Znalazłem wolność tam, skąd całe życie uciekałem

Witam wszystkich użytkowników. Chciałbym opowiedzieć krótko swoją historię. Wiele wątków muszę w niej pominąć, bo za dużo by to zajęło.

Droga w dół.

Jestem nałogowym alkoholikiem, onanistą, miłośnikiem marnowania życia na czatach internetowych, przy grach komputerowych itd. Piłem i masturbowałem się przez ok 12 lat . Chlanie 2-3 razy w tygodniu, masturbacja przez większość lat codziennie kilka razy dziennie. Z biegiem lat oglądałem coraz to „mocniejsze” filmy i miałem coraz większe problemy ze sobą (brak pewności siebie, tzw. brainfog, depresja), które maskowałem alkoholem, który w konsekwencji tylko potęgował nędzne funkcjonowanie. Nadszedł czas, że dłużej tak być nie mogło więc zacząłem ograniczać masturbację, ale chyba tylko po to, żeby organizm się trochę zregenerował i żeby coś odczuć. W końcu jednak wziąłem się za temat na poważnie, trafiłem na nofap challenge i próbowałem robić sobie przerwy. Udawało mi się wytrwać kilka razy po miesiącu, ze 2-3 razy powyżej dwóch miesięcy ale nigdy nie dotrwałem tych nieszczęsnych 90 dni, jakie proponują na nofap challenge. Sytuację utrudniało pijaństwo, bo na kacu prawie zawsze upadałem. Z biegiem czasu nofap challenge poszedł w odstawkę i płynąłem z masturbacją i pijaństwem ze zdwojoną siłą.

Droga do wolności.

Moja sytuacja psychiczna i fizyczna była już dość dramatyczna. Pewnego dnia okazało się, że moja mama chce sobie pojechać przed operacją do pewnego znanego na Podkarpaciu Sanktuarium Maryjnego. Zgodziłem się, choć do Kościoła nie chodziłem (sporadycznie w święta) odkąd zacząłem się masturbować, czyli od 12 lat. Modliłem się tam przed cudownym obrazem i coś mnie poruszyło. Poszedłem z ciekawości do spowiedzi, bo słyszałem kiedyś od wujka z dalszej rodziny, że spowiadał się u pewnego zakonnika i było to dla niego bardzo wartościowe doświadczenie. I tak się też stało w moim przypadku, doświadczyłem jakiegoś duchowego przebudzenia. Zacząłem czytać Pismo Święte, modlić się, powiedziałem sobie w sercu, że Jezus Chrystus jest Bogiem żywym i rozkwitła we mnie żywa wiara. Wróciłem w tamto miejsce i poszedłem drugi raz do spowiedzi, po długim, dogłębnym przygotowaniu się na tzw. spowiedź generalną i to była słuszna decyzja. Czułem się po niej niesamowicie lekko, oczyszczony. W wyniku tych doświadczeń poczułem się uwolniony, trochę tak jak ci niewidomi i chromi z Ewangelii, których Jezus uzdrowił.

Walka z pokusami i o nowe życie.

Przestałem pić, masturbować się, za 3 dni minie 5 miesięcy czystości. Czuję się coraz lepiej (o niebo lepiej?), jednak mam też dni depresyjne. Nie jestem wolny od grzechu, pokus cielesnych ale czuję się wolny od natrętnego przymusu masturbacji, picia. Muszę uważać na atakującą z zewsząd erotyzację, na nieczyste spojrzenia na kobiety itd. ale robię to teraz nie po to, żeby wycisnąć jak najdłuższą przerwę ale ze względów religijnych, by mieć czyste serce.

Zawierzyłem i uczę się zawierzać coraz głębiej swoje życie Jezusowi, przez serce Maryi.

Co to oznacza w praktyce ? Codzienna modlitwa ( np. różaniec, do Michała Archanioła, koronka), Msza Święta, Komunia i regularna spowiedź. Rozważanie Pisma Świętego i nauki Kościoła. To wszystko bardzo podnosi mnie na duchu, umacnia w walce i pociesza w utrapieniach. Mam świadomość, że to nie ja zwyciężam ale Chrystus zwycięża we mnie zło. Ja tylko umożliwiam Jemu to zwyciężanie.

Z Bogiem.

52
35