Białorycerze

Mało kto wywołuje u mnie większego wkurwa jak, tak zwani, białorycerze. Kim oni są? W największym skrócie są to mężczyźni, którzy za wszelką cenę bronią kobiet i ich racji, nawet gdy to one wszczęły awanturę – taki pantoflarz level hard. Robi to głównie, by zdobyć ich uznane i liczy, że odwzajemnią jego uczucie (co praktycznie nigdy nie następuje xD)

Najczęściej można ich zauważyć w internecie, na forach itd. Wystarczy, że jakiś inny facet będzie miał inny światopogląd od kobiet lub skrytykuje ich zachowanie, to zaraz zlecą się rycerzyki i będą ci pisać, że „pewnie żadna cię nie chce” albo „widocznie tylko z takimi się zadajesz”, a na dodatek przykleją ci łatkę incela, szowinisty czy innego faszysty.

Jeszcze chuj, gdyby to było tylko w internecie – zamknę przeglądarkę i porobię coś innego. Problem w tym, że te rycerzyki też grasują w realnym świecie.
Często widzę nagrania, jak dziewczyna rzuca się na chłopaka z łapami i nikt sobie z tego nic nie robi, a gdy ten zacznie się bronić i jej odda, to momentalnie podbiegają to niego właśnie białorycerze i atakują go.

Nie pisałbym tej chujni, gdybym to ja się nie konfrontował z takim tytułowym cepem.
Jechałem tramwajem (auto się rozjebało; przegryw.exe). Nagle nade mną pojawia się kobieta lat może 20. Tak stoi przez chwilę i potem jakiś typek chce, żebym ustąpił jej miejsca. To pytam go o powód, a ten coś pierdoli, że kobiety mają pierwszeństwo i nie wypada odmówić. Jako, że niezbyt miałem ochotę wdawać się w dyskusję to kazałem mu spierdalać – coś pobuczał i odszedł.
Nie – motorniczy ani inny kierowca, tudzież pasażer nie wstał i nie zaczął klaskać.

Puentując: Białorycerze wszystkich krajów – pierdolcie się!

133
14

Polskie drogi

Codziennie dojeżdżam do pracy 60 km i to co się dzieje na drodze podczas tych dojazdów to masakra. Nie ma ani jednego dnia spokoju. To co ludzie odpierdalają na drodze to jakiś koszmar. Dzisiaj wyprzedzała mnie ciężarówka, ja na liczniku 90 a on 95, prawie mnie zepchną z drogi. Tydzień temu prawie miałem czołówkę bo koleś na chama wyprzedzał. Często ludzie mnie wyprzedzają żeby za 100 metrów skręcić w prawo. O prędkości to szkoda pisać. Ja mam 90 km/h i jestem najwolnieszy na trasie !!! W październiku zeszłego roku koleś wypadł z zakrętu i zniszczył mi całkowicie samochód całe szczęście tylko się poobijałem. Nie ma tygodnia żeby nie było na trasie wypadku. Ludzie opanujcie się. Ostatnio wpadłem na pomysł i chociaż nie jest to w moim stylu, kupię kamerę i będę donosił na tych skurwieli na policję!!! Pozdro i szerokości.

94
6

Roszczeniowość pracowników nie zna granic

Wkurwiłem się czytając wpis „A idźcie wy z taką robotą” (link: http://www.chujnia.pl/a-idzcie-wy-z-taka-robota/). Jako, że bardziej by mi wyszedł wpis niż komentarz pod wcześniej wspomnianym wpisem, to piszę tutaj.
Generalnie to coraz bardziej powszechne zjawisko – młode, często mało co potrafiące osoby liczą na to, że od razu będą miały biznesowe posady i wysokie zarobki. Nie ma tak łatwo!Znacie może stwierdzenie „od zera do milionera”? No właśnie…
Żeby cokolwiek osiągnąć w życiu zawodowym, trzeba się postarać (albo mieć znajomości, ale to mniejsza). Autorka też zapewne ledwo co ogólniak skończyła i teraz najwidoczniej sądzi, że świat będzie leżał u jej stóp i miliony codziennie jej na konto wpadały… Żałosne.
Iść spać o 21 żeby o 4 rano wstać? Serio kurwa – to ja boli? Albo to, że pracuje 8 godzin przy tej samej stawce jako sprzątaczka za 15 złotych NA GODZINĘ! Kurwa – idź sobie popracuj na budowie/śmieciarce/do ŁWF czy gdziekolwiek do naprawdę ciężkiej pracy, to zobaczysz, co to prawdziwy zapierdol.

P.S.
Wiem, że zabrzmię jak boomer, ale kiedyś było lepiej. Ludzie pracowali na marne, bo marne pieniądze i nie oczekiwali więcej niż było to konieczne. Młodzież dzisiaj pojęcia o niczym nie ma!!

41
101

Wredni ludzie

Nigdy nie rozumiałam, dlaczego ludzie wyżywają się na sobie wzajemnie ot tak, bo mają np gorszy dzień. Skąd w nich tyle jadu i dlaczego inni wokół obrywają za ich niepowodzenia? Ostatnio była taka sytuacja: z koleżanką zrobiłyśmy sobie małą wycieczkę i w pośpiechu kupowałam bilet dla siebie i dla niej, zgarnęłam szybko bilety i resztę i poleciałyśmy na pociąg. Podczas kontroli biletów uświadomiłam sobie, że mam w ręce tylko jeden egzemplarz, pomyślałam sobie, że drugiego w pośpiechu zapomniałam, albo gdzieś wypadł mi po drodze. Więc pokazuję konduktorowi ten 1 bilet i chciałam dokupić ten brakujący, myślę sobie no trudno, 6 zł poszło się j***ć ale lepsze to niż kilka stów mandatu. Więc poprosiłam go o wydanie następnego biletu. Na to on do mnie tonem, jakbym mu rodzinę zamordowała: „Umie pani czytać?”- pokazuje mi ten bilet: „Co tu jest napisane?” Okazało się, że w okienku pani sprzedała mi bilet podwójny na 1 arkuszu, z czym spotkałam się po raz pierwszy- rzadko korzystam z pociągów, bo od 18 roku życia jeżdżę autem. Po czym dalej ciągnął: „Nooo… z takimi umiejętnościami czytania to raczej nie wróżę sukcesu na magisterce lub doktoracie, oj ciężko będzie” i jeszcze przez chwilę miało miejsce plucie jadem z jego strony. Zapytałam go, czy on sam już zrobił swój doktorat i czy mu ulżyło. A wystarczyło neutralnie zakomunikować, że na tym arkuszu są 2 bilety. Albo raz jakaś baba w sklepie zaczęła histeryzować, że akurat stoję i czytam skład produktu, a ona chciała akurat coś z tego miejsca i że jej blokuję dostęp, zamiast powiedzieć „przepraszam” i wziąć swoje, to ona jeszcze ciągnęła jaka to nie jest biedna i jak wielka tragedia ją spotkała z tego powodu. Ja rozumiem mieć gorszy dzień, sama mam nerwicę i depresję i bardzo często odczuwam frustrację, ale mam świadomość, że nie daje mi to jakiegoś specjalnego przywileju bycia wrednym dla innych i w żaden sposób nie usprawiedliwia. Swój zły nastrój przepracowuję u psychologa albo za pomocą swojego hobby, a wobec innych staram się być życzliwa, albo choćby neutralna. Plucie jadem i wywalanie swojego brudu na przypadkowych ludzi w codziennych sytuacjach to jest coś, co wkurwia mnie najbardziej i jest dla mnie totalnie niezrozumiałe i potrafi naprawdę ściągać w dół. Czasami jak wychodzę do miasta, to powietrze jest tak toksyczne, że można siekierę powiesić, szczególnie jak jestem zmuszona skorzystać z autobusu bądź w kolejce na poczcie i gdy patrzę na te powykrzywiane gęby zatopione w świetle smartfonów bądź z grymasem chyba już na stałe odciśniętym po latach zgryzoty. Życzę miłego dnia wszystkim, którzy to czytają i pamiętajmy, że bycie życzliwym naprawdę nie boli i nic nie kosztuje 🙂

112
6

Apel do współpracowników

Pracuję jako programista, praca wymaga ogromnego skupienia. Rozwiązuję dany skomplikowany problem, który może wpłynąć na ogromne straty finansowe rzędu kilkanaście tysięcy przez godzinę i w tym momencie kolega pyta się jak zrobić prostą rzecz, której rozwiązanie może znaleźć w sieci. W stylu jak wyświetlić dany przycisk.

Większość osób pracuje już ponad dwa lata, więc mają doświadczenie, ale przyzwyczaili się, że lepiej kogoś zapytać niż znaleźć rozwiązanie, albo pomyśleć. Jak dla mnie współpracownik może siedzieć cały dzień przy danym problemie i nie interesuję mnie to.

Nauczyłem się wszystkiego, ponieważ analizowałem kod i nie zadawałem pojebanych pytań co pięć minut.

Przez takie ciągłe pytania jestem mega wkurwiony czasami muszę dochodzić do siebie przez trzydzieści minut i nie mogę napisać jednej linii kodu.

Dodatkowo otrzymuję upomnienia od szefa, że ciągle tworzę coś długo.
Czasami pomagam przez sześć godzin z ośmiogodzinnego czasu pracy. Wygląda to tak, że czasem dane rozwiązanie tworzę przez kilka dni w pracy! Przychodzę do domu, ponieważ trzeba to pilnie zrobić i w spokoju rozwiązuję dane zadanie w dwie godziny, a nie w trzy dni.

Jedna osoba pyta o rzeczy związane z programowaniem, druga pyta na ile wyceniam daną rzecz, trzecia informuje mnie, że dodała zadanie. Wiem kurwa, że dodałeś zadanie, ponieważ otrzymałem emaile. Czwarta pyta o coś co robiła już piędziesiąt razy. Piątka przychodzi pierdolić głupoty co ostatnio sobie kupiła. Szósta mówi, że znalazła problem przy testach, który nie istnieje. Kurwa napisz o tym w zadaniu! Dwa sprawdź czy dane rozwiązanie, które testujesz ma wpływ na inne rzeczy w aplikacji. Może czegoś nie skonfigurowałeś? Tracę czas na rozwiąznywanie problemu, który nie istnieje!

Pamiętajcie jeżeli zaczynacie pracę to wtedy możecie pytać przez pierwszy miesiąc o wszystko, ale jeżeli pracujecie już dłużej to radzicie sobie sami to nie wolontariat.
Jeżeli chcesz kogoś o coś zapytać pomyśl!
Pomimo braku sygnałów o wkurwienia na pewno taka osoba jest mega wkurwiona ciągłym pierdoleniem!
To tak jakbyś pisał maturę i ciągle ktoś ciągle prosił cię o pomoc. Nie byłbyś zdenerwowany?
Ostatnio wylądowałem przez to na izbie przyjęć, ponieważ dostałem ataku wkurwienia. Więc nie piszcie, żebym po prostu się uspokoił i tak takie ciągłe zadawanie pytań ma ogromny wpływ na stan psychiczny osoby, której zawracasz dupę.

41
65

Drogowa chujnia

Było o przejściach dla pieszych to teraz czas na durniów za kierownicą. Lekko licząc połowa narodu powinna mieć z miejsca zabrana prawko a samochód zlicytowana na cele charytatywne. I to nie chodzi o to że jestem jakimś królem lewego tylko o ogół społeczeństwa, najbardziej ukazuje się to jak bardzo ludzie mają wyjebane na innych jak wsiadają za kierownicę, wiecie dlaczego? Bo ta puszka na 4 kółkach daje im poczucie anonimowości że nikt im nic nie zrobi, bo przecież nie jesteśmy jeszcze w Rosji że tam na porządku dziennym są samosądy że mało co nie potrącony pieszy wyciąga kierowcę z auta i spuszcza mu wpierdol, nieważne czy za kółkiem była kobieta czy mężczyzna. Akurat w tym przypadku jestem za równouprawnieniem, bo na niektórych nie działa aspekt finansowy tylko siłowy, tak jak na niegrzeczne dziecko nie działa brak kieszonkowego, tylko jak ojciec zdejmuje pasa. Jadę ostatnio drogą gdzie jest ograniczenie do 100 i dogoniłem auto jadące lewym pasem o wiele ,wiele mniej, Po czym to auto nagle postanowiło zjechać na prawy! Gdyby nie zatoczka dla policji to albo bym przywalil w gościa jadącego po mojej lewej albo w tył auta które zajechało mi drogę! Na najbliższych swiatłach wysiadłem z auta żeby powiedzieć pani że teraz to poczekamy na policję bo mam wszystko nagrane, na co ona ze swoim chłopaczkiem poczęstowali mnie środkowymi palcami i ruszyli na zielonej strzałce. Nie goniłem ich, filmik poszedł na policję oni się tym zajmą, ale chodzi o to że takich sytuacji mam dziennie co najnniej kilka. Jestem kierowcą/mechanikiem i jadąc ciężarówką nie raz widzę jak osobówka się wpycha przede mnie, ja na klakson a przez szybę wystaje środkowy palec, logiczne, przecież panicz się spieszy, z drogi śledzie. Może z dwa lata temu jak posypało śniegiem kolega który jeździ po prowincji z butlami z gazem opowiadał mi że leci sobie powoli, bo śniegu w chuj, a tu na ciągłej na zakręcie leci insignia oklejona w barwy znanego producenta chemii i wciska się przed kolegę. Traf chciał że na stacji na której miał rozładunek tankowała się ta insignia. Była to kobitka, elegancka w szpilach, rzecz jasna z telefonem w ręku. Kolejny przykład, ostatnio rozbiło się w audi z 5 nastolatkami w środku, stwierdzili że wszyscy albo naćpani albo pijani. I ja czytam że wielka szkoda że umarło 5 młodych osób. Za przeproszeniem KURWA CO? Nie 5 kurwa młodych osób tylko pięcioro degeneratów, którzy chyba tylko cudem nie zabili kogoś tak jak matoł z litwy w moim województwie nie osierocił dwójki małych dzieci. Kurwa ile czasu będziemy żałować sprawców wypadków? Że hejt wylewany, że polacy zawistni? Tak jak już mówiłem, na niektórych działa tylko siła albo poczucie napiętnowania, a nie głaskanie po główce mandatem 200 złotych. Jeśli nie będziemy hejtować dajemy przyzwolenie na to żeby dalej było chujowo, koniec, kropka.

54
12

Trzeci kierunek studiów – klapa!

Witam wszystkich, mam 21 lat i jestem studentem. Ostatnio złapał mnie zły nastrój i stres związany ze studiami. Otóż w tym roku akademickim zacząłem studiować matematykę (1 rok). Dlaczego ją? Bo ją lubiłem w szkole, zawsze podziwiałem osoby z analitycznym umysłem i też chciałem takim zostać. Ponoć też zarobki fajne 🙂 No ale co się okazało, pewne rzeczy nie wchodzą mi za nic, a pewne wchodzą gładko. Staram się rozumieć te twierdzenia i tak dalej, ale bardzo mnie te studia męczą, zacząłem nawet mieć koszmary nie wiadomo skąd. To już mój trzeci kierunek i jestem zdołowany… wcześniej studiowałem biologię (przerwałem z powodu poprawy matury), a potem chemię (podobały mi się laboratoria na biologii z chemii, praca w labo fajna by była) ale na chemii miałem problemy z zaliczeniem fizyki. Sam już nie wiem co robić. Czy ja w ogóle mogę mieć wyższe wykształcenie. Trochę mi głupio, że tak błądziłem po tych kierunkach i nic nie wychodzi za bardzo 🙁 Porozmawiam o tym z rodzicami… serio przybiło mnie to, boję się o swoje życie teraz, o to czy w ogóle pracę znajdę, bo chce mieć chociaż średnie wykształcenie, ale w szkołach policealnych te zawody, no… coś tam by było, ale czwarty kierunek studiów OBY BYŁ TRAFNY ufff… na maturze zdawałem biologię i chemię, chemia słabo mi poszła, biologia dużo dużo lepiej, tylko botaniki nie cierpiałem.

Myślę jednak żeby w mojej pracy był kontakt z człowiekiem, może być coś powiązane z anatomią człowieka bo lubię czasem poczytać takie nawet bardzo naukowe rzeczy o człowieku, genetyce itd. Mam nadzieję, że problem się rozwiąże wkrótce, coś mi zaświta dobrego…

13
35

Upadek ludzkości przez zachłanność

Parę dni temu wstałem i zrobiłem sobie kawę, po czym usiadłem przed komputerem, żeby przejrzeć skrzynkę mailową. Niby rutyna, ale ten dzień był inny niż wszystkie. Był dniem, w którym kropla przepełniła czarę i dniem, w którym doznałem oświecenia. To nic odkrywczego. Coś co wiedziałem już od dawna, uderzyło mnie tego dnia w pełnej krasie i wszystko zobaczyłem jakbym był widzem, odseparowanym obserwatorem. Skrzynka mailowa pełna spamu, obrzydliwych prób wyłudzeń i zrobienia wszystkiego, żebym tylko się dał na coś naciągnąć. Byłem do tego tak przyzwyczajony, że mój mózg nie reagował, codzienne bombardowanie reklamami, hałasem, obrazami, spamem i komercyjnymi propozycjami w każdej sytuacji życiowej znieczuliło go, ale tego dnia zareagował, obrzydzeniem i zbieraniem się na wymioty. Zamknąłem maila i pojechałem do miasta, załatwiać sprawy, między innymi wypowiedzieć pewną usługę, bo podpisałem umowę, okazało się, że nie potrzebuję, i musiałem rozwiązać. Oczywiście musiałem zabulić, udało im się jeszcze wyciągnąć 150 cebul. Ok. Nieistotne. Tego samego dnia w pracy gadałem z kumplem na stołówce. Opowiadał mi jak tego dnia chciała konsultantka przez telefon chciała go naciągnąć na jakiś dodatek do taryfy, którą ma wykupioną, on powtarzał jak mantrę, że nie potrzebuje, a ona do niego wyjebała z argumentem „ale co panu szkodzi płacić 20 złotych więcej miesięcznie”. Załamałem ręce i złapałem się za głowę. Tak właśnie teraz to wygląda. Wiecie o tym wszystkim co mówię, a mimo to stajecie się tego częścią. Żyjemy w świecie, gdzie ludzi już nie ma. Są martwe w środku roboty, napędzane mechanizmem chciwości, zachłanności. Które chcą tylko sprzedać ci gówno za jak najwięcej pieniędzy i jak najmniej być wychujanym, żeby samemu wychujać. Ludzie zostali oszukani, bo dążą do czegoś co nie ma żadnej wartości. Tak ma być. Tymczasem życie mija niezauważanie obok. Wszyscy posuwają się już do najbardziej podłych zabiegów, żeby tylko wyłudzić nawet jeden grosz więcej. Sprzedaje się ludziom naszprycowane chemią, niskiej jakości żarcie, byle jak najtańsze było w produkcji, a jak najdroższe w sprzedaży. Ludzie się zeszmacą i naszczają na własną godność, żeby tylko mieć więcej. Mieć, mieć. Pazerność. Politycy kłamią, oszukują, posuwają się do wszelkich podłości. Koncerny nas trują na potęgę dla zysku. Banki, operatorzy sieci komórkowych, sprzedawcy sprzętu RTV robią wszystko by naciągnąć na jeszcze jeden grosz więcej. Robią coraz bardziej gówniane produkty, żeby to wszystko się rozpierdoliło i ludzie przychodzili kupować następne. Producenci żywności, niektórych leków są świadomi, że trują ludzi, mają krew na rękach, ale ważny jest zysk. Nawet sztandarowe, znane marki na całym świecie nie kryją się już z tym, że nie oferują jakości i chcą oszukać człowieka na każdym kroku. Dlaczego? Mają mało? Nie, chcą mieć kurwa jeszcze więcej, więcj i więcej. Gdy idę do kawiarni, restauracji, albo jestem na spotkaniach rodzinnych to każdy pierdoli w kółko o pieniądzach, o wartości nominalnej czegoś, zasobach materialnych. Przysłuchuję się rozmowom i naprawdę ludzie są zafiksowani na tym punkcie. Pierdolą o kasie i jak schodzą na inny temat to ciągiem skojarzeń zapętlają się i wracają do kasy. Firmy handlują twoimi danymi, kradną twoją intymność, informacje i nie mają w ogóle żadnych skrupułów. Telefon ściąga jak o czymś pierdolisz, albo gdzieś byłeś i natychmiast wyświetla ci reklamy, żebyś coś kupił. Przypomniało mi się jak czytałem historię Tonego Halika, który podróżując przez Amerykę Południową natrafiał na poszukiwaczy złota, którzy od lat wydobywali ten kruszec, a potem zakopywali w workach i chowali w kryjówkach. Byli już tak bogaci, że mogliby sobie pałace stawiać i żyć jak szejkowie do końca swoich dni, ale nie potrafili powiedzieć dość, wziąć tego co mają i pójść, zacząć żyć. Byli tak owładnięci chciwością, że zapierdalali dalej, by wydobywać złoto, bo chcieli więcej i więcej, aż przychodził kres życia. To być może banał, ale jakoś każdy cwaniakuje, a nikt nie potrafi się z tego wydostać. Jak już ktoś jest w stanie to okrzykną go nieudacznikiem bez ambicji. Prawie wszyscy, których poznałem mieli w sobie olbrzymie pokłady ambicji i zachłanności, napędzani wyścigiem szczurów. Wielu pozostawało jakimiś korposzczurami, liderami, przedsiębiorcami, chuje muje, gdybym teraz ich spotkał i powiedział, że wystarcza mi to co mam, że chcę żyć, a nie uganiać się za pieniądzem, że mam co jeść i wszystko czego mi trzeba, mogę się oddać temu co kocham, żyć i oddychać to każdy gadałby super, fajnie że jesteś szczęśliwy, ale potem pod nosem by się uśmiechali i tak zostałbym okrzyknięty nieudacznikiem bez ambicji. Najgorsze jest już to, że nawet rodziny nie potrafią sobie zaufać, stały się jak zestresowane zwierzęta w trybie przetrwania, wyszarpujące sobie mięso. Niby się spotykają, śmieją, gadają, ale każdy pierdoli tylko o tym samym, o wyznacznikach sukcesu, o tym jakie kto stanowisko zajmuje, ile zarabia, planach finansowych, dobrach materialnych, remontach, autach, bąbelkach i podobnych banałach. Nie ma bliskości, bo nikt nie potrafi sobie zaufać, gdyż zawsze pojawiają się pieniądze w pewnym momencie i pojawia się ból dupy i wychodzą na jaw wszystkie żale. Rozwody i kurwa inne krzywe akcje, a zawsze rozchodzi się o jedno. O hajsy, o to, żeby każdy przytulił i wyszarpnął od drugiego jak najwięcej. I w tym wszystkim ludzie przestali zauważać, że ktoś cały czas sprytnie powoduje, że ten sam hajs jest coraz mniej warty. Ja w każdym razie niedługo pierdolę to wszystko, jak zrobi się cieplej to biorę namiot, zostawiam cały sprzęt elektroniczny, łącznie z telefonem i idę w pizdu przez pola, lasy i góry. Wrócę, gdy mi się będzie chciało.

132
8

Nowe znaczy lepsze?

To nie jest w sumie chujnia, ale myślę, że może skłonić kogoś do refleksji. Kupić samochód nowy, czy używany? Temat przerabiany wiele razy, w mojej opinii samochód używany jest zdecydowanie lepszym wyborem (jeśli jeździsz autem umiarkowanie często, powiedzmy do 10k km rocznie). Zaraz się podniosą głosy, że „ale biedak, nie stać go na nowe, to będzie mówił, że używane lepsze”. Rozważmy więc następującą sytuację: Planujesz wydać na zakup auta 50000 zł. Pierwsza sytuacja: chcesz mieć nowe auto z salonu. W tej cenie możesz dostać co najwyżej jakieś małe auta miejskie z silnikami od kosiarki pokroju Škody Fabii, SEATa Ibizy, czy Kii Rio. Druga sytuacja: postanawiasz kupić auto używane: W tej cenie można dostać w świetnym stanie luksusowe, około dziesięcioletnie, ponad 300-konne limuzyny typu Chrysler 300c, Cadillac CTS, Jaguar XF i sporo innych. Po zakupie dokładnie pucujesz auto, robisz fotki i wystawiasz ogłoszenia: wynajem do ślubu. Zakładając, że uda Ci się wypożyczyć auto 2 razy w miesiącu, a na każdym wypożyczeniu zarabiasz np. 400 zł (po odjęciu kosztów paliwa, dekoracji i podatku), to na rok wychodzi prawie 10 kafli, co powinno wystarczyć na pokrycie kosztów użytkowania samochodu, lub przynajmniej znacznie je obniżyć. Czyli sumarycznie koszty użytkowania wychodzą podobnie, tylko, że w pierwszym przypadku dostajesz jakieś małe, nikogo nie obchodzące jeździdełko, a w drugim wyrąbistą brykę, za wszyscy się będą oglądać, sprawiającą ogromna frajdę z jazdy. Dla mnie wybór jest prosty. Czekam na Wasze komentarze.

24
33

Co zrobić kiedy się chce, ale nic się nie chce

Może pomoże, nie wiem, pewnie będzie bardziej depresyjnie niż chujnie; Od ponad 6 lat nie zrobiłem w sumie nic, miałem masę ambicji, muzykę, teatr, programowanie, ale niczego tak na dobrą sprawę nie dokonałem. Masa projektów poszła w kosz. Nic mnie na tyle nie jarało, żeby to skończyć, a do tego robiłem to sam, więc nic mnie w tym nie trzymało. Całe technikum uczyłem się sam programowania (tak, poza zajęciami też), na gitarze gram od 10 lat i dalej mam wrażenie, że nie potrafię nic. I dlatego za każdym razem uczę się wszystkiego na nowo, rzucam to, bo nie umiem tego czy tamtego. Nie mogę znaleźć motywacji. Teraz nie dość, że poszedłem na inne studia niż mój zawód, to jest jeszcze gorzej niż wcześniej. Mam masę pomysłów ale zero sił na ich realizację. Od dwóch lat czekam w kolejce na psychoterapię, bo wszystko, co próbowałem żeby swoją sytuację zmienić zawodziło. Rozmowy z rodziną sprowadzały się do januszowania, że po prostu leń. Tylko, że ja bardzo chcę coś zrobić. Pracowałem nad tym, szukałem, obmyślałem różne sposoby podejścia do projektów, różne metody trzymania się terminów i założeń. Szczerze mówiąc w tym momencie nie jestem pewny, czy to są rzeczy, które mnie jarają i je lubię. W sumie w ogóle nie wiem, czy są jakieś. Wielu różnych rzeczy się już podejmowałem poza tym, co pisałem i dalej nie ma tego czegoś. Pozbyłem się wszystkich gier czy innych przeszkadzajek ze swojego komputera, uznałem, że to może być problemem. Ostatecznie i tak po prostu siedzę i patrzę w monitor nie robiąc w sumie nic nawet ciekawego. E zbyt chaotyczne to.

38
5
Pokaż komentarze (5)

Komentarze do "Co zrobić kiedy się chce, ale nic się nie chce"

  1. tego Ci trzeba:
  2. W Wyszogrodzie jeszcze nie ma koronawirusa, więc mój region jest czysty.

    1

    2
    Odpowiedz
  3. Tylko dobra guma i solidne gumowanie na komisariacie czynią cuda. Musisz poznać smak gumy na milicji. Lać gumą ile wejdzie i zrobić lewatywę gumową gruszką. Przegumować całą Polskę — od morza do Tatr. Lać zimnym końcem.

    2

    4
    Odpowiedz
  4. Witaj w klubie. To się nazywa wypalenie. Ja myślę ze pomoglaby mi radykalna zmiana miejsca – wyjazd za granice czy co. Ale oczywiscie na mysleniu sie konczy…

    8

    0
    Odpowiedz
  5. Odpowiedz brzmi
    Nie da sie, mam to samo :p

    6

    0
    Odpowiedz
  6. Zamiast wychodzić z domu bo jest koronawirus to proponuję zabrać się za niszczenie wszystkich Groksów.

    2

    2
    Odpowiedz