Pierwszy dzień w pracy

Pozwólcie, że podzielę się z Wami moją wielką i przykrą chujnią. 1.08 zacząłem pracę w jednym z łódzkich komercyjnych labów medycznych. Nie dość, że nie podpisałem umowy, bo „szef pojechał na urlop i jej nie przygotował” to jeszcze przez bite 8 godzin nie mam możliwości odejścia od pieprzonego stanowiska, wyjścia chociażby do pierdolonego kibla. Pierwszego dnia dostaliśmy 3700 zleceń na badania- żeby to zarejestrować, przyjmując, że na 1 przeznaczymy minutę, potrzebujemy 60 GODZIN, a nie kurwa ośmiu. Ja pierdole. Nawet za przeproszeniem wyszczać się nie można. Jutro chyba założę pampersa pod dupę. Kurwaa. Do pełni szczęścia brakuje tylko, żeby szef poleciał ze mną w chuja z umową po powrocie z urlopu.

Aha, bym zapomniał- już pierwszego dnia przyszła drąca swoją japę pani, że nie zadzwoniłem 10 lipca do jakiegoś tam szpitala. Wyłumaczyłem, że pracuje od dzisiaj i żeby się uspokoiła, bo to nie ja nie tego nie dopilnowałem

Chuj z taką robotą

71
3

Komentarze do "Pierwszy dzień w pracy"

  1. pierdol to gówno, te kurwy sie nie zmienią, trzeba spierdalać z tej patoli… Btw za PRLu nie było takich problemów

    18

    1
    Odpowiedz
    1. Ale właśnie to PRL zrobił z polaczkami

      1

      1
      Odpowiedz
  2. Jesteś z Łodzi? To świetnie się składa. Pierdol jakieś laby medyczne, my mamy dla ciebie lepszą ofertę. 3 stówy do łapy, CV w zęby i staw się jutro na tyrę w Łódzkim Wydziale Fabrycznym.
    Piszesz: „nie podpisałem umowy, bo szef pojechał na urlop i jej nie przygotował” – to rzeczywiście jest skandal. Dział HR Łódzkiego Wydziału Fabrycznego nie dopuszcza do sytuacji, by ktoś pojawił się w tyrze bez umowy. Wszystko jest lege artis – umowa na 10 lat i weksel in blanco musi być.
    Potem stwierdzasz: „przez bite 8 godzin nie mam możliwości odejścia od pieprzonego stanowiska, wyjścia chociażby do pierdolonego kibla” – w Łódzkim Wydziale Fabrycznym nie dopuszczamy do takich sytuacji. Jak chcesz wyjść do kibla, to odbijasz swoją robolską kartę (czas w kiblu jest odliczany od tyry i musisz go odpracować). Poza tym przy wyjściu z kibla odbijasz się znowu i wtedy widzisz cennik i regulamin – jedynka 3 złote, dwójka 5 zł. Wszystko jasne i przejrzyste.
    Wspominasz również: „Pierwszego dnia dostaliśmy 3700 zleceń na badania – żeby to zarejestrować, przyjmując, że na 1 przeznaczymy minutę, potrzebujemy 60 GODZIN, a nie kurwa ośmiu.”. I znowu mamy przewagę. U nas w okresie letnim taśma zapierdala jedynie o 20% szybciej, a nie prawie 8 razy szybciej jak wynika z twojego tempa jedno zlecenie na minutę. Jak widzisz, same plusy. Mieszkasz w Łodzi, wsiadaj w autobus 60 A,B,C i zapraszamy – dołącz do naszego Zespołu.

    23

    3
    Odpowiedz
    1. Wiedziałem xD

      1

      0
      Odpowiedz
    2. Już nudny jesteś.

      0

      0
      Odpowiedz
    3. Autobus 60 A,B,C na Dworzec Fabryczny? Tam gdzie Cezary Pazura przeklnął „Łódź, kurwa”?

      0

      0
      Odpowiedz
  3. Dzwoń do pip-u, umowę powinien Ci dać zanim w ogóle zbliżysz się do miejsca pracy.

    10

    1
    Odpowiedz
  4. Mesio na urlopie?

    3

    2
    Odpowiedz
  5. Mamy dużą i tanią konkurencję na rynku farmaceutycznym. Pan Byczywąs nie jest z wykształcenia farmaceutą, ale trzyma się jednej prostej zasady, która skutecznie pozwala Mu być właścicielem przedsiębiorstw działających w różnych branżach. Ta zasada to żelazna redukcja kosztów. Łódzki Wydział Laboratoryjny odnosi sukcesy ponieważ jest tańszy od wszelkich innych laboratoriów. Pozwala na to między innymi odważna decyzja Pana Byczywąsa o niepłaceniu jakichkolwiek składek od pracowników i unikania wypłaty pensji. Nie licz na umowę. „Urlop” Prezesa się przedłuży, później wypadnie coś innego. Następnie po kilku miesiącach dostaniesz jakąś zaliczkę na wypłatę. Zaraz później z nadzieją dalszej współpracy podpiszesz weksel in blanco, który cię zatrzyma w firmie. Po kolejnych kilku miesiącach kolejna zaliczka na wypłatę. I tak się to będzie ciągnęło, aż firma wyssie z ciebie wszystko. Potem cię wysra i chapsnie jakiegoś kolejnego farmaceutę, poszukującego pracy. Oczywiście to nie ŁWF i śmierdzący robole. W twoim wydziale wszystko odbędzie się z kulturą, w garniturach, na kredowym papierze.

    7

    1
    Odpowiedz
  6. No, Pan Właściciel Jan Byczywąs to charakterna figura, twardy biznesmen. Jeśli z Nim współpracujesz, to nie wyjdziesz na plus chyba, że jesteś mianowanym przez Niego Prezesem. To jedyny wyjątek. Nawet tu pewności nie ma, ale Prezesi Wydziałów jeżdżą dobrymi furami, bogato mieszkają, piją dobre trunki, więc chyba im się powodzi. Ale skoro pracujesz w Łódzkim Wydziale Laboratoryjnym to masz trochę szczęścia. Pan Byczywąs jest trochę nerwowy i hardy – dla Niego życie było jedynym uniwersytetem, więc jest zbyt surowy dla miękkich gryzipiórków po jakichś oficjalnych uczelniach. Dział PR wybłagał, żeby Pan Byczywąs osobiście nie odwiedzał ŁWL. Pan Byczywąs lubi podwładnym „ręcznie” wytłumaczyć, co Mu się nie podoba. W Łódzkim Wydziale Fabrycznym, gdzie bywa często, nieraz jakiś robol obskoczył od Niego plaskacza na mordę albo kopa w dupę. Raz wybił nawet jednemu kastetem zęby. Takie traktowanie gryzipiórków z ŁWL nie jest skuteczne, bo nowi nie będą zaciągać się do roboty z takim wizerunkiem miejsca pracy. Tam Pan Byczywąs Prezesowi nawet kazał zrobił jakiś licencjat, żeby ten się obył z inteligencją. Jak coś idzie nie tak, to do akcji wkracza też mecenas Skurwysynowicz. Gryzipiórkowi nie daje się po pysku. Dużo skuteczniejsze są urzędowe pisma w szarej kopercie, z dużą ilością czerwonych akapitów. Gryzipióry przede wszystkim boją się takich pism, urzędów, prokuratorów, policji, sądów. Na roboli też działają takie metody, ale mniej. Robol z ŁWF zapomni, co było w piśmie, bo skomplikowane, bo wóda uśpi umysł, a jak się to przypieczętuje ciosem w pysk, to siniak będzie mu przypominał o trzymaniu norm roboczych.

    13

    1
    Odpowiedz
  7. Kradnij krokodyle, pij whiskey, szczaj do zlewu w socjalnym. Mnie stać na wszystko. Ty…, wal konia. Widzę, że tak robita, bo gdzie kobita? Elo stuleje, ja se whiskey chleje, później wchodzę w kobite, jak już jest wypite. Co? Mi zazdrościta, bo konia walita? Nie stać was na whiskey, zbieraj w lesie syski.

    0

    3
    Odpowiedz
  8. To trzeba było idioto iść się wyszczac i jeszcze zrobić sobie przerwę piętnaście minut dwa razy w ciągu dnia bo to są twoje prawa pracownika xD chyba że robaków to nie dotyczy

    3

    0
    Odpowiedz
  9. Trzeba bylo nie isc do sieciowy.Tez tak pracowalam,zmień zawód diagnosto

    3

    0
    Odpowiedz
  10. Ja bym do pracy bez umowy nawet się na krok nie zbliżył. Ciekawe czy Ci za te dni na czarno zapłacą;) To Twoja pierwsza praca? Angażowanie się w obowiązki i wysłuchiwanie krzyków jakieś no name’owej pracownicy dla której się nie liczysz i wogóle Cię nie zna, w momencie kiedy jesteś tam na tak „pewnym gruncie” co przechodzień który od tak stanął za biurkiem i udaje pracownika pokazuje że doświadczenia ani szacunku do siebie jeszcze nie masz:) No cóż, mocny kopniak w dupę od życia na pewno wyjdzie Ci na zdrowie:) Pozdrawiam:)

    2

    0
    Odpowiedz
  11. Witamy, tak wygląda praca w korpo, a takie laby medyczne z takim przerobem zleceń to też jak korpo ale medyczne. Ogólna rada = olej tą robotę (np chyba że bardzo dobrze płacą tzn. masz na starcie 5k PLN na czysto…. ogólnie to hujnia jakich mało.
    Zapamiętaj radę: nie daj się stłamsić przez niedouczone kadrowe i księgowe które chciały by młodych pracowników wykorzystywać. Wiem – mama nie nauczyła rozpychania się łokciami – to się k..wa naucz w w expresowym tempie i lej na hamów, ucz ich rozumu a jak do mnie z ryjem by przyszła jakaś paniusia to nie wiem czy bym jej nie wyjebał z trepa w ryj. Pozdro.

    6

    0
    Odpowiedz
  12. Przepraszam, chuj mnie strzela. Minęły 3 tygodnie i umowy jak nie było tak nie ma. Byłem w tej sprawie u szefa, który wrócił z urlopu- zapewnił, że wie, że to bardzo ważne i jak tylko przyślą umowę z centrali w W-wie to nas zawoła. Byłem u kierownik- powiedziała mniej więcej to samo. Jeśli do końca tygodnia nie dostanę umowy to chyba powiem im, że zgłaszam sprawę do PIP-u, bo wcale nie jest mi do śmiechu. Chyba za bardzo się przejąłem, że polecił mnie kumpel, który już tam pracował, starałem się wykonywać powierzone mi obowiązki jak najlepiej, stąd nie starczało mi czasu na przerwy, prawie codziennie wychodziłem 15-30 minut po czasie, nie chciałem robić problemów… To teraz mogę mieć problem jak mi nie zapłacą.

    P.S. Diagnostą jeszcze nie jestem, od października 5-ty rok studiów. Może stąd też wynika to traktowanie, że jestem studentem. Ale do k#wy nędzy oni mnie zatrudnili, to nie staż, nie praktyki, dane do umowy kazali mi uzupełnić od razu, ale sami się nie wywiązują. Wiem jedno- po studiach chce trzymać się z dala od sieciówek, bo to wyzysk, jadą po bandzie- nie tylko ja nie mam umowy.

    0

    0
    Odpowiedz