Kurs na prawo jazdy kat. B

Drodzy Państwo! Mam 21 lat, jestem mężczyzną i znajduję się w końcowej fazie kursu na prawo jazdy kat. B. Po przejechaniu niemalże 30 godzin wciąż jednak zdarza się, że robię podstawowe błędy. Oczywiście śmiertelnie mnie to irytuje, co w trakcie jazdy sprawia, że dekoncentruję się i popełniam ich więcej. Do tego wkurwia się mój instruktor, który nawet zalecał mi, abym dokupił sobie godzin. A najzabawniejsze jest to, że w niektóre dni jeżdżę znowu bezbłędnie. Dokonując analizy mam wrażenie, że poziom mojej jazdy zależy od czynników meteorologicznych (gradient ciśnienia atmosferycznego lub jego poziom, zachmurzenie), jakości snu w nocy, ilości zjedzonego śniadania i mocy kawy wypitej przed jazdą. Zastanawia mnie tylko, jak to jest, że w Polsce mamy masę kierowców, wszyscy jakoś zdali i jakoś jeżdżą (lepiej lub gorzej, pomimo zmienności powyższych czynników). Jak tak dalej pójdzie, to okaże się, że zaoszczędzone 1k zł stypendium pójdzie się jebać, bo więcej jak 3x do egzaminu podchodzić nie będę. A jak jeszcze walną mi diesla, to nakryję się girami, bo on bez obrotów na placu nie pojedzie, do czego jednak zdolny jest silnik benzynowy przy swoich ośmiuset obrotach biegu jałowego. Dobija mnie moja tendencja do przegazowania, którą jednak wypracowałem w obawie przed gaśnięciem silnika lub "skokami". Dziś, nie wiem czemu, w jakiś magiczny sposób dałem na dwójce za mało gazu i zbyt mocno zasprzęgliłem. Samochód na wąskim skrzyżowaniu wykonał czynność taką, że sam ostro przekląłem, a instruktor był tego blisko. Oczywiście silnik zgasł. Pocieszam się chociaż tym, że zapamiętałem, by wyłączyć światła przed zapaleniem silnika. Oczywiście po tym zdarzeniu zaczęło się już z wolna jebać, tym bardziej, że obawiałem się tej cholernej dwójki. I jedynki też! I znowu przez to przegazowywałem. Boję się każdego, nawet najdrobniejszego szarpnięcia, bo wiem, że zobaczę kątem oka niezadowolenie instruktora. W związku z tym jestem w srace. Nie wiem nawet, czy mogę sobie zaufać na drodze. Bo co to za jazda, jak przez pół godziny jadę dobrze, potem coś jebnę, potem znów coś i jest kaszana? Do tego wkurzają mnie drobne uliczki pełne wybojów. Jadę taką pierwszy raz, oczy z tyłu i przodu, bo wozów i pieszych sporo + muldy + dziury, pełne skupienie i... Przeoczyłem jednokierunkową i STOP. Dobre też jest, kiedy instruktor mówi skręć w lewo i na najbliższym skrzyżowaniu w lewo, a ja jadę w lewo i... zawracam jak ciul, bo mi się we łbie coś ubzdurało, że jednak mam zawracać. Cóż, co tu dużo mówić. Pójdę na ten egzamin normalnie, mając nadzieję na zwycięstwo. Wiem, że to interesowne i wedle wielu w ogóle zbyteczne, będę modlił się żarliwie o to, bym nie tyle zdał egzamin, o ile bym umiał jeździć tym cholernym samochodem. Jak nie zdam - wola Boża. Poza tym dyshonor w oczach własnych i ojca, który po 14 godzinach kursu w 91 roku przystąpił do egzaminu i zdał no-problemo (jeździ bezkolizyjnie i w naprawdę zdroworozsądkowy sposób cały czas, niezależnie od zmęczenia i czynników fizycznych panujących na drodze). No i dochodzi do tego wspomniana wcześniej strata kasy. Prawo jazdy i umiejętność kierowania pojazdem samochodowym to ostatnia możliwość udowodnienia sobie własnej męskości. Bo z kobietą nigdy nie będę, to bank, to zdecydowanie jeszcze trudniejsze od kierowania samochodem (chociaż nie zawsze jestem tego pewien, gdy mi się silnik krztusi na dwójce albo zmieniam pas bez spojrzenia w lusterko). Pić alkoholu też raczej nie umiem - szkoda tu słów. Nie umiem też za bardzo zapanować nad popędami. Dobry jestem w pracy umysłowej (dlatego testy na prawko są dla mnie łatwe - na cicho i na spokojnie dojdę do sensownych rezultatów, ale za kółkiem testy można se w dupę wsadzić). Gorsza rzecz jednak, że wydajność tejże pracy spada u mnie wraz z wiekiem. Kiedyś byłem chłonny na wiedzę, tworzyłem prozę i poezję, pisałem programy i muzykę. Tymczasem zaczyna się regres. Tak umysłowy i mam wrażenie - również fizyczny. To ostatnie wnioskuję z tego, że nie jest dla mnie łatwym naprawdę delikatne puszczanie sprzęgła czy "głaskanie" gazu. Co ciekawe do normalnego operowania kierownicą też dochodziłem długo, a i w momentach działań gwałtownych lub trudnych wracam do starego nawyku "drobienia" (w sensie krótkich skrętów bez przeplatanki rąk). Co tu zatem powiedzieć? Szczerze wątpię, czy ktoś dotarł aż tutaj. Moje wypociny są bezwartościowe, trudno, aby ktokolwiek je zrozumiał. Mają one wartość jedynie dla mnie, bo sam rozumiem, co się ze mną dzieje. Niestety, ten przeklęty samochód doprowadza mój organizm do szczytów funkcjonalności, dlatego przy każdym spadku formy zaczyna walić się moja jazda - zwyczajnie nie wyrabiam. Nie jestem wystarczająco odporny na sytuacje stresowe na drodze - choć poza nią jestem zupełnie opanowany. Samochód zalewa mój umysł, psychikę, zatruwa lub odtruwa duszę - zależy, czy jadę dobrze, czy źle. Jedna zła jazda pogrąża mnie w niszowym stanie, zaś dobra jest zapowiedzią naprawdę pięknego dnia (jeżdżę rano). Do tego wkurza mnie mój instruktor, który jest niejako odzwierciedleniem mojego wewnętrznego stanu i stanowi o emocjonalnym sprzężeniu zwrotnym, w wyniku którego cała lekcja, a następnie cały dzień i mniemanie o własnych zdolnościach mogą iść się jebać. Czasami na pociechę odpalam sobie jeden lub dwa kawałki mojego autorstwa, żeby przypomnieć sobie, że jednak coś potrafię, ale czym jest tworzenie muzyki wobec jazdy samochodem? Muzyką nie pojadę bezpiecznie, bezstresowo w teren. Pomijając już fakt, że nikt mojej muzyki nie lubi (poza mną, oczywiście). Powinienem już kończyć. Wiele leży na mym sercu, ale po co mam zanudzać ludzi? Życie nauczyło mnie milczeć, dlatego wiem, że pisanie tutaj jest błędem. Moje problemy należą do mnie. Albo je zwalczę, albo mnie pożrą żywcem. I jeżeli nie uratuje mnie Bóg, to nie uratuje mnie nikt. Życzę miłego dnia.

Podziel się wpisem: Ustaw opis GG Ustaw opis GG Dodaj do wykop.pl Dodaj do wykop.pl

Ocena:

Wielofunkcyjny zestaw biurowy - Oglądaj na TechNow.pl >>
Multimedialny tablet dla dzieci - Oglądaj na TechNow.pl >>
Skóra na klawiaturę Macbook’a - Oglądaj na TechNow.pl >>



Archiwa (100 ostatnich wpisów na chujnia.pl):
Stres | Niewdzięczne skurwysyny | Chuj z naszą policją | Lol, nigdy nie narzekałem, ale ile można... | Egzaminy | Acta, annonymous | Stres | Rzeczywistość... | Mam dosyć takiego życia | Ubezpieczenia społeczne... | Jestem leniwa | Wyjeżdżam | Dziś się dowiedziałem | Gorzej być nie może | Chujnia w tym kraju | Nowa praca | Ze skrajności w skrajność | Koniec małżeństwa | Przycisk otwierania drzwi w tramwaju | System pracy | Zachodnia zgnilizna! | Czas spierdalać | Ogólna chujnia młodego człowieka | Studia | Chujnia na studiach i w związku | Życie seksualne singielek | Wkurwiający studenci | Chujnia w związku | Ping i... | DNO | Pojebany szef | Innym spełniają się moje plany | Spadam | Mają nas za idiotów? | Bezradność | Kozaki | Jak tu żyć | Sentyment dla RP? | Życie w PL - realia i dziewczyna | ACTA | Każdy taki święty w necie, wszystko musi być legalne | Ładna dziewczyna. | Prywatność w pokoju | Love, love, love | Sól - bajoro. Brak pługa? | Wścibstwo i nietolerancja | Modne słówka | Zima lub lato w TV | Miłosny ping pong | Papierosy | Brak kasy | Jebani złodzieje amatorzy | Jak można tak żreć? | Moja kobieta to kokietka | Polskie sądy są nieudolne | Po kościele | Idiotyczne odruchy | Byki | Pierdolone bezrobocie | Pojebany! | Babska jazda po maxie | Psy i ich kupa | Powrót do pracy po urlopie | Przygodny seks | Fetysz, fetysz, fetysz | Chujowe uczucie do dziewczyny | Polski rock, a właściwie jego brak | Paranoja we łbie | Czemu tak jest? | Nie umiem gadać z facetami | Nie wiem co robić | Nie dogodzisz! | Sesja zimowa PWR | Nie staje mi pisior | Jebane kompleksy | Śmierdząca | Nowy Rok | Co dalej? | Psychiczna katorga | Rozkminka końcoworoczna. | Sylwester i te sprawy... | Po co Polandii drogi? | Nie jestem kurwa botem | Chujowe wymówki | Zakochałem się w nauczycielce | Po Ch(U-O)inkowe żale | Jestem skazana na komunikację miejską | Ból | Chujnia bezrobotna | Grrr! | Panienka smierdząca | Chujowy Karp | Nie umiem jeździć | Chujnia Świąteczna | Chujnia wigilijna | Chujnia ze świętami | Chujnia z prezentami | Udało się!!! | Chora chujnia | Święta + gdzie kucharek sześć |

 

Napisz co Cię boli:

Temat:


Treść:
Regulamin - PRZECZYTAJ!:
1) treść musi mieć minimum 50 znaków
2) nie piszemy całej notki WIELKIMI LITERAMI!
3) ogarniamy się z przekleństwami... maksymalnie 1 na trzy linijki!
4) używamy polskich znaków! <<<
5) dodając wpis oświadczasz, że jesteś jego autorem!



Przepisz słowo: śrut

Masz własną stronę www? Dodaj link do Chujnia.pl!

1) Krótki link
Kod:
<a href="http://www.chujnia.pl">Chujnia.pl</a>
Wygląd:
Chujnia.pl

2) Link z opisem
Kod:
<a href="http://www.chujnia.pl">Chujnia.pl - napisz co Cię boli...</a>
Wygląd:
Chujnia.pl - napisz co Cię boli...

Oczywiście możesz stworzyć swój własny link!


Dokumenty:
12 poziomów chujni [PDF]


Chujnia.pl na facebook'u:

No i chujnia.pl
Redakcja nie odpowiada za treść zamieszczonych przez użytkowników wpisów i komentarzy