Stracone lata

Moją chujnią jest to, że od kiedy skończyłam 14 lat, skończyło się moje normalne, szczęśliwe życie. Najpierw rozpoznano u mnie zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. NIKOMU nie życzę tego koszmaru. Rozmowa o tym z kimkolwiek, nawet z bardzo bliską osobą, jest tak upokarzająca, że nie jesteś w stanie znieść tego wstydu. Miałam przez to myśli samobójcze. Cholera, byłam jeszcze dzieckiem, a już chciałam umrzeć. Kontrolę nad moim życiem przejęły obsesyjne myśli i zachowania, których zupełnie nie mogłam powstrzymać. Jakiś czas po tym, jak się z tym uporałam, rozpoczęła się u mnie depresja i lęk społeczny. Wiele osób bagatelizuje to drugie i to wielki błąd i krzywda dla osoby, która ten lęk posiada. Panicznie bałam się ludzi, tłumu. Nie potrafiłam jeść ani pić w szkole, widziałam ludzi, którzy śmiali się ze mnie i wytykali palcami. Kiedy podeszła do mnie koleżanka, żeby zadać jakieś proste pytanie, chociażby o godzinę, zamurowywało mnie i przez dłuższą chwilę nie potrafiłam z siebie wydobyć słowa. Tego nie da się opisać. Wszędzie widzisz szydercze spojrzenia, zaczynasz czuć, że dostajesz pieprzonej paranoi. Depresja w połączeniu z lękiem społecznym powodowała, że nie potrafiłam rano podnieść się z łóżka i chociażby się ubrać, i wyjść do szkoły jak każdy normalny nastolatek. Dwa razy groziło mi niezdanie. Po prostu nie dałam rady, fizycznie nie dałam rady wstać z łóżka. Opuszczałam szkołę, nie mogłam wysiedzieć na lekcjach, ciągle miałam wypieki na policzkach. Chciałam zniknąć, ciągle czułam się niepewnie, bałam się, że nauczyciel poprosi, żebym powiedziała coś na głos. Na pewno wpływ na moje zaburzenie miał fakt, że dotkliwie dokuczano mi w gimnazjum i pierwszej klasie liceum. Od dziecka byłam bardzo wrażliwa i nic nie mogłam na to poradzić. Przez zachowanie ludzi zaczęłam się czuć jak zero. Dlatego ludzie, pomyślcie dwa razy, zanim kogoś wyśmiejecie albo obrazicie, nawet nie macie pojęcia, jak to może zaboleć drugiego człowieka, choć może tego zupełnie nie okazać. Moją chujnią jest świadomość, że mam teraz 19 lat, idę na studia i lata, które straciłam przez chorobę nigdy nie wrócą. Nigdy nie śmiałam się z koleżankami w szkole, gadając o jakichś pierdołach, typowych dla nastolatek. Nigdy nie byłam na imprezie. Zamiast przeżywać fajne przygody ze znajomymi, beztrosko żyć, ja leżałam w ciemnym pokoju, rycząc w poduszkę i prosząc Boga, żeby następnego dnia przejechał mnie samochód albo cokolwiek innego. Nikomu, absolutnie nikomu nie życzę takiego piekła.
Chciałam jeszcze powiedzieć, żebyście korzystali z życia, jak tylko możecie i byli bardziej empatyczni i wrażliwsi na innych ludzi. Bo teraz tego bardzo często brakuje. Bardzo dziękuję każdej osobie, która to przeczytała. Pozdrawiam.

137
34

Komentarze do "Stracone lata"

  1. gimbaza nie pamięta konsoli
  2. Miałaś schizofrenię. To co tu opisałaś to normalna schizofrenia a nie zaburzenia obsesyjne. Jak się z tego wyleczyłas?

    0

    0
    Odpowiedz
  3. Stracone lata w świecie według usraela które wbrew solidaruchom,korowcom i jp2(ale czemu się dziwić skoro to agenci mossadu i cia) nie jest usłane różami lecz cierniami które mają się wbijać w łapy polaczków-cebulaczków i powodować ich krawienie,a oni mają się z tego jeszcze cieszyć,co jest jeszcze gorszym kretyństwem,horrorem niż chorobliwe i nieludzkie rządze hanibala lektera,frediego krugera,jasona z piątku 13-stego,czarlsa mensona,kuby rozpruwacza

    0

    0
    Odpowiedz
  4. Mam to samo, zostań moją dziewczyną.

    0

    0
    Odpowiedz
  5. myślałam, już że jestem sama z tym problemem i nikt inny tego nie ma. Widzisz ja borykam się z tą przypadłością od wielu, wielu lat. Można, powiedzieć, że od zawsze. Na ten problem złożyło się kilka przyczyn. Od dawna mam depresję, która jest wynikiem osobistych doświadczeń a także obserwacji życia i ludzi tych podłych w szczególności i ciosów, które zadawali mi (psychiczne, w podstawówce również fizyczne). Obecnie, to co mi pozostało po mojej dużej wrażliwości, przeżytej traumie i braku wsparcia i miłości od życzliwych ludzi to: 1. bardzo duża samotność (brak znajomych, takich aktywnych, z którymi można się spotkać i porozmawiać itd., 2. brak wsparcia w rodzinie (która ze mnie szydzi, że mam już prawie 30 lat, a tak mało osiągnęłam, chociaż studia mam i podejmowałam pracę ale nie wytrzymywałam w niej przez moją fobię społeczną, nerwicę lękową i depresję, jestem również DDA). 3. Boję się autentycznie ludzi, jeśli mam iść na miasto, lub przejechać parę przystanków autobusem czy wykonać inną czynność, która jest uznawana za normalną społecznie, to dostaję jakieś schizy (od razu pocą mi się dłonie, zaczynam mieć pustkę w głowie, moja motoryka ciała wydaje się nienaturalna i taka jakaś zduszona. Jeśli mam być w jakimś urzędzie, stać w kolejce, dla mnie to koszmar, serio duszę się, robię się czerwona i zaczynam kaszleć – tak jakby to było na tle nerwowym). Kolejną przypadłością jest to, że nie wierzę w siebie i swoje umiejętności i wstydzę się swojego wyglądu (jakkolwiek to brzmi ale tak jest) – pojawiło się to u mnie po kilku przypadkach szydzenia publicznego z mojego wyglądu 🙁 No i podsumowując, nie pracuje obecnie, siedzę całymi dniami w domu (w ciemnicy, śpię po 12 godzin albo cierpię na bezsenność i tak w kółko), później dużo czytam książek albo artykułów na necie, oglądam tv, czasem wyjdę z psem ale tylko w obrębie osiedla (jak już mam przejść przez ronda i pasy i widzę auta przede mną stojące to i obserwujących mnie ludzi z auta to od razu wpadam w panikę, której może nie widać na pierwszy rzut oka, ale tak jest. Również prosiłam już Boga, żeby mnie zabrał z tego padołu łez, ale nic takiego się nie stało… Leczyć się boję i wstydzę jednocześnie, bo co miałabym powiedzieć takiemu terapeucie czy lekarzowi? p.s. też nie lubię szyderczych spojrzeń i uśmieszków zwłaszcza w grupie ludzi, których muszę mijać na ulicy. Moje życie to wegetacja, chciałabym wyjechać za granicę, ale tak strasznie się boję, że chyba już zostanę w takim stanie na zawsze. Wiem jak to wygląda, jak żalenie się małolaty na podły świat i że sama wymagam od innych, a nic nie robię, żeby coś zmienić. Ale bez wsparcia chociaż jednej osoby, to ciężko tak samej. Sorry za chaotyczność wypowiedzi, dzięki za przeczytanie.

    2

    0
    Odpowiedz
  6. też mam OCB – idę we wrześniu na terapię, jak chcesz to podaj tutaj emaila albo gg.

    0

    0
    Odpowiedz
  7. Piękny wpis. Aktualnie przechodzę to samo co Ty więc w pełni rozumiem co masz na myśli .Ogromne brawa i wyrazy poszanowania z mojej strony za to że to przezwyciężyłaś .

    1

    0
    Odpowiedz
  8. Sam coś o tym wiem. Trzymaj się idziesz na studia więc to dobra okazja żeby się z tego wyrwać. Na początku nie będzie na pewno łatwo i bardzo będzie Ci przeszkadzał tzw. brak obycia towarzyskiego ale z czasem poznasz nowych ludzi, którzy pomogą Ci się z tym uporać. 2 lata temu byłem w prawie identycznej sytuacji głównie dzięki ludziom a w zasadzie jednemu prawdziwemu przyjacielowi z roku mogę dzisiaj powiedzieć, że jest już prawie dobrze choć do normy jeszcze długa droga. Życzę powodzenia i pamiętaj, że kiedyś trzeba swoje życie pozbierać do kupy im wcześniej tym lepiej a studia to bardzo dobry na to moment. 🙂

    1

    0
    Odpowiedz
  9. Rób doktorat

    0

    0
    Odpowiedz
  10. Pozdrawiam i mam nadzieje ze na studiach spotkasz ludzi przy ktorych odetchniesz I sie troche rozluznisz. Sle mase caluskow i przytulaskow

    1

    0
    Odpowiedz
  11. Trzymaj się dziewczyno.
    Młoda jesteś, jeszcze całe życie przed Tobą. Jeśli nie potrafisz sobie z tym poradzić to poszukaj pomocy u specjalisty. To żaden wstyd a szkoda marnować więcej czasu.

    1

    0
    Odpowiedz
  12. Dla mnie jesteś prawdziwą królewną i mogę ci lizać cipkę każdego dnia i o kazdej porze

    0

    0
    Odpowiedz
  13. Nie jesteś sama bo nie mało jest dzisiaj takich osób. Ja miałem wiele różnych objawów z różnych chorób, również miałem to co Ty tzn. potrafiłem słyszeć szydzące ze mnie myśli innych osób, też nieraz niepewnie się czułem i chciałem spierdolić jak najdalej. Zaczęło się coś w wieku 17 lat a dzisiaj mam 26 i czasem wciąż mam pewne objawy, ale ogólnie już nie jest źle, mógłbym powiedzieć, że całkiem dobrze. Nie leczyłem się u nikogo bo ani nie chciało mi się iść do lekarza, ani nie chciałem opowiadać skąd mam traumatyczny szajs no i nie opuszczało mnie przeświadczenie, że poradzę sobie sam bo lubię z natury sobie radzić sam. W sumie tylko jedna osoba chciała mi pomóc. Do matki przyszedłem i nie raz mówiłem jej co mi dolega to ona w odpowiedzi mi dała, że sobie zmyślam a jak byłem z tym bardziej natarczywy to niedosłownie, ale kazała mi wypierdalać do psychiatry chociaż chciałem się jej wyżalić i znaleźć wsparcie jednak nie mam jej za złe bo sama miała problemy w dzieciństwie i próbowała sobie odebrać życie. Do ojca z kolei nie poszedłem bo pewnie by zaczął się śmiać i gadać, że w jego rodzinie nic takiego nie było jak i za jego czasów, zresztą za nim nie przepadam więc i tak bym nie poszedł. Inni ludzie? Nie raz się śmieją z ciebie albo wyskakują do ciebie z czymś tak popierdolonym jak „ogarnij się” jakby to miało pomóc. Jednak częściowo wychodzę z założenia, że to co mi się przytrafiło to po prostu karma bo zdarzało się, że byłem jednym z tych „złych” i byłem zły wobec innych. Tak jak napisałem, dzisiaj już całkiem ok ze mną. Mój główny problem dzisiaj to jak zarobić pieniądze a potem się chce wyprowadzić i żyć całkowicie po swojemu, w swoim domu robić co chce i łazić gdzie chce, nikomu się nie tłumaczyć. Lubię też grać w gry komputerowe bo są i zajebiste i pozwalają nie myśleć o bałaganie życia. Pozdro

    1

    0
    Odpowiedz
  14. Pójdziesz na studia..nie byłam na imprezie… No to teraz uważaj, żeby czasem sobie tego nie odbić, bo wpadniesz w gorszą chujnię. Wiadomo co się mówi o studentach, tfu, sam studiowałem, ale nijak tego nie rozumiem. Chlanie na potęgę, narkotyki, puszczanie się na lewo i prawo – „młodzież musi się wyszumieć”. Żebyś czasem teraz, chcąc nadrobić stracony czas, nie wpadła w drugie extremum. Jeśli Cię to pocieszy, to rozumiem co myślisz – mam tak samo z pracą, zawsze stresowała mnie perspektywa ciężkiej pracy, za marne grosze, a tym bardziej, jak na złość, dostaję te najgorsze tyry, których nikt inny nie chce, a gdy pojawia się szansa na poprawę, jest mi zabierana, tak szybko jak się pojawia. Z ludźmi nie utrzymuję kontaktu bo nie mogę na nikogo liczyć, co się przekłada na to, że rodziny odechciało mi się mieć (z resztą nie skażę dzieci na życie w tym świecie, poza tym nie wiem za co miałbym ją utrzymać, bo tu jesteś biedny nawet pracując) i tylko tak żyję z dnia na dzień.

    2

    0
    Odpowiedz
  15. A ja mam 32 lata i jestem nieśmiały, czasami tez czuje fobie spoleczna. Czasem też inni psują mi dzień – trzymaj się dziewczyno!

    1

    0
    Odpowiedz
  16. Zaraz pojawią się jakieś wulgarne komentarze, ale nie przejmuj się nimi. Wiem co czujesz. Sam też cierpię z powodu depresji, ataków paniki i choroby dwubiegunowej. Przechodziłem też przez to, co Ty. Gdy na fejsie pojawiały się zdjęcia jak świetnie się inni bawią, jak czerpią radość z młodości i możliwości, z miłości i wypełniającej ich energii, ja zdychałem w samotności, zabijany od środka przez własny umysł. I choćby nie wiem jak się starałem, nie mogłem pokonać potwora w samym sobie. Walka z samym sobą, kiedy nie możesz nawet pomyśleć logicznie bo oszukuje Cię Twój własny umysł, jest najcięższa. Jak się bronić skoro Ty sam się atakujesz? Ale jakoś powoli daje się radę. Jakbyś chciała porozmawiać to zostawiam kontakt : ma2kaew[małpa]gmail[kropka]com

    1

    0
    Odpowiedz
  17. Dobra z Ciebie osoba. Tacy mają ciężko. Świat promuje skurwieli… Nie martw się. Studia to nie buda i jak kogoś nie lubisz to się z nim zwyczajnie nie gada. Wyszalej się, poznaj kogoś fajnego. Życzę Ci wszystkiego dobrego.

    1

    0
    Odpowiedz
  18. czyżby to przypadkiem nie wpływ rodziców na takie zachowanie? masz problem i podejrzewam jak musi Ci być ciężko. popracuj nad pewnością siebie i asertywnością, a będzie Ci lżej zapewniam to

    0

    0
    Odpowiedz
  19. w końcu jakas osoba na chujni która przezywa to samo co ja! Też mam 19 lat, też idę na studia i też nie byłam na żadnej normalnej imprezie. Chłopaka też nie miałam, nie poszłam nawet na studniówkę bo nie miałam z kim. Trzymaj się, ten w górze coś chyba za bardzo ciśnie w niektóre osoby swoją wszechmocnością! Ja jestem tylko jeszcze w chuj rozżalona że tylu osobom się szczęści w życiu, ale nie mnie, i nie tobie z tego co czytam. Serio, trzymaj się i nie łam, nie jesteś sama w podobnej sytuacji

    1

    0
    Odpowiedz
  20. duzo ludzi tutaj z ZOK ;o ktoś da kontakt?

    0

    0
    Odpowiedz
  21. Jestem zachwycony poziomem komentarzy jak I komentujacych, az milo sie czyta, poza doslownie jedynm „rob doktorat” wszyscy cie wspieraja, nawet ta propozycja lizania cipki to tez chyba nic zlego 😉 I dobre na relaks.

    Dziekuje chujowianie ze strona po paru wzlotach I upadkach nadal trzyma poziom. Dla autorki i komentujacych zycze duzo slonca i wiatru w zaglach, usmiechu, radosci i szczescia.

    1

    0
    Odpowiedz
  22. No chujnia, w takiej sytuacji dobrze jest by mieć kogoś bliskiego – ale nie rodzica,nauczyciela tylko dobrego kumpla/ele, co bez słowa wysłucha o twoich problemach i jak trzeba to poklepie po ramieniu i przytuli.

    1

    0
    Odpowiedz
  23. Jeśli znajdziesz swoją pasję i uda ci się mieć całkowicie wyjebane na opienie innych to ci to przejdzie bez żadnych tabletek czy psychoterapii. Zapewniam.

    1

    0
    Odpowiedz
  24. Hej. Bardzo mi przykro, że są osoby, które przeżywają coś takiego jak Ty. Życie jest jedno, trzeba się nim cieszyć, korzystać na maksa. Jednak jest dla Ciebie nadzieja-masz dopiero 19 lat, możesz jeszcze zmienić WSZYSTKO w swoim życiu. Może jakaś terapia z psychologiem/ psychiatrą i powoli do przodu. Zaczynasz studia więc to idealna okazja to nowego startu… Trzymam za Ciebie kciuki…Powodzenia

    1

    0
    Odpowiedz
  25. Mi na podobna chujnie pomoglo haslo „modl sie i pracuj” oraz taniec, sluchanie muzyki i silka. byleby cos robic zamiast siedziec z dyndajacym fajfusem. mam propozycje zebys moze kupila tak kosc jak dla psa do gryzienia mala i gryzac ja sie wyladowywala. to zajmie ci mozg podczas gdy jestes wsrod ludzi i nie bedziesz myslala o idiotach. mozesz tez wypracowac sobie haslo jak ktos do ciebie podchodzi to na dziendobry mow mu „pierdol sie”. taka osoba bedzie wiedziala wtedy ze raczej nie dorowna ci poziomem prostactwa i przestanie podskakiwac.

    0

    0
    Odpowiedz