Nigdy nie zaprzeczajcie sobie – jak odmieniłem swoje życie

Siemanko, czasami czytam tą stronę, ale niestety prawie wcale nie można tu spotkać pozytywnych wpisów, wiem że nie taka jej natura, ale mimo wszystko choć jeden taki by się przydał 😉 więc jeśli ktoś ma ochotę przeczytać, jak to było u mnie, to zapraszam:
Urodziłem się w ’81, z wyglądu całkowicie przeciętny, bez bogatych rodziców, w małym mieście.
Streszczę jak mogę:
Szkoła to straszny okres, dwóch prawdziwych przyjaciół ale takich niestety bez ambicji, ciągnących w dół, reszta to nawet nie koledzy,profil techniczny wybrany ze względu na to że może być przyszłościowy (oczywiście nie był) ale tylko mnie męczył – uwalony rok w ostatniej klasie technikum i rezygnacja, same chłopy więc znajomości z kobietami zero
Prace różnej maści najgorsze z możliwych, za minimalne w gnoju, zmieniane co pół w najlepszym wypadku co rok, również ze względu na ludzi, dzisiejszych Januszy Sebiksów?? z którymi nie sposób wytrzymać
Zdrowie – uprawiałem sport półamatorsko miałem jakąś szansę nawet na zawodowstwo, poważna kontuzja nogi w mało ważnym meczu w którym miałem nie zagrać… 2005 rok, rehabilitacja ponad 2 lata, wydane ostatnie pieniądze na operacje, łącznie prawie 10 kafli na wszystko, innych chorób jak i niedogodności typu kurzajki, śmierdzący oddech nawet nie wymieniam
A więc związki to porażka również – chłop dobijający 30tki z raptem trzema przypadkowymi kontaktami seksualnymi, sam na weselach
Nawet nie zliczę ile razy chciałem się zmienić, czułem że marnuję potencjał bo nie jestem taki jak większość bezmyślnych nastolatków a poźniej 25 latków
Mógłbym pisać długo, ale nie zamęczam, kulminacja następuje 28 maja 2008 roku w Chorzowie. Jako fan ciężkiej muzy, która zawsze dawała mi siłę, kiedy to skumulowały się wszystkie ww. wydarzenia postanawiam jechać na koncert Metalliki którą kochałem od zawsze. Biletów już nie było, ale odpowiedziałem na ogłoszenie kogoś kto je ma. Jadę przez pół kraju, sam (bo nikt nie podziela moich zainteresowań oprócz 2 kumpli którzy choć fajni do życiowych gadek się nie nadają, ambicji też raczej nie mają, w żartach nabijają się nawet że od metalu wolą techno), kupuję bilet który nie jest tani. Duże zadowolenie, aż do momentu kiedy ochroniarz na bramce mówi mi że nie wejdę na koncert, bo bilet jest sfałszowany… Trudno o większe rozczarowanie kogoś, dla kogo był to aktualnie cały świat. Ze łzami powrót przez pół Polski, zmarnowany czas i ostatnie pieniądze. KONIEC.

Tak wyglądało w skrócie moje marne życie, 27 letniego faceta.

Przez tą dekadę, prawie dokładnie 10 lat moje się odmieniło, a historia zatoczyła koło w Krakowskiej hali dnia 28 kwietnia 2018. Stoję praktycznie pod sceną, obserwując najlepszy spektakl jaki widziałem, po koncercie dotykając ręki wokalisty i basisty zbijającego piątki, i z 2 pamiątkowymi kostkami złapanymi w trakcie, dokładnie pamiętający powrót z pod stadionu śląskiego kiedy to ja 10 lat młodszy obiecuję sobię że kiedyś to się wydarzy. To mój główny cel w życiu, może naiwny, ale dla mnie nie: zobaczyć ich na żywo z bliska, choć raz, napędzający mnie co dnia

Jeszcze w 2008, zastąpiłem siatkówkę innymi nowymi pasjami, fotografią, pokerem i upragnioną grą na gitarze. Rok później kiedy noga wróciła do całkowitej sprawności, doszedł rower, z czasem naprawdę długie trasy, potem trochę siłownia.
Początek 2009 całkowita zmiana odżywiania – w połączeniu ze sportem, zyskanie kondycji, zdrowia a z czasem w ogóle nawet atrakcyjniejszy wygląd, co również przekładało się na pewność siebie a to z kolei na kontakty z dziewczynami
Pracę zmieniałem nadal, bo już całkiem się nie dogadywałem z gawiedzią, aż 6 lat temu udało się trafić spokojną robotę w muzycznym, dorabiając jako fotograf ślubny a potem nie tylko, oraz zaczynając już osiągać mniejsze sukcesy na pokerze, dało się spokojnie żyć na dobrym poziomie.
Kupa nowych znajomości, czy to na trasach rowerowych, czy tworząc jakieś amatorskie zespoły metalowe bo już grać umiałem, czy to na turniejach karcianych na które zacząłem już czasem jeździć zamiast grając tylko online, głównie do naszych południowych sąsiadów. Tak to trwa kilka lat, są pomniejsze sukcesy życiowe, porażki wiadomo też
W 2014 udaje się otworzyć z dwoma osobami mały biznesik, rezygnuję całkowicie z etatu, fakt ze nie mam czasu prawie na nic, nawet na Metallikę na Narodowym, rozpada się też kolejny drugi już związek – nie chciałem małżeństwa ani dzieci i to musiało się posypać z tą dziewczyną, ale nie przeżywam już porażek tak jak kiedyś, nie użalam się, poza tym dobrze bo to nie była odpowiednia osoba, a nie umiałbym się sam z siebie uwolnić od niej. Ale w końcu powodzi nam się, zatrudniamy nawet parę osób, jest unormowana sytuacja, mogę nawet pojechać dwa trzy razy w roku gdzieś dalej, odpocząć, a w tamtym roku realizuję inne marzenie – polinezja francuska raj na ziemi.
Kobiety nie szukam od poprzedniego rozstania, i o dziwo kiedy odpuszczam, odpowiednia miłość sama przychodzi kilka miesięcy temu – naprawdę udany i wartościowy związek, jednocześnie oparty na wolności (chodzi o życie na tzw” kocią łapę” a nie o poligamię czy coś), nie ograniczany się ale wspieramy.
Zbieramy się z zespołem do wydania pierwszej płytki, myślę że może nam się udać jeszcze w tym roku – zawsze chciałem grać ale nie umiałem a po kontuzji kolana sięgnąłem po wiosło i jako że miałem duszę sportowca wytrwale trenowałem, opłaciło się

Jestem szczęśliwy, zastanawiam się tylko po ogłoszeniu trasy Metalliki, czy to od czego się wszystko jakby zaczęło, czy to się uda. Teraz mam już grupę znajomych którzy podzielają moje hobby, koczujemy w sieci w kilka osób, koleżance i uwaga o dziwo mi udaje się kupić wejściówki, ale i tak nie wierzę że się uda, aż do dnia koncertu. Ale udaje się.

Nie wiem co będzie dalej, ale wiem że jestem silniejszy, ostatnie 10 lat było dobre bo nie poddałęm się a wręcz przeciwnie. Na pieniądze nie narzekam, zdrowie też, realizuję swoje pasje i marzenia. A mogłem się załamać wtedy, kiedy wszędzie były porażki.

Dzięki jeśli ktoś to przeczytał, to tak naprawdę duży skrót, mam nadzieję że pozostaniecie wierni sobie, weźmiecie się w garść i wytrwacie. A lepsze dni przyjdą – z wielkimi pozdrowieniami – kolega

122
12

Komentarze do "Nigdy nie zaprzeczajcie sobie – jak odmieniłem swoje życie"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Fajnie przeczytać coś takiego. Cieszę się że Ci się powiodło.

    18

    1
    Odpowiedz
  3. Zamiszkaj w Wyszogrodzie i rób zakupy w tamtejszej Biedronce przy ul. Mickiewicza 16.

    Dodam jeszcze, że Wyszogród leży w zachodniej części Mazowsza, a bardzo blisko niego płynie rzeka Wisła.

    2

    11
    Odpowiedz
  4. Co ty pierdolisz…

    2

    8
    Odpowiedz
  5. Lepsze dni przyjdą albo… nie przyjdą. Po przeczytaniu Twojego wpisu stwierdzam, że nigdy nie byłeś rasowym stulejarzem. Szukałeś swojej drogi, trochę pecha, trochę błądziłeś, ale gdzieś tam zawsze, choć może czasem chowały Ci się w pachwinie:), ale jednak były jaja.

    11

    2
    Odpowiedz
  6. Dni inne również są znużone;
    Dni inne czują strach, jak my;
    Nie przyjdą inne dni pragnione;
    Dni inne umrą też, jak my;
    My też umrzemy w ciemni tej

    4

    0
    Odpowiedz
  7. Kręć kiełbachę

    3

    3
    Odpowiedz
  8. Bij w werbel

    5

    2
    Odpowiedz
  9. Strzelaj z gaźnika

    3

    4
    Odpowiedz
  10. Daj na wtryskiwacze

    5

    4
    Odpowiedz
  11. Naciągaj łuk

    2

    4
    Odpowiedz
  12. Zapodaj rozruch

    3

    3
    Odpowiedz
  13. Pozdro Ziom i powodzenia. W moim przypadku It’s (s)too late…

    3

    3
    Odpowiedz
  14. Wal konia, pij whiskey i ruchaj, kradnij krokodyle, szczaj do zlewu w pracy w pomieszczeniu socjalnym, wkładaj zapałki kolegom z pracy w szafki z ubraniami i podpierdalaj im papierosy, mleko z lodówki i kawę. I nie zapominaj o cukrze. Jak postawią jakieś jogurty czy serki to też bierz. Napoje, cukierki. Ale sam nic nie noś do roboty. Niech cię dokarmiają. Ja tak robię, i stać mnie na wszystko.

    1

    7
    Odpowiedz
  15. Dupsko umyj i nogi po glanach bo ci jedzie.

    4

    3
    Odpowiedz
  16. Pozdro dla jednego z niewielu wygrałych „przegrywów”. Gdy inni wolą dalej użalać się nad sobą, rozpamiętywać wyłącznie porażki, zamykać się na inne osoby pod wpływem dawnych złych relacji, zamykać się w świecie swoich utopijnych ideałów nie bacząc i nie korzystając z rzeczywistości i po prostu siedzieć na dupie i płakać, tacy jak OP pokazują, że z przegrywu wyjść można. Też staram się to osiągnąć, jednak muszę odkryć jakieś swoje pasje, dzięki imże będę żył godnie. Pozdrawiam OPa cieplutko i życzę dalszego wygrywu 🙂

    17

    0
    Odpowiedz
  17. …a na koncercie zagrali „Wehikuł czasu”. Tak bym powiedział, że symbolicznie dla ciebie, kolego. O ile nie boisz się utraty anonimowości na tej stronie, to podaj nazwę swojego zespołu lub ewentualnie płyty. Może zyskasz dzięki temu klienta.

    12

    1
    Odpowiedz
  18. Również pozdrawiam 🙂 przydało by się więcej takich wpisów.

    6

    0
    Odpowiedz
  19. Rżnij kapucyna

    2

    3
    Odpowiedz
  20. Ki chuj minusuje?

    5

    6
    Odpowiedz
  21. „polinezja francuska raj na ziemi.”
    fajny wpis
    Masz rację

    Pozdrawiam

    1

    0
    Odpowiedz
  22. Popłakałam się kurwa.

    1

    0
    Odpowiedz
  23. Prawie jakbym czytała o sobie. Też byłam kobiecym przegrywem. Rok temu poznałam w necie kogoś, kto wywrócił moje życie do góry nogami. Jesteśmy razem, a w sierpniu jedziemy zobaczyć Arch Enemy na żywo 🙂

    1

    1
    Odpowiedz
  24. Wszystko git ziom, ale wiesz,. to jest chujnia. Zebys przynajmniej napisal jak sie jebana gitara nie chce stroic czy cos w tym stylu…

    7

    0
    Odpowiedz
  25. Aaa weź Pan spierdlaj z tymi swoimi sukcesami

    0

    1
    Odpowiedz
  26. Sam jesteś typowym januszem a innych wyzywasz. A maści to są do smarowania odparzonej dupy. Różne prace a nie różnej maści prace.

    0

    1
    Odpowiedz
  27. Jesteś dobrym przykładem, że porażki mogą kształtować . Trzeba tylko zacisnąć zęby i napierać do przodu by wyjść z ciemnej dupy frustracji i zrezygnowania. Błędami nie można żyć,na błędach trzeba się uczyć. Pozdro dla autora .

    0

    0
    Odpowiedz