!!!! UWAGA ! Da się coś w tym kierunku zrobić?

W sumie to wogóle mnie być nie powinno. Różnica między moimi starszymi braćmi to kilkanaście lat. Od kilku lat wiem, że miałem być wyskrobany, a około rok temu przyznała mi się mama do tego. Pozornie to świetna rodzina.
Wiadomo, że bycie tak późnym dzieckiem to ogromna szansa na różne problemy. Nie wiem czy to fart że nie mam zespołu Downa.
Do 2 roku życia było bez lipy. Wtedy stałem się przejebanym, rozwydrzonym, agresywnym (wobec samego siebie także), trudnym do opanowania dzieckiem.
Od 3 roku zycia zwiedziłem nieprawdopodobną ilość specjalistów psychiatrów, psychologów, kurwa nawet egzorcystę. Diagnozy były „tourette”, „źle wychowany”, „autyzm”, ktoś powiedział w końcu „zespół Aspergera” i poszło to na kwity.
Szkoła: od 1 klasy do początku 2giej mega przejebane – był czas, że nie mogłem wogóle chodzić do szkoły bo nikt nie dawał rady. Wróciłem pod koniec roku i było trochę lepiej. Zostałem przeniesiony na początku 2giej klasy do innej szkoły, która stawała się dla mnie mega piekłem. Chodziłem do niej aż do końca 1szej gimnazjum. Od 3 klasy miałem indywidualne, z okazyjnymi lekcjami z klasą. 1sza klasa gimnazjum to najgorszy okres mojej edukacji. Lekcje z klasą zostały wybite całkiem, byłem odizolowany kompletnie. Wtedy poznałem alkohol, piwko, wódkę i najebywałem się kiedy miałem okazję (z racji nędzy finansowej, podejrzliwośći rodziców itd. to rzadko), robiąc po tym głupoty. Wtedy też zaczęły się głębsze myśli samobójcze i zalążki depresji, która potem tylko zmieniała profil działania i okazyjnie nasilenie.
Trwało to, aż wyjebano nas z niezłymi długami z dużego mieszkania w kamienicy, ponieważ znalazł się właściciel. Trafiłem na cieszące się niespecjalnie fajną sławą (choć od wewnątrz całkiem sympatyczne) osiedle bloków socjalnych, gdzie celem większości było ogarnięcie groszy na ćwiartkę spirytusu. Ogólnie osiedle gdzie poza kilkoma dosłownie wyjątkami są same sztajmesy, a reszta społeczniaki wiszące na balkonach i mające wiedzę o wszystkim co tu się dzieje i przekazujące ją Policji i innym takim. Kto był porządny i miał ambicje uciekł. Nieważne bo generalnie aż tak źle tego okresu nie wspominam choć było parę okresów gdzie było przejebane.
Wtedy udało mi się zmienić szkołę i wrócić do normalnego systemu edukacji. 2 i 3 gimnazjum to był dla mnie świetny czas. Niezbyt wielka szkoła, widoczna z okna. Bullying wtedy przestał być morderczy i nienawistny, nie zniknął, ale nabrał formę do której szło nabrać dystansu i uśmiechu bez większego problemu. Wtedy też zacząłem robić kawałki klubowe. Głównie dla beki, i też DJką się trochę bawiłem w tamtym czasie. To była moja zajawa i sposób na fajne życie.
Nabyłem dużo znajomości przez ten czas. Kilka toksycznych, wiele dobrych, kilkanaście świetnych. Poszło to w parze z większym chlaniem (mocniejsze alko niskiej jakości), zacząłem palić szlugi, oraz zarabiać na swoje budujące się nałogi poprzez naprawianie sprzętu elektronicznego za psie grosze lub używki, byle coś skosić.
Było świetnie, zacząłem wtedy cholernie pragnąć mieć kochającą dziewczynę, co trochę nadało tor mojej depresji i nieco ją pogłębiło. Nie poddawałem się i szukałem na siłę, co w sumie trwa dalej.
Kolejny etap, technikum. Profil wybrałem doskonały. Nauka szła kiepsko, konflikty z nauczycielami, wzywanie rodziców, dużo problemów. Mimo to byłem uznawany za geniusza od zawodowych i świetnego zioma. To była pierwsza szkoła w której musiałbym się wysilić i uprzeć, by znaleźć kogoś z kim choć trochę źle żyłem wśród uczniów. Konflikty były bardzo potężne z nauczycielami, kilku jebałem jak psy (w czym klasa mnie wspierała), miałem zostać wyrzucony, dużo różnych problemów.
Druga klasa technikum. Coś pięknego, a jednocześnie tragicznego. Początek końca tak jakby. Po wielu przykrych dla mnie porażkach, znalazłem prawdziwą piękną miłość. Typiarę o moim kolorze włosów i oczu, malutką, trochę przy kości. Coś o czym naprawdę marzyłem. Coś czego mi żadne używki w żadnej ilości nigdy nie dały. Miłość która narodziła się przez internet, i eksplodowała po spotkaniu. Nie żaden pierwszy związek, ale najbardziej istotny, który dużo zmienił. Oparty był bardzo mocno na romantyzmie, namiętności, kosmicznym seksie, częstym kontakcie. Niestety. Zaczęło się wszystko pierdolić, gdy poszedłem raz do szkoły głodny, ekstremalnie wkurwiony, i bez fajek które wtedy już były poważnym nałogiem. Taka kombinacja nieraz mi narobiła lipy. Powtórka z 1 klasy. Nastąpiła bardzo poważna kłotna z nauczycielką, właściwie mój atak. Zostałem zawieszony w szkole, warunkiem odwieszenia było pozwolenie od psychiatry. I wtedy także i miłość zaczęła się sypać. O tym zwiążku to długa opowieść. Powiem tyle, że niezrównoważona psychicznie ćpunka i narkomanka, z popędami do zdrad, to trochę nie bardzo. Bardzo źle ulokowałem swoje uczucia, które nawet nie wiem czy do końca zabiłem. Trafiłem do psychiatryka na 2 tygodnie obserwacji, bez kontaktu ze światem. Miało być wszystko OK. Okazało się że nie mam po co wracać, bo zmieniła miasto, przećpała się, odjebało jej. Pierdolnęło wszystko. 2 miesiące marazmu w domu po którym trafiłem na indywidualne nauczanie (które tym razem złym pomysłem nie było), coś tam wtedy fajnie z muzą ruszyło, ale towarzyszył wszystkiemu kurewski płacz własnej duszy. Po 18, gdy już zacząłem zarabiać pieniądze pozwalające mi się znieczulić alkoholem, zacząłem życie oparte na melanżu i upierdoleniu. Wszedła też baczka. I dopalacze. W sumie, to na przemian bombiłem dopalacze i baczkę, przepalając papierosami, piwem i spędzając czas z nieciekawymi ludźmi w dziwnych miejscach. Przy czym ciągi dopalaczowe były mega intensywne ilościowo, częste, i długie. Każdy mój hajs szedł na ujebanie się. A zwykle rzadko zdarzał się dzień, bym dyszki nie naruchał. Bo mały mini biznesik z naprawami elektroniki uzytkowej działał dość fajnie i dał mi pewną markę lokalnie oraz jakieś sianko.
W szkole względny spokój, prawie do końca, pod koniec wjebałem się w gruby konflikt z nauczycielką. W skrócie – doprowadziłem najbardziej podłą szmatę wśród nauczycielek do łez. Jakieś tam konsekwencje to miało niestety. Mimo to zdałem maturę, zdałem zawodowy (którąś część najlepiej ze wszystkich), zero zagrożeń, i chuj mi po tym.
Po szkole pierdolnąłem edukację w kąt. I dopalacze. Dał mi do myślenia przykład najlepszego ziomka, który stoczył się ekstremalnie i zdurniał. W sumie to mógłbym teraz tego żałować, bo wtedy latał ten rozkurwiający batch Mocarza, który miał szansę ukrócić moje cierpienie. Z moim podejściem do takiego specyfiku i uwielbieniem do upierdalania się w samotności poszedłbym do piachu.
I trafiła się wtedy dziewczyna z którą spędziłem kawał życia. Trochę ponad rok. Dziewczyna była taka, że nie zliczę gratulacji, szacunów, pytań czy ma siostrę, itd…. No zajebista laska. Niestety było to mega toksyczne, i ostatecznie okazało się desperacją a nie miłością. Mnóstwo kłótni, kiepski seks, zamęczanie się sobą, kilkanaście prób samobójczych, zazdrość o wszystko co ma w głowie i nie tylko, drastyczne różnice w poglądach na świat. Koszmar który ładnie z zewnątrz wyglądał. Odkryło to we mnie oblicze totalnego rozpierdolu i bycia toksycznym ćpunem i alkoholikiem odgrywającym się na najbliższych. Gdy związek upadł, ku mojemu zaskoczeniu przetrwałem to zaskakująco lekko. Miesiąc potem już byłem w Irlandii, gdzie jestem do teraz. Zaczęło się pięknie, udana rozmowa o godną robotę w zawodzie którą otrzymałem. Przetrwałem w pracy 1 dzień. Firma miała mi zapewnić pokój, stabilność dosłownie z wejścia oraz inne benefity. Drugiego dnia zostałem wypierdolony z roboty w pierwszych 5 minutach. Rozpierdol. Pnę dalej. Chujowe agencyjne warehousowe roboty gdzie w żadnej jakoś wybitnie rady nie dawałem, i tak aż do niedawna. Teraz jestem bezrobotnym chujem, z CV pełnym krótko trwających prac, nie potrafiącym nic robić. Ostatnio zostałem uświadomiony jak bardzo jestem rozpierdolony. Mam problemy z najprostszymi pracami, zapominam o prostych rzeczach, nie potrafię się na niczym skupić, popełniam ciągle te same błędy, mam problemy z higieną, porządkiem, gospodarnością pieniężną, robię potworne głupoty i ogólnie teraz to chwytam się brzytwy by nie wrócić do domu, bo mimo wszystko w Anglii chociaż jestem w stanie dusić całą swoją złość, agresję, smutek i depresję w sobie. Nikt tu nie zobaczył moich łez ani ataków agresji. Depresję tak, ale w nieprawdopodobnie spokojnej formie.
Wyjazd był dla mnie ogromną szansą, ponieważ bardzo fajnie mówię po angielsku, jestem odważny i nie poddaję się aż tak łatwo gdy na czymś mi zależy. Dalej w sumie walczę. Ale czuję już tą głębi ę chujni w jakiej naprawdę tknie od urodzenia. Małe, bardzo chujowe miasto, 5 osobowa rodzina gdzie jest dwóch high function alkoholików, jeden ciężki który to skutecznie rzucił (więc to określenie wobec niego to już kwestia historyczna), jeden ciężki który popełnił samobójstwo i ja, chuj wie co ale niezły ćpun.
Podczas wyjazdu uświadomiłem sobie, że robię ogromną krzywdę wszystkim wokół, nieprzyjemną atmosferę tam gdzie jestem, jestem kompletnie niesolidny i nieogarnięty do chorobliwego stopnia, jestem złym wspomnieniem dla każdej dziewczyny z którą byłem, w sklepach rozpoznawany jako amator fifek/piwa/szlugów. Ten wyjazd nie jest kompletnie nieudany, prawie cały czas pracowałem, wciąż nie doszedłem do momentu gdzie wszystko upadło. Osiągnięcie stabilności ponoć jest blisko, ale wątpię czy jest możliwe. We wtorek nie będę miał gdzie mieszkać. Nie chcę wrócić do swojego miasta za wszelką cenę. Tam zgniję. Tu z kolei to raczej nie będzie stabilności. Najgorsze cymbały by ją w tym niezłym już czasie ogarnęły.
Jest już pewnie połowa 3 strony A4, a ja dopiero moge wypisać pozytywy.
Ogarniam bardzo nieźle kompy. Niestety, z moim charakterem mam marne szansę na tym zarabiać. Ogarniam sprzęt, software, programuję. Stworzyłem markę i bazę klientów polecających sobie mnie nawzajem. Stałem się typem, do którego doświadczeni serwisanci dzwonili po rady. Niestety, wkręcić się w serwis komputerowy nie mam szans, a na założenie własnego brakuje kasy i zburzyło by to moją atrakcyjność cenową spowodowaną dopasowaniem cen usług do cen używek. Bo by zarabiać tyle co na szaro musiałbym podnieść ostro ceny. Niestety, tematów z informatyki to kumam wszystko po trochu, w niczym jednak się nie wybijam.
Muza. Tworzę muzykę EDM, gram na klawiszach, trochę DJki, nawijam na freestyle okazyjnie. Remixy, własne produkcje. 6 lat trwa to już. Był to mój znak rozpoznawczy i jest w sumie do dziś. Sprzętu porządnego nigdy nie miałem, a marzę o nim. W sumie to by była szansa, ale naprawdę kurwa nie wiem czy mój talent jest tak duży.
Angielski. Trzeba mi powtórzyć dwa razy co się mówi do mnie często, jednak płynnie układam złożone zdania, ogólnie bardzo komunikatywny, choć problemy z wymową bywają epicko komediowe. Pisanego angielskiego może mi zazdrościć niejeden mniej rozgarnięty native speaker.
Rower. Jeżdżę w chuj. Prace w promieniu 16 km robię rowerem. Max 120 km dziennie w fajny dzień zrobię.
I tu zaczynają się problemy z wypisaniem czegoś fajnego o mnie.
Słowa nie opiszą tego, jakim jestem nieogarem i niedojebem. Winny jestem w sumie sam sobie. Jedyną zaletą teraźniejszego okresu, jest to że gigantyczne emocje duszę bardzo mocno w sobie i nie jestem agresywny ani impulsywny. Wciąż jednak śmierdzę, jestem nieprzyjemny, mam problemy z ogarnianiem najprostszych rzeczy. To że rozwiązałem sam pare spraw które innych by doprowadziły do paniki, kompletnie nic nie zmienia.
Póki co ostatnie dni walczę o to by nie przegrać na emigracji i nie wrócić do domu. Zależało mi na tym by się udało kurewsko mocno. Jak na niczym innym w życiu. W tej chwili to powinienem nakurwiać w ścianę głową, wyć jak pies i drzeć ryja, rzucając wszystkim co popadnie. Duszę w sobie gigantyczne emocje. Które i tak po mnie jednak widać.
Tu się zwracam do was z pytaniem. Bo mi jest ogólnie wstyd, że tak narzekam i tak wszystko zjebałem, mając zdrowe bebechy, nogi, ręce i kawał chuja.
Szkoda że do pierwszego udanego przeszczepu głowy u człowieka jeszcze nie doszło. Bardzo chętnie bym sobie strzelił w łeb i poszedł na części zamienne, tak voluntary, za friko. Bo naprawdę sporo się marnuje przez to, że mam kombinacje kilku schorzeń umysłowo-psychicznym. Da się coś w tym kierunku zrobić?
—-
Zrozumcie, to był niezły impuls i nie róbcie mi syfu koło dupy tylko. Nie wrzucać tego, wykasować. Coś się masywnie zmieniło. Dam radę. Proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby, bo jakakolwiek reakcja typu podjęcie działań w celu odnalezienia mnie może mi teraz wszystko rozjebać. Dziękuję i pozdrawiam redakcje tego portalu.

37
32

Komentarze do "!!!! UWAGA ! Da się coś w tym kierunku zrobić?"

  1. Jesteś sttasznie negatywnie nastawionym człowiekiem zakładasz ze masz prawo być smutny iid bo wiele przeszles ale nie zastanowię jakby wyglądało twoje życie gdybyś był miły dla innych ?? A co jeśli karma czy jak to nazwać wraca do Cb w ten sposób ?? Życie na świcie niestety takie jest na wszystko trzeba sb chyba zaslozyc tak naprawdę jedyna osoba na którą możemy liczyć bądź która jest nas w stanie zmienić jesteśmy my sami mam wrażenie ze żyjesz w błędnym kole jak mały Książe książka )) —pijak pije dlatego bo mu smutno ze pije ———- zastanów się ile tego hajsu z używek wydałes ze za to mógłbyś juz kupić sb ten sprzęt ….słuchajsłuchaj tego ci piszesz byłeś wredny dla ludzi którzy wymagali od Cb wysiłku mówisz ze miałeś problemy jako dziecko od zawsze ale nie traktujesz tego jako wymowki? Nie traktujesz tego jako usprawiedliwienia ??? Słuchaj to ze che sz się zmienić to dużo znaczy . Zacznij poprawiac się od małych rzeczy — mój dziadek mówi jak się zacznie układać ścielic łóżko to iw życiu tez się bd układac nie masz samokontroli gosciu

    14
    0
    Odpowiedz
  2. „Da się coś w tym kierunku zrobić?”

    Szanse są słabe.
    No ale jakieś tam są. Co masz do stracenia? W łeb se zdążysz palnąć. Spróbuj krok po kroku.

    Problemy z ogarnianiem możesz mieć przez syf, który ćpałeś. To już nie zniknie. Jak przestaniesz, to może chociaż nie będzie gorzej. Rzuć gównem, to zostaną ci resztki mózgu i kasa w kieszeni. A kasa i jej stały dopływ to jakaś tam stabilizacja… Stabilizacja to z kolei spokojniejsze życie, bo mniej nerwowe, czyli mniej powodów do walenia łbem w ścianę.

    7
    0
    Odpowiedz
  3. Tak czytam i czytam i myślę sobie – niezły patus, ale w sumie potrafisz napisać ciekawy w miarę poprawny tekst, widać, że zdałeś maturę, ogarniasz elektronikę, więc przygłupem nie jesteś. Szkoda Ciebie, bo się zmarnujesz i zjedziesz na samo dno, jak czegoś nie zrobisz ze swoim życiem. Pierwsze co powinieneś ogarnąć, to uzależnienia. Rozwalił mnie tekst „rodzina gdzie jest dwóch high function alkoholików, jeden ciężki który to skutecznie rzucił (więc to określenie wobec niego to już kwestia historyczna)”. Jakbyś miał minimalne pojęcie o temacie, wiedziałbyś, że alkoholikiem się jest do końca życia. Tylko trzeźwym, a proces trzeźwienia, zmiany siebie, trwa wiele lat. A u Ciebie są jeszcze dopalacze… Do tego (nie napisałeś jasno) jeśli alkoholikiem był ojciec, to jesteś jeszcze DDA. Więc po pierwsze potrzebna jest Ci solidna terapia uzależnień. Może dobry psychiatra, może jakieś leki antydepresyjne by Cię trochę wyciszyły. Ale najpierw trzeba odstawić używki. Uwierz mi, sam mam doświadczenia z terapią i wiem, ile może zdziałać DOBRY terapeuta. Nie koniecznie płatny, ale DOBRY. Niestety wiem też, że bywają kiepscy i takich lepiej omijać. Ja mam to szczęście, że mieszkam w dużym mieście w Polsce, więc specjalistów było trochę do wyboru. I w dodatku bezpłatnie (jako terapia uzależnień) Uwierz, terapia dużo by Ci dała, oczywiście sam musisz najpierw chcieć rzucić uzależnienia. Potem dopiero możesz przebudowywać życie, określić swoje priorytety, uczyć się samodyscypliny, samozaparcia, realizacji celów krok po kroku, wytrwałości i poświęcenia (czyli robisz coś, co nie opłaca się w danym momencie, ale przy kontynuacji opłaci się jutro, kapujesz), bo obecnie potrafisz działać tylko ad-hoc, bodziec-reakcja, tak Cię nauczyło życie. Nie umiałbyś utrzymać się w jakiejś pracy, bo działasz zbyt impulsywnie, żywiołowo, pewnie partolisz relacje z ludźmi, krzywdzisz ich tak jak tą nauczycielkę, która się popłakała. Musisz nauczyć się zdrowych relacji z ludźmi. Grunt to robić coś ze sobą, nie staczać się na dno. Będzie trudno, będzie kurewsko trudno, ale jak się nie poddasz to się opłaci. Inaczej możesz skończyć rzeczywiście gdzieś pod płotem po dopalaczach albo na ulicy albo w więzieniu. To tak na szybko co mogę napisać, nie znam Cię, więc jak z czymś nie trafiłem to sorry. Pozdro.

    18
    1
    Odpowiedz
    1. Gość jest przyjebany na tak wielu poziomach, że potrzeba tu będzie jakiegoś Mozarta terapii. Nie wiadomo w co ręce włożyć. Jak już dokona się ta praca na miarę załogowego lotu na Marsa, to wyjdzie z tego coś na kształt troglodyty przyuczonego kijem do niesrania pod siebie. Ha ha ha……kurwa, to nie jest śmieszne….ale ha ha ha ale ten gość jedzie po bandzie. Matka natura jest okrutna…

      5
      2
      Odpowiedz
  4. Nie wiem, trzymaj się tam

    5
    5
    Odpowiedz
    1. ha ha ha „nie wiem” – co innego można powiedzieć? Ha ha ha, aż mi łzy pociekły ha ha,, „trzymaj się tam”….”ziomuś”.ha ha ha ha!

      4
      1
      Odpowiedz
  5. Ktoś streści?

    1
    1
    Odpowiedz
  6. Nie przeczytałem hahahahaha, ale jestem dobry 😀

    1
    4
    Odpowiedz
  7. Walcz.Ten kto sie nie poddaje ma szanse wygrac…

    5
    1
    Odpowiedz
  8. Też miałem takich kolegów w szkole co robili wojny z nauczycielami, darli ryja i gólnir przydłby im się specjalista (jak Tobie). Wybierz się do psychiatry jakiegoś.

    5
    0
    Odpowiedz
    1. „gólnir” – to coś z Tolkiena?

      4
      0
      Odpowiedz
  9. Walcz… Jestes na drodze do zwyciestwa…

    0
    2
    Odpowiedz
  10. Za dużo pierdolisz. Zamiast pisać bzdety to lepiej weź sie za robotę.

    6
    0
    Odpowiedz
  11. Jakbyś zarabiał 17 tysi netto i jeździł mesiem tak, jak ja, to matka od poczęcia czułaby, że ma Prawdziwego Mężczyznę w swym łonie. Myśl o skrobance nie mieściłaby się w katalogu wyobrażalnych pojęć. Matka na kolanach przyjmowałaby do gardła najbrudniejsze pały, byle tylko móc zapewnić swemu Mężczyźnie najbardziej luksusowe specjały. Matka sprzątaczka, która wcześniej nie dbała o siebie zbytnio, teraz instynktownie czuła, że musi dostarczyć swemu ciału i przyszłemu Prezesowi najwykwintniejsze kubańskie cygara i solidną porcję niebieskiego Johny Walkera przynajmniej raz w tygodniu. A tak, jak jesteś patałachem, to ledwie uszedłeś z życiem, i tyle.

    3
    9
    Odpowiedz
    1. Ta jebana podróba znów sie uaktywniła. Ma jakiś kompleks, uczepiła się matek, a jak wiadomo motyw matki jest najprostszym sposobem na wyprowadzenie oponenta z równowagi. Tylko że w realu… Kozak w necie pizda w świecie, jak głosi ludowe przysłowie,,,

      7
      0
      Odpowiedz
      1. Ta. Pojebany. Obraził się na swoją matkę i teraz serwuje ludziom wpisy, że aż się rzygać chce. Że też jego matka nie czuła, kogo w łonie nosi. Teraz pewnie żałuje. Takiego syna mieć… Brrr

        1
        0
        Odpowiedz
    2. nie mierz za wysoko bo czasem życie może was zamienić rolami panie biznes man od siedmiu boleści z zardzewiałego mesia

      1
      0
      Odpowiedz
  12. Pewnie podobni do Ciebie mi niszczyli życie w gimnazjum przez głupie docinki. Ćpali i mieli kiepskie towarzystwo ( choć nie wiem czy ty też tak robiłeś, nie znam Cię). Ale już się nimi pogodziłem w myślach. Trzymaj się chłopaku. Jeśli masz do czegoś smykałkę to rozwijaj się w tym. Spójrz na świat też z tej innej strony. Każdy ma problemy ale ważne żeby umieć sobie pomagać. Ja dopiero w wieku 28 lat robię studia, z którymi wiąże duże nadzieje bo wcześniej depresja i takie tam sprawy. Ciężkie jest życie, ale warto je „wygrać”. Wierzyć w coś, wierzyć w dobro i dobrych ludzi. Ja wierzę. Mam powody.

    10
    1
    Odpowiedz
  13. Zabijesz się to nic.Pójdziesz do psychiatryka to nic, bo i tak nic wartościowego z ciebie nie będzie i zdechniesz szybciej.Właściwie nie obruszy to wcale rasy panów, bo ona w sumie ma wyjebane na to czy przeżyjesz czy zgnijesz, właściwie to nawet będzie się cieszyć jak wpadniesz w depresje czy inne gówno i padniesz ofiarą depopulacji, bo zwolni się więcej miejsca dla wartościowych jednostek wyższego rzędu i będzie więcej bogactw do eksploatacji.Twoje miejsce jest jest na śmietniku histori, ewentualnie w muzeum gówna i kału a nie wśród żywych i twój los jest już przesądzony.

    1
    9
    Odpowiedz
  14. Czego potrzebujesz? Jak mogę Ci pomóc?

    0
    1
    Odpowiedz
  15. Ja tez wyjechalem za granice do UK, bo w Polsce mialem bagno, nerwy i kolatanie serca itd. Mimo ze nalogow jakichs nie mialem to stresy ogolne alkoholizm otoczenia bieda itd robily swoje. Ostatkiem sil wyjechalem, jakalem sie itd, byla lipa, udalo sie znalezc pierwsza dobra prace potem kolejna, i po kilku miesiacach jakanie ustapilo i moglem spokojnie zasnac, mimo ze w kiepskim mieszkaniu i lozku to spokojnie. Potem zmienilem prace na lepsza. Ogolnie praca + sport + muzyka uspokajajaca + jakas ambicja i mozna sie oczyscic ze stresow. Dobrym sposobem sa gry zespolowe poznasz ludzi itd. Cos sie bedzie dzialo. Sposob na uzywki to sport, amatorsko wyczynowy. Wtedy ma sie motywacje do zerwania z nalogiem. Zagranica uspokaja to fakt.

    2
    0
    Odpowiedz
  16. Nieźle klecisz zdania jak na takiego psychola i ćpuna. Rzuć nałogi przede wszystkim, zacznij zdrowo żyć i przydałaby ci się faktycznie terapia. Darmowej pomocy mógłbyś szukać np. w jakichś przykościelnych, do tego przeznaczonych grupach. Choć to pewnie łatwiej byłoby znaleźć w Polsce.
    I gdzie w końcu mieszkasz? Bo raz piszesz, że jesteś w Irlandii a za chwilę w Anglii…
    [prawicowiec]

    2
    1
    Odpowiedz
  17. Współczuję Ci.Też mam Aspergera,pojebaną rodzinę i na dodatek jestem alkoholikiem.Nie wiem co Ci doradzić.Ale trzymaj się.

    1
    0
    Odpowiedz
  18. Witam!
    Wspolczuje Ci….
    Jeśli mogę wiedzieć….ile masz lat?
    Pr o odpowiedz….;)

    0
    0
    Odpowiedz
  19. Staraj się bardziej skupiać na swoich mocnych stronach,a nie myśleć tylko o tym,czego nie potrafisz i co Ci w życiu nie wyszło. Znaj swoją wartość i nie wracaj do tego,co było w przeszłości,szkoła itp to już rozdział zamknięty,więc nie zaprzątaj sobie głowy rzeczami,których już nie zmienisz,zachowaniami,którychnie cofniesz. Staraj się myśleć o przyszłości, znajdź pracę,która wypełni Ci czas,byś za dużo nie rozmyślał o tym,co było i jaki to niby jesteś zły. Nie szukaj nie wiadomo czego,ważne,byś to lubił. Z czasem zaangażujesz się w to i zaczniesz widzieć światełko w tunelu. Odpowiedz sobie na pytanie,czy serio chcesz przestac pić i ćpać? Jeśli stwierdzisz,że tak,to udaj się po pomoc,są różne poradnie, psycholodzy,psychiatrzy, pomogą Ci. Tylko sam musisz tego naprawdę chcieć. Uwierz w siebie i nie pozwól,by jakieś gówno spieprzyło Ci całkiem życie. Kiedy włącza Ci się użalanie i narzekanie,pomyśl o ludziach,którzy mają bardziej przejebane. Mi to zawsze pomaga,bo uświadamiam sobie,że oprócz wszystkich problemów,które mam, mogłabym mieć jeszcze inne,a jednak ich nie mam,więc to życie nie jest tak bardzo beznadziejne. Nie poddawaj się i nie pozwól ludziom,by pozbawili Cię poczucia własnej wartości. Zapamiętaj,że „dopóki walczysz,jesteś zwycięzcą”. Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki. Mam nadzieję,że kolejne wpisy będziesz umieszczał na innych stronkach, poświęconych pozytywnym rzeczom i zdarzeniom. Obyś miał takich jak najwięcej. Trzymaj się ciepło:-)

    0
    0
    Odpowiedz
  20. Walcz ! Kazdy dzień to walka od urodzenia do śmierci…bo świat to piekło…..NIE JESTEŚ GLUPI …jesteś kurwa inteligentny widzisz cierpienie i je czujesz dlatego tak z tobą jest ale Walcz !

    0
    0
    Odpowiedz
  21. To nie prawda o tym co tutaj napisałeś: „Wiadomo, że bycie tak późnym dzieckiem to ogromna szansa na różne problemy. Nie wiem czy to fart że nie mam zespołu Downa.”. Po prostu młode pary/dziewczyny wiedząc o ciężkich chorobach dziecka częściej decydują się na aborcję (i ukrywają to przed rodziną), natomiast starsze pary z powodu starań o dziecko oraz funduszy decydują się wychować nawet chore dziecko.
    Co do chorób psychicznych to jakiś absurd, aby miały one związek z późnym macierzyństwem twoich rodziców. Moim zdaniem (oraz lekarzy) czy twoja mama urodziłaby się w wieku powiedzmy 18 lat czy 50 lat geny to geny. Wadliwy gen i tak byś odziedziczył od którego z rodziców (o ile nie swoich chorób tak nie usprawiedliwiasz, aby całą winę za swój aktualny stan zwalić na innych). Jeśli kobieta jest po 30, a nie pali/paliła papierosów, nie pije/piła alkoholu, ogólnie prowadziła zdrowy tryb życia może się okazać, że jej zegar biologiczny jest mocno cofnięty. Co więcej dotyczy to tak samo mężczyzn, jak i kobiet. Mężczyzna, który nadużywa alkoholu, innych używek do tego nie dba o stan zdrowia również przyczynia się do przenoszenia gorszego pokładu genetycznego poprzez plemniki. Jestem stażystką w poradni, gdzie bezpłodność oraz problemy z materiałem genetycznym mają już mężczyźni w wieku 20 lat (z powodu trybu życia oraz przenoszonych chorób w linii DNA).
    Proponuję udać się do poradni psychologicznej (najlepiej sprawdzić opinie w internecie/ u znajomych). Co więcej za konkretne choroby odpowiadają konkretne pasma alleli w naszym DNA. Dlatego poleciłabym udać się do poradni i zapytać, gdzie można zrobić badania pod kątem chorób genetycznych, a nie nabytych. Niestety choroby psychiczne praktycznie w całości są chorobą nabytą i/lub predyspozycje do nich przechodzą do nas przez materiał genetyczny. Radzę zapamiętać, że nasz wiek urodzin po 20 bardzo rzadko zgadza się z faktycznym wiekiem biologicznym. Drogi Autorze jak zatem wyjaśnisz falę różnych chorób genetycznych w krajach takich jak m.in. Indie, Wietnam jeśli kobiety zachodzą tam w ciążę przez 20 rokiem życia z mężczyznami w podobnym wieku?
    Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam i wyjaśniłam jak naprawdę mają się te sprawy. Po 30 roku życia tak naprawdę jest wyższa możliwość niedonoszenia ciąży (jeśli wiek genetyczny kobiety to 30 lat). Geny chorobotwórcze znajdują się w materiale genetycznym nasienia/jajeczek i wiek nie ma żadnego znaczenia. Partnerzy zawsze przed planowaniem ciąży powinni przebadać DNA pod kątem bycia nosicielem niektórych chorób. Wreszcie należy obalić ten medialny mit.

    0
    0
    Odpowiedz