Mój prywatny dementor

Pamiętacie może dementorów z Harrego Pottera? Były to zakapturzone potwory, które zabierały wszelką radość od ludzi, koło których krążyły. Z tego względu używane były do pilnowania szczególnie groźnych więźniów, no bo zwyczajnie odechciewało im się uciekać ( i przy okazji żyć). Niestety skutkiem ubocznym długiego przebywania koło tego monstrum często było wariactwo. Na szczęście dementora można było odgonić magiczną materializacją pozytwnych wspomnień – Patronusem.
A gdzie jest mój Patronus, pytam? Gdzie? Hop, hop, patronusie! Potrzebuje cię! A nie, kurwa zapomniałem, czary nie istnieją. Zaraz, ale ten dementor chyba jest z tego świata. Coś tu nie gra… Chujnia i śrut.

18
26

Komentarze do "Mój prywatny dementor"

  1. Też bym chciał takiego patronusa. Ale nawet w Harrym Potterze całe życie to walka z ciemnymi siłami. Czasem masz patronusa, który cię chroni, a czasem go nie masz.

    2

    1
    Odpowiedz
  2. Kradnij krokodyle, pij whiskey, szczaj do zlewu w socjalnym. Mnie stać na wszystko. Ty…, wal konia. Widzę, że tak robita, bo gdzie kobita? Elo stuleje, ja se whiskey chleje, później wchodzę w kobite, jak już jest wypite. Co? Mi zazdrościta, bo konia walita? Nie stać was na whiskey, zbieraj w lesie syski.

    0

    2
    Odpowiedz
  3. Lecz sie na infekcje cipy bo na łeb już zapóźno

    0

    2
    Odpowiedz
  4. Koleś, co ty pierdolisz?

    0

    1
    Odpowiedz
  5. Tu Arktos. Moja chujnia niestety nie weszła na główną. Zamrożę tę stronę, no chyba że mi Hamsin przeszkodzi.

    2

    1
    Odpowiedz
  6. Patronus? Heroina i inne używki

    1

    0
    Odpowiedz
  7. Dementor w przełożeniu na rzeczywistość jest energetycznym wampirem. Zamiast magicznej materializacji dobrych wspomnień mamy na szczęście Boga.

    0

    0
    Odpowiedz