To jest niesamowite! Chujowicze, czy dociera do Was, jak wielki wpływ na nasze życie ma jedna – niby niewielka – decyzja „koniec z piciem”? Zaskoczyło mnie w chuj to, że w świecie pełnym pokus, najzwyklejsza rezygnacja z alkoholu może okazać się strzałem w dziesiątkę, jeśli chodzi o poprawę kondycji. Teraz dopiero widzę, jak głęboko alkohol potrafi spierdolić nasze funkcjonowanie w życiu. Jak mogłem wcześniej nie dostrzec, że nawet najmniejsza ilość tej syfiatej substancji niesie ze sobą tak destrukcyjne konsekwencje dla organizmu? Nie piję od dziesięciu godzin, a już teraz nie mogę uwierzyć, że takie duperele mają tak zgubny wpływ na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. Jak to możliwe, że poświęcając czystość swojego organizmu na rzecz alkoholu nieświadomie odbieramy sobie możliwość głębokiego relaksu i prawdziwą bliskość z innymi? Ta świadomość teraz mnie wkurwia – jeszcze przed chwilą byłem niewolnikiem nałogu a teraz moja całkowita abstynencja jest nie tylko wyborem dietetycznym ale staje się aktem odzyskiwania kontroli nad własnym życiem. To prawda, nie piję gdzieś tak od dziesięciu godzin ale tak, naprawdę chciałem się tym z Wami podzielić, drodzy Chujanie.
Przestałem pić
2026-06-24 22:502
0

Jesteś niesamowity, ja wytrzymałem najdłużej 40 minut (nie wliczam oczywiście czasu gdy śpię bo wtedy nawet jakby chciał jebać naftę, którą kocham no to jak?), a ten o dziesięciu godzinach pisze, kozak! A tak serio to kiedyś ładowałem co weekend, nie do odcinki, ale regularnie po kilka piwek w towarzystwie „przyjaciół”, a raz w miesiącu mocniej z wódą. Dzisiaj praktycznie nic, oprócz butli wina rozłożoną na miesiąc/dwa. W przeszłości nie było to ładowanie jakieś nie wiadomo jakie więc pod względem zdrowia czuję się cały czas zajebiście, wtedy jak i teraz, chociaż teraz jeszcze zajebiściej. Ale popierdolenie alko robi wspaniałe czystki i pokazuje kto jest twoim kumplem, a kto jedynie towarzyszem do najebania się bo samemu niefajnie. Z kilkudziesięciu ziomeczków zostało dwóch, z którymi mam dobry kontakt i regularną ustawkę na kawę/obiad, ewentualnie 3 piwka raz w miesiacu na starówkę + muzyczka na żywo. Uważam, że wszystko jest dobre z umiarem, ale rzucenie tego gówna to same plusy, segregujesz prawdziwych znajomych i zdrowie/samopoczucie lepsze. Same plusy. Miałem też kilku ziomków „jebaków”, „co to ja nie jest”, „każda foczka moja”, to znaczy tacy byli odważni jedynie po alko, a jak próbowałem ich sprawdzić w normalnych, codziennych sytuacjach bez dodatków to okazywało się, że są rozklekotanymi pizdami, a nie „wyrywaczami”. Życzę Ci więc, żeby te 10 godzin przeciągnął do przynajmniej piętnastu hahaha 😉
Wypłukanym się czuć to kijowa sprawa.
Nie ma edukacji, ludzie przesadzają z ilością i częstotliwością.
Gdybym wcześniej nauczył się mieć wywalone na opinie innych to bym był teraz zdrowszy… odrobinę.
Jak się ma problem to najlepiej radykalnie
Ja przestaję od niedzieli rano do soboty wieczorem albo do piątku wieczorem. Ale wtedy pojawia się ten człowiek od „wymyśliłem dla Was żart” i wszystko się zmienia.
Ja nie piję od pół roku. Często chlałem do odciny i ten wstyd przez to co wtedy mówiłem i robiłem nie dawał mi żyć. Poza tym zajmowałem się swoją siostrą alkoholiczką w ostatnich tygodniach jej życia i gdyby ludzie mieli świadomość jak takie umieranie naprawdę wygląda to nikt by nie pił. Najbardziej od tego czasu bawi mnie pierdolenie alkusa „na coś trzeba umrzeć”. Jakby wiedział ile się nacierpi przed śmiercią to wolałby wskoczyć do śrutownika wolnoobrotowego.
Pij z całych sił
I uśmiechaj się do ludzi
Bo nie jesteś sam
Pij, nocą pij
Niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi
Teraz pij!