I’m destroyed

Moja chujnia polega na zacofaniu intelektualnym. Jestem studentem 2 roku. Jednak od początku. Gdy byłem w przedszkolu straciłem rodziców mieszkałem z babcią. Byliśmy najbogatszą i co z tego wynika najpopularniejszą rodziną w mojej małej mieścinie. Matka miała złote serce, każdemu pomagała podszeptami do ojca by temu to pożyczył jakąś maszynę, tamtego przyjął do roboty. Toteż kiedy umarli wszyscy patrzyli na mnie z litością, mimo iż były to serdeczne spojrzenia sprawiały mi ból. Do połowy podstawówki byłem samotnikiem. Dzieciaki do mnie lgnęły a ja ich konsekwentnie odpychałem. Byłem pupilkiem nauczycielek, cóż byłem dość rozwinięty jak na swój wiek i bardzo bystry. Nigdy się nie uczyłem wszystko przychodziło mi z łatwością. Oprócz matematyki. W gimnazjum nieco się otworzyłem. Miałem przyjaciół dobre oceny przy żadnym wysiłku. Pisałem genialne sztuki z przesłaniem w szkolnym teatrze. Jeździłem na zawody sportowe. Kurde nawet byłem solistą w chórze (laska). Co więcej zacząłem dostawać 6 ze sprawdzianów z matmy. ot tak po prostu nagłe olśnienie, które dość długo się utrzymywało. Oczywiście wszystko przy zerowym nakładzie pracy (po szkole włóczyłem się po mieście z kumplami wątpliwej reputacji albo grałem w herosów). Na ludzi patrzyłem z góry, wszyscy byli dla mnie idiotami. Popełniałem błędy, oczywiście ale wewnątrz czułem… nieograniczony potencjał. W szkole średniej zacząłem palić i pić. Też nic nie robiłem, oceny miałem gorsze sprawdziany w miarę ale przy tym 8 gał z prac domowych. Tam już nie patrzyli na mnie jak na biednego chłopca i nie przymykali oka na nieodrobione prace domowe. Moim konikiem był angielski i historia. Piętą achillesową nieszczęsna matma. Wszystko zmieniło się na studiach (jedna z najlepszych polskich uczelni technicznych) wybrałem studia techniczne, bo wkurwiała mnie ta matma, musiałem ją poskromić. Pierwszy rok prześliznąłem się dosłownie. Gdyby kumpel nie napisał za mnie kolokwium odpadłbym. Liczyłem że to się odwróci, że znów będzie jak dawniej, zero wysiłku, a efekty będą. Takiego wała. Co gorsza czuję, że nawet z przyswajaniem codziennych informacji mam problem. Nie potrafię już wyciągać wniosków. Fakt bawię się świetnie, imprezy, przyjaciele, alkohol, laski. Po chuj mi to skoro jestem debilem! Boję się, że nawet jeśli wezmę się do roboty napotkam ogromny mur, do którego nie jestem przyzwyczajony. Przeraża mnie to, że mogę mieć dowód swojej tępoty. Fak, te wszystkie rzeczy nie są trudne, tylko dlaczego dlaczego nie potrafię wyciągać wniosków, być kreatywnym – gdybym zawsze był takim debilem by było ok, ale dlaczego tak bardzo zmalałem?!!!! Dzięki. Lepiej.

41
60

Komentarze do "I’m destroyed"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Pamiętaj przyjacielu, zawsze postępuj tak jak nakazuje ci serce, czujesz że jesteś chujowy z matmy to ją został, rób to co lubisz, to co umiesz i to co sprawia Ci przyjemność, resztę olej ciepłym moczem. Pozdrawiam

    0

    0
    Odpowiedz
  3. koledze widzę przydałoby się trochę pokory

    0

    0
    Odpowiedz
  4. „To zasługa wódy.”
    Ogarnij się i bierz się do roboty a nie narzekasz że musisz się uczyć żeby zdać. Nie wkurwiaj mnie i innych chujowiczów takimi „chuniami”.

    0

    0
    Odpowiedz
  5. Każdego to w końcu czeka -starość stary!

    0

    0
    Odpowiedz
  6. Widzisz, a ja jestem zasranym leniem. Może trochę na podobnej zasadzie, jak Ty. Burdel w pokoju, burdel w głowie, zawsze wszystko na ostatnią chwilę, obrzydzenie do większości wysiłku. Taki jestem. Gdybym taki nie był, już bym dzisiaj miał swój dom, żonę, dzieci i dobry samochód, bo niczego mi Bóg nie poskąpił oprócz zapału. Ale co zrobić… Siedzieć starym rodzicom na garnku aż poumierają? Pierdzieć w stołek przed gierkami? A jakże, ciągnie mnie do tego – z dala od wysiłku, z dala od roboty, z dala od nauki, od stresów, od normalnych ludzi, od dziewczyn, od wymagań, od ambicji. Byle tylko nie opuścić swojej strefy komfortu. Ale codziennie toczę swoją walkę, moje małe/wielkie Westerplatte. Nieraz ostatkiem sił, nieraz ze łzami w oczach, nieraz bez nadziei, a z poczuciem bezsensu. Prawdopodobnie nigdy tej wojny nie wygram. Nigdy nie do końca. Ale zanim padnę, jeszcze temu losowi/szatanowi/leniowi/życiu (zwał jak zwał) utrę nosa.

    0

    0
    Odpowiedz
  7. Miałem tak samo. Do pewnego czasu niektórym wystarcza wrodzona inteligencja, ale z czasem trzeba przyswajać coraz bardziej skomplikowane rzeczy i do tego już owa inteligencja nie wystarcza. Trzeba się wziąć do roboty i tyle. Oczywiście będzie Ci ciężej na początku niż tym, którzy zawsze musieli się starać i więcej pracować, ale z czasem nabierzesz właściwych nawyków. Tyle. Ogarnij się bo wszystko zależy tylko od Ciebie. Pozdro.

    0

    0
    Odpowiedz
  8. Zostań piekarzem.

    0

    0
    Odpowiedz
  9. Starośc nie radośc…

    0

    0
    Odpowiedz
  10. Dokładnie, jestem tego samego zdania co Pan spod 6. Mi rodzicie, otoczenie wmawiało od niuni,że mam różnorakie talenty, wrodzoną inteligencję, umysł bystry niczym potok w tatrach tworzący siklawę. Doszło do tego,że spoczęłam przez kilka długich lat na laurach, nie interesując się zbytnio zabieganym otoczeniem, uważając się za ,,złote dziecko”. Przyszedł czas otworzyć szeroko oczy – stoję lekko nad przepaścią,że tak ujmę, bo na dzień dzisiejszy jeśli się nie ogarnę, i nie zdam się na refleksję ,,nawarzyłaś piwa,teraz je wypij” mogę ponieść naprawdę niemałe konsekwencje w postaci niezdanej klasy, tudzież innych takich. pzdr. dla wszystkich ,,zdolnych,ale leniwych, hah”

    0

    0
    Odpowiedz
  11. Mam podobnie. Ciężko sobie z tym poradzić, ale trzeba wziąć się w garść. 🙁

    0

    0
    Odpowiedz