Brak zrozumienia

Dlaczego ludzie tak łatwo przekreślają związki z byle powodu? Nie potrafią rozmawiać,tylko snują domysły, wyobrażają sobie najgorsze, zamiast zwyczajnie zapytać co się dzieje. Partner nie ma ochoty na seks? Na pewno zdradza! A może zwyczajnie jest zmęczony po pracy lub czymś się zamartwia? Ukochana nie wychodzi z domu i przestała o siebie dbać? Rozleniwiła się, wygodna damulka. A może to początki depresji, lub innej choroby, którą przez własną ignorancję bagatelizujecie? Hej, przecież z jakiegoś powodu się ze sobą związaliście, dlaczego zatem nie możecie powalczyć?

6
6

Jebana „sprawiedliwość” w życiu ziemskim

Podobno wszystko dąży do równowagi to ja się pytam gdzie jest ta równowaga w życiu? Nigdy nie może być długo dobrze, nawet jak się starasz, ale źle może być już w nieskończoność. Podam prosty przykład sprawiedliwości. Jak masz jakieś zasoby w organizmie to musisz je systematycznie uzupełniać, pierwiastki, minerały, jak zużyjesz neuroprzekaźniki, np. używając związków psychoaktywnych to organizm wytwarza szybko tolerancję i musi mieć czas na regenerację, bo wyczerpał pokłady, ale jakoś nigdy nie brakuje mu pokładów do tego, żeby utrzymać człowieka w stanie nerwicy, pobudzenia i nafaszerowana adrenaliną. To skurwysyn jakoś może robić w nieskończoność i nigdy nie ma dość, żeby trzymac podniesione zasoby adrenaliny i kortyzolu. Inne przykłady, jak masz firmę, czy rozkrecasz działalność albo poniesz się w karierze to musisz często ciężko zapierdalać, zeby w ogóle to utrzymać, a co dopiero rozwinąć latami, ale wystarczy już nic nie zrobić przez miesiąc i wszystko może się posypać. Następny przykład. Pracujesz nad sylwetką, mięśniami, spalaniem tłuszczu przez LATA, dopiero wtedy są efekty, a wystarczy nic nie porobić, leżeć i żryć MIESIĄC i lata efektów idą się jebać. A w dupie z taką równowagą i sprawiedliwością. Jakby życie było sprawiedliwie to powinno być tak, że tyle samo czasu i wysiłku potrzebne jest na zjebane wszystkiego ile na zbudowanie. Tymczasem jak chcesz żeby było dobrze to wszystko trzeba ciężko budować, ale jak ma być źle to wali się samo, bez wysiłku i pomocy.

16
1

Moje cudowne życie

Kocham siatkówkę. Jestem nastolatką i to jest teraz dla mnie najważniejsze. Wszystko byłoby świetnie gdyby nie rodzice. Mam średnie oceny. 3-4 czasem zdarza się 2 ale staram się poprawiać co możliwe. Najgorsze to że moi kochani rodzice nie doceniają tego. Zabraniają mi treningów. Świetni rodzice. Dzięki że w dzień się uśmiecham a w nocy płacze

3
11

Napinka na studia i dramaturgia

Najbardziej na świecie nienawidzę ludzi, którzy na siłę nakręcają się negatywnie na kolosy, egzaminy,sesję, dyplom, odpytywanie,zajęcia czy na nauczycieli…..I tak w nieskończoność. Studiuję sobie spokojnie grafikę, bo chcę i lubię. Nie dlatego,bo mama kazała czy po prostu tak wypada. Cała pozostała reszta mojej grupy, mam wrażenie, że jest tam za karę. Strach i panika przed każdym egzaminem, sianie raka i dramaturgii bo o Boże nie zdam, o boże będę płacić za poprawkę, o matko gotowca nie mam i tak w koło. Ludzie, studia są dla nas a nie my dla nich. Po co się stresować i wyrywać włosy przez jakiś głupi egzamin. Nie zdasz? Trudno, życie. Napiszesz poprawkę w innym terminie. A już naprawdę nie rozumiem jak można być na zaocznych i od godziny 8 do 21, siedzieć na zajęciach w garniaku i lakierkach. Rozumiem,że ktoś na siłę chce udowodnić jaki to on nie jest Ą Ę, ale bez przesady. Wygoda i komfort nauki przede wszystkim. Jest jeszcze jeden typ osób, których nie cierpię na studiach a mianowicie przeciętni pod względem intelektualnym ludzie, którzy na siłę pchają się na dwa kierunki na raz. Przykładowo moja koleżanka, co ledwo ogarnia finansowo i programowo studiowanie psychologii. No ale co z tego? Walnęła sobie dodatkowy kierunek jakim było prawo, no bo przecież yolo, swag i fejm uczęszczać na takowy. Teraz nie ogarnia jeszcze bardziej tych wszystkich egzaminów i ma zaległości finansowe w czesnym rzędu 2 tys zł. WTF? Ludzie, dlaczego?

3
2

Chujnia snu

Wkurwia mnie to, że za każdym razem gdy mam sen to jest to koszmar.
Zazwyczaj gdy śnie to wiem, że śnie i moge robić prawie wszystko co chce oprócz biegania, nie potrafie biegać we śnie, umiem lewitować, jeździć rowerem i samochodem ale nie biegać.
No więc mam 17 i od 9 roku życia większość moich snów to koszmary, robie sobie co chce aż tu nagle gaśnie światło i koleś z siekierą do mnie podbiega, temperatura mi sie zwiększa tak, że wstaje z czerwonym ryjem i film sie urywa. Czasami zamiast kolesia z siekierą to wiedźma chociaż to dziecięce, czerwona mgła czy Crazy Cook z Brawl Busters.

No i ostatnio sie przez to wkurwiłem, sen wyglądał tak: Widze grubasa w zielonym domu z kurnikiem, zabijam go laserem royalsów z Battlefield Heroes i kradne mu rower. Jade przez autostrade E7 aż tu nagle na niebie zrobiło sie czarno i mówie „Kurwa zaraz jakiś frajer znowu mi na łeb wyskoczy i sie obudze.” no i sie duzo nie myliłem. Słysze głos w tle „Zawróć” kurwa kto to mówi przecież tylko ja we śnie moge mówić bo myśle, nikt mi do łba nie szepcze. Wyszedłem z roweru i kamera niczym w Prince of Persii skierowała sie na dom znajomego fryzjera zza którego wyszedł mój step-stary. Mówie: Kurwa znowu ten grubas mi sie śni i musze mu najebać.
No więc serce mi bije coraz bardziej jak on sie zbliża, stoje na chodniku i nie moge sie ruszyć. On podbiega ja mu wypierdalam ciosa nogą na łeb z backflipa jak w Ong Baku po czym próbuje sie obudzić na szybkości bo przecież stary mnie zaraz we śnie zabije.
No i sie budze spocony jak skurwiel mimo, że wcale sie nie boje a serce bije jak pojebane. Jak spojrzałem która godzina to jeszcze gorzej bo o 6 do szkoły a jest 5:51 ;-; Martwie sie o to, że któregoś dnia jak sie obudze w ten sposób to nie będe w stanie sie ruszyć z łóżka.

No i taka chujnia snu no, często bije te kreatury po łbie, ostatnio zajebałem duchowi dziadka mojego zmarłego kuzyna z pół obrotu ale to tylko dlatego, że go nie lubiłem, nie próbował mnie zabić :d Wkurwia mnie to tylko, że mimo, że sie ich nie boje to temperatura mi rośnie jak pojebana gdy to cholerstwo sie do mnie zbliża.
-DT

1
1

Trybik

Mówicie że jesteście przeciętni taki, trybik w wielkiej maszynie zwanej życiem. Mówicie, że to bez sensu. Chodźcie do pracy, rozmnażacie się. A ja.. Ja jestem czymś poniżej tego. Nie przystosowaną osobą do życia. Nie jestem nawet takim małym trybikiem. Wywalają mnie z każdej pracy. Moje spierdolenie umysłowe nie pozwala mi na zawieranie kontaktów z ludźmi. Na relacje z nim. chujnia

8
1

A potem sie dziwią

Nie dziwię się, że depresja i schizofremia są coraz bardziej powszechne. Miasta to zazwyczaj budynki wielorodzinne. A tam jak nie całodobowe ujadanie piesów to rozbiegane dzieci nad głową. O alkoholowych ekscesach nie wspomnę. To wszystko sprawia, że człowiek we własnym domu, który powinien być oazą spokoju, czuje się jak w więzieniu.

9
1

Chujnia związkowa

Drodzy chujanie, czy istnieje coś bardziej chujowego niż sytuacja, kiedy wasza druga połówka oznajmia wam że dostała pracę w grupie składającej się prawie w całości z osobników płci przeciwnej a wy, zamiast być zazdrośni, to się z tego cieszycie bo może znajdzie sobie nowego faceta/kobietę i w końcu od was spierdoli? Wiem, że to średnio normalne, ale mam dość mojego faceta. Nawet specjalnie robię drugie studia żeby jak najdłużej z nim nie mieszkać, bo mnie wkurwia. Jest okropnie nerwowy, potrafi drzeć ryja o jakieś głupoty (nawet o to że jest późno i chce mi się spać, bo cały dzień zapierdalałam w pracy a jemu chce się bzykać) a ja też nie dam sobie w kaszę dmuchać więc jak się domyślacie, kłótnie na porządku dziennym. Dobrze, że mieszka dość daleko by chybabyśmy się pozabijali.
Ogólnie poza ciulowym charakterem nie jest zły, czyli standard – sympatyczny dla obcych, rodzina go lubi, jesteśmy ze sobą ładne parę lat – ale jak pytają o zaręczyny czy ślub to automatycznie zbiera mi się na wymioty.
Z drugiej strony wiem że z tym charakterem i grubym doopskiem sobie nikogo nie znajdzie i zwyczajnie jest mi go żal XD Chociaż w sumie to nie wiem czy bardziej jest mi żal jego czy siebie.
Ratunku chujanie.

4
6

Straciłem marzenia, brak perspektyw, brak spełnienia

Moja porażka zaczęła się od złudnego zwycięstwa. Cudem zdałem maturę, nawet matematykę udało zdać się na 30% co zapewniło mi przepustkę na te słynne studia. Oczywiście zaoczne bo chciałem być człowiekiem sukcesu. Pracować i studiować, żeby mieć wykształconie i pieniądze. Myślałem sobie Że będę pracował 2 lata, odkładał pieniądze i kupię sobie jedno z moich marzeń motoryzacyjnych za 25 tyś zł. Jednak życie sprowadzilo mnie do rzeczywistości. Studia rzuciłem po pierwszym semestrze, a pracuje w biedronce na pół etatu. Miesięcznie nie mogę odłożyć nawet 100zł, a w moim miejscu zamieszkania nie mogę znaleźć pracy. Codziennie po kilka razy sprawdzam nowe oferty pracy, jeśli pojawi się coś ciekawego, wysyłam cv. Jednak od strony pracodawców zero odzewu. Byłem na 3 rozmowach z czego nie zostałem nigdzie przyjęty. To trwa juz 5 miesięcy. Miałem przyjaciół z ktorymi regularnie się spotykałem, ale wszystko sie rozpadło i straciłam z nimi kontakt. Teraz nie mam żadnych znajomych żeby wyjść na miasto. A na fejsbukowym messengerze kilka osób z którymi sporadycznie coś popisze lub umowie się raz na jakiś czas na wspólny trening na siłowni. Jednak, nawet ci znajomi mają jakieś tam swoje towarzystwo, są w związkach, mają swoje zajęcia. A ja jestem pustelnikiem, kilka razy próbowałem coś ugrać w kontaktach damsko męskich, jednak nigdy nic konkretnego z tego nie wyszło. Kończyło się na kilku spotkaniach i tyle.

4
1

Sąsiad wali w rurki

Sąsiad z naszego pionu z pewnością ma problemy z zaśnięciem. Aby ułatwić sobie zaśnięcie, postanowił, ze każdej bezsennej nocy będzie pukał w RURKI instalacji centralnego ogrzewania. Słychać go w całym pionie a na jego nocne koncerty nie ma paragrafu! Dobrowolnie się nie przyzna do stukania w rurki. Gdy trwa koncert w całym pionie są zgaszone światła.

2
0