Grypa w kwietniu

Nic tak moi drodzy nie wkurwia jak pomieszana z poplątaniem pogoda w połowie kwietnia. Jebło to deszczem, to gradem i zdzierało powoli acz skutecznie z człowieka odporność. Efekt na uczelni: spora grupka ludzi smarka i kicha przekazując łańcuszek szczęścia kolejnym osobom. No tak też było w środę – załapałem bakcyla od koleżanki, która miała zaledwie „pociągający” katar. Już pod wieczór poczułem chłód ale zbagatelizowałem sprawę. W końcu gdy sobie ją przypomniałem to stwierdziłem, że czeka mnie w najgorszym wypadku trzy dniowy katar. I tu meritum sprawy – tak mnie pierdolnęło, że leżę dosłownie jak kłoda w łóżku. Łeb mi pęka, gorączka, katar leje mi się z nosa. Do wczoraj bolało mnie zajebiście gardło. Największym skurwysyństwem jest fakt, że jest to cholernie zaraźliwe – dziś wszyscy domownicy smarkają. Szczytem chujni jest fakt, że zbliżają mi się egzaminy i mam sporo materiału do przerobienia – w tym takiego który nawet będąc zdrowym odrzucał od siebie na kilometr. Więc niech ktoś mi kurwa powie jak mam zasiąść do takiej książki z podpuchniętymi oczami, światłowstrętem i jebanym katarotokiem?? Do tego widzę za oknem nagłą poprawę pogody – słoneczko napierdala, robi się ciepło, a ja z jebaną gorączką w wyrze. Wściekły jestem :[

33
34

Komentarze do "Grypa w kwietniu"

  1. A chuj z egzaminami. Leż i wypoczywaj, wrzuć na luz:-)btw, nieźle się uśmiałam z Twojego wpisu;-)Zdrowiej!

    0

    0
    Odpowiedz