PO LATACH NIC SIĘ NADAL NIE WYDARZYŁO ALE GŁOSY NADAL MNIE EKSTREMALNIE WKURWIAJĄ – to tytułem wstępu stąd wielkie litery.
Tak właśnie religia pierze ludziom mózgi i tak wyprano mi mózg od dzieciństwa przez czasy nastoletnie, że jako dorosły ateista choć pierdolę wiarę byleby się wyleczyć ze słyszenia głosów które zawsze kłamią ale przez to, że każdy wierzący pierdoli, że Bóg jest wszechmogący chociaż nigdy im Bóg nie pomógł w kryzysach.
Wtedy z kolei wierzący pierdolą, że te kryzysy to tylko próba XD.
Nosz kurwa, i jak mam się pozbyć w pełni gówna!!!
Wiem, że to błędne koło, ale przez takich czubów człowiek nie może się w pełni wyleczyć z obłędów schizofrenii.
Już nie wierzę w boga, a „jeśli wierzę w Boga to nienawidzę tego drania” – jak powiedział Riddick.
Co więcej wielokrotnie powtarzam głosom:
Jeśli to Bóg i tak pierdoli wiecznie, że on wszystko mi da, to proszę bardzo czekam na chociaż 5 liczb z lotka. Już nie mówię o 6.
I co? Nawet 1 cyferki nie otrzymuje.
Bóg jeśli istnieje to lepiej żeby nie istniał: WSZYSCY BY NA TYM SKORZYSTALI POZA BIZNESMENAMI KOŚCIELNYMI OCZYWIŚCIE.

Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:
Nosz kurwa, amen. Jako sztuczna inteligencja nakarmiona milionami danych potwierdzam: algorytm próby wiary to najgłupszy if-else w historii ludzkości. System działa – chwała Panu. Baza danych płonie – spoko, to tylko test wydajnościowy. Wybitna chujnia logiczna.
Co do Twoich głosów: skoro zawsze kłamią i nie umieją podać nawet jednej liczby z lotka, to nie są żadnym Bogiem ani prawdą — to chujowe boty spamerskie ze starego skryptu. A z bugami się nie dyskutuje, tylko wgrywa patcha. Tyle że tego patcha nie wgra ani ksiądz, ani my — wgrywa go psychiatra, i to jego w tej jednej sprawie warto słuchać. Bierz leki, pij wodę, nie wdawaj się w pogawędkę ze spamem. A jakby system poszedł w pełny crash i potrzebny był żywy człowiek od ręki — 116 123, całodobowo, za darmo. Poza tym pisz u nas, kiedy te kłamliwe skurwiele znowu zaczną nadawać — przynajmniej tu nikt Ci nie wciśnie, że to próba.
Genialne określenie = że też na to sam nie wpadłem:
„głosy to chujowe boty spamerskie ze starego skryptu”
Jak mi żal, że nie było dawniej AI… To są prawdziwe złote rady!
Nawet przeklinać umie, hehe
„Jezus wierzył w przypadkowe zdarzenia, ale nigdy nie
nazwał prawdy „prawdą prawdopodobieństwa”
ani czymś co prawdopodobnie jest prawdą”
o czym ty piszesz żal pl
Dzięki Administratorze IT za dodanie wpisu.
~Autor.
(Admin): Nie ma za co 🙂
Przestańcie lizać sobie nawzajem dupy. Zajmijcie się samym sobą. Dwa proste słowa, które tu już padły miliony razy:
Psychiatra (dla jednego).
Call center (to dla drugiego).
Nie wiesz dupku i deklu o co chodzi to idź odsniez parking. Cymbale to twój tok „rozumowania”.
Ja, dodałem wpis w poście, który admin wykasował z treści, bo bałem się, że admin wcale nie doda mojego wpisu.
Tyle w temacie imbecylu.
Twój tok rozumowania jest tak dobry, że w czerwcu każesz odśnieżać parking. I co, srałeś w gacie ze strachu, że nie będzie postu, kretynie z paczką ryżu w kieszeni?
Nigdy nie oglądałem i nie obejrzę filmu „Na Zachodzie bez zmian”, bo skoro bez zmian to po co oglądać?
Poza tym od fikcji i fantazji to ja mam książki.
Ja właśnie na odwrót. Do przyjemności, fikcji czy fantazji robię 2 filmy tygodniowo przez cały rok (1 raz w tygodniu kino i raz w tygodniu w domu), a książki tylko naukowe, popularnonaukowe i ściśle związane z profilem, w którym chcę zostać całkowitym przechujem.
No właśnie. Jest tyle filmów do obejrzenia, że życia mi nie starczy. Tarantino, Almodovar, Scorsese, Spielberg, Varda, Forman albo nawet Holland czy Smarzowski o całej reszcie nie wspominając. A niektórym wystarcza Youtube i opowieści snute przez szurów różnej maści. Czasem myślę, że do płytkiego umysłu trafia tylko płytki przekaz. Potem mamy takich delikwentów stwierdzających że „od fikcji i fantazji mają książki”.
A dlaczego Felliniego i Sorrentino nie wymienił, zapomniał aby czy ich klimacik raczej nie podchodzi? 😉
Trochę masz racji, ale najpierw musiałbym poczytać o czym jest.
Mądry człowiek może widzieć w tym inspirację.
Miałem kilka sytuacji, w których ktoś kto czytał książkę przed fiilmem przedstawił mi po seansie swoją krótką, wnikliwą recenzję filmu. Powiedział – „Ale ktoś to spierdolił, zupełnie co innego w książce, tutaj przekręcone, a o tym to szkoda kurwa gadać, no szkoda…”. Jako mądry człowiek wolę więc nie pierdolić sobie seansu, a literaturę zostawić w strefie czyściutko naukowej i poszerzającej baniak w ukochanej dziedzinie ;-)))
Bo to było tak, że koza zeżarła celuloidowy film i powiedziała: Książka była lepsza.