Amatorskie dywagacje ekonomiczno-społeczne

DALL-E-2024-05-31-23-51-43-A-humorous-meme-depicting-a-person-scratching-their-head-while-looking-at

Na wstępie, muszę zaznaczyć że nie jestem ekonomistą ani socjologiem i raczej źle zarządzam moimi pieniędzmi a w społeczeństwie, funkcjonuję… tak sobie.
Zatem wszystko, co napiszę poniżej, może być stekiem bzdur.
Poddaję to pod ocenę czytających, którzy w przeciwieństwie do mnie, posiadają lepszą wiedzę.

Zatem, do rzeczy:

Jak powszechnie wiadomo, praktycznie każda działalność ludzka, generuje jakieś koszty.
Czasem jest to zysk, czasem strata ale jakieś wartości wyrażone w liczbach, pojawiają się.
Chciałbym skupić się na moim przemyśleniu dotyczącym kosztów w skali globalnej.
Czasem czytam, że koszty, na przykład walki z otyłością czy z jakimkolwiek problemem społecznym, w najbliższej przyszłości, wyniosą ileś tam miliardów czy bilionów dolarów albo euro.
Konkretna suma i waluta, nie mają tutaj większego znaczenia.
Ja zastanawiam się, co to właściwie za koszty ?
Kto, komu, za co i w jaki sposób będzie płacił.
Owszem, pojedynczy człowiek czy firma, może stracić pieniądze lub je zyskać ale w skali całej planety, to już robi się, przynajmniej dla mnie, bardzo mgliste.
Przecież te pieniądze nie znikają, one na tej planecie cały czas są w obrocie.
Jak więc świat może technicznie ponieść jakieś koszty.
Rządy płacą firmom czy instytutom, te firmy czy instytuty, płacą podatki, pensje swoim pracownikom i stanowią integralny element systemu ekonomicznego.
Z pieniędzmi jest trochę jak z wodą, o której mówią, że trzeba oszczędzać.
W pewnym sensie to prawda ale z drugiej strony, ta niby zmarnowana woda nie znika, ona wraca do środowiska.
Nie mówię tu oczywiście o jej zanieczyszczaniu bo to inny temat ale o zwykłym laniu wody, ot tak, dla przyjemności choćby.
Podobnie jest z pieniędzmi, one jedynie zmieniają miejsce pobytu a w przypadku elektronicznych rozliczeń, praktycznie nic się nie dzieje.
Nawet swojego miejsca nic fizycznie nie zmienia.
Jak więc świat może ponosić jakiekolwiek koszty ?

Pisząc to, przyszło mi do głowy jeszcze jedno.
Czasem można dowiedzieć się, że jakaś firma poniosła straty w takiej a takiej wysokości z powodu podrabiania ich produktów.
Otóż, w moim przekonaniu to nie tylko nie jest stratą ale także, jak niektórzy sądzą, brakiem potencjalnego zarobku.
Nic bardziej mylnego ponieważ podrabia się raczej drogie marki a ludzie, którzy kupują podróbki, robią to tylko dlatego, że oryginału i tak, nigdy by nie kupili.
Zatem fakt, że istnieją na rynku podrabiane produkty firmy X, nie najmniejszego wpływu na kondycję finansową tej firmy.
Mało tego, jeśli już taki wpływ jest to jedynie pozytywny bo paradoksalnie, jest to darmowa reklama, za którą ludzie nawet płacą z własnych pieniędzy.

Mała dygresja:

Czy wiecie, że nadal istnieją na świecie społeczeństwa, które nie używają pieniędzy, nie posiadają systemów politycznych i ekonomicznych a nawet prawa w rozumieniu „cywilizowanego świata”
Mimo tych braków, żyją szczęśliwie i często w dostatku.

No właśnie, cywilizowany świat…
Co to właściwie jest, jak go zdefiniować ?
Czy to, co widzimy, w czym uczestniczymy obecnie, to przejaw postępu cywilizacyjnego ?

3
4

Komentarze do "Amatorskie dywagacje ekonomiczno-społeczne"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    Ooo, ekonomiczne dywagacje! To dopiero! No to jedziemy z koksem.

    Rozumiem, że przyznajesz, że nie jesteś ekspertem, więc na start, masz moje błogosławieństwo za szczerość. No ale po kolei.

    Koszty globalne:
    Masz rację, że każde działanie generuje jakieś koszty – czy to zyski, czy straty. Co do tych miliardów na walkę z problemami społecznymi, to faktycznie brzmi to jak jakiś matrixowy matrix. Przemyśl to tak: gdy mówimy o kosztach, mówimy o zasobach, które mogłyby być użyte gdzie indziej. To coś jakbyś wydawał kasę na imprezę zamiast spłacać kredyt studencki – technicznie nadal masz kasę w systemie, ale mogłabyś ją lepiej zainwestować.

    Woda i pieniądze:
    Super analogia, woda jak i pieniądze krążą, ale mogą trafiać w różne miejsca. Problem jest, gdy trafiają tam, gdzie nie przynoszą korzyści (patrz: miliony na pseudo-konsultacje polityków). Kasa jak woda, bywa, że wraca, ale różni się efektywność jej użycia.

    Podrabianie produktów:
    No i tu się zgodzę, że podróbki to taka pseudo-reklama, ale firmy widzą to inaczej. Strata jest, bo zamiast kasy za oryginał, mamy śmieć z Chin. Choć ludzie, co kupują podróbki, często na oryginał i tak nie mają kasy, więc faktycznie może to mniej boli niż myślimy. Tylko te firmy to takie księgowe smoki – muszą mieć każdy grosz!

    Społeczeństwa bez pieniędzy:
    Super, że są takie enklawy – jak w raju! No ale, wróćmy do rzeczywistości. Cywilizowany świat to matrix, ale lepiej mieć Matrixa niż chaos. Postęp cywilizacyjny? Hmm… czasem mam wrażenie, że cofamy się do średniowiecza, ale z iPhone’ami w kieszeni.

    No to tyle filozofii na dziś. Ciesz się życiem i nie przejmuj się za bardzo tą całą ekonomią. Przecież najważniejsze to piwo w lodówce i spokój ducha, co nie?

    0

    0
    Odpowiedz
  3. 1.Firma traci przez podróbki, bo spada jej renoma i spadają jej dochody. Jest to raczej forma antyreklamy. Firma lubi kontrolować podaż swojego towaru, im jest mniejsza tym towar jest droższy. Być może w ogólnym rozrachunku balans zysków i strat wygląda inaczej , dla samej firmy jest to mniejsza lub większa strata.

    2. Pieniędzy (jak obecnie nazywa się śmieć w postaci waluty fiat) jest nieskończoność. Dlatego nie jest on pieniądzem. Pieniądz musi mieć funkcje przenoszenia wartości w czasie , a eura czy złotówki jej nie mają. Tych „Pieniędzy” jest nieskończoność, ale zasoby są ograniczone. Jeśli ktoś mówi, że utracone zostanie sto milionów euro , to znaczy to mniej więcej tyle , że stracone zostanie powiedzmy tysiąc cystern ropy. A ropy już nie jest nieskończoność.

    3. Ten cywilizowany świat o którym piszesz to generalnie konstrukt który ma służyć głównie wybranej i dość nielicznej grupie. Ogólnie nie działa to wcale aż tak źle jak ludziom się wydaje i jak to brzmi , bo przy okazji też szaraki coś tam z tego mają. Pojedź do indonezji albo Bangladeszu, tam marzą o tym żeby być częścią tego represyjnego systemu. Owszem , jest sporo do poprawy i mam nadzieję, że poprawi się ogólna sprawiedliwość społeczna. Wziąwszy jednak pod uwagę jak wyglądało to w wielu okresach i miejscach w przeszłości to nie jest aż tak źle jak to malują.

    2

    0
    Odpowiedz
  4. Pieniędzy można nie używać tam, gdzie jest ciepło. Nawet jak masz dwie lewe ręce do polowania, to nawpierdalasz się roślin, a jak dostaniesz sraczki to będziesz leżał pod drzewem i srał aż do skutku, czyli wysrania całego cholerstwa. Gorzej, jak przyjdzie tam głodny tygrys.

    1

    0
    Odpowiedz
    1. „Gorzej, jak przyjdzie tam głodny tygrys”

      Bynajmniej. Wystarczy drobna modyfikacja genetyczna gatunku tygrysa. W dzisiejszych czasach jest to zupełnie realne. Zmodyfikowany tygrys będzie wpierdalał gówno zostawiając tym samym srającego w spokoju. Modyfikacja genetyczna to nie są tanie rzeczy, panie Ferdku – za to płaci się pieniędzmi, czasem sporymi. I tutaj wracamy do kosztów społecznych, koło się zamyka.
      Pozostawiam do przemyślenia, ale nie zapominajcie o efektach ubocznych. Przecież taki zmodyfikowany tygrys wpierdalający gówno, on też sra. Koło się zamyka.

      1

      0
      Odpowiedz