Rodzice naciskali, mąż naciskał, ja się też starzeję (co mi ktoś wytknął), no i zgodziłam się. Odstawię antykoncepcję.
Ciąża okazała się istnym piekłem. Płacz, napady szału, samookaleczenie. Oczywiście poszłam do psychiatry. Coś tam dał, ale niewiele. A ja zasłaniałam lustra w domu i miałam myśli samobójcze codziennie. A do tego dochodziły przecież problemy czysto fizyczne – ból, wymioty, takie tam. Czekałam na poród, żeby tylko to już był koniec. W końcu urodziłam. Bolało bardzo, ale i tak dla mnie było w porządku, przynajmniej psychicznie dobrze się czułam.
No i pojawił się on. Początkowo było dobrze, ale teraz… Mam taki kryzys w małżeństwie, że nie potrafię sobie poradzić. Nie karmię piersią, więc piję (czasem), łykam tabletki na uspokojenie (codziennie) oraz antydepresanty i staram się po prostu nie rozsypać. Oboje z mężem żałujemy tej decyzji. Nigdy więcej.
Tak to jest, jak wszyscy są ważniejsi niż ty. Zmieniłam się, ale cóż. Jest już za późno.
Kocham mojego syna, ale…
2026-05-15 22:532
1

Jakbym to przeczytał we wrześniu w nowej wersji chujni to na miejscu Twojego syna bym Ci po prostu jebnął w papę i wyprowadził się z domu jeszcze przed zerówką. Bo tak kiedyś było, myśmy się przed podstawówką wyprowadzali po tym jak mieszaliśmy w jeziorze i pracowali za pięć funtów tygodniowo, a teraz to czydziestolatki jeszcze z rodzicami, to-to-widzioł, to-to-widzioł…
To jakiś spedalony rytuał kurwa że przed wyprowadzką trzeba pobełtać w jeziorze? I czym tam mieszaliście? Kijem, wiosłem czy po prostu swoim brudnym paluchem?
dobrze ci tak. ponosisz konsekwencje swojego idiotyzmu.