Konsternacja

Kiedy kilka lat po ślubie nie pojawiają się dzieci, zaczynasz być dla rodziny i znajomych dziwakiem, który albo nie chce albo nie może. O to nie pytają, ale mają mnóstwo „dobrych rad”. Wkurza to? Niemiłosiernie! W końcu przechodzisz nad tym do porządku dziennego, a po kilku dosadnych odpowiedziach pytania już się nie pojawiają. Żyjesz własnym życiem. Adoptujesz dziecko. W końcu udało się! Jesteś szczęśliwy/a/e.
I zaczyna się na nowo. Już rzygam tymi historiami, jak to po adopcji cudem rodzą się dzieci. Odpowiadam, że ja już mam dziecko. „Ale nie chcesz mieć własnego?”
Kurwa!!!
Wydaje mi się, że wystarczy mieć choćby minimalny poziom empatii, aby tego pytania nie zadać w ten sposób. Mam w dupie, co o mnie, o nas, o naszym dziecku myślą inni, ale to zajebiście boli, gdy słyszysz to od ludzi, których uważasz za bliskich.

48
5

Komentarze do "Konsternacja"

  1. Pierdol ich. Dla mnie ludzie Twojego pokroju to bohaterzy, bo uratowałeś temu dziecku życie, dałeś szansę na coś lepszego. Adoptować nie musiałeś, a jednak! Cenię takich ludzi. Szkoda, że inni nie cenią takich jak Ty. Według mnie to kompletni idioci

    27

    0
    Odpowiedz
    1. Nie ma nic gorszego od komentarzy i głupich pytań cioci Jadzi i wujka Mariana, dociekających, kiedy ta „dzidzia”, albo niesmaczne uwagi dot. pożycia małżeńskiego. Otóż moi drodzy, staranie się o dziecko to nie jest najważniejsza czynność w małżeństwie. Gratuluję Ci podjęcia tak ważnej decyzji życiowej i jednocześnie dania szansy na lepsze życie porzuconemu dziecku. Sama w przyszłości rozważam adopcję. Wolałabym pracować nad wychowaniem i przystosowaniem społecznym kilkuletniego już dziecka, niż babrać się w pieluchach i wisieć na cycku całą dobę. Nie wspominając już o porodzie i wysłuchiwaniu cudownych rad pociotek nt. Macierzyństwa. Adopcja to piękna sprawa, acz niezwykle trudna. Dlatego jeszcze raz gratuluję odwagi i życzę dużo siły.

      6

      1
      Odpowiedz
  2. Spoko. Człowiek to taka nieperfekcyjna istota która chcąc nawiązać dialog, mówi o tym co najłatwiej przychodzi do głowy. Czyli pogoda, praca i to co rozmówcę wyróżnia. A dla prostego przeciętnego człowieka Was wyróżnia wiadomo co. I tylko dla tego o tym mówią. Tak ich mózgi działają. Zaakceptujcie to, nie warto tracić na to nerwów, energii, zdrowia. Ci ludzie nie chcą źle. Chcą dobrze, a wychodzi im źle. Więc możecie jedynie im współczuć.

    4

    0
    Odpowiedz
  3. Współczuje porzuconym dzieciom, ale jakoś bałbym się brać takiego na głowę.

    0

    0
    Odpowiedz
    1. Rozumiem, my też mieliśmy masę obaw. Niektóre nadal są z nami. Jednak serce topnieje i choć nie wiem jak to jest mieć biologiczne dzieci to chyba nie można silniej kochać, troszczyć się i martwić.

      2

      0
      Odpowiedz
  4. Ja pierdolę, jakie buractwo. Rodzic to osoba, która wychowuje dziecko, więc to jest twoje dziecko.

    0

    0
    Odpowiedz
  5. A spróbuj może rypnąć starą w ten drugi otwór. U mojej pomogło i wreszcie zaciążyła.

    1

    4
    Odpowiedz
  6. Olej debili 😀

    0

    0
    Odpowiedz