Wpłynąwszy w strefę gówna

Przez ostatnie 2 lata studiów coraz mniej się uczę (taa 100dia uczyć się nie trzeba). Ale ja chcę! Jak już sobie postanowię „jutro ryjemy nie ma bata”, wracam z zajęć nakręcony na naukę to słyszę: „pójdź do sklepu załatw coś na mieście ogarnij w pokoju, wyrzuć śmieci …”. Wracam, godzina 22, chęci spierdoliły do kontenera. Kumpel: „dawaj na ośkę” i tak kolejny dzień i kolejny. Ludzie – dajcie chwile odpocząć . Jak delikatnie powiedzieć ludziom „spierdalać”? Kolejna sprawa warta uwagi: melanże. Spoko, %%% się leją kolejny dzień. Na 13 do szkoły budzi Cię stara o 6 rano z txtem „spisz?, na którą masz do szkoły”. Kartki na drzwiach przylepiam żeby nie budziła, a I TAK OBUDZI. Chuj, już nie zasnę, bo mam taki dziwny beret. Albo jestem aspołeczny albo ludzie, których mam wokół siebie są DEBILAMI. Pozdro ze wschodu…

30
52

Komentarze do "Wpłynąwszy w strefę gówna"

  1. Ależ to musi być chujowo mieszkać z rodzicami podczas studiów.

    0

    0
    Odpowiedz
  2. jedno i drugie.

    0

    0
    Odpowiedz
  3. bez przesady, że chujnia z rodzicami mieszkać. Właśnie mam wielu znajomych co spierdolili gdzieś daleko żeby się tylko od starszych uwolnić.
    Ja studiuję, na uczelnię dojeżdzam kwadrans autem. Odpadają mi koszty za mieszkanie i jedzenie.
    Dodatkowo sobie dorabiam w weekendy i nie powiem, żeby czasem nie odpalić rodzicom drobnej kwoty.
    Mam całe piętro dla siebie więc czy spokojna imprezka ze znajomymi, czy zabawa z dziewczyną to jest pełen komfort. Oczywiście jak chcę iść na jakieś mega party to zbieramy się na koncert, ewentualnie do jakiegoś dobrego klubu. Tyle w temacie. Wszystko zależy jak dogadujecie się z rodzicami 😉

    0

    0
    Odpowiedz