Nocna chujnia

Moja chujnia polega na tym, że podczas tej kwarantanny tak mi się zrobiło, że nie mogę spać. To znaczy mogę, ale nie we właściwej porze. Tłukę się do 4-5 nad ranem, przewracam z boku na bok mimo, że kładę się o 24. Najgorsze to jest w tym, że mam świadomość, ile rzeczy można by zrobić w ciągu tych 5 godzin, które przepada w pizdu bezpowrotnie. Potem kolejnego dnia wstaję o 14-15, kiedy jest już pora obiadowa. Kurwica mnie zalewa, gdy widzę przez okno, że niektórzy wracają z pracy, czuję jak sąsiedzi obiad gotują, a ja dopiero wstaję. No więc wpadłem na pomysł, że skoro i tak nie mogę spać, to porobię jakieś konstruktywne rzeczy, które rozwijają. I tak oto od prawie 2 miesięcy, tkwię w błędnym kole. Nie chcę siedzieć po nocach, ale wściekłość związana z moim nic nie zrobieniem w ciągu dnia nie daje mi spokoju. Żle się czuję, jak wstaję później niż o 9 rano. Dosłownie jak zombie. Robię wszystko, by zasnąć, ale się nie udaje. Jak będzxie to trwało dalej, to chyba mnie pokurwi.

45
8