Srające Koty

Zacznę od tego, że mieszkam za granicą w domu z ogrodem. Mniejsza z tym gdzie dokładnie. Problem tyczy się niektórych kotów oraz ich właścicieli. Otóż sąsiedzkie koty nagminnie przychodzą wysrać się w moje warzywa i owoce które sobie posadziłem. Nie ma dnia żebym nie musiał latać ze szpadlem po ogrodzie wypierdalając tą kocią breję z kapusty czy rzodkiewki. W niektórych miejscach tak jebie amoniakiem że człowiek nie czerpie nawet przyjemności wychodzą na ogród. Jak tylko widzę sierściucha na ogrodzie tak od razu gonię a im częściej gonię tym częściej przychodzą po prostu się zesrać albo wyszczać. Aczkolwiek jeśli nie gonię jest to też przychodzą więc jest to bez znaczenia. Tak czy inaczej problem nie kończy się tylko na samych kotach ale tyczy się również i właścicieli. Sąsiedzi, którzy mają koty nie widzą w tym żadnego problemu gdy kot chodzi po cudzej posesji i niszczy rośliny czy czasem nawet ozdoby ogrodowe. Uwagi i dyskusja nie daje żadnych efektów. Ciągle ta sama śpiewka, „bo kot chodzi swoimi drogami i ma prawo oznaczyć swój teren”. Gdybym tak puścił psa ze smyczy a ten wpierdolił by się komuś do mieszkania / ogrodu i zesrał na ziemię tak zaraz skończyło by się to przyjazdem policji. I słusznie bo coś takiego było by lekkim przegięciem. Jednak w przypadku kotów wszystko jest ok. Kot w tym pierdolonym kraju ma więcej praw niż człowiek.

Tak czy inaczej, pałka się przegła. Odkopałem z gratów na poddaszu starą procę. Nie jest zbyt silna tak więc zabić nie zabije. Ba, nawet nie przebije skóry, ale jak jeszcze raz zobaczę rudego skurwysyna jak sra mi w moje rośliny to jak zasunę drewnianym korkiem w dupsko tak się zadymi i może więcej nie przyjdzie! Niech kurwa sra u siebie!

Ale to jest właśnie to… że tutaj kot w swoje nie narobi tylko przyjdzie najebać w czyjeś.

Ehh, śrut w kocią dupę.

76
29

Odwieczny pech

Mówi się, że jesteśmy kowalami własnego losu. Po części rzeczywiście namy wpływ na swoje życie, ale ogromną, rzekłbym przeważającą część stanowią nieprzewidziane zbiegi okoliczności, loteria i zwykły przypadek. I to jest właśnie mój kolec w dupie. Wszystko co do tej pory osiągnąłem, a jest tego niewiele zawdzięczam tylko i wyłącznie swoim uczciwym działaniom. Nigdy nie było tak, żeby ten jebany los się do mnie uśmiechnął i dał mi coś w gratisie. Jestem po prostu typem wiecznego pechowca. Tam gdzie możną stracić lub zyskać w zależności od szczęścia to ja tam zawszw tylko stracę. Gdybym miał chociaż jeden mały gratis od losu, który by mi ulżył. Jakieś parę stówek na konto…raz, jeden raz żeby zasilić budżet, ale nie…każdy normalny człowiek przynajmniej kilka razy w życiu ma szczęście. Tu coś wygra, tu ktoś go stuknie na mieście i odszkodowanie dostanie, tu jakiś spadek, tutaj trochę kasy babcia sypnie. U mnie takie coś to abstrakcja i krew mnie zalewa już od tego, żeby przez tyle lat, ani razu los nie przestawił zwrotnicy na moją korzyść. Powoli zaczynam wierzyć, że ciąży na mnie jakieś fatum. Pewnie zaraz zaczną się gadki, że podświadomie działam i wpływam tak na wydarzenia swoim działaniem. Tak tak i pewnie mam też wpływ na to, że jak gram z kimś w karty to on dostaje zawsze trzy asy a ja jednego. Jakoś niedawno brałem udział w zawodach sportowych, gdzie oprócz nagród za wyniki były też nagrody losowe. Czyli w ogóle nie miało znaczenia jakie miałeś wyniki, ale brali twój numer, losowali i dostawałeś coś fajnego. Sponsor się szarpnął i chyba więcej osób coś wygrało niż nie. Oczywiście mojego nazwiska nie wylosowano jako jednego z nielicznych. Właściwie to już od urodzenia towarzyszy mi niefart, bo urodziłem się 30 km od granicy niemieckiej po stronie polskiej. Dlaczego nie mogłem do cholery urodzić się te 31 km na zachód? Jeśli usłyszycie kiedyś o tym, że komuś spadł z nieba meteoryt na łeb to na pewno będę ja. Dlaczego do cholery chociaż raz nie mogę czegoś dostać fartem i lekkim chujem? Jeden mały uśmiech losu.

48
14

Słuch

Mam problemy ze słuchem od początku 2019. Nie ogarniam rozmów w grupie, w miejscach publicznych szczególnie. Moja rodzina mówi że to sobie wmawiam. Idąc dalej to nie tylko problemy z rozmowami. Niesłyszenie degraduje ośrodki mózgu odpowiadające za mowę. Możesz mówić niewyraźnie, zapominać słów, plątać się w zdaniach. Generalnie stajesz się głupi.
Dodam że przyczyną mojej wady słuchu jest stres, nerwica. Jeśli ktoś myśli że chodziłem do klubów czy byłem idiotą w słuchawkach dousznych to możecie mi possać.
Miłego dnia.

37
8

Polityk z teczki

Jak mnie wkurwia przywożenie kolesi na wybory w teczkach. W Chełmie moim mieście na pierwszym miejscu PiS startuje Jacek Sasin, rodowity warszawiak. Powiedzcie mi co on ma wspólnego z lubelskim miastem. Ciekawy jestem czy chociaż wiedział wcześniej gdzie to miasto leży. Co on po wyborach dla miasta i regionu zrobi?? Pewnie będzie miał wyjebane tak jak większość. Ludzie patrzcie na listy wyborcze i czy to PIS, PO albo inne ścierwo nie głosujcie na takich patałachów z teczek bo nigdy nie będzie dobrze w tym pojebanym kraju.

62
6

Być czy nie być

Nie chce mi się nic moi drodzy, w sensie chce gdzieś pójść np do kina, ale.. Mi się nie chce co zrobić I jak żyć. Ostatnio dostałem zaproszenie do kina i wiesz co? Bardzo chciałem z nimi pójść ale z drugiej strony coś mnie ciągnie żeby zostać w łóżku i po prostu w nim zostać przez cały dzień.. Próbuję z tym walczyć ale nie daje rady to jest po prostu silniejsze. Nie ukrywam że mi to przeszkadza i czuję się bardzo źle z samym sobą kiedy wyjdę w końcu z tego cholernego domu, nie wiem co mam ze sobą zrobić.. 😔

34
6

Inwigilacja w wc

Jesteśmy inwigilowani przez sąsiadów i to we własnej toalecie! Gdy tylko udamy się do ustepu na wyróżnienie, od razu pojawia się głos, który komentuje nasze czynności intymne! To przestaje być zabawne! Ponadto coraz częściej mamy ochotę udać się do miejskiego szaletu aby w spokoju wyproznic się! Tak się nie da żyć! Bywa tak, że jest cicho aż tu nagle z wentylatora rozlega się wrzask!

12
19

Psycho-farmacja utrudnia ludziom życie…

Nie pije, nie pale i nie cpam od malenkosci. Zlikwidowac nalezy wszystkie: papierosy, narkotyki, alkochole, PSYCHOTROPY. Wszystko. Żeby nie bylo niczego nie bylo. Siedze kurla se w domu do piguly jasnej wiksy szlaq mnie trafia do stu miliardow chojow zasranych zacpanych. Pytam sie komu, komu to potrzebne ? Co ja kurla mam to brac!? Co ja nozownik jakis zasyfialy do zatechlej cholery czarnobylskiej jestem kurna no czy jakies inne gowno. Precz. Precz z psychofarmacja. I tak na ulicy sie ciezko zyje, bez internetu. Ta strona dziala na Nokii to se mozna napisac posta. Piarwole to wszystko się odurzam tym wiszta wio oraj pole oraj pole *beq* ZERO MYŚLI, MARZEŃ, INTERNETÓW – nicość zupełna, pustka. Wy smiecie farmaceutyczne powinni byscie dawno zbankrutowac i skarbowka powinna sie wami zajac. Pieklo zacpane do piguly jasnej. Won z Polszy won spadkobiercy doktora Mengele. Kanalie. JB Rybnik i kurly polskie poselskie A sedzia choj no i czesc no i choj pozdro 600. ;*

8
53

Ku przestrodze – nie idźcie do korpo!

Już ponad 4 lata temu zmieniłem miejsce zamieszkania z totalnego wypizdowa żeby szukać zatrudnienia, kwalifikacji i wykształcenia. Normalna rzecz, że człowiek chce się jakoś rozwijać i szukać nowości. Siłą rzeczy na czas nauki trzeba sobie jakoś dorobić, żeby opłacić czynsz lub czesne. W związku z tym, pracodawcy na portalach z ogłoszeniami łudzą zielonych młodziaków i milenialsów szturmujących metropolie każdego 1 października kiedy zaczyna się rok akademicki lub licealistów chcących dorobić na wakacje albo ferie utopijnymi warunkami pracy rodem z amerykańskich sitcomów i programów z MTV, takimi jaki impresski, żarcie, bankiety, laseczki i kumple. Z perspektywy czasu, zatrudnianie się w call-gówno-centrach i „pracach biurowych” z koniecznym naciskiem na to, że jest to biuro klimatyzowane (gdzie praca ta, niemająca nic wspólnego z zajęciami odpowiadającymi osobie z „mgr.” przed nazwiskiem, polega głównie na klikaniu, czytance i siedzeniu 8 h na czterech literkach, a szczytem możliwości jest kopiuj-wklejanie w Excelu, więc nie trzeba umieć właściwie nic), poza tymczasowym zarobkiem nie dało zupełnie nic, poza zrytą psychą. Rzecz w tym, że każda taka firemka ma jakąś centralę, gdzie jakiś pan feudalny (bo umowę o pracę zaoferują z rzadkością zważywszy na fakt, że pracownik posiadający jakieś prawa narzucane przez Kodeks Pracy to dla tego pospolitego złodzieja zbyt duży ciężar) uroi sobie w swojej głowie coś takiego jak „cele”. Czyli z kaprysu, jednym kliknięciem wymyśli normę, którą trzeba wyrobić choćbyś miał stanąć na chuju i na rzęsach. Oczywiście tego nie zrobisz, bo nie da się przystawić klientowi pistoletu do głowy, więc przeprowadza się pranie mózgu polegające na bombardowaniu coachingowymi pierdoleniami o braniu losu we własne ręce, robiąc z pracownika bezmózgiego zombiaka, który ma nie myśleć logicznie, a przynajmniej udawać z bananem na mordzie jak w Big Brotherze, że wszystko jest cacy, a reszta to już tylko jego wina. W ten sposób z miejsca pracy, jak już pewnie zdążyliście zauważyć, robi się wariatkowo. Presja czasu, ciśnienie na wynik, stres, krzyki, nerwy, rywalizacja zamiast współpracy (bo zawsze znajdzie się ktoś na twoje miejsce z racji na rotację jak w ulotkach), płacz i mobbing – masochizm to nieodłączny owoc zaadaptowania takiego „zachodniego modelu biznesowego”. Główny problem polega na tym całym złudzeniu, które zostało przeważnie przez media i portale społecznościowe wykreowane wokół korpo, przez co młodzi ludzie garną się tam jak muchy do gówna bo myślą, że praca fizyczna hańbi, a „w biurze” (xD) jest dla balangującej szlachty i supermodelek. A fakty są takie, że w pracy fizycznej np. na magazynie, w restauracji, na zmywaku, albo gdzieś indziej, praca polega na zrobieniu swojej roboty i pójściu na przysłowiowy fajrant. W kopro zaś – a mam już za sobą kilka epizodów od tele-gówno-marketingu, chujo-pracy w sieciówkach po windykację – jak to przylgnęło do jej beneficjentów, robią „korposzczury” (i dyrygujące im nadszczury), a słysząc „szczur” wyłania się obraz następujący: gryzoń zapierdalający na kołowrotku, który nic z tego nie będzie miał.

67
5

Uciążliwa tancerka

Trzy dni temu nad naszą głową zamieszkała młoda tancerka. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że wywija na parkiecie w szpilkach i to w późnych godzinach (21-02), bo wtedy łatwiej jej się skupić. Używa słuchawek co utrudnia nam działanie. Gdyby grała na głośnikach to wkrótce by wyleciała z pyskiem za swoje balangi. A tak słyszymy tylko szpile. A na to cenzura paragrafu nie ma.

25
6

Upały

Nienawidzę. Upały i duchota. I ci ludzie, co kochają upały. Jazda do Turcji kochać te wasze upały. Tu po co komu. Trawa sucha jak siano. Płonące lasy. Udary. Pocenie się. Rzygam tym. I tyle.

59
18