Siemano, muszę to w końcu z siebie wyrzucić. Tutaj przynajmniej nikt mnie nie zna, a psychika już powoli siada.
Jestem absolutnie, bezpowrotnie uzależniony od ssanka. Uwielbiam to. Dzień bez porządnego ssania to dzień stracony. Wciągnęło mnie to tak bardzo, że wydałem na ten proceder absolutnie wszystkie swoje oszczędności. Zawsze znajdzie się jakaś lodziara, która za dżinsy zrobi co trzeba, więc kasa szła strumieniami. Niby konta wyczyszczone do zera, ale wiecie co… w tej obecnej, absurdalnej gospodarce i tak nie wiem, na co miałbym kurwa oszczędzać.
Na wkład własny na kurnik inwestycyjny 25 metrów kwadratowych, który spłacałbym do emerytury? Na wakacje w Mielnie za cenę nerki? Proszę was. Inflacja żre wszystko, pieniądz traci wartość z dnia na dzień, a to, co zainwestowałem w ssanko, zostaje ze mną na zawsze.
Dobra, może i trochę się wstydzę, jak patrzę na stan konta i muszę pod koniec miesiąca kombinować, czy kupić solone paluszki, czy parówki z przeceny. Może i znajomi pukają się w czoło. Ale co przeżyłem, to moje! Tych wspomnień, tych emocji i tego błogostanu mi żadna inflacja ani podatek Belki nie zabierze.
Dlatego zaprawdę powiadam wam: warto było? Warto. Kto ma wiedzieć, ten wie. Pozdro dla wszystkich, którzy też wolą żyć chwilą, zamiast odkładać papierki, które są chuja warte i za chwilę będą służyć za papier toaletowy.

Trzeba przyznać, że tekst pisany przez AI czyta się całkiem znośnie.
Paluszki? Tylko i wyłącznie parówki! Przynajmniej raz to Ty ssiesz, a nie ktoś tobie
Te twoje zmyślone historie sam chyba wysysasz z murzyńskich pał przychlaście pierdolony