Trochę o moim życiu

Witam, mam 24 lata, moje dziecko w czerwcu pójdzie do pierwszej klasy, lecz od 3 lat go nie widziałem (no może, że liczą się zdjęcia…). Z jego matką byłem 6 lat, wiem to nie jest dużo, lecz na tyle lat ile przeżyłem to bardzo wiele. Pewnego jesiennego dnia kiedy z maleństwem mieliśmy zbierać kasztany, dowiedziałem się, że moja była mnie zdradzała, usłyszałem jak kojącym i ciepłym głosem mówiła do niego „misiu”, takim tonem nie mówiła do mnie od kilku miesięcy. Bez słowa wtedy wyszedłem z domu, ona razem z dzieckiem poszła zbierać kasztany. Byłem wściekły i załamany, chodziłem sam po mieście w kółko. Wróciłem do domu, ale jej jeszcze nie było, jak się dowiedziałem poszła do koleżanki. Miałem ochotę wyrzucić ją z domu, lecz gdy wróciła byłem gotów jej wybaczyć. Myślałem co zrobiłem nie tak ? Czy nie daje jej odpowiedniego wsparcia ? Wziąłem kredyt na 40 tysięcy, aby mogła skończyć szkołę, aby nie musiała wybierać pomiędzy nią ,a pracą, przy dziecku i tak było ciężko (o kredycie jej nie mówiłem, nie chciałem jej martwić). Robiłem wszystko by sytuacja była stabilna i taka była. Ja sam nie łudziłem się już nawet, iż skończę szkołę średnią, pogodziłem się z tym, że do końca życia będę miał wykształcenie podstawowe.

Zaczęliśmy rozmowę, bardzo spokojnie, nie chiałęm niczego kończyć. Łzy same mi się cisnęły do oczu. Stwierdziłem, że o wszystkim wiem, ale bez zbędnych szczegółów – nie chciała już mnie. Nasz związek, który wtedy trwał niemalże 1/3 naszych żyć pękł jak bańka mydlana spadająca na podłogę. Pstryk… i nie ma.

Nie rozmawialiśmy o tym, kto zostanie z dzieckiem, bałem się tej rozmowy, ponieważ nie miałem i dalej nie mam praw do dziecka, Ciąża pojawiła się przed jej osiemnastką, więc prawnie o wszystkim decydowała jej matka, która w papierach podała „ojciec nieznany”, a ja nie zastanawiałem się nad prawnym ojcostwem nic nie wskazywało na to, że związek się rozpadnie, nie myślałem o takich rzeczach. Na co dzień było tyle spraw, praca, szkoła, dziecko mieszkanie, nie wiem skąd brałem na to wszystko energię, dziś nie potrafię nawet ogarnąć podstawowych obowiązków, wtedy po prostu patrzyłem w te małe ufające mi oczka i pędziłem ile wiatru w żaglach.

Pokłóciliśmy się tydzień później, miałem wtedy wyjść do znajomej pary z dzieckiem, aby nasze maluchy mogły się wspólnie pobawić. Ona wtedy stwierdziła, że z tym gościem (tak z tym, z którym mnie zdradziła) obejrzy film, w naszym wspólnym domu, na naszej sofie, na naszym telewizorze. NIE MA MOWY! Chyba wiele osób nie zgodziło by się na to i przyznałoby mi rację. W tym czasie na myśl mi nie przyszła żadna dziewczyna czy coś w ten deseń, dalej ją kochałem… W kłótni powiedziałem „Jeśli ci tu tak źle, to przecież drzwi są otwarte”. W odpowiedzi usłyszałem, że za to, iż wyrzucam ją z domu, dziecka już nie zobaczę, ale przecież ja jej nigdzie nie wyrzucałem, nie miałem tego na myśli. Nie chciałem go tutaj nic więcej, lecz lawina ruszyła…

Po tych wydarzeniach, widywałem ją czasem, nie pytałem o nic, za każdym razem chciałem uciec. Wspomniałem tylko pewnego dnia, że poszedłem do psychologa, bo miałem problemy z lękami i odżywianiem (kiełkowało to od jakiegoś czasu, lecz wtedy bardzo się nasiliło). 5 lub 6 miesięcy nie widziałem dziecka, lecz spotkałem je w drodze do przedszkola, nie z mamą, ale z tym gościem. Podszedłem do nich, nie chciałem się kłócić, wręcz przeciwnie. Przywitałem się grzecznie, schyliłem się do mojego dziecka, złapałem za tą małą słodką rączkę, spojrzałem w oczka. Powiedziałem „Cześć Kochanie”. Poczułem jak ta mała rączka, wyślizguje się z mojej dłoni, potem jak chwyta nogę tego gościa, jak te małe oczka kierują się w jego stronę.

„Tatuś, co to za pan?”

Mój świat się zawalił… Pamiętam dzień narodzin, najwspanialszy dzień kiedykolwiek. Miałem ochotę wybiec na ulicę i krzyczeć z radości, znalazłem wtedy sens życia, wiedziałem co i jak robić, wiedziałem że wszystko będzie w porządku, miałem tak nieziemską energię w sobie… Lecz wtedy poczułem, że z tą małą rączką i uciekającym wzrokiem odszedł i ów sens. Już nic nie jest takie samo.

Dzieci zapominają szybko, tym bardziej w wieku 3 lat, coś o tym wiem. Nie mam ojca, (a raczej nigdy nie był w mojej świadomości) rozstał się z moją Mamą jak miałem chyba rok albo dwa, śmieszne bo słyszałem kiedyś od rodziny, że jak byłem z mamą w sądzie w sprawie ich rozwodu, to też go nie poznałem, spytałem wtedy podobno „Co to za pan?”.

Osiem miesięcy po rozstaniu, urodziła dziecko, nie moje. Myślałem, że po prostu przytyła, nie widywałem jej w późniejszej fazie ciąży. Ten jej gość… mieszkał piętro niżej, potem dowiedziałem się, że był jeszcze inny przed nim… z bloku obok… Każdy sąsiad patrzył na mnie z politowaniem albo jak na frajera, ale nikt nic nie powiedział, choć wiedział.

Dziś spłacam kredyt. Wstyd mi, bo pomaga mi Mama, sam bym sobie nie poradził, ale nigdy nie prosiłem jej o pomoc w tej sprawie. Po prostu muszę ją przyjmować, bo inaczej nie dam rady. Często wychodzę z pracy jako ostatni. W życiu nie miałem L4, w tamtym roku wykorzystałem dwa dni urlopowe, tylko dlatego,że miałem gorączkę, a do lekarza iść nie chciałem. Gripex Max, Antidol i na halę. Ostatnio szkolę dwójkę ludzi, w poprzednim tygodniu miałem duży projekt. Szef wypisał mi na dziś (poniedziałek) wolne bym odpoczął, a ja siedzę w domu sam i nie potrafię z sobą wytrzymać. Bolą mnie plecy, i stawy. Ważę 50 Kg, mierzę 180, w pracy noszę ciężkie rzeczy, a po pracy codziennie wnoszę 20Kg węgla na 3 piętro po pokonaniu drogi ze sklepu, bo piwnica nie nadaje się do użytku, po tak męczącym dniu człowiek chciał by się wykąpać i posiedzieć w ciepłym… Nic z tego łazienki nie mam, jedynie ubikacje na klatce schodowej, stare drewniane przepuszczające okna, pleśń na ścianach, w kranie tylko i wyłącznie zimna woda chodzę w dwóch bluzach po mieszkaniu do ok godziny 19 zanim się trochę nagrzeje. Na co dzień ratuję się antidolem lub ketonalem. Jest 19:37 a ja nie zjadłem nawet śniadania, nie mam na nie siły ani ochoty – jedzenie nie sprawia mi przyjemności jest dla mnie przykrym obowiązkiem. Regularnie nadużywam leków i alkoholu, przestałem uprawiać jakiekolwiek hobby, a miałem ich dużo: jazda na rowerze, gra na gitarze, łowienie ryb, szycie na maszynie, rysowanie, pisanie, majsterkowanie.

Wiecie co ? Karma nie istnieje.

8
0

Komentarze do "Trochę o moim życiu"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Zycie czasami daje nam w dupe trzymaj sie stary morze byc tylo lepiej.

    0

    0
    Odpowiedz