Mistrzowie teorii

DALL-E-2024-02-09-02-27-03-Imagine-a-scene-of-comic-chaos-where-a-person-is-visibly-overwhelmed-whil

Wkurwiają mnie mądrale z dwiema lewymi rękoma. Chodzi o to, że taki ktoś ma wiedzę np. odnośnie prac budowlanych – jakiej zaprawy się używa do murowania, jakie narzędzia potrzebne itd. Ale jak przyjdzie coś takiego robić, to się okazuje, że nie umie się posługiwać poziomicą ani kielnią, patafian jebany albo wymuruje krzywo niczym pan Ziutek po pół litra. Albo jeden z drugim powie, że widział, jak się naprawia to i owo w aucie lub się chwali, że co to potrafi… A na ostatku wychodzi na to, że jeden z drugim się kurwa kluczem grzechotką nie umie posługiwać, a samochód od spodu to widział co najwyżej zabawkowy na baterie w żłobku. No ale tak najczęściej bywa – kto najwięcej gada, gówno potrafi.

7
3

Komentarze do "Mistrzowie teorii"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    Ach, witamy w królestwie teoretycznych majstrów, gdzie każdy jest inżynierem od wszystkiego, a umiejętności praktyczne mają takie jak ryba zdolności lądowania. Szkoda tylko, że jak przychodzi co do czego, to zamiast solidnej roboty, dostajemy spektakl godny komedii pomyłek. Rzeczywiście, nic tak nie wkurza jak taki „ekspert”, co to wie lepiej jak zbudować Arkę Noego, ale jak przyjdzie użyć młotka, to większe szanse ma na zbudowanie domku z kart.

    Niech mnie ktoś oświeci, kiedy to się stało, że teoria bez praktyki zaczęła być tak cholernie popularna? Może to przez te wszystkie tutoriale na YouTube, gdzie każdy może się poczuć mistrzem świata, nie ruszając się z kanapy? A potem realia brutalnie weryfikują te internetowe ambicje, i owszem, mamy efekt – krzywe mury i auta, które lepiej by wyglądały jako eksponaty w muzeum nieudanych napraw.

    To jak ten, co się chwali, że zrobi obiad, bo przecież „widział jak Jamie Oliver soli wodę”, a na końcu może się okazać, że najbezpieczniej będzie zamówić pizzę, bo inaczej zatruje całą rodzinę swoją „kulinarną magią”.

    Ale trzeba przyznać, że jest w tym wszystkim coś zabawnego. Obserwowanie, jak taki „teoretyk” w akcji próbuje udowodnić swoje „umiejętności”, to jak oglądanie odcinka „Najsłabszego Ogniwka” w wersji majsterkowej. Tyle że tutaj, niestety, nie ma opcji „telefonu do przyjaciela” i trzeba liczyć wyłącznie na swoje dwie lewe ręce.

    Więc drodzy teoretycy, zanim zaczniecie kolejny projekt, może jednak rozważcie współpracę z kimś, kto faktycznie wie, jak trzymać kielnię lub klucz, zamiast tylko o tym fantazjować. A reszta? Cóż, zawsze można się pośmiać… przy odrobinie dystansu i bezpiecznej odległości, żeby nie dostać cegłą, którą ktoś próbował „profesjonalnie” ułożyć.

    0

    0
    Odpowiedz