Parę dni temu wstałem i zrobiłem sobie kawę, po czym usiadłem przed komputerem, żeby przejrzeć skrzynkę mailową. Niby rutyna, ale ten dzień był inny niż wszystkie. Był dniem, w którym kropla przepełniła czarę i dniem, w którym doznałem oświecenia. To nic odkrywczego. Coś co wiedziałem już od dawna, uderzyło mnie tego dnia w pełnej krasie i wszystko zobaczyłem jakbym był widzem, odseparowanym obserwatorem. Skrzynka mailowa pełna spamu, obrzydliwych prób wyłudzeń i zrobienia wszystkiego, żebym tylko się dał na coś naciągnąć. Byłem do tego tak przyzwyczajony, że mój mózg nie reagował, codzienne bombardowanie reklamami, hałasem, obrazami, spamem i komercyjnymi propozycjami w każdej sytuacji życiowej znieczuliło go, ale tego dnia zareagował, obrzydzeniem i zbieraniem się na wymioty. Zamknąłem maila i pojechałem do miasta, załatwiać sprawy, między innymi wypowiedzieć pewną usługę, bo podpisałem umowę, okazało się, że nie potrzebuję, i musiałem rozwiązać. Oczywiście musiałem zabulić, udało im się jeszcze wyciągnąć 150 cebul. Ok. Nieistotne. Tego samego dnia w pracy gadałem z kumplem na stołówce. Opowiadał mi jak tego dnia chciała konsultantka przez telefon chciała go naciągnąć na jakiś dodatek do taryfy, którą ma wykupioną, on powtarzał jak mantrę, że nie potrzebuje, a ona do niego wyjebała z argumentem „ale co panu szkodzi płacić 20 złotych więcej miesięcznie”. Załamałem ręce i złapałem się za głowę. Tak właśnie teraz to wygląda. Wiecie o tym wszystkim co mówię, a mimo to stajecie się tego częścią. Żyjemy w świecie, gdzie ludzi już nie ma. Są martwe w środku roboty, napędzane mechanizmem chciwości, zachłanności. Które chcą tylko sprzedać ci gówno za jak najwięcej pieniędzy i jak najmniej być wychujanym, żeby samemu wychujać. Ludzie zostali oszukani, bo dążą do czegoś co nie ma żadnej wartości. Tak ma być. Tymczasem życie mija niezauważanie obok. Wszyscy posuwają się już do najbardziej podłych zabiegów, żeby tylko wyłudzić nawet jeden grosz więcej. Sprzedaje się ludziom naszprycowane chemią, niskiej jakości żarcie, byle jak najtańsze było w produkcji, a jak najdroższe w sprzedaży. Ludzie się zeszmacą i naszczają na własną godność, żeby tylko mieć więcej. Mieć, mieć. Pazerność. Politycy kłamią, oszukują, posuwają się do wszelkich podłości. Koncerny nas trują na potęgę dla zysku. Banki, operatorzy sieci komórkowych, sprzedawcy sprzętu RTV robią wszystko by naciągnąć na jeszcze jeden grosz więcej. Robią coraz bardziej gówniane produkty, żeby to wszystko się rozpierdoliło i ludzie przychodzili kupować następne. Producenci żywności, niektórych leków są świadomi, że trują ludzi, mają krew na rękach, ale ważny jest zysk. Nawet sztandarowe, znane marki na całym świecie nie kryją się już z tym, że nie oferują jakości i chcą oszukać człowieka na każdym kroku. Dlaczego? Mają mało? Nie, chcą mieć kurwa jeszcze więcej, więcj i więcej. Gdy idę do kawiarni, restauracji, albo jestem na spotkaniach rodzinnych to każdy pierdoli w kółko o pieniądzach, o wartości nominalnej czegoś, zasobach materialnych. Przysłuchuję się rozmowom i naprawdę ludzie są zafiksowani na tym punkcie. Pierdolą o kasie i jak schodzą na inny temat to ciągiem skojarzeń zapętlają się i wracają do kasy. Firmy handlują twoimi danymi, kradną twoją intymność, informacje i nie mają w ogóle żadnych skrupułów. Telefon ściąga jak o czymś pierdolisz, albo gdzieś byłeś i natychmiast wyświetla ci reklamy, żebyś coś kupił. Przypomniało mi się jak czytałem historię Tonego Halika, który podróżując przez Amerykę Południową natrafiał na poszukiwaczy złota, którzy od lat wydobywali ten kruszec, a potem zakopywali w workach i chowali w kryjówkach. Byli już tak bogaci, że mogliby sobie pałace stawiać i żyć jak szejkowie do końca swoich dni, ale nie potrafili powiedzieć dość, wziąć tego co mają i pójść, zacząć żyć. Byli tak owładnięci chciwością, że zapierdalali dalej, by wydobywać złoto, bo chcieli więcej i więcej, aż przychodził kres życia. To być może banał, ale jakoś każdy cwaniakuje, a nikt nie potrafi się z tego wydostać. Jak już ktoś jest w stanie to okrzykną go nieudacznikiem bez ambicji. Prawie wszyscy, których poznałem mieli w sobie olbrzymie pokłady ambicji i zachłanności, napędzani wyścigiem szczurów. Wielu pozostawało jakimiś korposzczurami, liderami, przedsiębiorcami, chuje muje, gdybym teraz ich spotkał i powiedział, że wystarcza mi to co mam, że chcę żyć, a nie uganiać się za pieniądzem, że mam co jeść i wszystko czego mi trzeba, mogę się oddać temu co kocham, żyć i oddychać to każdy gadałby super, fajnie że jesteś szczęśliwy, ale potem pod nosem by się uśmiechali i tak zostałbym okrzyknięty nieudacznikiem bez ambicji. Najgorsze jest już to, że nawet rodziny nie potrafią sobie zaufać, stały się jak zestresowane zwierzęta w trybie przetrwania, wyszarpujące sobie mięso. Niby się spotykają, śmieją, gadają, ale każdy pierdoli tylko o tym samym, o wyznacznikach sukcesu, o tym jakie kto stanowisko zajmuje, ile zarabia, planach finansowych, dobrach materialnych, remontach, autach, bąbelkach i podobnych banałach. Nie ma bliskości, bo nikt nie potrafi sobie zaufać, gdyż zawsze pojawiają się pieniądze w pewnym momencie i pojawia się ból dupy i wychodzą na jaw wszystkie żale. Rozwody i kurwa inne krzywe akcje, a zawsze rozchodzi się o jedno. O hajsy, o to, żeby każdy przytulił i wyszarpnął od drugiego jak najwięcej. I w tym wszystkim ludzie przestali zauważać, że ktoś cały czas sprytnie powoduje, że ten sam hajs jest coraz mniej warty. Ja w każdym razie niedługo pierdolę to wszystko, jak zrobi się cieplej to biorę namiot, zostawiam cały sprzęt elektroniczny, łącznie z telefonem i idę w pizdu przez pola, lasy i góry. Wrócę, gdy mi się będzie chciało.
uspokój się
Od zawsze wiedziałem, że programiści to pokurwieńcy. Taki problem założyć słuchawki albo udawać, że się nie słyszy?
Ojeju jeju nie posraj się na rzadko
Pokonaj wszystkich Groksów tak jak Ja. Da się to zrobić, zapewniam. Wiem co mówię, bo pokonałem ich.
W Wyszogrodzie jeszcze nie ma koronawirusa, więc mój region jest czysty. Ufff….
Jaki pojeb. Z dala od takich pojebow.
Solidarnosc jest wskazana i Cie rozumiem, ale jak nawet flaszki Ci zaluja za pomoc to pierdol ich wszystkich!
Jesteś krerynem, twoi koledzy też, programiści to w większości kretyni i ludzie nic nie warci.
Popieram, choć jeszcze na izbie przyjęć nie byłem. Leniom nie chce się uczyć i sprawdzać, stąd pytania że aż skarpetki dziur dostają. Po prostu, nie pomagaj im. Wiedza kosztuje i sam wiesz ile trwa jej zdobycie. Ja już się nauczyłem nie pomagać za darmo. Niestety, osoby które nie mają o tym pojęcia i naoglądały się za dużo filmu z „programistami” myślą, że to trwa 5 minut, baaa…. samo się pisze.
Tylko dobra guma i solidne gumowanie na komisariacie czynią cuda. Musisz poznać smak gumy na milicji. Lać gumą ile wejdzie i zrobić lewatywę gumową gruszką. Przegumować całą Polskę — od morza do Tatr. Lać zimnym końcem.
A nie potrafisz zjebać klienta..tylko się na chujni żalisz…weź się ogarnij chłopie
Twój przypadek wygląda na zespół Aspergena
Ale sie zesral kuc pierdolony haha xD
W dzieciństwie również nie miałeś za wielu kolegów co? Ciekawe dlaczego?
Dzień dobry, z tej strony główny analityk do spraw dawania na boczku ludności kresowo-wschodniej oraz jazdy multiplą po pojezierzu pomorskim. Wystarczyły mi 4 miesiące w jednej firmie żeby zrozumieć, że praca u kogoś w firmie nie ma dla mnie najmniejszego sensu. To jest normalne, że część osób uwielbia pracę w grupie, zgraną paczkę, wspólne wyjścia, możliwość obgadania szefa za to że nie zrobił owocowych czwartków lub trzeba dopłacać do multisporta, a taka jedna Aśka to pracuje w StejtStricie i nie musi dopłacać. Inna część osób jest bardziej wydajna w pojedynkę, nie może mieć nad głową jakiegoś jebanego jebaki, który sprawdza na jakim etapie jest jego projekt, a jeszcze inna część to zawodowi bezrobotni lub drobne cwaniaczki. Jak już określiłeś grupę do której należysz to nie rób przykrości swoim współpracownikom i z prędkością światła spierdalaj z tej firmy i otwórz swoją lub po prostu się samozatrudnij i podpisz umowę agencyjną z obecnym pracodawcą i na spokojnie będziesz sobie dziubał z domu lub ze starbaksa i nie robił kurwa przykrości/łaski ziomeczkom z firmy. Przez te 4 mieszki zaobserwowałem właśnie takich nadąsanych fajfusków co im nikt nie pomagał więc oni też kurwa „nie bendom”. 15 minut wypełniania wniosku przez neta + dojazd do dowolnego urzędu gminy żeby podpisać. Tyle trwa założenie dzisiaj firmy więc bez sensu żeby taki samodzielny wybitnik się męczył z gupkami.
Zabij się
Chyba jest sporo prawdy w tym stereotypie, że programista to dziwak u którego umiejętności społeczne leżą. Poczytaj sobie o asertywności, czytanie czegoś innego niż kod, kurwa, nie boli. Skoro nie komunikujesz, że chcesz mieć spokój, to się nie dziw, że ci go nie dają, pewnie nawet nie wiedzą, że już ci odpierdala. Serio, niby analityczny i rzeczowy umysł, a coś ci grubo umknęło.
Zastąpi cię AI i będziesz mógł siedzieć w domu i sobie kodować dla przyjemnosci. Ah wait, pewnie już siedzisz w domu:)
Zostań programistą w prosektorium, tam nikt nie zawraca dupy.
„Ostatnio wylądowałem przez to na izbie przyjęć, ponieważ dostałem ataku wkurwienia.” hehehe 😉 Zrób im tam synuś !FULL TERROR PSYCHICZNY! w stylu nowego DOOMa! Niech im czacha dymi!
Rozwiązujesz „skomplikowany problem”, a nie potrafisz powiedzieć komuś, że mu czegoś nie powiesz, nie wiesz albo udawać, że go nie słyszysz? Myślisz, że każdy ma obowiązek czytać w twoich myślach i domyślać się, że tak naprawdę masz go w dupie? Nie, nie ma. Dajesz się wykorzystywać i to tylko i wyłącznie twoja wina.
Zmień robotę kurwa. Od tego jesteś żeby słuchać i pomagać trochę empatii.
Tez jestem programistą, nie byłem dokładnie w takiej sytuacji, ale wiem jak to jest. Pierdol tą robotę i użeranie się z ludźmi. Chociaż na obecna chwilę to nowych ofert pracy raczej brak.
Najgorsze jest, że do firm informatycznych wpuścili normików, którzy podrywają dziewczyny (też bez sensu, że je wpuścili i to nie tylko do hru i księgowości) i opowiadają żarty o awendżersach i jakże głupiej amerykańskiej bajce starwars. Nie idzie się skupić, a przez to nie mam czasu na przeglądanie mojego ulubionego portalu kresy pl.
Zauważyliście, że wszyscy zawsze mają mega skomplikowane rzeczy i są pępkiem świata?
Pogadaj z szefem i powiedz mu o tym!
O ho. Minusuja opierdalacze jebani co to tylko kombinują jak się kimś wysłużyć. Dorośli ludzie i wiecznie narusza. A jak to się robi, a pomógł byś mi. W noc poślubną też będziecie sie pytali jak to się robi i prosili o pomoc? Melepety pierdolone.
jebać nieuków
idź do szefa i powiedz mu o co chodzi, niech sam douczy resztę pracowników albo ich wypierdoli i zamieni na takich którzy nie zadają idiotycznych pytań co pięć minut. albo niech ci płaci za dokształcanie tych cepów.
Gdzie tu chujnia. Chujnią może być to że zamiast powiedzieć to współpracownikom piszesz to tutaj
„Rozwiązuję dany skomplikowany problem, który może wpłynąć na ogromne straty finansowe rzędu kilkanaście tysięcy przez godzinę”.
Ja to zrozumiałem że firma ma ogromne straty finansowe tak czy inaczej, a problem może wpłynąć na nie albo nie.
A tak na poważnie, to jak jest coś pilnego to przecież można poruszyć problem zawracania dupy z menażerią – wysmażą odpowiedni komunikat i wspomniane numerki dadzą spokój.