Pierdolone kontuzje

Całe życie trenowałem jakiś sport. W podstawówce i gimnazjum kopałem w piłę w klubie. Później poszedłem do liceum sportowego. Na studiach zacząłem trenować kickoboxing i poczułem, że to jest to co kocham. Trenowałem nawet siedem dni w tygodniu i byłem strasznie w to wkręcony. Kilka zawodów amatorskich nawet wygrałem. To był mój sposób na życie. Aż na pewnej imprezie na rozpoczęcie wakacji trochę się napiłem (wcześniej alkoholu praktycznie zero), jakieś wygłupy i przewróciłem się bark. Rano nie mogłem ręki podnieść i okazało się, że zerwałem więzozrost w barku. Nie mogłem w to uwierzyć, wydawało mi się, że mam mocne barki (często chodziłem i robiłem pompki na rękach),a tu taka chujnia. Lekarz sprawę postawił jasno: albo koniec ze sportem, albo operacja i dalej będę mógł trenować. Wiadomo co wybrałem. Po rehabilitacji wróciłem do kicka i powoli odzyskiwałem formę. Wszystko było znowu zajebiście, trenowałem systematycznie ale nie tak intensywnie jak kiedyś i zacząłem jeszcze chodzić na kosza na salę, bo zawsze się tym sportem interesowałem i kiedyś trochę już grałem. Po dwóch kolejnych latach gdy czułem, że jestem w życiowej formie coś musiało jebnąć… Na koszu lądując na stopę innego gościa skręciłem kolano i padłem na glebę wyjąc z bólu. Okazało się, że zerwałem więzadło krzyżowe (ACL) i rozwaliłem łękotkę w kolanie. A jak dalej chce uprawiać sport to czeka mnie operacja- wycięcie fragmentu łąkotki, rekonstrukcja ACL, i nawet 12 miesięcy rehabilitacji żeby wrócić do podobnej formy jak przed urazem. No to myślę sobie chujnia straszna, ale już przez jedno takie gówno przeszedłem, więc dam radę. Przeszedłem rehabilitację i po 9 miesiącach wróciłem do delikatnych treningów. No i niby wszystko było ok z kolanem, ale nie do końca, bo czasami dziwnie przeskoczyło i takie tam. Trenowałem dalej nie forsując kolana z nadzieją, że dam radę wrócić formy, aż tu nagle po kolejnym pół roku kiedy myślałem, że jest naprawdę dobrze na jednej niewinnej gierce w kosza jakiś debil wjechał mi w to kolano. No i wyskoczyła mi rzepka i kilka innych gówien się stało i robiłem 5 miechów rehabilitacji. Po tym ortopeda powiedział, że kolano jest już i tak mocno skatowane i dla własnego dobra powinienem zrezygnować ze sportu kontaktowego. No to posłuchałem i dalej sobie lekko trenowałem, ale jakieś różne ćwiczenia i biegałem. Ale po jakimś czasie po takim bieganiu strasznie mnie napierdalało to kolano i do tego czasami jakby wyskakiwało z zawiasu. Zrobiłem badania i ortopeda rozłożył ręce mówiąc, że już mi nie pomoże bo zaszły takie zmiany w kolanie (nie będę tu pisał tych wszystkich pojebanych nazw rzeczy, które mi doskwierają) i że mam niestandardowo długie kolana czy coś i będę musiał cały czas robić pierdolone ćwiczenia z gumami, żeby kolano nie wypierdalało z zawiasu. Do tego wszystkiego od kilku miesięcy prawie codziennie rano napierdala mnie ten bark co był operowany i lekarz powiedział, że to chroniczny ból i może przejdzie a na na razie mam ładować przeciwbólowe. I tak siedzę teraz z bólem barku i kolana i czuję się jak jebany kaleka, a jeszcze kilka lat temu napierdalałem półobroty jak Van Damme. Chujnia i śrut. Sport to nie zdrowie… Sport to kalectwo!

28
16

Komentarze do "Pierdolone kontuzje"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. No ale bark Ci się zjebał po najebaniu

    0

    1
    Odpowiedz
  3. Kondolencje. Idź wypierdol ortopedzie z półobrotu, może ci to pomoże.

    0

    0
    Odpowiedz
  4. Facet… po prostu masakra, ale znam ten ból dupy…
    Jako dzieciak zacząłem trenować Judo i przed pierwszymi moimi zawodami przez głupotę rozwaliłem sobie twarz tak, że mało oka nie straciłem, a w ogóle lekarze się dziwili, że kość policzkowa jest cała. Oczywiście z zawodów nic, potem zakaz uprawiania sportów tego typu i się rozeszła, a czułem, że mogę coś osiągnąć. Minęło parę lat i w wieku 30 lat odkryłem Combat oraz Kempo Tai Jutsu. Znów zacząłem trenować i tak nieźle mi szło przez dwa lata, ale zachciało mi się grać w kosza i rozwaliłem sobie kostkę (do tej pory chrzęści jebana. Po zaleczeniu tej kostki wynalazłem Krav Maga, która mi się najlepiej podobała i znów kolejne 3 lata treningu, aż do chujowego dnia, gdy zerwałem więzadło w kolanie. I koniec treningów. Bujałem się po różnych lekarzach i szamanach, aż w końcu zrobiłem rekonstrukcję, ale to już nie to samo. Teraz mam 45 lat i jestem starym tłustym chujem, któremu nic się nie chce, a szkoda. Zawsze chciałem dojść do poziomu określanego, jako mistrzowski (dan), ale nie było mi to pisane. Tak, czy inaczej współczuję.

    0

    0
    Odpowiedz
  5. Znam ból.W podstawówce byłem ćwokiem.Przebiec 1 km to jak maraton.Mamuśka”wynalazła” mi kilka chorób jak np. skrzywienie kręgosłupa i ćwiczonka indywidualne na w-f.Czyli jeszcze gorszy fajtłapa rósł.W 7 klasie powiedziałem dość zapierdalam pobiegać, bo w piłkę nożną też mi nie szło.I tak powoli 5 km z palcem w dupie po 3 latach, średnia i studia.Aż tu jednego razu ból śródstopia-zapalenie rozcięgna podeszwowego.Teraz po tym jak przestało boleć, druga stopa i pięta napierdziela. A ja chcę do chuja biegać, bo wtedy czuje się wolny!!! i sraka 40 na karku, żaden jeszcze półmaraton nie zaliczony.Wkurwia mnie to, że się chce a nie można!

    0

    0
    Odpowiedz
  6. znam to wariacie z wlasnego doswiadczenia…. ja przez wczesne swoje lata mlodziencze cwiczylem ostro na silowni rozjebalem sobie chyba wszystkie stawy za duzymi ciezarami…. teraz mecze sie z lokciami z kolanami a najgorzej sie teraz odezwal kregoslup… bylo co zrobie pochodze troche i napierdala…. mam 24l a widze ze chrupki ktorzy maja po 80 lat maja lepsze kregoslupy…. mam juz tego dosc masaze baseny fizjoterapia leki zdrowy styl zycia dieta cwiczenia wzmacniajace kregoslup rozluzniajace i duzo ruchu nic nie pomaga…. jesli nie przejdzie mi w ciagu roku to sie odpalam… pierdole tak sie meczyc a wiem ze im bede starszy tym bedzie gorzej… i wiem napiszecie mi w komentarzach masz to na wlasne zyczenie…. tyle ze wszyscy moi rowiesnicy ladowali pod sklepem ja zainteresowalem sie sportem,… i co./?? JA JESTEM kaleka a oni na nic nie narzekaja i bede grubo jeszcze walic denaturat i wszytsko ci popadnie przez najblizsze 40 lat….. wiec podsumowanie najlepoiej od razu isc pod sklep i wtedy ma sie zajebiste zycie bez problemow….

    1

    0
    Odpowiedz