Mam dosyć

Dosyć mam. Ciągle muszę użerać się z bandą naiwnych ludzi którym się wydaje, że są sprytni, a tak na prawdę zatrzymali się chyba na poziomie taboretu kuchennego i to dolnej podpórki… 😉 Ciągle tylko przeszkadzają mi w ważnej pracy ehhh… co tu gadać. Jakiś sposób na zakomunikowanie światu zewnętrznemu, że tak naprawdę w dupie mam ich pierwszo-wagowe problemy? Szacunek się należy każdemu no ale bez przesady…. 😉

26
18

Komentarze do "Mam dosyć"

  1. Albo jestem taki zmęczony dzisiaj, że nie wiem o czym Ty piszesz, albo pierdolisz bez sensu.

    18

    0
    Odpowiedz
  2. Życie. W sumie każdy może napisać taką chujnie. To jest tak oczywiste jak 2+2

    5

    0
    Odpowiedz
  3. Nie obchodzą cię moje problemy pierwszo waginalne, ty zbóju jeden…

    2

    0
    Odpowiedz
  4. A mnie chuj tfuj problem pomiata , no i co ?

    2

    1
    Odpowiedz
  5. Straciłem na ciebie 30sek, z których 20 to tenże podpis. I to jest chujnia, a twoje wypociny to kpina z internsutów.

    3

    0
    Odpowiedz
    1. A właściwie to o co Ci chodzi? Mam wrażenie, że zawracasz ludziom głowę jakimiś bliżej nieokreślonymi problemami. Pisz co Cię boli, albo nie zawracaj ludziom głowy bo „takich” problemów to ja nawet w dupie nie mam. Na cholerę. Jeszcze hemoroidów dostanę.

      3

      0
      Odpowiedz
  6. Internsuty? Nie wiem co to, ale jak tak o tym myślę, to mam externsuty. To znaczy, z wrażenia mi suty stają. Pozdrawiam, Renata Tucznik.

    2

    0
    Odpowiedz
  7. Zapomniałam dodać – radzę Ci zbyt wiele w dupie nie mieć bo to się może źle odbić na Twoim zdrowiu.

    1

    0
    Odpowiedz
  8. Drogi Autorze. Czytam Twoją chujnię i rozumiem zasadniczo, co sprawia, że nie potrafisz znależć wewnętrznego spokoju i trapi Cię tysiące myśli. co ja miałabym Ci do powiedzenia? Oto poniżej rezultat moich rozważań:
    Łazisz po tym świecie jak taki debil. Wstajesz rano, jesz śniadanie czy tam pijesz kawę i idziesz do roboty/szkoły. Lubisz ją bardziej lub mniej, siedzisz tam 8 godzin i wracasz do domu. Nie wiem czy masz rodzinę. Jeśli nie masz to wracasz do pustego mieszkania/domu i robisz sobie obiad, albo zamawiasz coś lub wychodzisz. Jeśli masz rodzinę zbyt wiele się nie zmienia, może z wyjątkiem tego że napewno jesz w domu. Później oglądasz telewizor albo oddajesz się innym pustym czynnościom. Nawet gdybyś czytał Horacego albo Sartre’ego co z tego? Zaraz pójdziesz spać. I rano znowu wstajesz. W niedzielę powinieneś iść do kościoła, wiesz o tym?
    Od czasu do czasu wyjedziesz gdzieś pozwiedzać żeby uraczyć swoje oczy jakimiś pięknymi widokami. Wyspy, góry, dupy, jeziora, nieważne. Ubarwiasz swoje życie jak tylko możesz. Łazisz po tym świecie jak taki debil. Nie chcesz umierać? A właściwie czemu? Tak ci tu dobrze?
    Jesteś nikim. Niczym w perspektywie czasu i całego świata. Świat to absurd. Absurdem jest też twoje życie. Rodzisz się, męczysz w szkole i uniwersytecie, zakładasz rodzinę lub nie, pracujesz lub nie, podróżujesz, szukasz coraz to nowszych podniet by uczynić swoje życie ciekawszym po czym umierasz. Każdy tak ma. Może z wyjątkiem ludzi z plecami albo tych, którym się nie poszczęściło urodzić na w miarę żyznej glebie. Kim jesteś? Co ty tu robisz? Po co tu jesteś? Czy wiesz, że jesteś nikim? Czy wiesz, że za dwieście lat nie zostanie po tobie strzępek pamięci czy płyta nagrobna z twoim nazwiskiem i dwoma datami?
    Nasz świat to absurd.
    Nie zrobi mu różnicy czy będziesz żył wg schematów czy może wypierdolisz do lasu i spędzisz tam całe życie polując i mieszkając w lepiance. Możesz siedzieć całe życie na dupie bylebyś płacił czynsz i opłaty za tv które tak namiętnie oglądasz. Nie zapomnij o podatkach.
    Nieważne, że czytasz Szekspira i Platona oraz namiętnie słuchasz preludiów Szopena. Nikt tego nie doceni. A nawet jeśli to nie – nie martw się, nie jesteś nikim wyjątkowym. Po co to wszystko? Dla chwilowej przyjemności? Dla świadomości zrozumienia tragicznych bohaterów i boleści odtrąconego pianisty? Nie zmienisz świata a tym bardziej nie pozostawisz w nim nic po sobie. Omnis moriar. Tutaj nie ma nic. Wszystko jest absurdem.
    Czy jest coś co mogłoby nas uratować?
    Nie.
    Za tysiąc lat wszystko będzie nowsze, brzydsze i tak dalej. Mechanizm się będzie kręcił, tak jak kręcił się 1000 lat temu i jak kręci się dziś. Ale nie będzie już ciebie. A reszta i tak się będzie kręcić, by coś naprawić, stworzyć, ulepszyć. Wcale nie musiałeś istnieć, twoje istnienie to przypadek. Nasze istnienie to przypadek. Rodzisz się, definiujesz, potem tworzysz coś nowego. Niedługo ludzie zapomną kim był Jan Paweł II czy Curie. Po co żyjesz, pytam? Czym jest twoja egzystencja?
    Jesteśmy elementem w układance. Nie wiem tylko czy to ktoś się nami bawi, czerpiąc z tego jakąś korzyść, czy sami stworzyliśmy sobie taki świat, w którym każdy z nas jest częścią maszyny. Nieświadomej.
    Jesteśmy zbyt dużym absurdem.
    Chciałabym zobaczyć co będzie na końcu tego gówna w którym żyjemy.
    A filozofowie pytają jaki jest sens życia!

    Takie myślenie ukazuje mi tylko jeden drogowskaz wyłaniający się spośród mroku.
    Wypierdalaj na pustynię zaraz jak się urodzisz i żyj tam, albo zdechnij. Nieważne.
    Albo idź do dżungli. Tam przynajmniej przeżyjesz, jeśli nauczysz się rozpoznawać trujące żarcie oraz napastników.
    Taka opcja byłaby najlepsza. Siedzieć sobie w dżungli, być niemową, głupim, polować sobie i sobie umrzeć. Nie raniąc nikogo, nie płacąc nikomu, a tym bardziej nie wydawać potomstwa na świat.
    Nieważne czy żyjesz czy nie. Łapiesz się wszystkiego by nadać swemu życiu sens – gromadzisz się w swoim towarzystwie wmawiając sobie, że jesteś niezastąpiony, żyjesz sobie, jesz sobie, codziennie myjesz zęby i dajesz oznaki życia w formie głosu czy tekstu pisanego ujawnianych wszędzie gdzie się da. Słuchasz muzyki, czytasz książki, wychodzisz do kina.
    a to wszystko to gówno. i tak umrzesz i nic z tego. i innym ludziom też.
    równie dobrze możesz żyć w swoich szczynach gdzieś na południu amazonii wpierdalając spaghetti z kobry.

    kasa z książki którą kupisz, kasa z biletu który kupisz, kasa z płyty którą kupisz będzie się obracała jeszcze długo po twojej śmierci. Ty umrzesz, a firma która wczoraj sprzedała ci chleb będzie sobie prosperowała. Nie ci sami ludzie, ich potomkowie. I wszystko wkoło. Ale bez ciebie.
    I nie chrzań o metempsychozie i deja vu. Mamy tylko jedno życie. Wykonujesz serie bezcelowych ruchów by nadać sens swojemu istnieniu, by na koncu powiedzieć, że nie straciłeś sekundy życia. Nie rozumiesz jednak, że to i tak nie ma sensu, że i tak „i co z tego”…

    Zrozumiałam dzisiaj jedno i więcej. Nasze istnienie jest niczym, świat jest absurdem, wszystko w zasadzie jest bez sensu, a uzależnieni zostali usprawiedliwieni.

    Teraz należy sobie zadać jedno, zajebiście ważne pytanie.
    Czy życie jest warte tego by je przeżyć?

    2

    0
    Odpowiedz
    1. A po co w ogóle rozważać, czy życie ma sens, czy ma się jakieś znaczenie dla wszechświata. Rób to co sprawia ci przyjemność, żyj sobie wygodnie tak jak ci pasuje, dbaj o siebie a reszta niech sobie robi i myśli co chce. Jak komuś sie chce całe życie zapierdalać tylko po to żeby nie czuć się jak pizda wsrod swoich ziomków, a niech sobie zapierdala, pies go… Jak ktoś lubi prymitywne rozrywki i się tym jara, niech się jara, pies go… Ja ktoś lubi się wywyższać tym że jest lepszy bo ma bardziej wyszukane zainteresowania czy zadania, a niech tak robi, pies go… Tobie ma być dobrze a reszta jest tylko dodatkiem do twojej chwilowej egzystencji, którą powinieneś wykorzystać dla tylko i wyłącznie swoich pragnień. I tyle

      3

      0
      Odpowiedz
  9. Rób doktorat

    1

    0
    Odpowiedz
    1. „Oto poniżej rezultat moich rozważań…”
      Szanuję Twoje zdanie na temat świata i życia. Takie masz doświadczenia, taki obecnie punkt widzenia. Jednak to, z czym się nie zgadzam, a jest typowe w różnych wypowiedziach to wmawianie ludziom, że to co pisze autor to jedyna słuszna opcja. Kto się z tym nie zgadza jest głupi, ślepy, głuchy, oszukuje się itp. Jest wiele racji w powiedzeniu: „punkt widzenia zależy od punktu patrzenia”. Tego typu refleksje przeżywałam w wieku lat nastu. Teraz mniej więcej wiem, kim jestem. Jednoznacznej odpowiedzi na pytanie „po co tu jestem?” nie znalazłam, ale coraz mniej mnie to obchodzi. Świat to absurd? Życie, absurd? Dla mnie już, nie. Absurdalne jest to co niektórzy robią na świecie i co niektórzy robią ze swoim życiem. Życie po prostu jest. Jest każde: piękne, tragiczne, wesołe, straszne, bogate, smutne… Bierz co chcesz. Jest wszystko. Niektóre rzeczy przychodzą niechciane, o inne trzeba się postarać. Nie wszystko można przeskoczyć, nie w każdym momencie, ale wiele zależy od nas. Piszesz, że nie ma znaczenia co robimy (np. czego słuchamy, co czytamy), dla mnie ma znaczenie, ale ja robię to dla siebie. Nie obchodzi mnie czy ktoś to docenia czy nie. I właśnie, że jestem wyjątkowa. Nigdy przedtem nie było i nigdy później nie będzie takiej mnie. Ani Ciebie, ani nikogo innego. Może są ludzie podobni zewnętrznie, może są podobnie myślący, ale taka jestem tylko jedna. Czy zmienię świat? Całego raczej nie, ale na ten wokoło mnie mam wpływ czy chcę czy nie. Znasz „efekt motyla”? Myślę, że coś w tym jest. Nawet jeśli moje istnienie to przypadek – nie istotne. Żyję i chcę na ile to możliwe przeżyć swoje życie w zgodzie ze sobą. „Mamy tylko jedno życie”-tym bardziej chcę je szanować. I ja nie widzę swojego życia (i wielu znanych mi ludzi) jako „serii bezcelowych ruchów by nadać mu sens”. Żyję najlepiej jak potrafię. Czasem wychodzi lepiej, czasem gorzej, ale żyję. I nie obchodzi mnie, po co? Nie przejmuję się swoją małością w skali wszechświata, ale cieszy mnie, że jestem jego częścią. Choćby tak mikroskopijną. Nie mam potrzeby pozostawienia po sobie monumentu widocznego z kosmosu. Wystarczy, że garstka ludzi pomyśli czasem o mnie dobrze, jeszcze przez jakiś czas po moim odejściu z tego świata.
      „Uzależnieni usprawiedliwieni”? Cóż, nie bardzo wiem, jak to rozumieć. Kiedyś uważałam, że w uzależnienia popadają najwięksi wrażliwcy, artyści, kwiat ludzkości bo po prostu mają tak wrażliwe dusze, że nie dają rady inaczej.
      Teraz tak nie myślę, ale jako alibi się sprawdza, przyznaję.
      „Czy życie jest warte tego by je przeżyć?”
      Moje? Dla mnie? Tak.

      1

      0
      Odpowiedz