Mam 30 lat i poczucie, że nic mnie już w życiu nie czeka. Tylko małżeństwo utrzymywane dla dzieci.

Kiedy poznałam swojego przyszłego męża, miałam 22 lata. Jak się okazuje teraz, 10 lat później, nie był to dobry wybór bo ja nie byłam jeszcze tak świadoma siebie i nie potrafiłam się bronić gdy ktoś mnie ranił, nie potrafiłam stawiać granic ludziom, wiecznie uważałam że to ja jestem winna a nie inni ludzie, a oni jeździli sobie po mnie jak po łysej kobyle, bo przecież na pochyłe drzewo kozy skaczą . Nasz związek nigdy to łatwych nie należał. Właściwie to jeszcze przed ślubem zastanawiałam się czy dobrze robię, ale chęć przynależenia do kogoś plus przekonanie, że lepszego faceta już nie znajdę popchnęły mnie do decyzji o ślubie (nigdy nie miałam jakiegoś wielkiego powodzenia, raczej dostawałam kosze mimo że podobno jestem ładną kobietą, ale miałam problemy ze sobą i to facetów odstraszało, jak to się mówi ładna ale popier….olona). Mimo że jego matka od początku traktowała mnie jak śmiecia który skradł jej ukochanego synka (chora miłość samotnej matki) a on nie zwracał jej uwagi, ja i tak w to weszłam. I dodam że to mi zawsze zależało bardziej niż jemu. Dzieci też bardziej chciałam mieć ja niż on.
Minęło 10 lat związku a ja czuję się zupełnie wypalona, pusta w środku, nie mam dokąd iść nawet jakbym się chciała rozwieść bo mało zarabiam i raczej na więcej się nie zanosi w moim zawodzie. Utrzymuję ten związek dla dzieci. Nie ma u nas awantur od dawien dawna bo ja po prostu odpuściłam. Duszę w sobie różne żale i pretensje i już nic od niego nie chcę. Seks jest wg mnie taki sobie, ale nie to jest esencją życia, przynajmniej mojego.
Dawno już odkryłam że wolałabym cofnąć czas albo rozstać się. Ale jak?
Żyłam sobie tak z dnia na dzień, było czasem ujowo ale stabilnie. Aż tu nagle pewnego dnia, zupełnym przypadkiem spotkałam JEGO. Poznaliśmy się dzięki naszym dzieciom. Od razu złapaliśmy kontakt. Byłam zaskoczona, że ktoś tak po paru minutach rozmowy już opowiada mi pół życia, ale byłam szczęśliwa bo ja jestem taka sama i tym zawsze ludzi odstraszałam, a tu taka niespodzianka! Widzielismy się dwa razy i w swojej obecności czuliśmy wielką chemię. On jest wolny, owdowiał dwa lata temu. Gdy on na mnie patrzy, śmieją mu się oczy, a gdy ją na niego, to samo. Jakieś takie ciepło w sercu. Jest dużo starszy a dawniej zawsze dziwiłam się jak kobiety tak mogą być z tyle starszymi. A tu trzasnęło mnie na amen. Myślę o nim non stop. Mój mąż poznał go pierwszy, ale mniej z nim rozmawiał. Mąż miał do niego nr jakby dzieci chciały się umówić. Niestety od września czyli tuż po tym jak się poznaliśmy jego córka poszła do szkoły, moja jeszcze w przedszkolu. Kontakt już nie będzie tak możliwy, inni znajomi, inne dzieci, w dodatku mój mąż jakby podświadomie nie przepada jakoś specjalnie za tym człowiekiem. Ja nie wytrzymałam i wzięłam sobie numer do niego z komórki męża i zapytałam co słychać. Odpisywał mi normalnie, ciepło, opowiadał co u nich, był wyraźnie zadowolony. Do momentu kiedy napisałam mu, żeby nie wspominał mojemu mężowi że pisałam do niego, gdyż byłby zazdrosny i miałabym przerąbane. Wtedy on zamilkł. Mnie poniosło i dodałam że czuję między nami jakąś dobrą energię i szkoda tego nie wykorzystać do dalszych rozmow. Ale jednocześnie czując że strzeliłam gafę, bo on długo milczał po tym smsie, napisałam że może zapomnijmy o tym co napisałam, nie było to poważne. On wtedy odpisał że uznajmy że tych smsów nie było i żebym je skasowała (żebym nie miała problemów z mężem). I od tej pory już nie przychodzi na ten plac zabaw gdzie drugi raz się widzieliśmy. A wcześniej jeździli tam z córką.
Teraz odbijam się od ściany zastanawiając się, czy się pomyliłam, czy jednak nie. Ale głowę dam że wiem co czuł i co widziałam. Pożerał mnie wzrokiem i był dla mnie taki serdeczny, zupełnie inny niż dla innych matek dzieci. Przy nim czułam się bezpieczna, szczęśliwa.
Co ciekawe od kiedy go znam nagle zaczęły w moim życiu dokonywać się zmiany. Odcięłam się od pewnej toksycznej relacji z moją teściową, znalazłam w sobie odwagę o jaką nigdy bym się nie podejrzewała! Powiedziałam wszystko co mi przez lata na sercu leżało bo mój mąż nigdy nie potrafił stanąć za wlasna zona widząc jak jego matka stosuje wobec mnie niczym nieuzasadniona przemoc psychiczna. Cała rodzina męża wie ale nigdy nie reaguje. Moja rodzina jest daleko .
Straszna ujnia. Mój umiłowany chyba ode mnie uciekł. Nie wiem, może zna życie, może uważa że nie warto. Ja 30, on 55.
Ale mam wrażenie że to co nim kieruje to napewno nie jest to że mu się nie podobam. Może nie tyka zajętych. Może nie zapomniał o zmarłej żonie. Może chce się zająć córka i nie ma czasu na nic innego. E tam. A może się myliłam. Ale nie wierzę w to. Widziałam jego oczy. Wiem co on czuje.
Chujnia, bo to się pewnie nigdy nie ziści, a ja pozostanę już do śmierci w tym swoim papierowym związku. Ja nawet gotowa byłabym mieć go jako przyjaciela. Ale do tego trzeba dwojga.
Czuję, że nic już mnie nie czeka. Tylko wegetacja.

5
1

Komentarze do "Mam 30 lat i poczucie, że nic mnie już w życiu nie czeka. Tylko małżeństwo utrzymywane dla dzieci."

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Nie martw sie, chociaż straszne smutne to co piszesz myślę że życie da ci jeszcze wiele okazji do zmian. Tylko musisz w odpowiednim momencie chwycić byka za rogi i być pewnym czego chcesz. Tak naprawdę musisz zadać sobie jedno zajebiscie ważne pytanie: co chciałabyś w życiu robić? I zacząć to robić.

    0

    0
    Odpowiedz
  3. Poznasz innego jakimś przypadkiem i spierdolisz na inne pastwisko. Czekasz aż inna gałąź pod ręką i skoczysz dopiero w ramiona innego wybawcy.

    0

    0
    Odpowiedz
  4. Po prostu on nie chciał się kurwić tak jak ty.

    0

    0
    Odpowiedz
    1. Nie mam polskich liter…. Sorry
      To jest proste i normalne kazde malzenstwo to przechodzi , ale zeby to naprawic to potrzeba obu sie obudzic z rutyny.
      A co faceta to gosc ci zrobil przysluge nie chcial ci rojnowac malzenstwa. Tak to je nowe przyciaga oszalamia ale rok dwa i bedzies pisac na tego nowego gorzej niz swego meza. Poczulas sie malolata i pachnialo przygoda ale wierz nigdy to sie dobrze nie konczy …. Morzesz zapytac kazdej lub kazdego co poszli na lewo czy sie oplacalo i czy cena ktora zaplacili byla warta. I zapomnialas ze zdradzajac meza zdradzasz tez dzieci … bo samolubnie wybierasz siebie ponad reszte.

      Znam wiele przypadkow tego typu z reguly sa to kobiety i co …
      Jedna zaszla z kochankiem w ciaze on ja po tym olal bo juz ma dziecko z zona.. maz zdradzony zostawil ja i tera zaluje
      Inna dwa lata mieszkala z nowym i nagle zatesknilo jej sie do meza bo z nim bylo lepiej ale tego nie rozpoznala jak z nim byla.

      Jak to mowia sezon szczescia sie konczy i zaczyna sie zycie i tak kazda milosc wygasza i zamienia sie w inna milosc niestety zycie nam daje wszystkim w dupe.
      Walcz i staraj sie znalezc szczescie w sobie i w tym co masz a potem napraw malzenstwo …. Jestem pewny ze i maz teskni za tamta kobieta ktora pokochal…

      0

      0
      Odpowiedz