Siedzę przed monitorem, przede mną ślicznie wyglądająca dystrybucja Linuksa, oprawiona w bajeczne ikony i pasek stanu, którego widok doprowadza mnie do orgazmu. Ale nie siedzę bezczynnie jak jakaś pizda, bo zaraz zrobię to, co umiem najlepiej. Zrobię coś, na co mam bezdyskusyjny monopol, coś czego nie umie nikt poza mną – będę pisał żart! Na pierwszy rzut oka to może wydawać się srogo popierdolone, ale ja sam jestem kompletnie zdziwiony tym, jak bardzo uzależniłem się od własnego dziwactwa! Większość ludzi dąży do tego, by ich żarty wywoływały salwy śmiechu lub chociaż lekkie uśmieszki. A ja? Ja idę pod prąd z taką pasją, że aż trudno mi w to uwierzyć samemu sobie. Moje życiowe credo stało się niemal obsesyjną misją: tworzenie żartów z morałem. To nie są zwykłe suchary – to perfekcyjnie napisane literackie konstrukcje mające na celu pouczenie świata, które… cóż, zazwyczaj kończą się spektakularnym fiaskiem w kategorii komizmu.
Ale tutaj pojawia się ten niespodziewany zwrot akcji! To jest ten moment, w którym mój rozum mówi: „Czekaj, czy ja naprawdę to robię?”. Zamiast szukać aprobaty, zacząłem kolekcjonować złośliwość innych. Kiedy ktoś pisze pod moim wpisem: „Spierdalaj w podskokach”, albo „Zamknij ryj biedacka świnio”, czuję nagły wyrzut dopaminy. To jest niesamowite! Upajam się tymi negatywnymi komentarzami jak najdroższą whisky. Każda złośliwa uwaga, każdy wredny komentarz albo choćby to najprostsze soczyste „Spierdalaj” są dla mnie niczym paliwo do dalszej twórczości. Jestem w szoku nad własną psychiką – tak, jestem architektem zjebanych żartów, których nikt nie chce czytać i czerpię czystą, nieskrępowaną radość z faktu, że ludzie są nimi zirytowani. To jest mój prywatny teatr absurdu, gdzie ja wystawiam sztukę a publiczność – w swoim niezadowoleniu – staje się moją największą nagrodą. Jak to możliwe, że coś co powinno być porażką, stało się moim jedynym sposobem na życie? No jak?
To ja, Wasz ulubiony Autor
2026-06-25 19:221
1

„To jest mój prywatny teatr absurdu, gdzie ja wystawiam sztukę a publiczność – w swoim niezadowoleniu – staje się moją największą nagrodą.”
Kurde, już sobie wyobraziłem tego żartwonisia gdy przedstawia jakąś tandetę, opowiada chujowe żarty, a publiczność zaczyna rzucać w jego stronę pomidorami i ogólnie tym co ma pod ręką, bo w końcu za ten „występ” zapłaciła, a tamten spierdala w podskokach i leje z tego co się dzieje na widowni obserwując co się dzieje na kamerkach, bo panuje ogólne niezadowolenie i tłum jest nie w porządku nawet wobec siebie.
Przeczytałem tylko pierwszą linijkę i ostatnią. Tak jak myślałem, nie warto tego czytać