Kurwa co z tym upałem

Słuchajcie no nie wytrzymam, bo właśnie usłyszałem w telewizorni, że te wszystkie upały przychodzą prosto z Niemiec i powiem wprost – to jest ewidentne! Oni nam po prostu celowo wysyłają to gorące powietrze, żeby nas dojechać i zrobić nam pod górkę. Na dodatek, żeby to powietrze tak mocno zagrzać, zużywają potworne ilości ropy kupionej po cichu, za naszymi plecami, od putina. Ten ich upał to dokładnie ta sama zagrywka, co z tymi rybami w Odrze, bo przecież wszystko ma swój sens i jakiś ukryty plan. Koniec z tym gadaniem o zmianach klimatu, bo to są jakieś bajki dla naiwnych, żeby nas chyba oszołomić. Nikt w to nie wierzy! Trzeba natychmiast powołać specjalną komisję pod przewodnictwem Pana Antoniego Maciorewicza, który rzetelnie wyjaśni tę całą aferę i pokaże nam czarno na białym, co się dzieje. Przecież nawet Pan Przyszły Premier Przemysław Czarnek już wcześniej wiedział o co chodzi, skoro zdjął te swoje sranele srotowoltaiczne z dachu – to jest jasny sygnał dla wszystkich!

0
0

Zioło

Wczoraj wracam do domu i nagle poczułem ten charakterystyczny zapach jaranego zielska.
Patrzę a na ławce siedzi dwóch małolatów i opalają fifkę.
Ponieważ znam ich a oni mnie to nie miałem oporów by do nich podbić i zagadać.
Pytam więc, czy mieli palenie czy tylko grzeją szkło.
Jeden na to, że znaleźli lufkę na osiedlu i postanowili sobie ją opalić bo była porządnie zatkana.
Nie jestem społeczniakiem i święty też nie jestem ale jak usłyszałem co oni robią to bez zastanowienia zjebałem ich po prostu i nie, nie za palenie marihuanen ale za używanie znalezionej fifki, którą chuj wie kto używał, co z nią robił i co z niej jarał.
Zapytałem wprost czy wiedzą, kto ją zgubił ale oczywiście nie wiedzieli lecz byli pewni, że na pewno ktoś stąd.
A skąd wiesz, że to ktoś stąd a nawet jeśli to co to zmienia – odparłem.
Znasz tu wszystkich, wiesz kim są ?
Może ktoś jarał jakieś chemiczne wynalazki, może wkładał sobie tą fifkę w dupę… różne są zboczenia, ludzie robią najdziwniejsze rzeczy.
Tak jesteście zdesperowani by się zjarać że znalezioną lufę grzejecie ?
Nagadałem im jak przykładny ojciec i chyba podziałało bo wyrzucili znalezisko i mieli niezbyt wesołe miny mimo wyraźnego działania zawartości, którą przyjęli do płuc.
Teraz mój mały apel do innych małolatów:
Nigdy kurwa nie wkładaj do ryja znalezionych rzeczy, cokolwiek by to nie było a najlepiej w ogóle nie podnoś (chyba że to gotówka) ale nawet jeśli, to wydaj ją jak najszybciej a potem umyj łapska.
Nigdy nie wiesz, kto i do czego używał danego przedmiotu.

1
1

Pogotowie alkoholowe nad wodą

Wiem kurwa, że wielu z Was nie toleruje alkoholu, ale chuj. Człowiek pracuje 5 dni w tygodniu, to chyba raz na jakiś czas w sobotę może sobie pierdolnąć kilka piwek nad wodą, zwłaszcza w upalny dzień, nie? Nie jakoś dużo, ale 9-11 piwek przez cały dzień, tak dla smaku, zwykła degustacja. Tylko, że nad wodą nie ma sklepów z alkoholem pieszo, a przecież nie będę wracał pod wpływem samochodem albo rowerem. Akurat ja uważam, że po 2 promilach prowadzę całkiem nieźle (zero wypadków śmiertelnych i tylko dwie rozpierdolone bramy plus rekordy prędkości pobite przez wybudzone ze snu koty. Nic im się nie stało), ale policja ma w tej kwestii inne zdanie. Trudno, z nimi nie wygram.
Czy jakieś sklepy spożywcze organizują usługę dowozu alkoholu na dzikie plaże? Np. że ktoś przywozi piwko samochodem albo rowerem. Albo przypływa łódką. Oczywiście takie piwko byłoby droższe, ale raz czy dwa w miesiącu człowiek mógłby sobie na to pozwolić. Można by było pierdyknąć sobie dwa piwka, odpocząć i dalej pójść pływać. Przydałyby się też kosze na puszki i butelki.
Poza tym z czasem liczba spożywających byłaby mniejsza, bo WOPR-owcom nie chciałoby się przypływać do pijaków. Koszty utrzymania tej instytucji byłyby zatem tańsze. Ja pod wpływem potrafię robić wiele rzeczy, ale ratowanie innych pijaków nie idzie mi zbyt dobrze, paru w mojej obecności poszło już na dno, bo myślałem że żartują kiedy krzyczeli że toną albo, że to sen. Trudno. Jak nie umieją pić, to niech toną. Noszenie tych reklamówek i ośmiopaków jest niewygodne. Taka usługa byłaby czymś wspaniałym. Czy znacie takich prężnych przedsiębiorców? Z pijackim pozdrowieniem!

1
2

Rachunek za życie, czyli jak los wyruchał naszych pradziadków

Kiedy słyszę dzisiejsze narzekania że „życie jest ciężkie” bo Netflix znowu podniósł ceny a w Biedronce nie było ulubionego jogurtu, mam ochotę wyrzygać się na ten cały współczesny patos.

Moja prababcia urodziła się w 1898 roku a zmarła w 1990. Przeżyła 92 lata ale słowo „przeżyła” jest tu kpiną. Ona nie żyła. Ona przez niemal wiek balansowała na krawędzi otchłani podczas gdy historia próbowała ją zetrzeć na pył.

Wyobraź to sobie ty zniewieściały pokoleniowy płaczku. Rodzisz się w kraju którego nie ma na mapie, w krainie gdzie polskość to był powód do bycia bitym po mordzie przez okupanta. W szkole wbijali ci do głowy że jesteś gorszy że twój język to wiejski bełkot a ty musiałeś zaciskać zęby i przytakiwać żeby tylko nie oberwać kolbą.

Miałeś 14 lat – wiek w którym dzisiejsze dzieciaki przeżywają dramaty że im zasięg padł – kiedy świat dosłownie wybuchł. I Wojna Światowa. Pierwsze wspomnienia z dorosłości? Smród rozkładających się trupów, widok płonących wiosek i głód tak przerażający że wyżerał wnętrzności. Widziałeś jak świat ludzi których znałeś rozpada się na kawałki a ziemia nasiąka krwią twoich rówieśników. Myślałeś że wygrasz los na loterii że doczekasz spokoju? Chuja!

Zamiast stabilizacji, los zafundował ci w 1929 roku spektakularny krach który wykręcał kręgosłupy nawet najtwardszym. Nędza taka że ludzie sprzedawali ostatnią koszulę za kromkę suchego chleba. Ale to był tylko przystanek w drodze do prawdziwego piekła.

Rok 1939. Znowu syreny, znowu bomby na łeb, znowu świat płonie a ty mając 41 lat zamiast budować dom, musisz uczyć się jak przetrwać pod butem dwóch totalitaryzmów jednocześnie.

Jeśli jakimś cudem nie skończyłeś w masowym grobie, nie zostałeś wywieziony w bydlęcym wagonie albo nie padłeś z wycieńczenia to na 45 urodziny Bóg, albo sam diabeł dał ci „w prezencie” komunę. 44 lata życia w systemie który zrobił z ciebie niewolnika, zakneblował ci usta i wmawiał że to dla twojego dobra. Całe życie w szarości, w kolejce po kawałek mięsa, w wiecznym strachu czy za „nieodpowiednie” słowo nie wpadnie UB i nie wywiezie cię w nieznane.

Moja prababcia zmarła w 1990 roku. Rok po tym jak cały ten gnój pierdolnął. Przez 92 lata swojego życia, wolną Polskę widziała może przez jeden, jebany rok(nie licząc dwudziestolecia międzywojennego) Cała reszta? Zabory, wojny, kryzysy, okupacja, komunistyczne gnojenie. Większość jej znajomych, jej miłości, jej przyjaciół z ławki szkolnej? Wszyscy powyżynani przed czterdziestką.

To było Stracone Pokolenie. Nie w sensie literackim jak u Hemingwaya tylko w sensie dosłownym – zmarnowane przez historię, przeorane przez nienawiść i zmielone przez totalitaryzmy. Żyli w ciągłym stanie agonii.

A my mamy dzisiaj czelność nazywać nasze życie „trudnym”. To nie jest trudne życie. To jest luksusowe życie w cieniu tragedii o której istnieniu nie macie nawet pojęcia!

4
4

Debilizm picia, w sumie nie jeden. Mała przestroga dla młodych, na szczęście nie po szkodzie (choć niezupełnie)

Picie w ostateczności jest dla słabeuszy.
Gówno popularne tylko dlatego, że jest popularne, dlatego, że słychać o nim np. w takim hip hopie albo rapie, normalnie wyżyny intelektualne i stąd z automatu uznawane jest za „fajne”.
Na początku można mieć dużo do stracenia, ale cel daremny.
Po co osiągać lepsze wyniki w sporcie, być ponadprzeciętnym, w chujowym, przygłupim towarzystwie zaraz stać się można kimś kogo to przygłupawe towarzystwo już nie zazdrości.
Chuj z ich opiniami.
Rozpierzchnie się za kilka lat, a pozostanie człowiek z problemami.
Z wiekiem coraz gorzej się znosi dolegliwości (wynikające nie z nieumiejętnego picia, a przesadzania), zdrowia też szkoda, by np. bardziej się męczyć w pracy.
Lepiej budować siebie jak i spotkać kogoś kto Was uzna, zrozumie, ma podobnie, myśli podobnie.

2:
Jakieś rozsterki? Ta…
3-5 lat kompletnego niewidzenia i problem z głowy.
Portale społecznościowe w tym przypadku nie są dobre, by sprawdzać „co tam u niej / u niego” itd

3: portale społecznościowe, „wzory” (osoby obserwowane), człowiek wiekiem dojrzały (można się nawet zadziwić), a z problemami nastolatka typu: „o, ten to ma fajnie, a ja mam tak chujowo”.
Człowieku, weź się kurde zbuduj najpierw, nie obserwuj życia innych (którzy w sumie bardzo często gówno o tobie wiedzą) i wtedy najwyżej do ludzi.
Co tam jeszcze jest… fejk newsy nieprzychylne jakiejś partii, stąd głosy oddane przez tych którzy zazwyczaj najmniej wiedzą (a więc najmłodszych) na najgorszą możliwą partię.
Na ten syf dostęp by mogli mieć ludzie dojrzali, a więc np. w związkach, ale z drugiej strony to na co jak w sumie to komunikator jest w najważniejszy, jakieś wieści z polubionych stron… i raczej nie to co polubili i wstawili „znajomi”.
Ale żeby nie było tak całkiem do d…,
gdzie indziej spotkać można personę-włodarza która się udziela i np. napisała publicznie co zrobiła?
Albo przeczytać profesjonalne odpowiedzi, porady, obserwować grupki specjalnie stworzone o konkretnej tematyce?
Bo nie wszyscy ludzie to idioci z telefonami w ręku.
Dobrze w sumie, że miałem konto na tym znanym portalu i… usuwałem i zakładałem konto 😉
Więc pewnie pokazałem co niektórym,
że ten portal to gówno.
No, może chociaż tyle dobrego z tego, że tam byłem.

1
3

Wszędzie widzę negatywy

Każdy chce mnie oszukać, zrobić w chuja, wykorzystać. Idę kupić czereśnie, pytam czy pryskane, sprzedawca mówi że nie. Badając reakcje mówię, że wolę pryskane bo w tych niepryskanych są robaki, a chłop mówi „wie pan, co nie co trzeba”. Tak samo szukam samochodu używanego, gdyby nie przyjaciel z czasów technikum, który się zna na sprawie to bym kupił trumnę na kółkach. Wiem, że gdy coś się popsuje czego nie jestem wstanie naprawić, to wzywając „fachowca”, gdy ten zobaczy że się nie znam to skasuje mnie miliony monet. Ogólnie ostatnio chujnia życiową, trzymam się męczącej pracy bez perspektyw, bo lepsze to niż śmierć z głodu, przychodze z roboty i się gotuje bo pogoda postanowiła dojebac 37c w Polsce. Trzymajcie się w jakiś sposób, a sobie i wam życzę wytrwałości.

1
1

To ja, Wasz ulubiony Autor

Siedzę przed monitorem, przede mną ślicznie wyglądająca dystrybucja Linuksa, oprawiona w bajeczne ikony i pasek stanu, którego widok doprowadza mnie do orgazmu. Ale nie siedzę bezczynnie jak jakaś pizda, bo zaraz zrobię to, co umiem najlepiej. Zrobię coś, na co mam bezdyskusyjny monopol, coś czego nie umie nikt poza mną – będę pisał żart! Na pierwszy rzut oka to może wydawać się srogo popierdolone, ale ja sam jestem kompletnie zdziwiony tym, jak bardzo uzależniłem się od własnego dziwactwa! Większość ludzi dąży do tego, by ich żarty wywoływały salwy śmiechu lub chociaż lekkie uśmieszki. A ja? Ja idę pod prąd z taką pasją, że aż trudno mi w to uwierzyć samemu sobie. Moje życiowe credo stało się niemal obsesyjną misją: tworzenie żartów z morałem. To nie są zwykłe suchary – to perfekcyjnie napisane literackie konstrukcje mające na celu pouczenie świata, które… cóż, zazwyczaj kończą się spektakularnym fiaskiem w kategorii komizmu.
Ale tutaj pojawia się ten niespodziewany zwrot akcji! To jest ten moment, w którym mój rozum mówi: „Czekaj, czy ja naprawdę to robię?”. Zamiast szukać aprobaty, zacząłem kolekcjonować złośliwość innych. Kiedy ktoś pisze pod moim wpisem: „Spierdalaj w podskokach”, albo „Zamknij ryj biedacka świnio”, czuję nagły wyrzut dopaminy. To jest niesamowite! Upajam się tymi negatywnymi komentarzami jak najdroższą whisky. Każda złośliwa uwaga, każdy wredny komentarz albo choćby to najprostsze soczyste „Spierdalaj” są dla mnie niczym paliwo do dalszej twórczości. Jestem w szoku nad własną psychiką – tak, jestem architektem zjebanych żartów, których nikt nie chce czytać i czerpię czystą, nieskrępowaną radość z faktu, że ludzie są nimi zirytowani. To jest mój prywatny teatr absurdu, gdzie ja wystawiam sztukę a publiczność – w swoim niezadowoleniu – staje się moją największą nagrodą. Jak to możliwe, że coś co powinno być porażką, stało się moim jedynym sposobem na życie? No jak?

1
1

Przestałem pić

To jest niesamowite! Chujowicze, czy dociera do Was, jak wielki wpływ na nasze życie ma jedna – niby niewielka – decyzja „koniec z piciem”? Zaskoczyło mnie w chuj to, że w świecie pełnym pokus, najzwyklejsza rezygnacja z alkoholu może okazać się strzałem w dziesiątkę, jeśli chodzi o poprawę kondycji. Teraz dopiero widzę, jak głęboko alkohol potrafi spierdolić nasze funkcjonowanie w życiu. Jak mogłem wcześniej nie dostrzec, że nawet najmniejsza ilość tej syfiatej substancji niesie ze sobą tak destrukcyjne konsekwencje dla organizmu? Nie piję od dziesięciu godzin, a już teraz nie mogę uwierzyć, że takie duperele mają tak zgubny wpływ na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. Jak to możliwe, że poświęcając czystość swojego organizmu na rzecz alkoholu nieświadomie odbieramy sobie możliwość głębokiego relaksu i prawdziwą bliskość z innymi? Ta świadomość teraz mnie wkurwia – jeszcze przed chwilą byłem niewolnikiem nałogu a teraz moja całkowita abstynencja jest nie tylko wyborem dietetycznym ale staje się aktem odzyskiwania kontroli nad własnym życiem. To prawda, nie piję gdzieś tak od dziesięciu godzin ale tak, naprawdę chciałem się tym z Wami podzielić, drodzy Chujanie.

2
2

Pieprzeni krytycy filmowi

Niesamowicie wkurwiają mnie krytycy filmowi. W sumie pisanie recenzji itd.. to ich praca i ja to szanuje, ale kurwa. Ile można napierdalać w jeden akapit nieznanych i wyszukwanych słówek? Na Filmwebie szczególnie jest wysyp tego.

1
2

Jeszcze coś dla niektórych

Do tego cepa, wiadomo którego. Twoja naiwność jest wręcz uderzająca, ponieważ dajesz się bezrefleksyjnie nabierać na iluzję mojej prawdziwej natury, podczas gdy w rzeczywistości to ty jesteś przygłupem, który nie potrafi odróżnić pozorów od faktów. W przestrzeni internetowej nikt nie ma obowiązku udawania normalności ani dopasowywania się do czyichkolwiek standardów moralnych, a twoja próba narzucenia mi jakichkolwiek zasad jest całkowicie pozbawiona sensu. Prawda jest brutalna i oczywista: to miejsce wypełnione jest wyłącznie przez ludzi takich jak ty – jednostki, które poświęcają własną autentyczność na ołtarzu popularności, robiąc wszystko wyłącznie pod publiczkę i dla tanich poklasków. Przestań się oszukiwać i zaakceptuj fakt, że w tym cyfrowym teatrze to twoja desperacka potrzeba akceptacji czyni cię częścią tłumu przygłupów goniących za pustymi lajkami.

0
2