Młodzi, wykształceni z wielkich ośrodków

Chujnia dotyczy tzw. „młodych, wykształconych z wielkich ośrodków”. Tym, którzy nie zetknęli się z powyższym określeniem, od razu wyjaśniam, że w żadnym wypadku nie chodzi o zwyczajne osoby w młodym wieku, które ukończyły studia i mieszkają w dużych miastach, ale o specyficzną grupę ludzi zjebanych do tego stopnia, że konieczne było nazwanie ich w sposób pozwalający na odróżnienie od zdrowej tkanki społeczeństwa. Na przykładzie „młodych, wykształconych z wielkich ośrodków” jak w soczewce widać wszelkie problemy i kryzysy tożsamościowe człowieka współczesnego. Wbrew temu, co mógłby sugerować drugi człon nazwy, są to najbardziej tępe osoby, jakie tylko można sobie wyobrazić. Odznaczają się rażącą niewiedzą na tematy ogólne, nie znają się kompletnie na niczym, a tym bardziej nie potrafią niczego praktycznego. Dla niepoznaki od czasu do czasu rzucą jakimś „uczonym” słówkiem zaczytanym na facebookowym fanpejdżu typu „słowa, które zwiększą twoją elokwencję”. MWzWO cechują się daleko posuniętą próżnością, której upust obowiązkowo dawać muszą na łamach portali społecznościowych. Nie do pomyślenia jest zorganizowanie wyjazdu czy imprezy bez obwieszczenia tego światu za pomocą facebooka albo instagrama. Działalność w social mediach to zasadnicza, ale nie jedyna forma egzystencji MWzWO. Jej treści dopełnia odwiedzanie tzw. alternatywnych miejsc. MWzWO jak ryby w wodzie odnajdują się w lokalach, w których nazwy potraw czyta się od tyłu, a czas oczekiwania na zamówienie umila głaskanie któregoś z kilkudziesięciu kotów leniwie snujących się po wnętrzu. Skąd klasyczni MWzWO czerpią środki na tego rodzaju przyjemności? Zazwyczaj od rodziców, którzy poza funkcją sponsorów życia w metropolii paradoksalnie mogą stanowić też obiekt drwin z powodu przynależności do kategorii największego wroga, tj. Motłochu. Motłoch jada schabowe z ziemniakami, po domu chodzi w kapciach, a wśród kaw wyróżnia tylko „z mlekiem” i „bez mleka”. MWzWO w wersji soft zachowują resztki ludzkiej godności i idą do pracy, co niestety upodabnia ich do znienawidzonego Motłochu. Co można jednak robić, nic nie potrafiąc? Wyjścia są dwa. Zatrudnić się w sieciówce odzieżowej / Maku albo jeszcze większym pierdolcom od siebie opowiadać bajki o tym, że niemożliwe nie istnieje, stając się tym samym ich coachem. Podjęcie tejże profesji wymaga jednak dłuższej lektury „słówek, które zwiększą twoją inteligencję”, bowiem na innych MWzWO większe wrażenie robią terminy brzmiące z angielska, takie jak networking, branding czy feedback. Jak przystało na osoby światowe, które są na „ty” z baristami ze Starbucksa, MWzWO muszą zadbać o swój wygląd, który pozwoli dostatecznie odróżniać się od ludzi z miast poniżej 300 tys. mieszkańców oraz tych, którzy wprawdzie też mieszkają w metropoliach, jednak nie odczuwają potrzeby manifestowania zwycięstwa w trzecim pokoleniu. Słowo klucz w kwestii budowy własnego wizerunku to „alternatywny”. Rozpoczęcie „eksperymentów z własnym wyglądem” MWzWO mogą rozpocząć np. od turkusowo – różowych włosów. By mieć jednak całkowitą pewność, że wygląd odda w całej rozciągłości bogactwo wnętrza i wysoki stopień wrażliwości na sztukę, zwłaszcza offową, MWzWO decydują się na bardziej trwałe modyfikacje ciała. Awans na kierownika sekcji sandałów w Deichmannie w Złotych Tarasach i dostanie się w 3. naborze na pedagogikę na Wyższej Szkole Psychologii Społecznej warto uczcić tatuażem skaczącego na trampolinie Włóczykija, który będzie kontrastował z łyżką wazową wydziaraną na prawym nadgarstku. Po wrzuceniu na youtube filmiku nt. reakcji cioci na nowy tatuaż można udać się na spotkanie z innymi MWzWO. Poza miejscami wymienionymi wcześniej spotka się ich także na wiecach, na których wyrazić można swoją bezgraniczną tolerancję, postępowość i pogardę dla wszelkich przejawów ciemnogrodu takich jak zapinanie kurtki zimą czy nakrywanie stołu obrusem niekupionym w IKEI.

Jeżeli któryś z czubków podpadających pod wyżej przedstawioną charakterystykę przypadkiem natknie się na tę chujnię, to niech w uszach wybrzmi mu proste przesłanie: dziwolągi i wywrotowcy wszystkich krajów, pierdolcie się!

80
6

Komentarze do "Młodzi, wykształceni z wielkich ośrodków"

  1. Trafiasz w sedno co do tego frajerstwa uczonego. W większości są to cwaniacy i alkoholicy rzygający sobie po spodniach. Nie mam nic do ludzi co chcą coś osiągnąć i idą w odpowiednim kierunku ale w tym kraju jest więcej takiego frajerstwa co załapali się gdzieś po znajomościach i jakby powiedział pis są lepszymi polakami lepszego sortu. Dobra konkretna chujnia. Konkretny opis tego środowiska. Jeszcze te ich tanie teksty typu tego o brodziku intelektualnym. Taki myśli że cie zgasił i żyje w tym przekonaniu. Skrajności to coś bardzo złego z jednej strony głupie dresiarstwo z innej nadęte uczone kmioty. Polecam być pośrodku tego gówna by nie zbliżyć się do żadnej z tych wstrętnych grup.

    18

    2
    Odpowiedz
    1. „Polecam być pośrodku tego gówna by nie zbliżyć się do żadnej z tych wstrętnych grup.”

      Nie chciałabym być pośrodku żadnego gówna. Może uściśnij czym charakteryzuje się rekomendowana przez Ciebie grupa? To ludzie bez wykształcenia, którzy nie są dresami, tak?

      0

      2
      Odpowiedz
  2. Pięknie ujęte typowe kurwiska pseudo wykształcone nie ma różnicy czy po inż czy humanie … W większych miastach wszystkim odpierdala, jebane kurwa korpokurwy i korposzczury… Ludzie jak jakieś mutanty napierdalaja na tym instagównie i plebsbuku swoje marne życie.. Szkoda strzępic ryja na to wszystko.. Spokój ducha , spacer gdzieś po parku albo z dala od wszystkich to najlepsze co może być dla człowieka

    22

    4
    Odpowiedz
    1. Też prawda.

      7

      0
      Odpowiedz
  3. …”wygląd odda w całej rozciągłości bogactwo wnętrza i wysoki stopień wrażliwości”… no no kolega się marnuje dawno nie czytałem takich trafnych porównań !

    „osoby światowe, które są na „ty” z baristami ze Starbucksa”… to porównane wymiata !

    11

    2
    Odpowiedz
    1. Tylko to nie są porównania imbecylu.

      0

      0
      Odpowiedz
  4. A ty autorze co robisz ze swoim życiem?

    6

    8
    Odpowiedz
  5. Autor moze nie maluje jaj na turkusowo

    5

    0
    Odpowiedz
  6. Takich dziwolągów można też spotkać w moim mieście, chociaż to miasto ma ok. 18 tysięcy mieszkańców.

    1

    0
    Odpowiedz
  7. Niby fajne ale pod koniec fantazja Cię poniosła, nikt po studiach nie idzie do odzieżówki, w miastach wojewódzkich jest wystarczająco dużo pracy żeby nie musieć iść tam gdzie jest najgorzej.

    0

    1
    Odpowiedz
    1. Odzieżówka czy stanowisko „dżunior akąnt iksekjutiw” to jeden huj. Tak samo hujowe pieniądze i takie samo traktowanie pracownika jak białego murzyna. Tu i tu można zrobić karierę, tyle tylko, że w korpo musisz zapierdalać jak motorek a w sklepie opierdolić gałę „regionalnemu” jak przyjdzie na wizytacje, lub na odwrót w korpo ciągnięcie a w sklepie układanie butów z prędkością większą od Usaina Bolta. Tu i tu może występować swobodny miks tych dwóch warunków krańcowych. Zresztą te wszystkie angielskie nazwy stanowisk to temat na inną chujnie, mało rzeczy mnie tak mierzi jak to. Śmiem twierdzić, że w przysłowiowej odzieżówce szybciej awansujesz i zrobisz karierę niż w korpo. Osobiście jestem szczęśliwy, że olałem korpo i poszedłem realizować swoje zainteresowanie jakim jest gotowanie, zarabiam lepiej niż niejeden „akąnt menagier” czy inny „dajrektor” z bożej łaski.

      1

      0
      Odpowiedz