Nie staje. Żal

Kurwa, że tak powiem straszna chunia. Mam dziewczynę od 4 miesięcy, uprawiamy seks od 3, ale nie doprowadziłem jej jeszcze do orgazmu. Teraz to mi nawet nie staje i nie wiem o co mu chodzi. Na szczęście dziewczyna jest wyrozumiała i mnie bardzo kocha, ale ja już dalej tego nie wytrzymam. Żaaaaal!!!

18
31

Święta

Już za niedługo święta, a mnie wcale nie jest do śmiechu. Ostatnio znienawidziłem święta, te całe zasrane życzenia, które nienawidzę składać, pierdolone kilka poziomów hipokryzji i obłudy oraz wymuszone uśmiechy. Jak mnie to denerwuje. Mój plan jest taki żeby postawić sobie czy łóżku gar barszczu z uszkami i cale te święta przespać, bo czasem się zastanawiam czy to Chrystus się rodzi czy następny poziom obłudy. Chujnia i śrut!!!

30
68

Jebane uszy

Witam Chujowicze i Chujowiczki. Moją chujnią są moje pierdolone odstające uszy na dodatek wielkie jak u słonia. W szkole miałem przejebane nazywali mnie „Urban”. Właśnie po raz pierwszy w życiu ogoliłem głowę na łyso i wyglądam jak jakiś jebany plastuś. Ogólnie z twarzy brzydki nie jestem ale przez te pierdolone uszy mam zajebiste kompleksy i jeszcze nie zaruchałem mimo 20 lat na karku. Kurwa, że ja muszę z tym chujostwem żyć, przez to gówno spierdalam sobie życie!!! Gdybym zaoszczędził trochę kasy pozbyłbym się tego problemu w pizdu! A tak to chujnia i śrut.

36
46

Praca i studia naraz

Mam niesamowicie dość. Jestem jednym z tych nieszczęsnych studentów, którzy jednocześnie i walą ściemę, że łakną wiedzy na uczelni, i zaiwaniają jak murzyni w robocie. Nie mam nawet czasu żeby rozsiąść się na kiblu z gazetą w rękach i podumać, z kim pochleję w tym tygodniu. Non stop wory pod oczami, niewyspanie, poczucie, że ten jebany materializm skłania mnie do życia w ten sposób, niechęć do nauki, a co najgorsze: nawet do znajomych, którzy „zabierają” mi cenny czas. Do tego deprecha numer 1 („czy zdam?”), deprecha numer 2 („zrobię normę?”) i najbardziej dobijająca, deprecha numer 3 („jestem zadatkiem na pierdolonego szczura w niekończącym się wyścigu”). A jakby tego było mało, idą święta, i zamiast myśleć o przygotowaniach do nich, to w kółko odmawiam rodzicom pomocy, bo jest albo praca, albo zadania z maty. Śrut w chuj. Powieszę się na włosach spod pachy.

22
49

Zjebane święta

Jestem zła, smutna wściekła. Co mnie wkurwiło? Ojciec. Świetna rodzinna atmosfera świąt, a mianowicie: siostra zniszczyła jakieś świecidełka za 20zł i ojciec powkurwiony chodzi i próbuje je naprawić, chociaż mu się to nie udaje. Ha, a co więcej, mi też się oczywiście dostało: bo niby też bym zepsuła, gdybym miała czas, wrr. A teraz matka zła na ojca powiedziała, że nawet nie musimy ubierać choinki, bo ojciec drzewko rozbierze i tyle. Cudowne święta, wspaniałe. Ponadto nie mam nic do roboty, nawet do sklepu nie mogę iść, zostaje mi tylko oglądanie 'skinsów’. Eh, nara. : | {poziom 7}

18
38

Log Off

Chujnia z tym internetem. Jeden wielki śmietnik opanowany przez dzieci neo, reklamy, trole, reklamy, pornografię, reklamy, durne portale społecznościowe i plotkarskie, reklamy, słit focie, słit komcie, słit blogi, reklamy, pseudodziennikarzy i pseudoartykuły, reklamy, chamsto, prostactwo, głupotę do granic możliwości i reklamy, z którymi nawet adblockplus już sobie nie radzi. Cały ten syf zawsze znajdzie sposób, żeby cię zaatakować, mimo starań, aby go uniknąć. Wszystko co wartościowe wydaję się tonąć w tym gównie, przepadać gdzieś. Poznikała już część z chętnie odwiedzanych przeze mnie stron. Coraz mniej pozytywów. A do tego ta cenzura na portalach typu onet, wp, gazet lokalnych i usuwanie wyważonych, ale za to niewygodnych komuś komentarzy, a puszczanie ociekających jadem, przepełnionych obelgami i nienawiścią. Nie mogę już patrzeć na to podsycane wciąż i wciąż polskie piekiełko. To wszystko wkurwia mnie niepomiernie. Uciekłem przed laty od telewizji, bo oglądając ją czułem się jakby mi ktoś srał do mózgu. Teraz to samo mam z internetem. Nie, jest nawet gorzej. Kiedyś uważałem go za jeden z najcudowniejszych z wynalazków, dziś uważam, że to największy odmóżdżacz, rozpierdalacz czasu i wysysacz życia. Po prostu bagno, które wciąga, nie dając najczęściej niczego w zamian. A jeszcze tu kliknę, a tam sprawdzę i tak chuj z tego wszystkiego mam, poza stratą czasu i poczuciem zidiocenia. Pora wyciągnąć wtyczkę z routera i podłączać ją tylko wtedy, kiedy to naprawdę konieczne, żeby ocalić pozostałe szare komórki i zdrowie psychiczne. Dam radę… przecież da się bez internetu żyć, prawda? Pozdrawiam Szanownych Chujowiczów i Szanowne Chujowiczki, nawet jak nikt tego nie przeczyta, musiałem to z siebie w końcu wyrzucić.

27
41

A tu podwójna sesja za pasem i dwie prace dyplomowe nie ruszone…

Przeżywam ten przegięty moment – jakoś miesiąc po rozstaniu z panną. Dochodzi do mnie, że to już game over. 1000 myśli na minutę, że lepszej nie znajdę, że nawet jeśli, to nie będzie mieć tych cech, które ma tamta… Żeby nie było zbyt miło, to mieszka trzy domy ode mnie. I dalej, jak automat, wyprowadzam jej psa. Wmawiam sobie, że to tylko dla mojej przyjemności, bo to prawda. Ale ta „prawdziwsza” prawda jest taka, że chcę mieć powód, żeby napisać do niej smsa: „Świeci słońce, ładnie jest, biorę psa”, i liczę na to, że ona odpisze, że chce się zabrać. A dalej liczę na to, że na tym ewentualnym spacerze będę mógł rozwijać do niej gorzkie żale, w podtekstach i wprost, że może wywołam u niej choć zaszklenie oczu i doznam namiastki satysfakcji.
Jak na razie najwięcej zyskuje pies.
Najgorsza jest ta świadomość, że mi się tylko wydawało, że myśmy zerwali, ta świadomość, że przecież ona mnie zwyczajnie rzuciła a całe to zrywanie w „przyjacielskiej atmosferze” to był pic na wodę. Niezamierzony pic, bo to nie jest perfidna baba. To taki pic wymyślony przez jej pragmatyczny instynkt a nie rozum. Jak by nie było, nie jest przyjemna myśl następująca:”A jednak nie byłem kimś naprawdę wyjątkowym, jak wnuczek z reklamy cukierków”. Momentalnie poczucie własnej wartości spada do zera.
Czy ją kocham/łem to naprawdę trudno powiedzieć. Mi się wydawało że tak, ale kiedy patrzyłem na moich kolegów zalewających swoje kobiety cukrem aż do mdłości, to sam nie wiem. Bardzo mi zależało a czy to była miłość? To jest najmniej ważne w tym momencie.
Wiem że z miłością, lub bez, na samą myśl co będzie, kiedy zobaczę ją z innym, cierpnie mi skóra.
Indolencja i niemoc. Kiedy byłem z nią oglądałem się za laskami na okrągło i żałowałem, że moja kultura i religia jest monogamiczna. Kilka dni po rozstaniu myślałem czy by nie przypieczętować zerwania w ramionach innej (bo jedna taka cały czas wpycha mi się na „ławkę rezerwowych”). Ale wtedy byłem jeszcze chojraczek, myślałem – jak wcześniej wspomniałem – że to ja skończyłem ten związek. Teraz brzydzę się na myśl, że miałbym się tarzać z inną dziewczyną, skoro z tą uskuteczniałem wstrzemięźliwość (bywało, że nieudaną, ale liczyło się staranie), że niby do ślubu, jako wyraz szacunku do nas obojga i takie tam…
Dwa lata… Może niecałe dwa, bo zaczęło się psuć od kilku miesięcy… Więc niecałe dwa lata pławiłem się w jej słowach o mojej jedyności, wyjątkowości, fajności, ładności. O planach się mówiło, o dzieciach, o ślubie. Chyba obrosłem w piórka od tego wszystkiego. Albo inaczej – przestałem się starać, wychodząc z założenia, że złowionej ryby się nie nęci. Chyba dobrze, że nie popadłem w słitaśną różowość, bo by mnie miała za zero. Ona przez te dwa lata po prostu dojrzała do tego, że jest jej potrzebny całkiem inny facet. Potrzebny jej facet wiedzący czego chce, z pozycją, jasną perspektywą i kasą, a nie goły romantyk, inteligencik dorabiający na korepetycjach. I w sumie to rozumiem, ale mniej by mnie to dziwiło, gdyby dopiero na nadchodzącą wiosnę nie pisała matury w technikum. Ona już widzi swój biały, sterylny domek, w którym wszystko działa na guziczek. A ja nie działam na guziczek. Nie potrafię się zmienić w przeciągu tygodnia ani miesiąca, w gościa, który bez cienia spięcia świetnie się bawi na dicho-potańcówkach, który żartuje tylko w taki sposób, jaki jej się podoba, lubi obiadki z na urodzinach jej wujków, który nie lubi się polenić i zawsze pamięta o opuszczaniu klapy sedesu. Przede wszystkim nie potrafię rzucić wymęczonych studiów na ostatnim roku, żeby pójść do roboty, zarobić na auto i chawirę i tym jej w końcu zaimponować. I to jest najgorszy problem.
Ale ja się tam płaszczyć nie będę. Nie ma takiego bicia, które by mnie zmusiło do skamlenia o come back. Faceci walczący o dziewczynę w takiej sytuacji to flusie. Wybłagana miłość, jak okruchy z pańskiego stołu, to nie dla mnie. Znam swoją wartość.
„Jeszcze nie dzisiaj, może jutro się rozejrzę za legalną pracą, ewidencja i urzędem. Za zarobione pieniądze się ubiorę. I zdobędę serce pięknej kobiety. Jeszcze wszystko się odmieni” – tak rapował kiedyś Peja, którego kiedyś (dawno temu) słuchałem. Bynajmniej, hiphopowe treści nie są dla mnie żadną wyrocznią, ale te słowa w przybliżeniu określają moje nastawienie do życia, które „załączę” po przemęczeniu obecnej „żałoby”.

Pozdrawiam wszystkich niełatwych facetów, którzy nie działają na guziczek, którzy nie dają się modelować jak plastelina, choć znają swoje wady i walczą z nimi. /T.

23
47

Kochane studia

Kochane studia… JAK JA ICH NIENAWIDZĘ! Zaraz rozlegną się pewnie komentarze w stylu „To po co na nie poszedłeś?”. Poszedłem na nie żeby mieć jakiekolwiek jebane perspektywy, a póki co to trzeba przechodzić przez gówno, o którym kiedyś myślało się, że jest fajne (biologia gwoli ścisłości), a okazuje się być beznadziejne. Jak ktoś powie mi, że studia to najlepszy okres w życiu człowieka to mam do czynienia z zasranym kłamcą! ŚRUT aaa… i pozdrawiam.

14
45

Brak perspektyw

Chujnia z tym światem, człowiek uczy się, zapierdala, kończy studia po to by nie móc znaleźć pracy, ciągle tylko słyszy „przykro nam ale nie ma pan doświadczenia…” lub „…nie zna pan 3języków obcych…życzymy powodzenia w szukaniu pracy”. Ileż można, a najgorsze jest to, że człowiek z tego wszystkiego już zaniża swoje aspiracje stara się o byle jaką gównianą robotę i znów słyszy „…przykro nam ale ma pan za wysokie kwalifikacje ma pan przecież wyższe wykształcenie”. Jak tu nie zwariować i nie zabić kogoś! Polska to gówniany kraj bez perspektyw. Powinniśmy zacząć walczyć o autonomie śląska, bo tylko jako osobne państwo będziemy się liczyć w Europie, bo mamy wszystko by Silesia była bardzo bogatym państwem!

34
56

Studniówka

Denerwuje mnie studniówka, a raczej wszyscy uczniowie! Ja i koleżanka wszystko organizujemy, robimy co w naszej mocy, a inni sobie jaja z tego robią. Nic nie pomogą, chuja robią w tej kwestii, a mają najwięcej do powiedzenia! Wiadomo, że czasem coś nie wypali i trzeba dopłacić i do jasnej cholery wszyscy mają pretensje, niech się sami za to zabiorą, tępe prostaki. Myślą, że wszystko łatwo przychodzi! Najwięcej gadają, a i tak się najebią w kącie. Jednym słowem – CHUJNIA!

25
71