Dorabianie filozofii do tego, gdzie się mieszka

Tendencja do doszukiwania się czegoś tam, gdzie nie ma nic, jest wiecznie żywa. Jej przejawem jest choćby powielanie mitów na temat życia w niektórych miastach. Że w Warszawie to taki klimat, w Krakowie całkiem inna bajka, a Trójmiasto to już w ogóle – „kto się tu nie urodził, nie zrozumie”… Tymczasem prawdą jest, że w każdym mieście żyje ta sama banda zaślepionych mediami, dewocją, pieniędzmi czy wódką szarych ludzi. Okej, w Krakowie stoją prawdziwe zabytki, mówi się „na pole” i udźwięcznia świszczące końcówki wyrazów, a w Warszawie starówka pochodzi z lat 50. XX w. i mówi się „na dwór”. I to zasadniczo tyle w kwestii różnic. Fascynujące jest, że wciąż tak wielu nie zdaje sobie sprawy z tego, że ani Kraków nie jest tylko do kontemplacji i pozowania na bohemę, ani Warszawa tylko do pracy do późna w korporacji w szklanym wieżowcu. Normalny człowiek, który urodził się i żyje w Warszawie, nie obnosi się z tym i nie czuje klimatów warszawskich, bo czegoś takiego nie ma. Czuje się klimat tego, co samemu tworzy się dookoła siebie. Sam fakt tego, że ktoś usadził tyłek w tym, a nie innym miejscu nie jest żadnym osiągnięciem. Manifestowanie więc swojej warszawskości czy krakowskości i budowanie poczucia swojej wartości i wyższości nad innymi w oparciu o to, gdzie się zamieszkało, wykracza poza wszelkie granice absurdu.

55
2
Pokaż komentarze (4)

Komentarze do "Dorabianie filozofii do tego, gdzie się mieszka"

  1. Z zamieszkaniem obnoszą się tylko najezdne słoiki. Jak ktoś ma dziadków tam gdzie mieszka to go to nie rusza bo to jest normalne.
    b2.

    1

    0
    Odpowiedz
    1. Różnie z tym jest. ..Ja mam szacun do człowieka jak mówi że jest np. z Wąchocka ( bo dlaczego w Wąchocku nie mogliby się rodzić spoko ludzie?), a nie mam go gdy laska prawi że od 1996 roku stała się rodowitą lublinianką a urodziła się w 1980 🙂 czego raz byłem świadkiem. Nie mam szacunu bo wypieranie się własnego pochodzenia to wycieranie butem twarzy własnych rodziców.
      Z tego gdzie się urodziliśmy i wychowaliśmy powinniśmy być dumni. Bo jeśli to było zasrane miejsce którego trzeba się wstydzić to i my pochodzimy z szamba i szmbo reprezentujemy Tej filozofii się nie dorabia. Ona istnieje.

      0

      0
      Odpowiedz
  2. Jesteśmy z tamtej strony Wisły z naprzeciwka, gdy nam na wódkę brak lubimy popić piwka, weź grubie lagie i chodź na Pragie, każda na wagie, ma to co wisz. Felek Zdankiewicz był chłopak morowy, przyjechał na urlop sześciotygodniowy, sialala sialalal sia. Tak z nią flyrtował, aż przebrał miarę, skradł jej całusa, ona mu zegarek. I posłuchali ojca synowie, każdy ma cele lecz w Mokotowie… A Ty pierdolisz, że nie ma klimatu… Moje miasto szemrane Warszawa —_—

    0

    1
    Odpowiedz
  3. „filozofję” dorabia się teraz do wszystkiego.ludzie są napuszeni poczuciem spełniania misji przy najprostszych zadaniach.nie mają pokory i szacunku dla innych osób a media podbijają te klimaty pokazując pojebane wzorce zamiast kształtować dobre zachowania. świat jest złyyyy.

    1

    0
    Odpowiedz

Kolejna chujnia o fetyszach…

Moim fetyszem jest deptanie. Tak kurwa, dobrze przeczytaliście – deptanie, ale tylko przez dziewczynę. Pewnie dalcza część tekstu nie będzie niektórych obchodzić, ale mniejsza z tym.

Jak to się zaczęło?

Jak miałem 12 lat (dawne dzieje, kiedy jeszcze nie było pewnej gry o sześcianach na literę „M”) było spotkanie rodzinne. Potem wszyscy poszli gdzieś, a ja zostałem w kuzynką (lat wtedy 16) w domu.
Do łba wpadł mi dziwny pomysł (jak to bywa w tym wieku) i poprosiłem moją kuzynkę, by po mnie pochodziła. Ona onieśmielona to zrobiła, a ja czułem dobrze.
Trwało to może pół minuty, ale mi było mało. Zasugerowałem, by założyła szpilki i podeptała po mnie, ale ona odmówiła i dopiero po minucie ją namówiłem. Weszła na mnie i zaraz zeszła. Lecz po zdjęciu szpilek weszła na mnie i już śmielej deptała mnie, nawet dorzuciła tupanie, a na koniec wsadziła mi swoją śliczną stópkę do ust. Najlepsza chwila w moim życiu i jednoczeście moment mojego pierwszego wytrysku, bo poczułem coś mokrego w gaciach :/
Jeszcze poczekałem, aż wyjdzie w pokoju i wylizałem jej szpileczki (same) oraz znalezione w szafie wyjściowe baleriny ^^ – CUDO!

A teraz wróciło do mnie to wspomnienie i cały czas mam na to ochotę – serio dałbym wszystko, by ten numer powtórzyć.

Niby błaha chujnia dla Was, ale dla mnie to kurewsko duża.

P.S.
Spokojnie, kuzynka nie miała grzybicy stóp xD

9
27
Pokaż komentarze (7)

Komentarze do "Kolejna chujnia o fetyszach…"

  1. chujowo to nie jest grać w tą konsolę
  2. Farciarz…
    Ja za takie przyjemności to nawet bym tyrał na 1000% procent w ŁWF i dał się przebolcować Kalemu…

    5

    2
    Odpowiedz
  3. jebany idiota pewnie wyborca kodu i pasjonat lgbt na stos z toba pedale

    2

    11
    Odpowiedz
  4. To ja kiedyś byłem w basenie z moją kuzynką i widziała jak mi siusiak z majtek się wysunął. Patrzyła się, ale nic nie mówiła.

    7

    0
    Odpowiedz
  5. Pewnie za 100 czy 200zł znajdziesz laskę która zamiast ściągać majty dla odmiany pochodzi po Tobie, wiec to nie chujnia chyba że kasy nie masz.
    b2

    3

    0
    Odpowiedz
  6. Ja Mesio Panwasz też uwielbiam deptanie. Ale jako nie wzykły patałach a patałach z wyższej sfery uwielbiam jak kobieta depta mi po siusiaku. najpierw powoli a potem mocniej i mocniej aż robi się z niego naleśnik – Pani Mesiowa mówi „naleśniczek” – znaczy kocha mnie suka… Mój wielki sześciocentymetrowy pindol przypomina wtedy paletkę do ping ponga a ja dochodzę i tryskam na wszystkie strony po ścianach i suficie. Kiedyś nawet spróbowaliśmy z Hansem, moim najlepszym i najładniejszym przyjacielem zagrać tak w ping ponga moim pindolem. Śmiechu było co nie miara… Patałachy…

    5

    2
    Odpowiedz
    1. Mam nadzieję że to prawda.

      0

      0
      Odpowiedz
  7. WHAT THE FUCK

    0

    0
    Odpowiedz

Zmarnowane życie

Doszło do mnie ostatnio, że mam totalnie zmarnowane życie. Mam 27 lat i wieku 23 lat zadłużyłem się na prawie 100tys złotych. Nie wiem jak z tego wyjść mam problemy psychiczne,problemy z marihuana, ciężko mi się żyje,oddycha nie widzę dla siebie możliwości wyjścia z długów za chwile bede pewnie bezdomny bo w tej chwili koczuje u rodziców. Nie potrafie sobie pomóc,nie widzę żadnej nadziei, na dobrą prace nie stać mnie na leczenie,kształcenie i kursy.

11
13
Pokaż komentarze (7)

Komentarze do "Zmarnowane życie"

  1. Twoim celem powinno byc zapelnienie tej mapy:
  2. Trzymaj się! czasem jest tak, że jak wszystko się jebie to po pewnym czasie zaczyna się robić lepiej, a czasem nawet dobrze na chwile. Trzeba robić swoje i wytrwać. Spróbować przynajmniej.

    8

    2
    Odpowiedz
  3. Ja mam 26 i ostatnie 2 lata życia poświęciłem na terapię i mitingi dla seksoholików. Przez porno chyba zjarałem sobie niektóre receptory w mózgu i dopiero po roku abstynencji jestem w stanie coś ogarniać.

    4

    4
    Odpowiedz
    1. Za pornografią stoi pomniejsze królestwo demoniczne, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, a mnie uznano za świra, albo nawiedzonego.

      0

      0
      Odpowiedz
  4. Ogłoś upadłość konsumencką i wyjedź za granicę (albo w odwrotnej kolejności).
    b2

    3

    0
    Odpowiedz
  5. To weź dupę w troki i wyjedź do roboty do Anglii a nie się spuszczasz, że masz kłopoty z marihuaną. Na zioło, kurwa masz? Kolejny banan co czeka na kierownicze stanowisko…

    4

    0
    Odpowiedz
  6. spalililili cały gramik, spalililili go beze mnie

    0

    0
    Odpowiedz
  7. To wypierdalaj na ogórki i dupy mię truj zlamasie

    0

    0
    Odpowiedz

Konar

Nie zawsze chce płonąć. No więc tak, mam 28 lat, czyli jestem w sile wieku, nie palę, piję naprawdę sporadycznie, ćwiczę siłowo, co by wydzielał się testosteron, sporo czasu spędzam na świeżym powietrzu, staram się nie jeść gównianego jedzenia, wysypiać się, odstawiłem porno, wiplera też nie pałuje prawie wcale… a mimo wszystko od czasu do czasu mam problem z utrzymaniem wzwodu podczas seksu. No na przykład ostatnio: nie byłem jakoś specjalnie zmęczony, moja kobita dostała chcicy i chciała żebym zrobił robotę więc zabraliśmy się za siebie, a ja w czasie gry wstępnej poczułem że mi opada. Wkurwiło mnie to niemiłosiernie więc jak najszybciej chciałem wpakować w myszkę, ale ni chuja, banan zrobił się wiotki i nici z bara bara. Próbowaliśmy jeszcze trochę go pobudzić ale cała ochota mi odeszła. Dziewczyna z głupim uśmieszkiem stwierdziła że nic się nie stało, i że to się zdarza… ale no kurwa, zdrowemu chłopu w sile wieku!? Rozumiałbym to jakbym był te 15 lat starszy, albo jakbym był wyjebany jak kobyła po westernie, ale nie w takiej sytuacji.
Wszyscy dookoła pierdolą że gorzoł i fajki obniżają potencje a pewnie gówno prawda, bo najwięcej lasek prują właśnie ci kurwiarze co wcale o siebie nie dbają, tylko piją i palą do oporu, a ty weź człowieku dbaj o siebie, staraj się zdrowo prowadzić a i tak na koniec ci sprzęt zawiedzie.
śrut i chuj sflaczały

30
4
Pokaż komentarze (9)

Komentarze do "Konar"

  1. Nie jestem ekspertem, ale może spróbuj żeń-szeń chiński? Ponoć żeń-szeń pomaga w przypadku problemów ze wzwodem a chiński może być lepszy od innych. Dwa, niektórzy stosują hipnozę na takie problemy jak np. przedwczesny wytrysk. Trzy, seks nie powinien być na siłę. Jeśli to u was działa na zasadzie, jednemu się zachce a drugi to tak od niechcenia chce no to będzie raczej lipa, i tutaj jest czasem problem w dobraniu się w odpowiednie pary. Może warto by zrobić sobie reset na jakiś krótszy czas, powiedzmy 2 tygodnie i wtedy razem zacząć?

    4

    2
    Odpowiedz
    1. Czyli problem nie w organiźmie, tylko psychice. Przejdź się do seksuologa, psychologa to Cię naprostuje. Ja też kolegom opowiadałem bajki, że ruchałem nieraz po 2 panny dziennie, a tak naprawdę pierwsze 3 podejścia z moją pierwszą dziewczyną kompletnie mi nie wyszły.

      1

      2
      Odpowiedz
  2. Żyjemy gdzie żyjemy, opresyjny kraj, mało perspektyw, dużo wymagań, ja mam 24 lata i też odczuwam mniejsze zainteresowanie seksem to pewnie dlatego że tyle mam problemów na głowie więc organizm pewnie nawet nie myśli o rozmnażaniu bo jaką przyszłość będą miały dzieci w tym państwie ? Dodam że też dużo ćwiczę, unikam używek, testosteronu nigdy nie miałem tak wiele jak teraz i pewnie z roku na rok do 30 będę mieć go jeszcze więcej, jeśli Bóg da mi oczywiście tyle czasu przeżyć. Czytałem gdzieś że to nie właśnie testosteron jest odpowiedzialny za popęd a estrogeny nawet u mężczyzny. Może masz jakieś stresy albo za dużo rozmyślasz nad życiem, to też może „dekoncentrować”. A do tego co pisał kolega wyżej o żeń-szeniu, też pomaga, brałem kiedyś, bardziej jako dodatek na siłkę ale czuć było podwyższone libido, nawet trochę mnie to wkurwiało 🙂

    4

    0
    Odpowiedz
  3. Prawie wcale zamień na wcale :).
    b2

    0

    0
    Odpowiedz
  4. Czas na wymianę …

    0

    0
    Odpowiedz
  5. Cos w tym jest…a mianowicie…Mam 41 lat pije piwo,wodke,whisky,brandy.Oczywiscie namiętnie hajsuje papierosy.odzywiam sie nieregularnie co prawda ale to przez prace zmianowa.a konar płonie i to pełnym ogniem.

    5

    0
    Odpowiedz
    1. O to to właśnie miałem napisać, 5 lat młodszy kolega 😀 Jego problem, to żarcie zmielone z budą, białko, odpowiednio zbilansowane węglowodany, makaron, ryż przez cały tydzień i pilnowanie „teścia” 😀 za dużo lansu i pierdół jak na zdrowego mężczyznę.

      0

      0
      Odpowiedz
    2. O tak! Mój mąż tez ma rocznikowo 41, pali jak parowóz, marihuanę też, popija sobie piwka dosyć często, nie ćwiczy, choć ma świetną sylwetkę i jest umiesniony, jako dawny wspinacz. Nie mogę się opedzic od jego wiecznie sterczacego kutonga. Długo po stosunku jeszcze ma erekcje, czasem nie zdarzy opasc a już jest gotowy drugi raz. Miewam już dosyć tej jego potencji i ciągłej chuci. Nie wiem, czy mam się cieszyć, czy płakać?

      0

      0
      Odpowiedz
  6. Pij wchuj kefiru i żryj wchuj orzeszków ziemnych. Ale nie jedno i drugie na raz. Orzeszki mają jeszcze ta magiczna moc że po nich jest obfity wytrysk i będziesz tryskał jak fontanna.

    3

    0
    Odpowiedz

Miłość to gówno…

Jestem niby młoda i mam jeszcze czas na miłość, ale jak, że irytujące jest to że każdy chłopak z którym się zapoznam i coś do niego poczuje, nie, nie, nie mówię tu od razu o jakiejś wielkiej miłości tylko o takiej chęci spróbowani jakiegoś związku. Lecz zawsze słyszę, że jestem ładna, miła, pomocna, wyrozumiała, no i jak tu nie robić sobie nadziei, ale co? Ale zawsze słyszę po tym ” jesteś super przyjaciółką ciesze się, że cię poznałem”… No i w takim o to momencie zaczynam się zastanawiać czy miłość ma jakikolwiek sens…

10
2
Pokaż komentarze (7)

Komentarze do "Miłość to gówno…"

  1. Twoim celem powinno byc zapelnienie tej mapy:
  2. No i może w tym problem, że jesteś zawsze miła, pomocna itd. To może wynikać choćby z niskiej samooceny i takie coś może przeszkadzać w życiu. Następnym razem przestań być na każde zawołanie, ale nie popadaj w tym w bycie zgorzkniałą chamką.

    8

    0
    Odpowiedz
    1. Popieram. Chodzi o to żeby musieli gonić króliczka a nie żeby im się podawał na tacy.

      0

      0
      Odpowiedz
  3. Bo jesteś zwyczajnie brzydka lub gruba.

    12

    1
    Odpowiedz
  4. Miłość to zrozumienie drugiego człowieka w takim stopniu, że nawet jak się kłócicie to chcecie się pogodzić i rozmawiać bo czujecie że się idealnie dopełniacie. Proboje dalej kiedyś się trafi . Ja po rozstaniu z narzeczoną czekałem 2 lata i „przeleciałem” kilka znajomości które się kończyły na „fajny kumpel” albo „lubię się z Tobą bzykać, ale nie widzę nas razem” życie jak i ludzie będą Cię gnoic i zostawia w niepewności ale kiedyś będzie pora na miłość

    2

    0
    Odpowiedz
  5. Poczekaj aż będziesz ładniejsza za jakieś 2-3 lata stuleje będą się zabijać o twoją atencję. Tylko nie bądź suką to tak ode mnie.

    1

    0
    Odpowiedz
  6. Toż to pierwszy udokumentowany przypadek friendzona w drugą stronę!

    9

    0
    Odpowiedz
  7. Puszczasz się i tyle

    2

    0
    Odpowiedz

Nie potrafię pracować

Gdzie nie poszedłem do roboty nie ważne czy to fizyczna praca czy umysłowa zawsze coś mnie wkurwiało i powodowało, że albo mnie z niej zwalniali albo sam spierdalałem. Przerabiałem masę rzeczy od prostych prac na produkcji z ludźmi żyjącymi od weekendu do weekendu, doradcy klienta w biurze z ludźmi w garniturach, fotografa w lokalnych mediach, serwisanta komputerowego i wiele innych i za chuja nie potrafię się odnaleźć. W cv mam tyle wpisanego doświadczenia i umiejętności, że gdzie nie złoże papierów to jestem zapraszany na rozmowę kwalifikacyjna. Każda robota jest ciekawa przez max tydzień czasu gdy się jej uczę a potem przychodzi rutyna, brak premii ewentualnie wkurwiający współpracownicy, którym daleko do gatunku ludzkiego co by za 100 zł premii wpierdolili mnie żywcem. Jeszcze zrozumiałbym fakt gdybym był leniem rozpieszczonym przez rodziców, ale nie jestem taki. Od zawsze byłem uczony roboty (mieszkam w małym domku jednorodzinnym) i lubię pracować dla siebie np. rąbać drewno, sprzątać i wykonywać inne czynności. Po prostu robota w domu ma dla mnie sens bo albo mam czym palić w piecu albo mam czyściutko. Praca gdziekolwiek za te chujowe pieniądze nie daję żadnej motywacji. Teraz łapę się jakiś dorywczych prac na max miesiąc dostając chujową umowę zlecenie byle tylko coś mieć. Jak długo tak pociągnę nie wiem mam 22 lata wypadałoby znaleźć coś na stałe…

25
4
Pokaż komentarze (8)

Komentarze do "Nie potrafię pracować"

  1. tego Ci trzeba:
  2. Nie ma się czym przejmować, młody jeszcze jesteś. Znam ludzi, którzy w Twoim wieku jeszcze żadnej robocie w życiu nie byli.

    12

    0
    Odpowiedz
  3. Załóż firmę

    3

    0
    Odpowiedz
  4. Zostań elektrykiem. Możesz liczyć na różne roboty np. lokalizacja uszkodzeń, naprawa czegoś, podłączenie różnych rzeczy, kopanie,wiercenie, cięcie, wbijanie, zapierdalanie puszek gipsem, układanie kabli, w trudno dostępnych miejscach,pomiary i jak zapierdolisz trochę kabli to możesz je opierdolic na złomie.

    7

    2
    Odpowiedz
    1. Andrzej to ty (naprowadziło mnie to zapierdalanie kabli).
      b2

      5

      0
      Odpowiedz
  5. Mam podobnie. Gdzie nie pracowałem to po około miesiącu pracy pomijając trzy miesięczny okres próbny konałem z rutyny i nudów. W obecnej robocie nie jest inaczej. Jedyne co mnie jeszcze trzyma przy obecnej pracy i pozwala wytrzymać te katusze to względnie dobra praca i brak nadzoru bądź wyjebka managera, przec co mogę sobie surfować na necie, czytać wiadomości i komiksy na smartfonie. Nie zmienia to jednak faktu, że nudzę się przeokrutnie i czuję niespełniony. No ale za coś trzeba żyć.

    3

    2
    Odpowiedz
  6. Tak…to załóż swój własny biznes a potem się zwolnij …

    4

    0
    Odpowiedz
  7. Stawiam ,że nie robiłeś nigdy za lepszą walutę. To jest przez marne zarobki w Polsce. Mi pomógł wyjazd za granicę i wtedy nawet jak praca się nudzi albo jest poprostu popierdolona to widząc wypłatę na koncie mimo wszystko chce się pracować. Idąc do pracy w Polsce jako przeciętniak zabardzo nie masz jakiego celu sobie postawić. No chyba, że marzy Ci się kredyt na kawalerkę na 35lat. ELo

    7

    0
    Odpowiedz
    1. Masz charakter niewolnika, który wkurwia się na kajdany , ale bez kajdan czuje się nagi i bezbronny. Umyć własne dupsko zamiast np. umyć jako salowy w szpitalu to nie dowód pracowitości, tylko troszczenie się o własną wygodę, więc argumenty o pracowitości śmieszne.
      Tu nie chodzi o kasę. Jej zawsze jest mało, bo kiedy zarabiasz na rower to chcesz mieć samochód , a jak masz już samochód to chcesz mieć jacht i argumentacja pozostanie ta sama – za małe zarobki.
      Może kiedyś wymyślą lek na brak kreatywności.

      0

      1
      Odpowiedz

Piłka nożna

Denerwuje mnie przekonanie że każdy facet ma hopla na punkcie piłki nożnej, rozumiem można obejrzeć raz na jakiś czas mecz reprezentacji Polski lub rozgrywki ulubionej drużyny ale przekonanie że jak zacznie się jakaś liga to chłop nie oderwie się od telewizora to przesada. Myślę że są ciekawsze rzeczy w życiu niż oglądanie i dumanie ile będzie rzutów karnych i wyjdzie z grupy w rozgrywkach ligi angielskiej. A tak wogule to Ci piłkarze z ekstraklasy to zadufane w sobie w sobie chłopcy którzy zarabiają rocznie więcej niż przeciętny Kowalski w 10 lat i te studia piłkarskie gdzie zbierze się kilku mundrych i pierdola o tym meczu jakby to było coś ważnego jak zbawienie świata

28
1
Pokaż komentarze (5)

Komentarze do "Piłka nożna"

  1. Twoim celem powinno byc zapelnienie tej mapy:
  2. Ja nie lubię piłki nożnej, choć przyznam że mecz finałowy lubię obejrzeć

    3

    0
    Odpowiedz
  3. Przestałem oglądać mecze bo po chuj marnować 115 minut. Oglądam 10 minutowe skróty.

    6

    0
    Odpowiedz
  4. Powiem Ci tak. Kilkukrotnie byłem na meczu polskich klubów ekstraklapy i absolutnie nie dziwi mnie tak żywiołowy ruch kibicowski w tym kraju (oprawy w młynach itp). Polska liga to kompletne gówno, albo skupisz się na darciu ryja z kolegami i machaniu szalikami, albo możesz zapuścić komara na 90 minut.

    A reprezentacja? Banda jebanych patałachów, którym raz na 100 lat coś wyjdzie, a wtedy cała cebulandia w studiach przed/pomeczowych spuszcza się nad naszym kunsztem piłkarskim! Nie da się telewizora włączyć, bo kurwa eksperci polaczki cebulaczki komentują i radzą. Obejrzyjcie sobie czasami studio przedmeczowe, „oczyswiście że wygramy!! 2-0, 3-0, 4-0!!” A później remis albo porażka, i pierdolenie glupot, a bo tak, a bo srak!!! Kurwy jebane, najlepiej podsumował nas ostatnio trener Liverpoolu. Jak pracował poprzednio w Borussi Dortmund, to zawsze, jak przychodzili dziennikarze z Polszy, to tylko po to, żeby wypytywać o Lewandowskiego, Piszczka i Błaszczykowskiego. Bo według naszych zrytych łbów cały jebany świat kręci się wokół nas i naszych sukcesów.

    Na skokach narciarskich to samo. Zaczepiają Krafta czy innego skoczka na topie i zamiast pytać o niego to pytają się kurwa o Stocha!!!!

    5

    0
    Odpowiedz
  5. Świetnie to wszystko ująłeś. Ja to właśnue od dawna zauważyłem jak jeszcze interesowałem się piłką m.in. oglądając mecze wywiady itd., że polscy dziennikarze zadają pytania tylko tego typu: co Pan sądzi o Kubie Błaszczykowskim, jak Pan uważa czy Robert Lewandowski będzie w tym sezonie w czołówce itd. pytania zadawane po to, żeby tak naprawdę wydobyć odpowiedz trenera, że jest to świetny, utalentowany zawodnik i potem puszczać to we wszystkich stacjach sportowych po kilka razy dziennie i dorzucając jeszcze kompilacje wszystkich pseudojutuber’ów. Ludzie: jest to po prostu ŻENUJĄCE, a w innych krajach to widzą.

    1

    0
    Odpowiedz
  6. Japierdole jak ja nie nawidzę piełki nożnej nosz kurwa po huj to oglądać wgl

    0

    0
    Odpowiedz

Seks = zwyrodnialstwo

Nienawidzę tego, że mój jebany eks zaszczepił we mnie nienawiść do seksu. Np. jak widzę scenę seksu w tv to mnie rzuca, wkurwia, smuci – wywołuje emocje jakby ktoś robił mi coś złego. To samo się dzieje jak ktoś mówi o tym jak to super jest się pieprzyć. Jak ja tego nie znoszę. Na myśl o tym, że mój obecny partner może oglądać pornole chce mi się płakać, po prostu płakać z żalu, że coś takiego w moich oczach zwyrodniałego może komuś się podobać, podniecać. Nie wiem jak mam sobie radzić w tym pierdolonym świecie gdzie seks jest wszędzie. Tak, to ja jestem nienormalna, ale niech ktoś na moment wejdzie w moją skórę i mi potem wytłumaczy jak mam zmienić swoje odczucia, reakcje, myśli. Pewnie się zastanawiacie czy uprawiam seks z moim obecnym partnerem – tak robię to, ale nie wiem czemu akurat tu mi wszystko pasuje – nie wiem i to też mnie wkurwia.

10
21
Pokaż komentarze (5)

Komentarze do "Seks = zwyrodnialstwo"

  1. spokojnie, spokojnie, chwytaj karafke i bedzie lepiej:
  2. Ale jak zaszczepił nienawiść do seksu? Wiesz, nie chce tutaj wnikać, ale jeśli ktoś popełnia przestępstwo natury seksualnej to trzeba go wziąć pod sąd.

    3

    3
    Odpowiedz
  3. Najpierw dziewczyno naucz się pisać , bo czytać tego się nie da…

    3

    0
    Odpowiedz
  4. Ty chyba niezrównoważona psychicznie jesteś…

    0

    0
    Odpowiedz
  5. Bo światem rządzą sodomici, dlatego wszędzie wokoło uprawiana jest propaganda seksu.

    0

    0
    Odpowiedz
  6. nie czaje, o co ci chodzi? xD

    0

    0
    Odpowiedz

Beznadziejnie zakochana w zajętym facecie

Mam 30 lat, on 31. Poznałam go jakieś 8 lat temu w internetowej grze na czacie. Wtedy oboje byliśmy w związkach. Fajnie nam się grało i pisało, więc wymieniliśmy się gg. Okazało się, że mieszkamy w tym samym mieście. Przez długi czas były to tylko koleżeńskie rozmowy. Do czasu aż nie zerwałam ze swoim chłopakiem. Był to dla mnie trudny czas, podejrzewam, że mogłam mieć jakieś stany depresyjne czy coś w tym stylu. Na sam koniec związku umówiłam się nawet z jakimś obcym kolesiem poznanym na ulicy i wylądowaliśmy w łóżku. Zaraz po tym wydarzeniu zrozumiałam, że nie kocham mojego chłopaka i zakończyłam związek. A ten koleś z którym wylądowałam w łóżku, spotkał się ze mną jeszcze tylko jeden raz, a potem olał totalnie. Czułam się okropnie, płakałam, czułam się wykorzystana. Pocieszenie znajdowałam w rozmowach na gg z facetem poznanym na czacie. Zwierzałam mu się ze wszystkiego, otworzyłam się przed nim całkowicie. Czytał moje żale i pocieszał mnie. Zaczął ze mną flirtować, jakieś seksualne podteksty, prośby o nagie zdjęcia itp. Dałam się w to wciągnąć, coś do niego poczułam. Niestety on ciągle był w związku i nie zamierzał go zakończyć. Za każdym razem jak wspominał coś o swojej dziewczynie to szlag mnie trafiał z zazdrości. Kłóciliśmy się, nie raz mnie blokował, ale jakoś zawsze wracaliśmy do pisania ze sobą. I tak to trwało kilka lat. A jak w końcu poznałam kogoś w realu, to nagle on zaczął być zazdrosny i chciał nawet jechać ze mną w góry, ale odmówiłam. Mój związek okazał się burzliwy i znów zostałam sama. Po jakimś czasie on wymyślił, że kupuje sobie karnet na basen i zapytał czy nie miałabym ochoty z nim chodzić. Zgodziłam się i zaczęliśmy się spotykać w realu na basenie. Na początku było grzecznie, ale po kilku miesiącach doszło między nami do seksu oralnego w przebieralni na basenie. Niedługo potem zaprosił mnie na weekend w górach i pojechaliśmy. Było miło, był seks. Problem w tym, że on ciągle był wtedy w zwiąku. Przymykałam na to oczy, bo po prostu zakochałam się i chciałam z nim być mimo wszystko… ten weekend w górach wydarzył się dokładnie rok temu w listopadzie. Od tamtej pory chodzimy ciągle na basen, czasem zdarza nam się seks, a on ciągle jest w związku… straciłam już nadzieję, że może będziemy kiedyś parą, on mi zresztą powiedział, że nigdy nie będziemy razem. I tak tkwię w tym gównie po uszy, nie potrafię z tym skończyć. Nie wyobrażam sobie zerwania z nim znajomości, śnię o nim po nocach… nie rozumiem dlaczego spotyka się ze mną skoro ma dziewczynę. Marzy mi się, że może znowu zaprosi mnie na weekend w górach. Wiem, że powinnam z tym skończyć, wiem, że on mnie najzwyczajniej w świecie wykorzystuje, ale nie potrafię nic sensownego zrobić. Nie wierzę, że poznam jeszcze kogoś wartościowego, kogo pokocham z wzajemnością. Chociaż bardzo bym chciała mieć normalny związek, rodzinę, dzieci… czasem myślę, że nie chcę już żyć. To wszystko jest takie bez sensu. Zobojętniałam. Nie wiem co począć ze swoim marnym życiem…

4
28
Pokaż komentarze (7)

Komentarze do "Beznadziejnie zakochana w zajętym facecie"

  1. Gość ma 2 pewne jebanka, słodka pierdolnieta laske , która daje mu 2x w miesiącu i jeszcze większą zjebana debilke jak ty owinieta wokół palca na każde zawołanie :D. dobry koleś trójkącik idealny 😀

    17

    0
    Odpowiedz
  2. dobrze ze chodzisz na basen, przynajmniej tyłek umyjesz jak należy , bo głowa z głową to już nic nie zrobisz ….

    8

    0
    Odpowiedz
  3. Co zrobić żeby kobieta się w tobie zakochała, niezależnie jak wyglądasz? Ruchaj inne podobne fizycznie do niej…
    Psst! (tamte nie muszą istnieć, wystarczy jej to wmówić)

    4

    0
    Odpowiedz
  4. Fake. Laski i Janusze na basenie mają ODDZIELNE przebieralnie, więc jakim cudem obrabiałaś mu tam pałę?

    2

    1
    Odpowiedz
    1. Może ona też miała pałe.

      0

      0
      Odpowiedz
  5. Po Twojej opowieści trzeba stwierdzić dosadnie, ale prawdziwie, że tkwisz w gównie po uszy(Twoje słowa), bo sama zrasz pod siebie.

    0

    0
    Odpowiedz
  6. Zdradzałaś i teraz wpierdalasz sie w kogoś zwiazek. Jedynie co ci sie nalezy w tym momencie to potezny lisc w ryj

    0

    0
    Odpowiedz

Kto tu jest nienormalny?

„Przyjdą takie czasy, że ludzie będą szaleni, a gdy zobaczą kogoś przy zdrowych zmysłach powstaną przeciwko niemu, mówiąc: ~Jesteś szalony, bo nie jesteś do nas podobny~”. Św. Antoni Pustelnik. Jakkolwiek bym nie lubił Kościoła i religii, tak ten cytat trafia do mnie idealnie. Nie pasuję tutaj. W ogóle nie potrafię znaleźć dobrego porozumienia z rodziną, nie mam z kim pogadać na interesujące mnie tematy, czuję się jak przybysz z innej planety, albo przynajmniej innej kultury. Nie stosuję w życiu ślepego konsumpcjonizmu, który głosi, żeby natychmiast wydawać zarobione pieniądze, bo trzeba „korzystać z życia”. Nie mogę się nadziwić, jak Polacy są krótkowzroczni i nie myślą wcale o przyszłości, bo „jakoś to będzie”. Wszyscy ludzie, którym wspominam o swoich planach, poglądach patrzą na mnie jak na wariata, bo nie jestem do nich podobny. Mam wrażenie, że im bardziej ktoś jest myślący, tym bardziej samotny. Jak jest tu ktoś mający takie same przemyślenia, to niech napisze, przynajmniej będę wiedział, że jest nas więcej.

52
2
Pokaż komentarze (6)

Komentarze do "Kto tu jest nienormalny?"

  1. Też tak mam.

    7

    0
    Odpowiedz
  2. Ja nie lubię kupować śmieci. Zawsze patrzę czy coś jest warte moich pieniędzy.

    7

    0
    Odpowiedz
  3. Wiesz, co jest w tym wszystkim zajebiste? Że jesteś świadomy! Niech inni tkwią w tym zafajdanym systemie. Ty jesteś WOLNY!

    8

    1
    Odpowiedz
  4. Ja już dawno doszedłem do wniosku, że im mocniej ktoś myśli, tym słabiej na tym wychodzi.

    0

    0
    Odpowiedz
  5. Ja tak myślę, ale co z tego? Wielkie NIC. Oni są szczęśliwymi debilami, a ty zrozpaczonym oświeconym.

    0

    0
    Odpowiedz
  6. Myślę, że mam podobnie

    0

    0
    Odpowiedz