzegórzeckim i tylko tam – właściwa maszyna – grawitacyjna -280 zł) bo masz w dupie 100-120 kamieni z jedzenia (jakieś 5-7 kilo) które non stop obciążają grupy mięśni kręgosłupa dając ból że z czasem trudno wstać, a potem polecam spacery z psem po 6000 kroków (krokomierz w komórce) , a przy okazji poznasz laski co się z pieskami prowadzają (no chyba że będziesz po puszczy w Niepołomicach łaził to –
    niedźwiedzia ).

    0
    0
    Odpowiedz

Załatwiaj rozumem a nie mordą

Cześć. Od czterech lat czyli od pożaru mojego starego mieszkania (a raczej domu) mieszkam w mieszkaniu socjalnym. Osobiście nie narzekam. Sąsiedzi są ok, oprócz jednych, ale chuj tam z nimi. Czynsz nie duży. itd. itp.
Może nie każdy wie, ale w mieszkaniu socjalnym, jeśli chcesz coś w nim zrobić/zmienić musisz mieć pozwolenie z administracji i to stamtąd przychodzi fachowiec. Np. wymiana drzwi wyjściowych, zdemontowanie pieca itd. Logiczne bo w końcu to nie jest moja własność.
I o właśnie zdobywaniu pozwolenia będzie chujnia.

Moja koleżanka też mieszka w takim mieszkaniu i ona w przeciwieństwie do mnie, załatwia sprawy mordą. Czyli wpada na „pełnej kurwie” i krzyczy że jej się należy, że ona płaci i że zaraz powiadomi odpowiednie osoby/służby (chyba kurwa specjalne…). Jakiś czas temu zjebała się jej podłoga w kuchni. Poszła więc jak zwykle do administracji… i co? Czekała pół roku na fachowca.
Mi tydzień temu zjebały się drzwi wyjściowe. Czekałem 3 dni na wymianę framugi (bo coś było z nią nie tak) i oczywiście drzwi. 😀 TRZY dni. a ona pół roku.

I teraz rada dla tych co załatwiają coś – niekoniecznie w administracji:

„Nie mówcie nigdy ludziom tego, co już wiedzą.” – Ja ( 😀 )

Ona mówiła że płaci i że oni muszą zrobić. Oni to wiedzieli, więc wydłużyli czas oczekiwania do maksimum.
A… i nie bądźcie chamscy.

Pozdrawiam wszystkich chujów i chujczanki.

63
13
Pokaż komentarze (16)

Komentarze do "Załatwiaj rozumem a nie mordą"

  1. W naszym kraju rację ma ten kto ma większą mordę. Bez niej nie da się wiele zrobić. 😉

    4
    4
    Odpowiedz
  2. a nie pomyslales, ze ze zepsuta podloga po prostu da sie zyc, a z drzwiami wejsciowymi to juz raczej nie. Ktos wejdzie, okradnie, zaatakuje i pozniej mieliby problemy, ze fachowiec do zepsutych drzwi nie przyszedl a z domu wyniesiono telewizor.

    3
    2
    Odpowiedz
    1. Pomyślałbym, gdyby zdarzyło się to tylko raz.
      Wcześniej zakładałem prysznic i czekałem tydzień. Później przenosiłem kuchnię gazową. Czkałem cztery dni. To nie przypadek.

      Autor chujni.

      2
      1
      Odpowiedz
  3. Ja nigdy nie rozumiałam chamskich ludzi. Mam taką babę w pracy. Traktuje ludzi tak jak sie traktowalo za PRLu. I kazdego probuje przekonać że, w przeciwienstwie do niej,jest debilem.
    Ja jestem zawsze miła. Nigdy nie wiadomo kiedy ja coś spierrr i będę potrzebowała czyjej „wyrozumiałości”. Predzej czy później wszystko wraca do człowieka. Szczególnie złe uczynki…

    9
    0
    Odpowiedz
  4. Typowa złośliwość i brak kultury. Co z tego, że jest ona chamska? Administracja zniża się do jej poziomu wydłużając jej tak terminy.

    8
    0
    Odpowiedz
  5. To co napisałeś doskonale odzwierciedla urzędniczą rzeczywistość. Wszyscy Ci co narzekają na długie działanie urzędów tak naprawdę wbiegają do urzędu na pełnej hurwie, krzyczą, wrzeszczą i lądują z automatu na koniec kolejki, bo taki urzędnik też jest człowiekiem i też się whurwia na to, że musi wypełniać masę wymyślonych przez debili na wiejskiej papierów. A Ci co spokojnie przychodzą to mają sprawę szybko załatwioną. Ja jak idę do urzędu lub gdzieś by załatwić tego typu sprawę, spokojnie rozmawiam z pracującymi tam ludźmi i mam w chwilę sprawę załatwioną.

    8
    1
    Odpowiedz
    1. Oceniasz całą urzędniczą rzeczywistość po własnym bardzo małym wycinku rzeczywistości. To tak jak powiedzieć, że nikt nie kręci liczników w używanych samochodach bo mi nikt takiego numeru nie zrobił. Brednie.

      3
      1
      Odpowiedz
    2. Masz wiele racji. Ja przez lata pracy z ludźmi zawsze starałam się traktować wszystkich jednakowo, ale to nie zawsze wychodzi. Jak ktoś jest normalny, to aż się chce załatwić jego sprawę jak najlepiej. Często jest tak, że wychodzimy poza swoje obowiązki i staramy się (zamiast tylko skwitować, że „niestety…”) znajdywać rozwiązanie bo szkoda człowieka. Tacy co szukają na kim by się wyżyć (bo szef w pracy dokuczył czy żona zdenerwowała) mają małe szanse na cokolwiek poza służbową uprzejmością i załatwieniem tego co nie wymaga osobistego zaangażowania.
      Traktuj innych tak jak sam chcesz być traktowany.
      „Gęba” tylko tam gdzie czujesz się ewidentnie lekceważony i po prostu nie ma szansy załatwić cokolwiek bez pokazania, że się łatwo nie odpuści.

      2
      0
      Odpowiedz
  6. w zawodówce takie zachowania jak u twojej koleżanki to norma.

    2
    0
    Odpowiedz
  7. Pracowałem w biurze klienta Orange na telefonie i zdarzały się takie nabzdyczone koguciki które czego to one nie zrobią, zawiadomią policję, prokuraturę, „NAGRYWAJĄ ROZMOWĘ” bo wszystko im się należy i za całe zło tego świata odpowiada firma, to jest tak śmieszne że zawsze takiego ripostowałem, że jak dla mnie to może nawet do prezydenta dzwonić albo jak pójdzie na policję to go wyśmieją 😉

    1
    3
    Odpowiedz
  8. Chujczanki xd jprl xd dobre

    0
    0
    Odpowiedz
  9. Jest jeszcze inny typ człowieka – mam takie „kuzynostwo”. Mianowicie są kurwa świetni, mili, sympatyczni, w dupę bez mydła wchodzący, ale tylko do czasu kiedy myślisz tak jak oni, tymi samymi kategoriami i im przytakujesz.. oooo wtedy jest świetnie i miodnie… Ale spróbuj tylko zgłosić zdanie odrębne, inaczej niż oni widzieć świat… Wtedy jest armageddon, oczywiście jesteś wtedy chujem ostatnim i rozmowa z tobą przestaje być dla nich celowa.

    4
    1
    Odpowiedz
    1. Norma. Szukanie w rozmowie z drugą osobą samopotwierdzenia swojej zajebistości. Przypadek nierzadki.

      0
      0
      Odpowiedz
    2. Ja w urzędach, jak mam coś trudnego, to jestem cierpliwy i zazwyczaj załatwiam sprawy „na sierotę”, a nie „na krzywy ryj”. Robię wielkie oczy i proszę o pomoc, mówię tym urzędniczkom, że mnie żona wysłała i za bardzo nie wiem o co chodzi, a one są takie wspaniałe i na pewno mi pomogą i zawsze megauprzejmość, bardzo pani dziękuję, miłego dnia. Przeważnie działa, ale nie na wszystkie. Jak wyczuwam PeeReL i chamstwo w odpowiedzi na moją uprzejmość, to potrafię zrobić awanturę.

      0
      0
      Odpowiedz
  10. Następnym razem ubierz turban , zawieś plecak tyłem na przód i powiedz że ci się bardzo spieszy. Prawdopodobnie będziesz miał zrobione od ręki w czasie „zero”.

    0
    0
    Odpowiedz

Miejsca publiczne jako łazienka

Moja chujnia dotyczy czynienia z miejsc i przestrzeni publicznych łazieniek, ew. salonów kosmetycznych. Jakiś czas temu jechałem pociągiem, a przedział współdzieliła ze mną tylko jedna osoba – kobieta w wieku ok. 25 lat. W pewnym momencie ni stąd, ni zowąd klęknęła na swoim siedzeniu i odwróciła się do znajdującego się nad nim lustra. Czytałem wtedy książkę, ale ze względu na to, że współpasażerka pozostawała w tej pozycji już dłuższy czas, podniosłem wzrok, żeby zobaczyć, co ją tak zajęło. Okazało się, że robi sobie pełen makijaż – od jakiegoś podkładu (chyba tak to się nazywa), przez malowanie oczu, po podkreślanie ust szminką. Nie tyle zgorszyła czy zbulwersowała mnie tamta sytuacja, co poczułem się w pewnym stopniu zmieszany tym, że obca osoba wykonuje w mojej obecności jakby nie było dość intymne czynności. Wczoraj natomiast jechałem komunikacją publiczną w swoim mieście i gdy tramwaj dojechał do jednego przystanku, aż trudno było mi opanować śmiech. Stała tam młoda dziewczyna, ok. 20 lat, która nie trzymając nawet żadnego lusterka przed sobą, pędzelkiem nanosiła sobie na twarz jakiś upiększacz (nazwy niestety nie znam). Nie raz widywałem też kobiety, które np. w pociągu czy szybkiej kolei miejskiej wyciągały z torebki lakier i w obecności pozostałych pasażerów jak gdyby nigdy nic zaczynały malować sobie paznokcie. Zupełnie na porządku dziennych jest to, że dziewczyna nawet podczas rozmowy (czy to na uczelni czy w autobusie) wyjmuje krem do rąk i sobie je smaruje. Reasumując: nie mam nic przeciwko wymienionym czynnościom pielęgnacyjnym – wręcz przeciwnie, to dobrze, że panie o siebie dbają, ale pewne zabiegi mogłyby wykonywać w łazience. Nie ma nic złego np. w kremowaniu dłoni, ale dotykanie tłustymi rękoma poręczy, z której korzystają też inni, nie jest najlepszym pomysłem. Pomalowane paznokcie wyglądają ładnie, ale zapach lakieru w zatłoczonym autobusie nie jest najprzyjemniejszym, jaki można sobie wymarzyć. Na koniec bardzo głęboka refleksja: używanie papieru toaletowego po załatwieniu grubszej potrzeby fizjologicznej bez 2 zdań jest wskazane, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że czynność ta nie powinna wychodzić poza granice ubikacji. Podobnie – nie wszystkie zabiegi pielęgnacyjne inni mają ochotę oglądać w miejscach publicznych.

32
49
Pokaż komentarze (21)

Komentarze do "Miejsca publiczne jako łazienka"

  1. Przejdź na islam.

    6
    3
    Odpowiedz
  2. A idź się spierdzieć w autobusie. Najlepiej zrób to głośno, żeby pobudzić również zmysł słuchu. Potem zdemontuj koło i huknij się w czoło.
    Teraz bardzo głęboka refleksja: co najbardziej ci będzie przeszkadzać – widok wypierdzianych gaci, smród gówna czy dźwięk pierda?

    5
    2
    Odpowiedz
  3. A ja sobie rowa depiluje i hebluje moje dlugie szpony u stop . W publicznym transporcie of course . Nieraz tez sie odleje na peronie . A jak znajde dobre listowie to i klocka na trawniku postawie ku uciesze gawiedzi .

    3
    0
    Odpowiedz
  4. Intymne czynności to byłyby w sytuacji, gdyby grzebala sobie publicznie ręką w pizdzie. A tak nie ma się czego czepiać. 😉

    11
    1
    Odpowiedz
  5. Trzeba było panienkę intymnie klepnąć w pupę. Ja bym tak zrobił.

    4
    4
    Odpowiedz
  6. Malowanie panokci to faktycznie przesada,ale kremowanie rąk? Nigdy bym nie pomyślała, że komuś moze to przeszkadzać. Z resztą poprawianie/nakładanie makijażu tez mnie nie rusza.

    12
    1
    Odpowiedz
  7. Widać, że pan jesteś człek natury delikatnej, pewnie poeta jakiś. To choćby z tego wnoszę, żeś pan czytał książkę, co jest dziś zjawiskiem rzadkim, a osobliwym. Podzielę się tedy z panem przygodą, która mnie spotkała podczas podróży na coroczny Zjazd Fabrykantów Polskich. Nawiasem mówiąc miały tam byś dyskutowane szalenie ciekawe kwestie: „Bicie nahajką i karta multisport jako czynniki motywacyjne”, „Oszustwo VAT – teoria i praktyka” „Darmowy praktykant –frajer, czy frajer do kwadratu?” i wiele innych. Pech chciał, niestety, że awarii uległ mój automobil i na zjazd musiałem udać się pociągiem. Potraktowałem to jako swoiste safari, okazję do obcowania z hołotą robotniczą i podglądania jej obyczajów. Wyznaczonego dnia zająłem miejsce w przedziale, poprawiłem monokl, odpaliłem cygaro i rozłożywszy gazetę zagłębiłem się w lekturze optymistycznego artykułu pt. „Związek Pracodawców Polskich „Lewiatan” postuluje o przywrócenie niewolnictwa”. Pociąg już ruszył, kiedy otworzyły się drzwi przedziału i weszła doń kobieta, na oko dwudziestokilkuletnia robotnica. I tu – wyobraź pan sobie! – pierwsza impertynencja: Czy ja mógłbym zgasić cygaro, bo tu nie wolno palić! Zrazu sięgnąłem po nahajkę z przyzwyczajenia, ale przypomniałem sobie, że została w fabrycznym kantorku. Oburzony do głębi tym, że odezwę się do osoby tak niskiego stanu bez poprzedzenia tego ciosem nahajki, odparłem: „ Panienka się zapomina! Człowiekowi o mojej pozycji wolno postępować nawet wedle najśmielszej jego imaginacji!” Spojrzała na mnie jak na jakiegoś wariata ( rozumiesz pan! ) i dalej swoje:” To nie XIX wiek! Idę po obsługę, zaraz pana stąd wywalą!” Ja na to: „Proszę bardzo, z chęcią pomogę konduktorowi oćwiczyć panience zadek! Zaraz się okaże, kto tu się nieodpowiednio zachowuje!”. Po kilku minutach wróciła zła jak osa, bo nikogo nie znalazła. Popatrywała na mnie spode łba i coś mruczała pod nosem, ale podróż mijała sielsko. Piekliła się jeszcze raz, kiedy splunąłem siarczyście na podłogę ( a gdzie spluwaczka, pytam się!). Podróż, jako się rzekło, mijała spokojnie…..do czasu. Zaraz po odjeździe z przedostatniej stacji, klęknęła na swoim siedzeniu i odwróciła się do znajdującego się nad nim lustra. Powiadam panu, jakby mnie grom strzelił! Jak ten robotniczy tyłek się na mnie wypiął! Toż to mogło znaczyć tylko jedno! Kusiła mnie! Kiedy widziałem robotnicę w takiej pozie, w mojej fabryce, to zwykłem ją brać wprost na hali, a maszyny nawet nie zwalniały biegu! Rozpaliła moje namiętności! Rzuciłem precz gazetę, monokl spadł mi z oka, stratowałem cylinder, ruszyłem na nią, chwyciłem za spódnicę i zdarłem majtki! ……no i wyobrażasz pan sobie pewnie, co wtedy nastąpiło. Niestety, już nie ten dobry obyczaj dziś panuje, co kiedyś. Zaczęła drzeć się wniebogłosy. Rejwach na cały pociąg, zbiegli się ludzie ze wszystkich przedziałów. Niektórzy nawet ośmielili się naruszać moją nietykalność cielesną. Tłuszcza wywlokła mnie z pociągu na następnej stacji, gdzie już czekał policmajster. Kazałem mu aresztować tę hołotę, kazałem wszystkich pozamykać, ale on (imaginuj pan sobie!) aresztował mnie! A czym ja zawiniłem, to do dziś nie wiem! Co prawda, mecenas Skurwysynowicz wyciągnął mnie szybko na wolność, ale na zjazd nie dotarłem. Jaki z tego morał, to pewnie pan wiesz: To co człowiek na poziomie uważa za normalne i taktowne, tego hołota zrozumieć nie potrafi i na odwrót. Takie czasy. Z pozdrowieniami, wasz Fabrykant.

    32
    1
    Odpowiedz
    1. Ja pierdziele. Powinieneś bracie książki pisać. Rewelacja.

      7
      0
      Odpowiedz
    2. Gościu jesteś mistrzem

      4
      0
      Odpowiedz
    3. Nooooo, patałachu…, Pan twój, Mesio, raczy cię pochwalić za ten tekst. /Mesio
      PS. Tak z ciekawości… To ty pisywałeś teksty Abu Janusza z Sieradza?

      0
      1
      Odpowiedz
      1. Raczyć to ty się możesz co najwyżej ciepłymi szczynami, które tobie podobni zowią piwem, a nabytymi w lokalnym sklepiku dla plebsu. Waż słowa, bo każę cię wychłostać.

        2
        2
        Odpowiedz
        1. „Waż słowa, bo każę cię wychłostać.”

          He, he… Na to, patałachu, to wyłączność ma domina Marta, Pani Pana waszego… Więc ty to Panu twojemu, Mesiowi, możesz skoczyć i obtoczyć. /Mesio

          PS. A jak się będziesz niegrzecznie odzywał do Pana twojego to se, pod murami naszego Łódzkiego Wydziału Fabrycznego, z twoim ryjem porozmawia pluton egzekucyjny. I z radością go, lumpie, powitasz (podobnie jak ostatni łyk świeżego smogu), po wywleczeniu cię z naszych kazamatów.

          1
          1
          Odpowiedz
    4. Nowe wcielenie mesia?

      0
      0
      Odpowiedz
  8. Po 1. Od kiedy nakładanie podkładu na ryj jest „czynnością intymną”? Może jeszcze mi powiesz, że włosy są obiektem seksualnym, który trzeba zakrywać szmatochustą? Oh wait… Hmm nie wybierasz się czasem z/do Arabii? Mentalność dziwnie podobna…

    Po 2. Nie ma szans, żeby jakaś Karyna malowała sobie paznokcie w autobusie, miejscu, w którym telepie człowiekiem, jakby dostał padaki, a tu potrzeba wyjątkowej ostrożności, aby nie wyjechać poza płytkę paznokcia. Jest to trudne siedząc nieruchomo w domu, a ty nam tutaj takie bajki wcisnąć chcesz?

    Po 3. Jesteś przewrażliwiony

    16
    1
    Odpowiedz
    1. W autobusie maluję paznokcie lakierem bezbarwnym. Wtedy nie ma znaczenia czy wyjdę poza płytkę paznokcia.

      1
      0
      Odpowiedz
    2. Co to jest płyta paznokcia?

      0
      0
      Odpowiedz
  9. Wbrew temu co pisze większość komentujących zgadzam się z chujnią w 100%. Wszyscy stają się tacy tolerancyjni i nic im już nie przeszkadza, że niedługo sranie na środku ulicy też nie będzie czynnością intymną.

    4
    1
    Odpowiedz
  10. Malowanie ryja intymna sprawa hahaha XD, kremowanie rąk przeszkadza człowieku idź do psychiatry to nerwica natręctw

    1
    3
    Odpowiedz
  11. A ja w przeciwieństwie do autorów powyższych wpisów cię rozumiem… I też mnie chuj strzela w takich sytuacjach…

    4
    1
    Odpowiedz
  12. A ja uważam, że autor ma wiele racji. Jak ktoś chce poprawiać sobie urodę to miejscem ku temu odpowiednim jest łazienka, a nie miejsce publiczne. Myję się, ubieram, czeszę, maluję i wychodzę do ludzi. Może nie jest to karygodne zachowanie, ale jakieś takie … nie do końca wyrażające szacunek dla otoczenia. Jak by mówiła, że chce dobrze wyglądać dla tych do których jedzie, a gdzieś ma tych co teraz na nią patrzą. Kiedyś w kolejce WKD (coś jak skrzyżowanie pociągu z tramwajem) przez ok. pół godziny byłam zmuszona być świadkiem bardzo skrupulatnego nakładania kolejnych warstw makijażu. Łącznie z nakładaniem tuszu na rzęsy. To był wyczyn bo chwilami dość mocno trzęsie.
    Nie przeszkadza mi aż tak, żeby krytykować kremowanie rąk czy szminkę, ale cały makijaż? Idąc tą ścieżką może dojdziemy np do depilowania nóg w pociągu? W końcu czego tu się wstydzić? A panowie – golarki na baterie i do autobusu. Golenie – ludzka rzecz.
    Czemu krytykujemy bekanie czy puszczanie bąków w miejscach publicznych?
    Przecież to dla zdrowia. Jak już chamieć i odrzucać wszelkie zasady to może i w tę stronę?

    6
    1
    Odpowiedz
  13. Na prawdę nie rozumiem bulwersu. Uważam, że malowanie się przez kobiety w miejscach publicznych jest jak najbardziej…. normalne! Jakby srała w tym przedziale to byłoby nietaktem ale, że zaczęła się malować?! Albo sugerowała ci coś a ty, miękki pitas, nie wykorzystałeś sytuacji…

    1
    3
    Odpowiedz