Kochająca „rodzina”

Mieszkam za granicą. Zadzwoniła „rodzinka” z Polski, kuzyn, wujek albo czyjś brat bo na pewno nie mój… albo chuj wie kto jeszcze tak naprawdę, nie znam typa osobiście, słyszałem o nim jedynie od matki i jeśli mówiła prawdę (a sądzę że tak) to powinienem mijać go szerokim łukiem.

Tak czy inaczej gadam z typem i słyszę „ooo kopę lat mordo, co tam u ciebie, jak życie, jak leci, jak dzieci sraty taty”. Pytam „a z kim rozmawiam?”… cisza… „no jak to z kim? Tomek!”. Myślę sobie aha Tomek… jaki kurwa Tomek? Pewnie pomyłka.

Po chwilowej gadce w końcu dogadaliśmy się kto jest kto no i okazało się, że numer jednak dobry. Nie wiem skąd go miał ale w sumie to mam to w dupie. Pech chciał, że urodziłem się w rodzinie plotkarzy i plotkarek gdzie numeru telefonu nie mogę podać nawet własnej matce bo za 2 dni będzie do mnie wydzwaniał handlarz żywym towarem z Ugandy bądź innego zadupia. No ale trudno, jak będzie trzeba to zmienię i tyle. Mniejsza z tym.

Zadzwonił żeby życzyć mi i rodzinie wesołych świąt. No to ja żeby nie wyjść na chama ze wsi odpowiadam „Dzięki za życzenia, wzajemnie, pozdrów krewnych” itp. itd.

I tu jest haczyk…

Pamiętajcie, że gdy nagle z dupy dzwoni do was pra-kuzyn, którego bratem jest ojciec twojego stryja, który jest mężem Baśki, która na weselu Antka i Mariolki tańczyła ze Zbyszkiem, który jest teściem Włodka z Radomia, o którego istnieniu praktycznie nie wiedziałeś to wiedz, że coś się kurwa dzieje i nie zadzwonił do Ciebie tylko dla tego bo Cię lubi a już na pewno nie po to aby złożyć Ci życzenia świąteczne.

Przez dobre 20-30 minut słuchałem jak to go życie w dupę kopnęło, jak to on biedny musi w żabce zapierdalać żeby mieć kasę na cotygodniowy melanż, jakie to życie w Polsce jest niesprawiedliwe. I w tym momencie się zaczęło. „A bo słyszałem że ty teraz wyemigrowałeeeeeś heheee, to pewnie ci się tam dobrze powodzi, już pewnie bmką jeździsz i te sprawy co nie?”…. „weź sypnij groszem i wesprzyj najbliższych w potrzebie”.

W tym oto właśnie momencie wewnętrznie wybuchłem. Dzwoni do mnie jakiś nieznajomy ale niestety spokrewniony ze mną fajfus i żebra o kasę… super.

Mimo wszystko chciałem być grzeczny. Uprzejmie odmówiłem gościowi i tym samym uruchomiłem jego zapalnik. Pokrzyczał, pokrzyczał, „bo jaka z ciebie rodzina”, „bo tak nie wypada”, „a żeby ci te dorary w gardle stanęły” i się rozłączył.

A ja co? Siedzę, zainspirowany całą sytuacją, piszę te wypociny i zadaję sobie pytanie. Gdzie do chuja rosną takie buraki? Skąd biorą się cebule w obsranych sandałach ze skarpetami wypchanymi po brzegi słomą?! Wykopać i spalić!…”rodzina”…

Śrut…

163
5

Komentarze do "Kochająca „rodzina”"

  1. „Gdzie do chuja rosną takie buraki?”

    W Cebulandii, patałachu, w Cebulandii. 99% ludności tego zapyziałego kraiku należałoby przeznaczyć na kompost w trybie natychmiastowym. /Mesio

    PS. Dlatego Pan twój, Mesio, od dawien dawna ma wyjebane na „rodzinę”. Całą, kurwa. Nawet najbliższą. I jest happy.

    14
    10
    Odpowiedz
    1. a masz dziewczyne czy spankadoo?

      8
      0
      Odpowiedz
      1. „a masz dziewczyne czy spankadoo?”

        Szparę do wyżycia się, wraz ze złośliwą naroślą wokół niej, to Pan twój, Mesio, może mieć na pstryknięcie palcem, bo to żadna filozofia, one wszystkie są takie same. Różnica tylko jest taka, że w przypadku Pana twojego ta złośliwa narośl go nie wkurwia, bo po użyciu grzecznie wypierdala. /Mesio
        PS. To jest chujowe, patałachu, ale co poradzić… Takie życie. Pan twój reguł nie wymyślił.

        3
        7
        Odpowiedz
        1. „po użyciu grzecznie wypierdala. /Mesio”.
          No, bo jak już zapłacisz to po co ma dłużej siedzieć czas tracić.
          Pędzi do następnego klienta.

          5
          0
          Odpowiedz
          1. „No, bo jak już zapłacisz to po co ma dłużej siedzieć czas tracić.
            Pędzi do następnego klienta.”

            I tu się mylisz, patałachu. 🙂 Pan twój z płatnymi się nie zadaje. /Mesio PS. PS-a Panu twojemu nie chce się pisać.

            0
            1
            Odpowiedz
    2. tak jak my w ciebie mesiu, tak jak my w ciebie… 😉

      6
      4
      Odpowiedz
      1. „tak jak my w ciebie mesiu, tak jak my w ciebie…”

        Z wzajemnością, patałachu, z wzajemnością… 😛 /Mesio
        PS. PS-a nie będzie. Pan twój wyjebane ma. 😉

        0
        1
        Odpowiedz
    3. Mesiu juz ci pisalem ze, sam jestes cebula.

      8
      3
      Odpowiedz
      1. Taka obrana cebula na smazenie w tanim oleju

        1
        0
        Odpowiedz
        1. …który po użyciu grzecznie wypierdala…

          1
          0
          Odpowiedz
          1. „Taka obrana cebula na smazenie w tanim oleju”
            „…który po użyciu grzecznie wypierdala…”

            He, he… Boli was, lochy, co? 😛
            I ma boleć.

            Stańcie, wyrachowane zarazy rządzone atawizmami i cierpiące na popierdolenie umysłowe, przed lustrem i zapytajcie siebie, kto jest temu winien. /Mesio

            PS. A Pan wasze, Mesio, niniejszym raczy zawiadomić, że tak jest Jemu dobrze i pierdoli Go, że was ze złości skręca. Jest też wybitnie odporny na „głodne kawałki”, zwykle głoszone przez lochy w takich okolicznościach. Wzbudzają w Nim najwyżej śmiech politowania. Zwłaszcza te oklepane.

            0
            0
            Odpowiedz
      2. Mocno podgniła cebula. Na kompost.

        2
        0
        Odpowiedz
    4. Mesiu mordo o cerze cebulastej! Nie ty masz wyjebane w rodzinę, tylko rodzina ma wyjebane w ciebie. No-life siedzący całymi dniami na necie, fantazjujący o pieniądzach, mercedesie, i krzcie inteligencji! Kto by chciał mieć takiego, choćby najdalszego, członka rodziny!

      13
      0
      Odpowiedz
      1. „Nie ty masz wyjebane w rodzinę, tylko rodzina ma wyjebane w ciebie. No-life siedzący całymi dniami na necie, fantazjujący o pieniądzach, mercedesie, i krzcie inteligencji!”

        Jako, że Pan twój, Mesio, tolerancyjnym jest, to Go naprawdę pierdoli, w co pokładasz wiarę, patałachu. 😛 Możesz wierzyć nawet w to, że twoim stwórcą jest sałatka owocowa czy inne latające spaghetti… Zaś jedyne, czego od ciebie Pan twój wymagał będzie, to gorliwe zapieprzanie na taśmie naszego Łódzkiego Wydziału Fabrycznego (jak wpłacisz trzy stówki wpisowego i będziesz mieć szczęście przeciśnięcia się przez sito naszej wstępnej selekcji of koz). /Mesio

        PS. „Kto by chciał mieć takiego, choćby najdalszego, członka rodziny!” Daleko nie szukając, ty byś pewnie chciał, patałachu, ale widać nagrzeszyłeś w poprzednim wcieleniu i tyle szczęście cię nie spotkało. Cóz, życie okrutnym bywa…

        0
        4
        Odpowiedz
        1. „of koz” – mesiu, przestań jebać te kozy przynajmniej w święta…

          4
          0
          Odpowiedz
          1. „„of koz” – mesiu, przestań jebać te kozy przynajmniej w święta…”

            He, he, he… 😉 /Mesio

            PS. No dobra, patałachu, jeszcze tylko jedną raz przed końcem roku, a potem Pan twój podejmie „postanowienie noworoczne”. 😉

            1
            1
            Odpowiedz
  2. „numeru telefonu nie mogę podać nawet własnej matce bo za 2 dni będzie do mnie wydzwaniał handlarz żywym towarem z Ugandy”

    Rozwaliłeś mnie tym tekstem. Chujnia świetna, fajnie napisana i niestety prawdziwa. Taką rodzinę olej ciepłym moczem. Pozdro!

    36
    2
    Odpowiedz
  3. Co to za chujnia? Ot śmieszna anegdotka do opowiedzenia kolegom przy piwie.
    Acz trzeba przyznać, że faktycznie, z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu.
    Jak jesteś na swoim, niezależny finansowo od rodziny, to wierz mi, jesteś szczęśliwy,chociaż może nie zdajesz sobie z tego sprawy.
    Jak już pisałem, w którymś temacie niżej, nie ma nic piękniejszego niż wrócić z rodzinnego zjazdu, do swojej własnej pustej chaty, nalać sobie whisky do szklanki i dziękować Bogu, że nie musisz wspolegzystowac z tymi ludźmi na codzień.

    8
    0
    Odpowiedz
  4. Piszesz taka kolektywna chujnie bo tak jest z rodzinam w Polsce. U mnie tez jakas Baska w rodzinie jest, nie wiem jak jest spokrewniona. Jest tez Heniek patol, jego zona to plotkarka ze wsi, jest tez jakis Benek, jakias karyna i moze tez Seba. Dlatego nie jezdzaj na weseliska i pogrzebiska bo spotkasz ich wszystakich.

    4
    1
    Odpowiedz
  5. ymigrant uuuuu

    2
    2
    Odpowiedz
  6. Az trudno uwierzyc ze to prawda. Jesli jednak tak, to tamten koles nie ma wstydu, probowac wyciagac kase od ciezko pracujacego, zamiast samemu wziac sie do roboty, czy to w Polsce czy wyjechac gdzie zarobi wiecej. Mimo wszystko, trudno uwierzyc w to co tu napisane.

    3
    0
    Odpowiedz
  7. Ja pierdole, ale faza. Chyba by mnie zatkalo jakbym dostal taki telefon, bo sam wyjechalem za dolarami. I chyba bym sie spalil ze wstydu jakbym mial taki telefon do kogos wykonac

    12
    0
    Odpowiedz
  8. W polszy to standard. Ostatnio mam w to wyjebane, niech się polska z węgrami połączy przeciw całemu światu. Ja i tak stąd spierdolę, bo mam dość cebulaków

    6
    6
    Odpowiedz
  9. „(…) numeru telefonu nie mogę podać nawet własnej matce bo za 2 dni będzie do mnie wydzwaniał handlarz żywym towarem z Ugandy bądź innego zadupia(…)”

    To jest hit roku.
    A co do samej chujni to czysta prawda, z rodziną najlepiej na obrazku i to pod warunkiem że za drzewem sie stoi.

    7
    3
    Odpowiedz
    1. Oj już się tak nie spuszczaj tekst jakich wiele, bez przesady z tym zachwytem.

      3
      2
      Odpowiedz
  10. hehehe, ale to żenada o pieniądze nieznajomych prosić. Trzeba było mu pojechać jeszcze bardziej.

    3
    0
    Odpowiedz
  11. No jasne bo każdy emigrant to sra kasą i w ogóle krezus!

    3
    0
    Odpowiedz
    1. było mu powiedzieć, że przecież emigranci to nieudacznicy i patałachy co se w polszy nie radzili…

      0
      0
      Odpowiedz
  12. Jaka on twoja rodzina? Gdzie był te wszystkie lata? Ja ciebie nie znam i koniec. Do mnie zadzwonił kiedyś mój kuzynek z którym sie kiedyś bawiłem razem jak byłem u babci na wsi. Kiedyś jak byłem w tamtych stronach w odwiedzinach to on ze mną nie za bardzo chciał rozmawiać bo to typowa odmiana wiejskiego cwaniackiego dresa a ja to nie jego „klimaty”. Jak babcia zmarła to już tam nie jeździliśmy, oni nie przyjeżdżali, tylko jakieś kartki przysyłali ale po ok. 13 latach dzwoni do mnie…….on i coś tam że coś potrzebuje, żebym mu załatwił i jeszcze lepiej żebym mu zawiózł bo on „zarobiony”. To ja mu na to. Człowieku a gdzieś ty był tyle lat, kiedy mnie odwiedziłeś czy zapytałaś jak sie czuje i czy wogóle żyje I skończyłem rozmowe.Co do plotkarzy to książke mógł bym napisać Z rodziną teraz nawet do zdjęcia bym nie stanął.

    6
    0
    Odpowiedz
  13. Ale prowo. Gość sobie wmawia że siedzi za granicą a to pewnie on jest tym Cebulakiem kuzynkiem.

    2
    2
    Odpowiedz
    1. No tak, bo jestem zapyziałym, śmierdzącym biedakiem któremu jest aż tak źle, że musi uciekać się do takich rozwiązań. A potem jeszcze muszę dowartościowywać się, opisując historię całego zajścia w internecie, „lekko” ją podkolorowując. Nie powiem, to ma sens…

      „Gość sobie wmawia że siedzi za granicą” Mówisz to ta jakby wyjazd za granicę był czymś niezwykłym, czymś na co pozwolić mogą sobie tylko elity. Trochę prawdy w tym jest, dzisiaj za granicę mogą wyjechać tylko nieliczni. Są to ci, którzy mają trochę oleju w głowie i w miarę możliwości nie dają się wykorzystywać. Jednak w dalszym ciągu nie jest to coś nieosiągalnego. Trzeba mieć tylko jaja i łeb na karku i chęć na zmiany w życiu. A jak boisz się zmian, wolisz pierdzieć w stołek w cebulandii, narzekać na wszystko dookoła albo żebrać od rodziny jak mój kuzyn Tomuś to proszę Cię bardzo.

      3
      1
      Odpowiedz
      1. Kuzynowi Tomusiowi piła łańcuchowa w dupę i pozrowienia.

        2
        0
        Odpowiedz
  14. Myślałam, że zadzwonił żebyś pomógł mu w znalezieniu pracy na „emigraaaacji”. A tu gość pojechał po najniższej lini oporu. Aż nie chce się wierzyć, że tacy istnieją. Ja wolałabym zdechnąć pod płotem niż wykonać taki żebrający telefon.

    6
    0
    Odpowiedz
    1. Mówi się „po linii najmniejszego oporu” 🙂

      2
      0
      Odpowiedz
      1. Być może, mądralo. P

        0
        0
        Odpowiedz
      2. po najniższym oporze linii

        1
        0
        Odpowiedz
        1. A nie bo „po najmniejszej linii oporu” 😛

          1
          0
          Odpowiedz
          1. A nie po opoże najmniejsego linniału? Kyzyn Tomek.

            1
            0
            Odpowiedz
  15. Jezusicku to samo mam…i tylko „prace załatwić” tia tyle ze bez znajomości jezakaz to nie ma szans…przypomnieli sobie o rodzinie gdy coś im trzeba

    1
    1
    Odpowiedz
  16. „pra-kuzyn, którego bratem jest ojciec twojego stryja”.Chłopie ,ojciec twojego stryja to nikt inny ,jak twój dziadek.A ten ,to brat twojego dziadka,a nie żaden „pra-kuzyn”.I jego nie chcesz wspomóc paroma dolarami na Święta? Co z ciebie za chrześcijanin?

    3
    1
    Odpowiedz
  17. Otóż to. Jak niespodziewanie ciebie odwiedza X lat nie widziana rodzinka to wiedz że mają do ciebie jakiś interes. Po prostu jesteś im potrzebny i sobie ciebie przypomnieli.

    1
    0
    Odpowiedz
    1. w tam, może tylko na stypę przyjechali;)

      0
      0
      Odpowiedz
  18. Jak nie znasz gościa, to może nie Twoja rodzina? A słyszałeś o metodzie „na wnuczka”?

    1
    0
    Odpowiedz
  19. Ha,mam to samo.Z tym ze jako dzieciak jeszcze się cieszyłem świętami,wiadomo-prezenty,ubieranie choinki.Później w wieku nastoletnim w świętach widzialem tylko zapracowaną matkę,kłótnie między rodziną.Teraz jako dorosły jest to dla mnie duży obowiązek.Gdyby nie inni to również olałbym te dni.Symbolicznie jakąś małą choinkę na biurko,dobry film przy browarku obejrzał,do nikogo nie wychodził by nie słuchać cały czas fałszywego „wesołych świąt” od ludzi.Ale święta minęły.Hurra!

    1
    0
    Odpowiedz
  20. No cóż… To zdaje się Twoja buraczana rodzina. A bardziej buraczana niestety Twoja matka, która papla jęzorem…

    1
    2
    Odpowiedz