Ponoc w 2023 granica ubostwa zostala okreslona jako dochod 6000zl na reke na osobe w gospodarstwie domowym. Ja tutaj czytalem, ze niektorzy zarabiaja 4000zl lub jeszcze mniej (!).
Stad moje pytanie w tytule. Ludzie. Jak Wy zyjecie za takie grosze !?
U mnie dochod na osobe w gospodarstwie wynosi 9000zl na reke i po okolo 2.5 tygodniach od wyplaty zaczynamy ucinac wydatki i szukac oszczednosci. Mieszkam na pomorzu.
Skonczcie moze klamac ze jest dobrze skoro jest chujowo? Trzeba cos z tymi zarobkami zrobic.
Kategoria: Bez kategorii
GŁUPIE KURWY,PREZENTERKI POGODY
2023-07-06 18:43Kurwa, nadchodzi pierdolony armagedon pogodowy, będzie napierdalał jebany żar, a głupie szmaty, prezenterki pogody, zwłaszcza w TVN, pieją z zachwytu. Wyjdź głupia dziwko w samo południe, z klimatyzowanego studia telewizyjnego na ulicę, i wtedy pierdol farmazony o cudownej pogodzie.
Jestem aktorem i mnie to wkurza
2023-07-06 11:30Nienawidze naszych muzyków za koncert biorą tyle ile ja aktor teatralny artysta zarobie w ciągu roku. Ostatnio jakiś raper kupił se wypasiona furę normalnie hollywood maja ci śpiewacy a ja aktor teatralny grosze przy nich zarabiam. Wydaje mi się za środowisko aktorskie nie lubi muzyków bo my na starość w jakimś domu aktora a oni w hollywoodzkich luksusach. A ja aktor Hamleta potrafię zagrać. Nosz kurna mac.
Mam motywację ale jakoś i tak mi się nie chce
2023-07-06 02:43Zmienić prace na lepszą.
I zarobki lepsze i mniej wysiłku a jakoś i tak wolę się babrać w nieoplacalnej robocie, bo nie muszę wystawac rano tylko robię kiedy chce, jadę do kogo chce, i mam różne stawki jakie „chce”.
Magiczny guzik lub specjalny kod
2023-07-06 02:43Oto oczekiwania klientów z branzy IT.
Ja wiem zaraz złośliwcy napiszą że nie jestem w branży IT bo naprawiam stare komputry i stare telewizory.
To znaczy próbuje naprawiac, bo większość zleceń to wybujałe oczekiwania że znam jakis magiczny przycisk lub przełącznik albo że niemożliwe stanie się możliwe za miskę ryżu.
Wiele rzeczy kierują do mnie informatyka zamiast do elektronika a potem wielkie zdziwienie ludzi, że nie wiem jak coś naprawic, bo nie jestem elektronikiem.
Albo chcą drogie naprawy u mnie po 50 zł wykonać, bo pisze w ogłoszeniach, że wykonuje drobne przysługi komputerowe za symboliczną opłatą. I to mam na myśli, a ludzie myślą, że naprawy za 500 zl albo zamiast kupna nowego sprzętu to będzie u mnie całkowicie po kosztach. Prawdziwi firmowi serwisanci biorą po 150 zl za magiczny przycisk a ja zawsze musze uzerac sie z tumanami technologicznymi.
Słuchaj kurwa trolu jebany, kurwa
2023-07-06 00:33Najpierw lepiej jest wyleczyć problemy psychiczne (właśnie z powodu takich jak ty), a dopiero później iść do roboty.
„Nie dość, że sam spowodował problem to jeszcze ma pretensje, że musi za to zapłacić (i to dosłownie)”.
Wiadomo, że tym „w porządku” też się obrywa… Takie życie.
A taki student to co? Jeśli już nie chodzi mu o zawód albo rozwijanie swoich zainteresowań to często się zapisuje na takie studia „bo może ktoś to kiedyś doceni”.
A jak mu kasy jeszcze brakuje to jeszcze zapierdala na umowie-zlecenie za trzech, nie napiszę w jakim markecie.
„Dziękuję, wolę zaocznie”.
P. S.
Obliczyłem, że byłbym bardziej na plusie gdybym studiował zacznie i pracował, a nie brał rentę i chodził na dzienne.
I tak właśnie zamierzam zrobić, a tobie chuj do tego.
Drugi P. S.
Raczej mnie już nie sprowokujesz na odpowiadanie na twoje zaczepki.
Nie znasz mnie a się czepiasz, nieznajomku.
Brak motywacji do roboty
2023-07-05 21:21Nie mogę się zmusić do solidnej roboty. Mam home office 4 dni w tygodniu i w te dni, kiedy siedzę w domu, to wygląda to u mnie tak, że poklikam trochę myszką, coś tam porobię 5 minut, a potem drugie 5 minut scrolluję internet, i tak na zmianę. Albo oglądam jakieś gówno na YouTube zamiast robić co trzeba. Pomimo, że pracy jest dużo, i nasz team jest do tyłu z targetami, to jeżli nie ma nade mną bata, nie potrafię sam z siebie uczciwie pracować. Czasem, jak odpalę nierozpraszającą muzykę w tle i opiję się kawy albo energetyków to jest nieco lepiej, ale tylko na krótką metę.
Co ciekawe i tak jestem chyba jedną z wydajniejszych osób, patrząc po statystykach. Więc reszta też się chyba opierdala.
Jeżeli pracuję nad czymś własnym, co mnie interesuje, to potrafię wsiąknąć na długie godziny, zapominam nawet o jedzeniu czy spaniu. Niestety moja praca zarobkowa przeważnie jest nudna i żmudna. To znaczy trzeba myśleć, analizować i pisać, ale nie ma w tym większego wyzwania, bo te same sprawy powtarzają się raz po raz. Człowiek nie został stworzony do klepania kolumn w Excelu czy pisania tych samych zdań po tysiąc razy.
Bardzo zazdroszczę ludziom, którzy mają pracę, która ich autentycznie interesuje. Zdaję sobie sprawę, że o takie coś trzeba zadbać samemu. Niestety moje zainteresowania nie są zbyt dobrze płatne i nie ma mowy o utrzymaniu się z tego. Może kiedyś…
A póki co jestem zmuszony jak żuk gnojowy toczyć moją kulkę dzień po dniu.
Jastarnia
2023-07-05 21:12Wkurwia mnie jak nie wiem, że Polacy nie mają za grosz inteligencji konsumenckiej i wspierają swoimi nawykami konsumenckimi ten chory proceder, który spowodowal, że ceny w branży turystycznej wyjebaly już w stratosferę i są rozbojem. Nieważne ile masz kasy. 10 zeta, czy 100 miliardów na koncie. Możesz być top 1 bogaczem i jak przepłacisz za syf to zostałeś wydymany w dupę. Te paragony grozy, syf w budkach smażony na oleju użytym już 100 razy tego dnia, Gofry, parkingi, pajdy chleba, jakieś oszustwa na gramaturze, astronomiczne rachunki z restauracji za żarcie średniej jakości i średnia obsługę. Te auta na parkingach to często nie są nawet pilnowane, a płacisz jak za zboże, albo za jakieś apartamenty, które są w takim standardzie jak każdy zwykły hotel, czterocyfrowe sumy za dobę. Kurwa, żeby Polak chociaż poszukał kawałek dalej, czy nie ma taniej. Nie, musi wypierdolić na najdroższe w pierwszym miejscu, na które trafi, aż się prosi o dymanie frajerów. Czemu chociaż jeden na ilus zjebów jak zobaczy cenę z kosmosu to nie odwróci się nie prychnie i nie wyjdzie, tylko nakupuje w amoku ile fabryka dała. Niedługo będzie taniej wynająć odrzutowiec dla samego siebie i całą willę na jakiejś wyspie, codziennie jedząc trufle posypane złotem i pijąc dwustuletnie wino niż pojechać nad zasyfiony Bałtyk lub w góry w pl. i kupić gofra, albo smażoną rybę. Potem będzie wielkie larum jak przeholują (chociaż to mało prawdopodobne, bo Polak się zesra, ale do Jastarni pojedzie) to będzie z płaczem do rządu i strajk, żeby im sypnęli kasą, bo branża ledwie zipie.
Cały syf na raz i brak świętego spokoju
2023-07-05 21:11Wkurwia mnie to, że nie mogę nic zaplanować, bo jak określę się z jakimś terminem, umówię z kimś na cokolwiek to sytuacja tak się potoczy, że spadnie na mnie wtedy jakaś inna rzecz, która mi będzie kolidowała z planami i całkowicie mi je rozjebie lub dodatkowo uprzykrzy życie. Jakbym cały czas kurwa miała mieć pod górkę. Nic by nie było w tym dziwnego, gdyby takie coś zdarzyło się raz na jakiś czas, bo w życiu tak się po prostu zdarza. Ale u mnie to jest NON STOP!!! Przykład: mam rozmowę kwalifikacyjną w piątek na 10.00 to akurat na 9.00 właściciel będzie chciał przyjść po czynsz, ja mu mówię, że akurat nie mogę a on na to, że to jest jedyny termin w którym będzie mógł przyjechać i potem nie będzie takiej możliwości, bo wyjeżdża do sanatorium. Nie dość, że rozmowa kwalifikacyjna jest stresująca, bo chcę się jak najlepiej zaprezentować i dojazd z dwoma przesiadkami w nieznane miejsce gdzie tramwaje się spóźniają lub nie przyjeżdżają wcale (i to jeszcze w upał, który pozbawia mnie 70% moich mojej wydajności i czuję się jak totalna kupa) to jeszcze dodatkowo ktoś mi zawraca dupę w takim momencie. Albo chcę się wyspać w weekend, bo mam problemy ze snem to (najczęściej znajomi lub rodzina) będą wydzwaniać do mnie akurat o 9 rano wtedy z jakąś pierdołą totalnie nieważną mimo, że mówiłam żeby o tej godzinie nie dzwonili. Oczywiście jak wyciszę sobie telefon, to nikt nie zadzwoni. Będą napierdalać dopiero wtedy jak zapomnę tego zrobić!!! Albo zawsze w trakcie jedzenia też muszą dzwonić. Nie odbieram, ale gdzieś z tyłu głowy zostaje, że muszę potem oddzwonić. Pójdę to sklepu po jedną rzecz konkretną, to AKURAT JEJ nie będzie i będę musiała zapierdalać do innego sklepu który jest najbliżej 30 min od mieszkania. Albo mam hajs odłożony specjalnie na jakąś konkretną rzecz, np jakieś lepsze buty solidne za parę stów to akurat wtedy np zjebie mi się laptop i cały ten hajs będę musiała wydać na naprawę tego np zepsutego laptopa i znowu będę na zero zamiast być „na plus” z czymś. Człowiek ma już w końcu chwilę czasu dla siebie, to akurat wtedy jak na akord zaczną pisać wszyscy znajomi z propozycją spotkania (którym już 5 razy z rzędu odmawiałam z powodu braku czasu i obiecałam że następnym razem już na pewno będę mogła) że za 6 razem już naprawdę nie wypada, bo pomyślą, że ich olewam. I idę z przymusu i wcale dobrze się nie bawię. Kolejny klasyk to okres (który wiąże sie z migrenami i ogólnie uczucie jak taki ekstremalny kac)- pojawi się akurat wtedy, gdy będę musiała gdzieś pojechać i będę miała ważną rzecz do załatwienia (o czym dowiem się tuż przed jego nadejściem). Po prostu to wszystko już mnie wkurwia, bo dosłownie na każdym kroku takie gówno!! Rozumiem raz, dwa razy w miesiącu ale nie kurwa co drugi dzień!!! Jak próbuję się komuś wyżalić, to słyszę tylko, że „po co narzekasz”. Jakby ci ludzie mieli takie coś to też by ich szlag trafiał. Piszę więc tutaj, żeby po prostu to z siebie wyrzucić. Tak, wiem, że inny mają gorsze problemy, ale to naprawdę irytuje. Człowiek nie może się choć na chwilę zrelaksować, bo tylko czeka, aż ten relaks zostanie mu przerwany. Już mi siada psychika… Najgorsze jest to, że im bardziej staram się dbać o swoją organizację czasu, tym więcej sytuacji się pojawi, które mi i tak wszystko rozwalają. Każdy mój wysiłek żeby było lepiej okazuje się daremny. Kurwa!!!!!!
Gdyby nie dzieci….
2023-07-05 21:11Smutno mi, bo mam dzieci. Bo tylko one mnie tu trzymają na tym pojebanym świecie. Nienawidzę swojej pracy, jak siadam do komputera to chce mi się rzygać, mam w dupie kolegów i koleżanki, mogliby dla mnie nie istnieć. Jak mamy daily to się wyłączam jak jakiś autystyk, bo tego pierdolenia nie da się zdzierżyć. Zaraz nas zresztą wypierdolą, bo nie ma co robić, ale taka sytuacja trwa już od roku i ciągle nie wiadomo kiedy. Człowiek nie wie na czym stoi. Poszłoby się do nowej pracy, ale nigdzie mnie nie chcą. Człowiek się uczy latami a i tak gówno umie. Never ending junior. Jakaś tępota umysłowa widocznie. W domu mąż też mnie wkurwia, ciągle tylko jebane hobby i swoje sprawy, ja mu się tylko przypominam jak trzeba coś zrobić, posprzątać albo zrobić obiad. Razem ze swoją pojebaną matką wariatką dręczą mnie każdego dnia i zamieniają moje życie w piekło. Rodzice uważają, że przesadzam. Ciągle tylko uważają, że problem jest w moim nastawieniu. A jak się nastawić inaczej jak mam ochotę uciec i nie wracać? Tylko dzieci są cudowne i czas z nimi to najlepsza część dnia. Dla nich wychodzę na dwór i zmuszam się do rozmów z matkami ich koleżanek i kolegów chociaż mam je gdzieś i nudzę się jak mops. Jeszcze dochodzą mi problemy z ich szkołą, przedszkolem, chorobami, biurokracją – nie da się sprzedać mieszkania bez jakiegoś jebanego certyfikatu, bo Unia sobie wymyśliła, że upierdoli wszystkich z mieszkaniem w starym budownictwie. I siedź teraz 500 wieczorów i wypełniaj. Do dupy to życie.
