Żenada

Pojechałem z kolegą i 2 koleżankami pod namioty. Byliśmy tam 3 dni, a akcja zdarzyła się ostatniego wieczoru. Zrobiliśmy ognisko i wypiliśmy parę piwek więc zrobiło się wesoło. Po paru kiełbasach z ogniska i piwkach zachciało mi się srać, więc przeprosiłem znajomych i poszedłem w krzaki. Gdy już się załatwiłem nagle zorientowałem się, że nie mam się czym podetrzeć. Nie było żadnych dużych liści ani niczego innego co mogło by mi się przydać więc zdjąłem podartą koszulkę, którą miałem na sobie i się nią podtarłem. Uradowany, że udało mi się wybrnąć z tej sytuacji ogarnąłem się i już chciałem wracać do znajomych gdy pijana już nieźle koleżanka wpadła na mnie i mnie przewróciła. Zaczęła się się śmiać, wzięła koszulkę którą miałem w ręce i pobiegła w stronę namiotu. Kolega puścił jakąś erotyczną muzykę i koleżanka zaczęła tańczyć z moją koszulką w ręku. Jak dobiegłem do namiotu i to zobaczyłem to nie wiedziałem co zrobić. Bałem się im powiedzieć co tam jest więc stałem jak wryty i patrzyłem się na wszystko jak debil. Nagle koleżanka zaczęła wycierać sobie plecy tą koszulką w tańcu tak żeby bardziej seksownie to wyglądało. Po chwili przerwała taniec i powiedziała że coś śmierdzi gównem, okazało się że to jej plecy są całe brązowe. Natychmiast pobiegła się przebrać cała czerwona ze wstydu, a kolega z drugą koleżanką płakali ze śmiechu. Następnego dnia wcześnie wyjechaliśmy i całą się nie odzywałem, nie wydarzona tancerka zresztą też. Minął już tydzień, a ja nadal czuję się głupio i nie odbieram od niej telefonów.

78
74