Wkurwiają mnie ludzie rozmawiający przez zestaw głośnomówiący w tramwaju, pociągu, autobusie, czy czekający w jakiejś kolejce. Sama rozmowa w takim miejscu powinna być krótka, typu, tak, rozumiem, oddzwonię, bo jadę autobusem/pociągiem itd. Rozumiem, że są nagłe sytuacje, typu ktoś jest chory itd., ale to wyjątki.
To jeszcze chuj. Ale już słuchanie innego głosu, darcia mordy przez jakiegoś gnoja czy starą babę wkurwia. Ostatnio jakaś stara prukwa rozmawiała w ten sposób z drugą w autobusie, na szczęście tamtą ją zwyzywała i rozmowa skończyła się szybko. Ale różnie bywa.
Trochę kultury
1
0

„to ty decydujesz czy się wkurwisz”. Pomyśl sobie jakich rozmiarów rozklekotaną pizdeńką być trzeba, żeby dać się wyprowadzić z równowagi lub pogorszyć sobie świetny w danym dniu humor dzięki jakiejś starej, brzydkiej, niezadowolonej ze swojego ciała i życia cipki. Jeśli powstaje na horyzoncie ryzyko wkurwienia się to wychodzisz tak jakby z siebie (dusza opuszcza swoje ciało) i patrzysz na siebie z boku lejąc ze śmiechu, obserwując tylko kolejne twoje/swoje kroki i pukając się w głowę „Piotrek, chcesz przez takiego pierda pogoroszyć sobie kilka najbliższych godzin lub nawet cały dzień? Pierdolnij się gościu w łeb albo poproś przechodnia, żeby to zrobił za Ciebie…”.
Zgadzam się bydło.
Ale co by wtedy robic innego?
Miliony sekund zmarnowac na gapienie się w ścianę w kolejkach albo w te same trasy?
Ja nie gadam, ani nie korzystam z telefonu hehe.