Oby minęło

Od paru lat mniej więcej 3-4 strasznie stresują mnie rodzinne spotkania. Ze znajomymi czuję się na luzie, rozmowa w większym ich gronie jest dla mnie normalna. Chociaż to też nie jest zasadą, bo mam dni kiedy jestem strasznie spięty, jakby coś ściskało mnie za kark i blokowało mi mózg. Seminaria, które miałem na studiach (mam 21 lat) nie były takie straszne. Stres był na początku, a z pierwszym słowem już szło gładko. Nienawidzę tego uczucia zimnych i mokrych dłoni, ściskania w brzuchu i na karku. Tłumaczę sobie po sto razy, że to jest wymyślone przeze mnie i całe spinanie się jest bezsensowne ale nic z tego! Czasem bywa tak, że cały drgam, mam ochotę uciec z pomieszczenia, w którym jestem w centrum uwagi, nie potrafię się uśmiechnąć, mam zastygniętą twarz, a wewnętrznie pragnę być swobodny. Po takich sytuacjach jest mi strasznie głupio, czuję ogromny wstyd, zażenowanie, czuję się słaby psychicznie, a za takiego nie chcę uchodzić. Bywają też takie sytuacje, gdy dochodzi do konfrontacji słownej z drugą osobą i wtedy potrafię wybronić się argumentami, nie daję się stłamsić potocznie mówiąc „nie pękam” 😛 Niedługo będą moje urodziny, składanie mi życzeń, śpiewanie „sto lat”, które przeciąga się w wieczność będą dla mnie katorgą. Prawdopodobnie jedną przyczyn może być mój głos, który obecnie jest normalny ale ślad zostaje. Mutację przechodziłem dość późno i dość boleśnie, bo piałem jak jebany kogut. Na samym początku liceum jak miałem coś przeczytać, to strasznie się wstydziłem, bo słyszałem ciche podśmiechiwania, potem uwagi i pytania czemu mam taki a nie inny głos… tak to był mój kompleks. Drugą przyczyną może być to, że nie umiem udawać, że coś, co ktoś mi opowiada mnie śmieszy, przyklejać sztucznego uśmieszku, bo to jest strasznie żenujące, a przede wszystkim zauważalne. Nienawidzę udawać uczuć, że kogoś lubię, sztucznego lizania dupy, wdzięczenia się – to jest ujma na honorze. Dlatego też czasem nie reaguje z entuzjazmem na to, co nie jest śmieszne dla mnie a śmieszne dla opowiadającego. Dlatedo czasem ludzie mi insynuują, że jestem obrażony albo zły. Strasznie żałosny ten mój problem, ale i poważnie mi przeszkadza w kontaktach międzyludzkich, czy to z obcymi, czy najbliższymi. Nie chcę żebyście mnie źle zrozumieli i czuję niedosyt, bo wiem, że przez ten jebany tekst nie oddam w całości mojej chujni. Mam nadzieję, że to gówno kiedyś ze mnie spadnie. Pozdrawiam, chujnia i śrut mi w dupsko.

58
70