Bakterie i martwe neurony, czyli życie z nerwicą natręctw

Z bólem i ulgą jednocześnie stwierdzam, że niemożliwym będzie opisanie tutaj całego mojego życia; mogę jedynie przedstawić je w olbrzymim skrócie. No, więc.. Mam 25 lat (tylko w metryce; mentalnie 12, fizycznie 80). Przez te zgniłe 25 lat zdążyłam na własnej skórze poznać wszystko to, co świat ma do zaoferowania – przemoc w każdej jej formie, biedę, syf, upokorzenie, smutek, żal, lęk, ból, śmierć, gówno. Seria spierdoleń z życiowego kałacha zaowocowała kolejną serią spierdoleń w postaci ostrych zaburzeń psychicznych. Nie miałam gdzie uciec, zresztą jako małolatka z dys-domu w zabetonowanym osiedlu z Sebami miałam 2 wyjścia: zacisnąć zęby i walczyć o lepsze życie albo polecieć w wódę i zioło/maczany. Byłam za słaba, więc wybrałam to drugie. Tak uciekło mi nastoletnie życie, do którego doszły licznie poniżenia, upodlenia, wyzwiska, rzyganie i zgony w obsranych krzakach. Im dalej w las, tym gorzej, aż w końcu skończyłam z nałogami, kompulsywnym obżarstwem (ewoluującym później w bulimię), pociętymi do mięsa udami i mega, mega, mega zajechaną psychiką. Od 7 lat funkcjonuję dzięki paroksetynie, znajomym i licznym grupom wsparcia, bez których powiesiłabym się na kalesonach starego. Zaburzeniem, które chyba najbardziej – na dzień dzisiejszy – utrudnia mi życie (o ile życiem to można nazwać) jest nerwica natręctw, która społeczeństwu kojarzy się z częstym myciem rąk czy obgryzaniem paznokci. Otóż, proszę Państwa, chciałabym taką nerwicę natręctw. To gówno jest czymś znacznie gorszym niż przesuszona skóra dłoni. To potworne, powracające, często zupełnie irracjonalne myśli, które odcinają chorego od rzeczywistości i zamykają w fizycznie duszącym, koszmarnym wymiarze. To jedna wielka pętla pytań, na które nie ma odpowiedzi, masa zniekształceń, żalu i pretensji do całego świata. To tygodnie spędzone na „a co by było, gdybym w lipcu 2009 roku nie łączyła wódy z dopami i nie skompromitowała przed P., E., i B., gdybym waliła koks i była królem świata, gdybym miała bogatych starych, gdybym nie poznała A., gdybym nie objadała się jak świnia, gdybym wtedy nie poszła do K., tylko do M., gdybym nie piła tej wstrętnej ciepłej gorzały przy W., gdybym jarała mniej stafu, gdybym była szczuplejsza, grubsza, urodziła się później, wcześniej..”, to koszmar niezgody na przyjęcie przeszłości, przyszłości i teraźniejszości, to po prostu, kurwa, tragiczny bagaż dźwigany solo, bez chłopca na posyłki. To moja trucizna, pieprzony ból trafiający w każdą cząstkę mojego ciała o każdej porze dnia i nocy. To moja osobista chujnia.

A.

43
10

Komentarze do "Bakterie i martwe neurony, czyli życie z nerwicą natręctw"

  1. spokojnie, spokojnie, chwytaj karafke i bedzie lepiej:
  2. Jak czytam tak składną wypowiedź to dla mnie jesteś doktorem humanistyki. Treść wiadomo jaka.. Szara.. ale jak sformułowana. Pisownia lepsza niż ludzie po humanistyce.

    11

    2
    Odpowiedz
    1. Nie wiem, czy słusznie, ale dziękuję za komplement/ A.

      0

      0
      Odpowiedz
    2. Nie ma czegoś takiego jak humanistyka. Dzisiaj ktoś, kto pisze bez błędów i z sensem jest jakimś niezwykle rzadkim okazem… takie czasy. Ja pytam kto cię finansuje? Bo te pytania i odpowiedzi to tak do wora i wysłać gdzieś daleko. Jak dostaniesz od życia kopa w dupę to przestaniesz się pierdolić z pytaniami co by było gdybyś gdzieś tam ojebała flachę… Po prostu za dużo wolnego czasu masz. Zaczniesz zapierdalać jak twoi starzy na kawałek chleba to znikną twoje problemy z dupy. Pozdrawiam

      1

      1
      Odpowiedz
      1. Nikt mnie nie finansuje, pracuję w miejscu, gdzie przyjmuje się takich ludzi jak ja. Flachę ojebałam ostatnio w 2011 roku, ale umieściłam ją w swojej chujni by ukazać absurd pętli w moim mózgu. A od moich rodziców się odpierdol, pozdrawiam / A.

        1

        1
        Odpowiedz
  3. Dasz jakiś kontakt? Fikcyjnego maila do pogadania czy coś? Bo mam ten sam problem i się pogłębia a nie mam gdzie szukać wsparcia. Ludzie ktorym mówię o swoich problemach odpowiadają: tak, tak…rozumiem cie. A ja wiem że w ogóle nie potrafią wczuć się w moja percepcję zniekształconą przez zaburzony mózg. Szukam kogoś do wspólnego poradzenia sobie z problemem. Kogoś kto mi coś poradzi. Niestety leki i terapia są u mnie wykluczone.

    7

    1
    Odpowiedz
  4. Baba bez bolca dostaje pierdolca. Daj adres to chętnie cię poznam.

    9

    6
    Odpowiedz
  5. Startuj na rezyserie do lodzkiej Filmowki!

    7

    5
    Odpowiedz
  6. Rozumiem Cię – też mnie życie nie oszczędziło – też się ciąłem, często płakałem, natrafiłem na nienawiść. Nerwicę też mam – dzisiaj wieczorem myłem stopy i słyszałem w głowie Jacka Bielaka który mówi do mnie: „Coś z tym krajem jest ku@wa nie tak!”

    8

    0
    Odpowiedz
  7. Tekst który przeczytałem napisała osoba inteligentna, więc nie wszystko stracone, narkotyki nie zniszczyły Cie do końca.

    1

    0
    Odpowiedz
    1. Bardzo dziękuję 🙂 / A.

      0

      0
      Odpowiedz
  8. Ja wybrałem pierwsze wyjście. A przynajmniej próbowałem. Na prawdę się starałem i dużo mnie to kosztowało, ale nic z tego nie wyszło (jeszcze). Siędzę w gównie, z którego nie umiem się wyplątać. Wszystko dookoła się wali, a ja tkwię w miejscu. Chce mi się płakać, ale muszę się wziąć w garść i coś zrobić. Mi też przeszłość czasem nie daje żyć, albo spać po nocach. Zauważyłem, że najgorzej jest jak dużo czasu spędzam sam. Kiedy mam kontakt z innymi ludźmi nie skupiam się tak na sobie, na moich wadach i na tym co było. Może spędzanie więcej czasu z ludźmi Ci pomoże. Raczej nie mam tej samej przypadłości co Ty, ale nie jesteś z tym sama. Wielu z nas zna ten ból i tą chujnię. Nie mów, że byłaś za słaba. Przeżyłaś to wszystko, więc nie jesteś ani nie byłaś słaba.

    2

    0
    Odpowiedz
    1. Ty wybrałeś opcję nr 1, więc już wygrałeś. Trzymam kciuki / A.

      1

      0
      Odpowiedz
  9. E taki gówniany język, że mi się nie chciało czytać.
    Co to jest chujnia czy kółko nieudolnych literatów z autyzmem?

    0

    1
    Odpowiedz
  10. Nikt nie kazal ci ćpać narkotyki. Że jestes teraz wrakiem mozesz miec pretensje do siebie.
    Na wlasne zyczenie

    1

    2
    Odpowiedz
    1. Nie czuję się wrakiem, od lat jestem czysta i zmagam się z chorobą na trzeźwo, więc jest mi tym trudniej. Widzisz, masz rację, nikt mi nie kazał – tylko czy można mówić o świadomych wyborach, kiedy ma się kilkanaście lat? Większość ma wtedy sieczkę z mózgu i nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji podejmowanych decyzji. O świadomym wyborze mogę mówić dzisiaj, kiedy mam lat 25 i kiedy zdecydowałam, że chcę przejść ten syf na trzeźwo. / A.

      3

      1
      Odpowiedz
  11. Samo nie przejdzie. Poszukaj dobrego psychologa, dobry psycholog to taki psycholog, po rozmowie z którym jest Ci lepiej, a po kilku spotkaniach problemy zaczynają znikać. Jeżeli dany psycholog nie pomógł, szukaj kolejnego. Do licha, wolisz narzekać w internecie, zamiast rozwiązać Twój problem? To jest choroba, jak każda inna, i to choroba, którą można wyleczyć. Ale trzeba chcieć. Polecam ośrodki terapii kryzysowej, zwykle mają tam doświadczonych psychologów.

    0

    0
    Odpowiedz
    1. Mam fajną terapeutkę, chodzę na różne grupy wsparcia i jestem z nich zadowolona, ale częścią mojej choroby jest izolacja. Serio, czasem wolę postękać do siebie lub na chujni, ale gdyby nie profesjonalne wsparcie to już dawno bym wisiała, także nie zostawiam problemu czekając, aż mnie zabije. / A.

      2

      0
      Odpowiedz
  12. Ja sikam na kurwy

    0

    0
    Odpowiedz
  13. Nie powinnaś być sama. Otaczaj się, dobrymi ludźmi. Kup sobie zwierzaka, najlepiej psa, którego obdarzysz miłością. Szukaj pomocy.

    1

    0
    Odpowiedz
    1. Dziękuję 🙂 zwierzaka nie mogę mieć (brak warunków), ale jak tylko mogę, to z nimi przebywam. / A.

      2

      0
      Odpowiedz
  14. Smutne. Jebane zycie.

    0

    0
    Odpowiedz
    1. Świetnie ujęte / A.

      0

      0
      Odpowiedz