Najgorszy dzień jaki kiedykolwiek miałem..

W piątek przeżyłem chyba swój najgorszy dzień jaki dotąd miałem w swoim życiu. Od początku. Wstaje rano , wiadomo na 6 do pracy. Więc ogarnąłem się wsiadam do samochodu, a tu taki chuj odpalić nie chcę. Myślę, potem się tym zajmę lecę na autobus. Uciekł, nie zdążyłem. Czekam na następny oczywiście jak na złość spóźniony. Kurwa wysiadam na miejscu patrze 5.47. Ni chuja nie zdążę(jeszcze kilometr pieszo) więc biegnę z językiem na brodzie przez miasto. Pech chciał że zza rogu ulicy wyszedł patrol pieszy jak to że potrzebnej w naszym chorym kraju Straży Miejskiej. Wpadłem z impetem na nich. Powaliłem jednego. Wstałem, przeprosiłem i mówię że do pracy i się spieszę.. Aha ni chuja, dowód osobisty. Nosz kurwa tłumaczę, że praca i mnie wywalą jak się spóźnie. Jak grochem o ścianę. W końcu mnie puścili. Wpadam do firmy 6.12. Oby kierowniczki nie było. Ta kurwa jak na złość była na firmie.. no niech to chuj strzeli, opierdol zbiore (tak było). Dobra popierdoliła głupoty, biorę się za robotę. W przerwie ta suka przynosi mi jakąś kartkę że upomnienie i będę musiał w święta i sylwestra dymać za karę. Wkurwiłem się ostro. Wszystkie plany poszły się jebać. No zgodziłem się ,bo co innego zostało. Wychodzę z roboty, pale papierosa i idę na autobus. Wpadam na ten sam patrol mijeskich oszołomów. Jeden z uśmieszkiem na twarzy się pyta czy do roboty zdążyłem. Poszło ironiczne „Taa”. Oj jaka mnie chęć naszła zajebać mu w ten pusty łeb. Jeszcze mandat za palenie wpadł „bo pyskówki” porwałem go na miejscu. Piątek autobus opóźniony, wymarzłem się jak chuj na mrozie. Wróciłem do domu. Patrzę list w drzwiach ,OC przyszło. Ile to mi kurwa podniosły. Haha 370 zł. Dobra idę do samochodu, myślę akumulator padł. O nie nie nic tych rzeczy. Cewka pierdolneła. Wracam do domu, kładę się na łóżku i niech ten dzień się już kończy. Telefon dzwoni, patrzę szwagier. „Wypylibymy co”. Mówię chuj taki dzień napić się trzeba. Poszedłem ,wypiliśmy trochę. Resztę dnia spędziłem na SORze ( szkoda o tym ryja strzępić). Wiem, ze chujnia taka sobie, ale musiałem to z siebie wyrzucić. Po tym dniu moja psychika doznała trwałego uszczerbku. Dziękuję za uwagę.

82
10

Komentarze do "Najgorszy dzień jaki kiedykolwiek miałem.."

  1. Ja to wspolczuje jak czytam wypociny chujan na temat pracy, przez pol roku przychodzilem spozniony 10-15 minut i jedyne co to ze mnie beke krecili w pracy, raz sie szef skrzywil jak 3 dni pod rzad spoznilem sie pol godziny. Ale uprzedzam: nie pracuje w Polsce

    8
    1
    Odpowiedz
    1. ja pracuje w pl i nikt sie nigdy nie czepnal ze spoxniony 15 min. w lalce to mam. sorry za brak interpunkcji bo jem kanapke druga reka. autor chujni to najzwyklejszy desperat albo kretyn polaczek-cebulsyn co jedzie na prowidencie

      7
      1
      Odpowiedz
    2. Też mieszkam zagranicą i tego typu chujnie przyprawiają mnie o ból zęba trzonowego. Kiedy Polacy nauczą się szanować siebie samych???

      1
      0
      Odpowiedz
  2. To co się stało, że sor był potrzebny?

    0
    0
    Odpowiedz
  3. To był twój najgorszy dzień w życiu? Pozazdrościć.

    14
    1
    Odpowiedz
    1. To nie musiał być najgorszy, tylko taki, po którym chcesz się położyć i trochę popłakać ze zmęczenia i wkurwu.

      4
      0
      Odpowiedz
      1. Przeczytales moze tytul tych wypocin, cymbale?

        5
        0
        Odpowiedz
  4. Tradycyjnie: trzy stówki w łapę, CV w zęby i dymaj pod bramę naszego Łódzkiego Wydziału Fabrycznego. Z naszych baraków będziesz miał dwa kroki do roboty i żadnych patroli psiej patologii. /Mesio

    PS. Ale jak się spóźnisz, patałachu…

    6
    22
    Odpowiedz
  5. Gdzie twoja godność osobista człowieku? Zapierdalasz w wieku 30, może 40 lat z wywieszonym jęzorem przez miasto po to żeby jakieś krówsko się nie dojebało że przyjdziesz do roboty 10 minut po szóstej? Chuj z samochodem, chuj ze strażą miejską, to się zawsze zdarzyć może. Ale dlaczego zachowujesz się jak jakiś sraluch? Ja też mam kierownika. Też robił aferę o parę minut spóźnienia. Już nie robi. Wiesz dlaczego? Bo było na samym początku starcie na klaty, choć wcale ja tego nie chciałem i wolałbym żeby to się nigdy nie stało. Ale on zobaczył że ja nie robię w gacie przed nim i że i tak przychodzę do roboty jak mi wypadnie. Może to być parę minut wcześniej, później, nieważne. Ale robota będzie zrobiona. Nauczył się z tym żyć. Wie że na mnie może polegać że jak powiem że będzie zrobione to będzie. Ale wie też że ja mam te pierdolone 40 lat i nie będę zapierdalał jak mały samochodzik. Mam swoje tempo pracy, tempo życia i go nie zmienię. Umie chłopak liczyć, więc liczy moją wydajność i wie jak planować robotę z uwzględnieniem mojego tempa. Bo wie że ja nie przyspieszę, bo nie. Można sobie ustawić pracę? Można. Tylko musisz się chłopie pozbyć kompleksu niższości. Jak będziesz sam siebie traktował jak gówno, to inni będą cię traktować tak samo.

    14
    1
    Odpowiedz
    1. Że niby ty dyktujesz warunki? To dlaczego jeszcze nie jesteś szefem swojego szefa? Pierdolisz.

      3
      0
      Odpowiedz
      1. Szef jest tylko jeden. Są jeszcze kierownicy i są pracownicy. Żeby kierownik mógł się wykazać i wypiąć pierś do orderu, musi mieć pracowników, którzy są ogarnięci i nie dadzą dupy w najprostszych tematach. Oczywiście taki pracownik mógłby zostać kierownikiem gdyby chciał. Ale nie chce, bo ma swoje powody. Skoro więc nie awansują pracownika, tylko zatrudniają jakiegoś z zewnątrz, to ten zatrudniony kierownik musi wiedzieć że nie znalazł się w firmie przez przypadek, ani też nie dlatego że blaskiem swojej doskonałości przyćmił wszystkich i wszystko, ale dlatego że nikt z firmy nie chciał być na jego miejscu i pierdzieć w jego stołek. Gdyby pracownicy chcieli to po 2-3 tygodniach wyleciałby na zbity pysk. Ale nie chcą. Chcą żeby było dobrze. A kierownik idiotą nie jest i nie będzie się pluł o jakieś spóźnienie jak wie że może na człowieka liczyć. Ja mogę dziś, teraz, zaraz iść do monopolowego, najebać się i powiedzieć że w piątek nie będzie mnie w robocie. I co? I gówno. Nie muszę się tłumaczyć jak jakiś uczniak. Jak powiem że robota będzie zrobiona to będzie. Lata 90te są już dawno za nami. Już nie ma pierdolenia że za bramą czeka setka chętnych na twoje miejsce za mniejszą stawkę. Ludzie zaczynają się szanować i nie chcą robić za damski huj i być traktowani jak gówno.

        1
        1
        Odpowiedz
  6. Zdążyłeś do pracy następnego dnia ?

    1
    0
    Odpowiedz
  7. Ludzie, gdzie wy do chuja pracujecie? Szefostwo nie ma za grosz empatii? Ja pierdole, nie wiedzą, co to wypadek losowy? Jebnij tę robotę, bo takich jest kurwa na pęczki.

    8
    0
    Odpowiedz
  8. Niezły z ciebie twardziel naprawdę wiele przeżyłeś.
    Szacun, ja to bym się powiesił, za duże obciążenie psychiczne hahahahahahahahah

    3
    0
    Odpowiedz
    1. O kurczaczki….
      Ale już wszystko dobrze? Musiałeś na koniec dnia nieźle narozrabiać.

      1
      0
      Odpowiedz
  9. A ja pracuje ze swoja dziewczyna, od 1.5 roku no i ze 5 albo 10 razy sie nie spoznilem, poza tym regularnie prawie ostatni przyjezdzamy. Jak wchodze to i tak mi mowia ze dobrze ze przyszedlem bo jestem jedynym ktory w ogole cos tam robi. Po pracy dzisiaj mi kazali nie zostawac tyle ile sie spoznilem bo niby za mnie jakis ktos inny odrobil te 10 minut. Jutro mamy postanowienie sie nie spoznic, tak jak i lipcu 2015 mielismy, jak myslicie czy sie uda ??? Dodam ze do pracy mam w miare blisko, jade przez wies prawie bez korkow, wlasciwie bez swiatel. Ide spac zeby sie nie spoznic.

    5
    0
    Odpowiedz
  10. Moj najgorszy dzien zaczyna sie od tego ze w szpitalu 4 czwarta z kolei dawka morfiny nic mi nie pomogła…. potem bylo juz tylko gorzej… 26 godzin piekła na ziemi… chcesz sie zamienić ze mną?

    1
    0
    Odpowiedz
    1. Współczuję serdecznie. Niektórzy nie zamieniliby tysiąca tych swoich ‚najgorszych dni w życiu’ na minutę twojego życia, bo posraliby się ze strachu słysząc samą tylko diagnozę na przykład.

      0
      0
      Odpowiedz
  11. Po pierwsze nie pij i nie pal, oszczedzaj. Po drugie kup swifta 1.0 nie psuje sie i malo pali oc bedzie niskie, auto szybkie i cieszy, nie daj sie okradac, lepiej pracowac w Czechach i prowadzic biznes w krajach na poludnie od nas, zatrudniasz naszych kombinujesz do reszty sam dojdziesz, tylko mysl facet, nie dawajcie sie babom, szanujcie je ale czymcie na dystans

    1
    0
    Odpowiedz
  12. A ja wam napisze tak: Mialem kumpla w pracy ktory olewal wszystko. Taka swobodna dusza. I zawsze wszystko co zle omijalo go. A ja jak debil staralem sie żeby wszystko gralo. Dokumenty na czas, zero spóźnień, podpisy zebrane itp. Ale pomimo starań zawsze na czymś wpadlem. Więc przeprowadziłem eksperyment i też zacząłem wszystko zlewać. I co sie stało? A no to kurwa że moje życie sie odmieniło i im bardziej srałem na zasady tym bardziej otoczenie było wobec mnie wyrozumiałe. I tak to działa

    1
    0
    Odpowiedz