Co za życie…

Mam 21 lat, uczę się zaocznie. Już po raz któryś z kolei (nie liczę) wychodzę na przystanek w celu wyjazdu do sąsiedniego większego miasta w sprawie roboty (wieczny poszukiwacz pracy). Wchodzę do autobusu, myślę – spoko, mało ludzi. W autobusie przez te 5 minut drogi mogę się dobudzić. W końcu 8 rano to dla mnie środek nocy. Wychodzę z autobusu, idę na przystanek na tramwaj. Wchodzę do tramwaju, jest miejsce, wow. Siadam, jeszcze parę ludzi i starszych osób przechodzi do drugiego wagonu bo nie ma miejsc a mój wzrok mówi sam za siebie – „o nie kurwa, nie ustąpię ci”. Po drodze jeszcze parę sapiących mi nad uchem staruszek które nagle po wejściu do tramwaju mają astmę i udają wielce chore, a gdy do niego biegły ruszały się energicznie jak nastolatki, a ja udaję, że śpię. Wysiadam ze śmierdzącego, pełnego spoconych ludzi tramwaju. Idę do agencji pracy tymczasowej. Oddaję CV – „odezwiemy się” – Aha. W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku a zarazem zmarnowanego czasu wracam do domu. Wsiadam do tramwaju, po odczekaniu prawie pół godziny. Również mało ludzi. Patrze na ludzi którzy kasują bilety, lub kupują w automacie, zerkając jak to się w ogóle robi. Bilet i ja to dość egzotyczne połączenie. Patrze na babkę która wstaje po jakiś 10 minutach i zaczyna sprawdzać bilety nakładając na siebie magiczną plakietkę. ” o kurwa”. Obok niej znajoma twarz faceta który kiedyś też mnie spisał. Zbliża się przystanek – „zdążę?” – nie. Babka podchodzi do mnie. Mówię: „niestety ale muszę pani dać dowód” (a może właśnie dla niej stety bo będzie miała premię). Sprawdzili kilka osób. Zaczyna spisywać. Podałem jej mój dowód który jest popękany na środku (fuck miały być nie łamiące się, a ja dałem za niego stówę!). Obok jakiś moher gapi się na mnie jakbym mu pociął wnuki nożem. Ależ mi atrakcja. Założę się, że połowa ludzi w tym tramwaju odetchnęła że to nie na nich trafiło. Babka mówi do mnie: „w przeciągu 7 dni jest taniej o 30 %, – „aha” – w tym czasie myślę (i tak nie zapłacę, i nie macie mi z czego ściągnąć, skurwysyny, sami jeżdżą bez biletów i mają za darmo, i ich rodziny też. „Wie pan gdzie jest ulica Narutowicza?” – „tak”, odpowiadam na odwal, mimo że nie wiem. Wkładam kwitek z moim krzywym podpisem do portfela, gdzie znajduje się jeszcze z 5 takich, do kolekcji. Nie chciało mi się kłócić i tłumaczyć dlaczego nie mam biletu ani też uciekać, zrezygnowany przyjąłem te śmieszne kwitki i dojechałem do domu kurwując w myślach…

27
58

Komentarze do "Co za życie…"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Tak to jest-masz bilet to kanara nie ma,raz pojedziesz bez od razu się trafi.Ja tam generalnie jak jeżdżę bez to standardowo mówię że nic nie mam żadnych dokumentów.Ostatnio mnie tylko kurwy w jebanej warszawie trafili bo akurat wsiedli ochroniarze na następnym przystanku.
    Co do pracy-lepiej przez net wysyłać cv,ewentualnie dzwonić i jeździć już na pewniaki bo tak to szkoda czasu…no chyba że lubisz(ja wiem co czujesz jaka to presja do niedawna sam szukałem i pewnie bym dalej szukał i chuj znalazł ale na szczęście znajoma dała cynk o wakacie w jej firmie…no i tak leci teraz 2 tydzień już)
    Ogólnie to kurwa mać:)

    0

    0
    Odpowiedz
  3. zajebiście to opisałeś!

    0

    0
    Odpowiedz