Odkąd jako dziecko, odwiedziłem z rodzicami kontynent afrykański a tam skosztowałem mięsa słonia, nie chcę jeść nic innego.
Jem tylko słonie i piję wodę z rzeki.
Z wodą to jeszcze nie problem ale skąd w Polsce brać mięso ze słonia.
Dzwoniłem do ogrodów zoologicznych ale wszędzie uznali mnie za idiotę lub dowcipnisia a najpewniej, jedno i drugie.
Mógłbym co prawda zamawiać mięso z Afryki ale niestety, w UE nie można handlować mięsem słoni.
Wyprowadziłem się zatem do Afryki i tutaj się urządziłem.
Poluję na słonie i zjadam je.
Zapytacie na pewno – a co z kością słoniową ?
Cóż, jak wiecie, pozyskiwanie jej i handel, są zabronione więc zjadam kość razem z resztą słonia.
Zostaje tylko trąba bo trąby nie lubię.
Z czasem zaczęły pojawiać się problemy bo zjadałem jednego słonia dziennie a teraz, wcinam nawet trzy.
Dostałem ograniczenia polowań bo boją się, że zjem wszystkie słonie w kraju i co potem ?
Próbowałem hipopotamy czy nosorożce ale nie smakują mi, to nie to samo.
Namawiano mnie aby do Indii jechać i tam jeść słonie ale ja azjatyckich słoni nie przełknę.
Są za bardzo łykowate i mdłe w smaku.
Jadam tylko słonie afrykańskie.
Martwię się, że z głodu umrę jak zabraknie słoni dla mnie.
Kategoria: Bez kategorii
Polska potrzebuje Punishera
2026-05-15 22:33Tak jak w temacie. Polska potrzebuje Punishera, który odsyłał by złodziei z POPiSu i ich pociotków oraz Rozbuchany Kler w zaświaty. Nie ma innego lekartwa na rak toczący ten kraj oraz spierdolenie polityczne. Mogło by być nawet kilku takich Punisherów. Za każdy akt korupcji trochę ołowiu od Punishera. Nic się nie zmienia na lepsze od lat tylko kradną coraz więcej i coraz bardziej bezczelnie.
PS. Admin ogarnij się. Wstawiaj na stronę prawdziwe chujnie, albo olej sprawdzanie i po prostu niech wszytko ląduje na stronie. Z tego co widzę to od dłuższego czasu pojawiają się śmieciowe wpisy o dupie Maryny. Żdadne to chujnie tylko jakieś przechwałki, albo pierdolenie po próżnicy i na dodatek coraz dłużej trzeba czekać na nowe wpisy.
Zerwalam z chlopakiem który ma mnie w dupie.
2026-05-15 22:33Byliśmy razem prawie 9 lat. Poznaliśmy się mając po 20 lat. Teraz przekroczyliśmy 30 + lat. Od zawsze byliśmy burzliwą parą. Często się kłóciliśmy ale po jakimś czasie zgodziliśmy się. Mój były chłopak jest alkoholikiem i nic w zyciu mu się nie chce robić. Jest mu dobrze z tym jak jest. Akceptowałam to jaki on jest, poszliśmy sobie na kompromis. W mojej obecności pił alkohol do minimum lub więcej podczas mojej nieobecności… Zdarzało się wiele razy że mnie okłamywał, oszukiwał, olewał, ignorował mnie czy lekceważył moje problemy i potrzeby. Od zeszłego roku zaczęło się poważnie psuć między nami. Obrażał mnie, poniżał, wysmiewal się ze mnie, nie akceptował mojego wyglądu – miałam nadwagę i w ramach tego oglądał zdjęcia chudych i szczupłych kobiet na instagramie czy na porno. Do połowy tego roku była znaczna poprawa – pokazał mi że mu na mnie zależy i zawsze mogłam na niego liczyć nawet o kazdej porze dnia i nocy 🙂 Ale odkąd zmarla mu babcia wprowadził się do niego na stale jego ojciec alkoholik. Od tego momentu ma mnie gdzieś, po prostu mu nie zależy na mnie i mi to pokazuje na kazdym kroku. Rozmawiałam z nim o tym że sie zmienił na gorsze a on mi na to że nie zamierza nic z tym zrobić… Olał moje potrzeby i postanowiłam z nim zerwać. Przy zerwaniu milczał – coś proponował jakaś zmianę, martwił się o mnie ale nie dostatecznie na tyle żebym to doceniła. Rozstaliśmy się pod wpływem emocji. Zrobiłam mu na koniec awanturę o to że nie chce on spędzać ze mną jak najwięcej czasu i że przestał się o mnie martwić i przejmować i na bezczelnego na koniec mnie okłamał i oszukał… Na pożegnanie zareagował on radością że go w końcu zostawiłam i nie chcę mieć z nim wspólnego. Dobrze zrobiłam że z nim zerwałam? Moja intuicja mnie do tego zmusiła i jego czyny lub jego brak w tej byłej relacji.
Rozstałem się z żoną
2026-05-15 22:33Mimo że mamy dwoje wspaniałych i cudownych dzieci(3 latka i roczek). Toksyczność związku nie pozwoliła nam na wspólne przeżycie reszty naszego czasu. Staram się jak mogę, każdą wolną chwilę staram się poświęcać dzieciom, niestety matka dzieci próbuje mi to za wszelką cenę utrudnić. Wszyscy dookoła się ode mnie odwrócili. Ludzie, których miałem za przyjaciół. Ludzie, których miałem za rodzinę. Wszyscy szczują mnie psami „bo tak nie wypada”.
Ostatnio odwoziłem dzieci do ich matki na drugi koniec wojewódzkiego miasta, godziny wieczorne, to i pociechy trochę już zmęczone, sam też już resztkami sił po tygodniu pracy, stoję nad wózkiem i zabawiam dzieciaki. Śmiech na cały wagon. W pewnym momencie wstała pani lat około 50 – 55, podeszła do mnie i wysiadając powiedziała: „Aż miło popatrzeć, jak pan zajmuje się dziećmi”. Nie ukrywam, łzy napłynęły mi do oczu. Przyjaciele, rodzina, matka dzieci nie chcą widzieć ile robię dla tych dwóch oczek w mojej głowie. W tym momencie ta pani zrobiła mi dzień, tydzień, cały miesiąc. Dziękuję jej za wsparcie. Droga pani, jeśli to czytasz, to wiedz, że dałaś mi energię do dalszych bardzo ciężkich zmagań.
A tym co w komunikacji dają telefon do ręki dziecku – popatrzcie na swoje pociechy, porozmawiajcie z nimi, powygłupiajcie się. Tego czasu nie odzyskacie!
Disco Polo
2026-05-15 22:33To mój ulubiony gatunek, nie słucham nic innego.
Moja fascynacja Disko Polo zaczęła się na początku lat 90 ubiegłego wieku, kiedy do naszego miasteczka przyjechał ktoś z miasta, zachodnią furą, chyba golfem, nie pamiętam już.
Miał dobry sprzęt w samochodzie i leciała muza.
Było to właśnie Disco Polo.
Dźwięki w połączeniu z blichtrem jegomościa, zaszczepiły we mnie dożywotnią fascynację tym stylem życia.
Zacząłem ubierać się w kolorowo, nosiłem sportowe marynarki, pantofle z szyszeczkami i białe skarpetki.
Przełomem w moim rozwoju był pewien, lipcowy wieczór 1995 roku.
Pracowałem w magazynie hurtowni chemii gospodarczej i kierowca, który woził towar z Niemiec, przywiózł prywatnie, zestaw stereo Technics.
Wzmacniacz, tuner, magnetofon, CD i kolumny.
Używane ale w bardzo dobrym stanie, jedynie magnetofon wciągał taśmę czasem ale reszta, była OK.
Bajer nieprzeciętny, nie mogłem oderwać wzroku i po prostu, musiałem go mieć, o niczym innym nie myślałem.
W końcu dogadaliśmy się na dwie raty.
Trochę drożej ale przynajmniej dałem radę z pensji.
Trzy miesiące biedowania, żarcia chleba i ziemniaków ale warto było.
Sprzęcior śmigał aż miło a wciąganie taśmy, naprawił mi kolega co się znał na magnetofonach.
Nakupowałem czystych kaset i nagrywałem Disco Polo z radia, jak leci, wszystko po kolei.
Poza tym, ciągle kupowałem kasety nagrywane, na całe kartony brałem.
Płyt CD mniej bo w tamtych czasach, niewiele się wydawało na nich i były dość drogie.
Królowała kaseta.
Chciałem też kupić dobry, stereofoniczny magnetofon reporterski i mikrofon do nagrywania koncertów ale ten sprzęt, był dla mnie nieosiągalny ze względu na ceny.
Kolekcja kaset i płyt rosła z roku na rok aby po 10 latach, osiągnąć ponad 5000 tytułów.
Zmieniłem też sprzęt bo stary już Technics niedomagał, tak był zajechany, grał praktycznie non stop.
Jak tylko wracałem z roboty, od razu Disco Polo na pełny regulator i tak do późnej nocy.
W weekendy natomiast, muzyka grała 24 na dobę.
Kupiłem tym razem zestaw Sony ale już bez magnetofonu do kasety wychodziły z mody a poza tym, miałem walkmana, który podłączyłem pod nowy wzmacniacz.
Dziś, mam ponad 40 tysięcy płyt i kaset Disco Polo i nadal słucham tylko i wyłącznie tej muzyki.
Nic innego mnie nie interesuje.
Sam także tworzę amatorskie sety.
Piłka
2026-05-15 22:33W czasach gdy CR7 grał w Realu, ja zaczynałem karierę na budowie.
Na czarno robiłem ale szef dobrze płacił więc nie narzekałem a że mało piję i rzadko przychodzę pijany do roboty to jest ze mnie pożytek.
Któregoś dnia przychodzi szef i mówi do mnie, że ma dla mnie robote na innym obiekcie.
Okazało się że dzwonił Ronaldo i szukał firmy co mu ściany naciągnie i płytki w kiblu położy.
Dostałem kluczyki od Żuka i wyruszyłem do Hiszpanii.
Szef nikomu nie dawał prowadzić firmowego Żuka, to auto było oczkiem w głowie i klejnotem koronnym.
Nie będę tu o trasie opowiadał, po prostu, leciałem sobie cały czas autostradą i tyle.
Średnio cisnąłem 150-170 na godzinę, czasem pod 200 podchodziło gdy było pusto.
Żuczek elegancko sobie płynął po asfalcie.
Szef prosił abym nie przekraczał dwóch paczek ale korciło, oj korciło tym bardziej że Żuk rwał się do przodu, zapas mocy ogromny.
Po dojechaniu do Madrytu, zadzwoniłem do Ronaldo ale spał jeszcze więc podjechałem na śniadanie do restauracji.
Przepiórcze jajka w sosie z kaparów w posypce z łuski jesiotra oraz krem truflowy z suszonym rozmarynem i pigwą w karmelu.
Po śniadaniu pojechałem bezpośrednio do Ronaldo.
Opierdoliłem robotę w dwie godzinki i wróciłem do Polski aby wszystko na Chujni opisać.
Skończone 27 lat i poczucie spierdolonego życia
2026-05-15 22:33We wrześniu stuknęło mi 27 lat i… zaczyna się robić jedna wielka chujnia. Ze wszystkich znajomych z dawnych lat zostało mi dwóch (raz, dwa razy w w miesiącu wyjdziemy na rower czy browara). Jestem prawiczkiem oraz singlem, od zawsze byłem – niestety w kontaktach damsko męskich jestem pizdą, a wszystkiemu winna moja matka. Od zawsze byłem przez nią za prawie wszystko opierdalany, cokolwiek zrobiłem, nawet jak się postarałem, to zawsze znalazła jakiś drobny szczegół, żeby się dojebać. Jedynie z ojcem jako tako mam naprawdę dobry kontakt, często pomagam mu przy remoncie np. łazienki, razem jeździmy w podróże itp. Od nastoletnich czasów byłem wyszydzany i odtrącany przez stado z racji, iż miałem wtedy sporą nadwagę i byłem nieśmiały (dalej jestem, aczkolwiek w znacznie mniejszym stopniu) oraz dosyć biedny – wszyscy mieli markowe i drogie ciuchy (mieć oryginał Adidasa na początku XXI wieku w Polsce to było się bogaczem). Wszystkim tym pizdom i chujom, co ze mnie drwili w szkole życzę, aby do końca życia jebali w kamieniołomach kilofem za kromkę chleba. Karma wróci, chuje – wcześniej czy później. Jedyne pocieszenie, jakie sobie znajduję to to, że chociaż nie mam żadnych chorób ani wjebałem się w nałogi – nie palę ani nie piję. Osiągnięcia drobne mam – skończyłem szkołę średnią, mam prawko i dwa auta – chociaż oba mają prawie po 20 lat i co chwilę się jebią. Kurwa, przez tych podłych ludzi ze szkoły mam tak zrytą psychę, że czasem naprawdę myślałem o stryczku i skończeniu z tym wszystkim. Kurwa, ja pierdole!!!
Uprawiam sporty ekstremalne
2026-05-15 22:33Dużo się wspinam.
Ośmiotysięczniki zdobywałem bez tlenu, w trampkach i dresie.
Oczywiście bez aklimatyzacji.
Lecę samolotem do najbliższego miasta, potem helikopterem dostarczają mnie w miejsce, gdzie zaczynają się wszystkie wyprawy, wyskakuję ze spadochronem a po wylądowaniu od razu rozpoczynam atak szczytowy.
Nie zakładam obozów, nie robię przerw.
Kilka razy nawet zapomniałem odpiąć spadochron i ciągnął się na sam szczyt ale nawet nie zauważyłem tego.
Po zdobyciu szczytu, siadam na godzinkę, dwie i kontempluję panoramę.
Wstaję i rozpoczynam zejście ale najczęściej znajduję żleb i zjeżdżam na piętach lub tyłku.
Owszem, czasem się skaleczę o kamień ale cóż, wspinaczka wysokogórska wymaga poświęceń.
Lubię też nurkowanie.
Często nurkuję w Pacyfiku a szczególnie upodobałem sobie rów mariański
Schodziłem na samo dno wielokrotnie, bez akwalungu, tylko w czepku i okularach.
Cały czas na bezdechu.
Jeden oddech na powierzchni, spokojnie wystarcza na cały dzień nurkowania.
Najdłużej na dnie rowu mariańskiego przebywałem siedem godzin.
Wynurzyłem się tylko dlatego, że sikać mi się chciało a na tej głębokości nie można się odlać ze względu na ciśnienie wody.
Kolejną, ekstremalną dyscypliną, którą uwielbiam to loty orbitalne.
Startuję najczęściej z Florydy i czasem z Gujany Francuskiej.
Sam start jest relatywnie tani albowiem potrzebuję tylko silnik, na którego szczycie przyspawane jest barierka.
Wchodzę tam po drabince i startuję.
Przez cały lot, stoję i trzymam się barierki.
Na orbicie puszczam się i swobodnie okrążam Ziemię a gdy mi się znudzi lub zgłodnieję, to po prostu opuszczam orbitę i spadam swobodnie a wtedy, lubię celować w Pacyfik i prosto z orbity nurkuję na główkę i zatrzymuję się dopiero na dnie wspomnianego już rowu mariańskiego.
Nie muszę wspominać, że na orbitę zakładam jedynie krótkie spodenki i koszulkę.
Lubię też szachy i znaczki pocztowe.
Wkurwajacy sasiad za czesto spotykany.
2026-05-15 22:33Wkurwia mnie debilny sąsiad z osiedla. Mieszkam w blokowisku z żoną i mam po czterdziestce. Żyjemy swoim życiem i spoko. Jednak mam debilnego sąsiada taki chudy szczur-singiel po 40stce. Przesiaduje na podwórku przy samochodzie ale nigdy nic nie naprawia – poleruje lakier lub wietrzy kabinę. Kiedyś miałem na to wyjebane ot co niech będzie, ale nie wychodzę kupić piwo do sklepiku stoi. Idę wyrzucić śmieci to pali przy śmietniku albo zimą stoi na trawniku i rozmawia przez komórkę. Spotykam go w 90 procentach jak wychodzę w z domu a często tego nie robię. Ten gościu mieszka w sąsiednim bloku więc jest moim dalekim sąsiadem I kit kiedyś myślałem że to taki podstarzały bawidamik, ale ostatnio zaouważyłem że głównie zagaduje chłopców i mężczyzn. Baby ani szmuli żadnej z nim nie widziałem. Ostatnio (bo mieszka tu około 10 lat) uczepił się jakiegoś siwego dziada pod 60 tkę i jego żony co mają garaż i porshe. Pełni wobec nich chyba funkcję quasi lokaja bo widziałem jak im pomaga. Mnie też zagadywał chciał mi pomóc wnieść kanapę ale mu powiedziałem spadaj i sami z żoną wnieśliśmy. Nie chce mi się więcej pisać ale już mam jego mordy dość a ciągle ten flet przesiaduje koło domu.. Taka hujnia somsiedzka…
Nie znoszę swojego brata, bo jest upośledzony
2026-05-15 22:33Nie jakoś bardzo. Lekko. Jednak na tyle, żeby uprzykrzało to codzienność. Nie przeprowadzi się z nim normalnej rozmowy. Nie pójdzie do sklepu zrobić zakupów, nawet jeżdżenia do szkoły autobusem trzeba go było nauczyć od zera, powtarzając to po parę razy. Nie łączy prostych faktów i nie rozumie poleceń. Raz gdy dostałem do sprawdzenia jego pracę domową(test ABC z biologii i chemii) to aż złapałem się za głowę, bo odpowiedzi były tak pojebane że jedyne co pozostało to śmiech. Oczywiście rodzina trzyma go pod kloszem. To ja jestem tym złym, bo go nie lubię, bo nie chcę się nim opiekować, bo jest mi zupełnie obcą osobą i zwracam uwagę na fakt, że papierek o upośledzeniu go na świecie nie ustawi.
A fakt, że całe życie byłem na drugim miejscu jako ten mniej ważny, bo on zabierał całą uwagę i miłość mojej rodziny nikogo nie obchodzi. Nie obchodzi nikogo moja niska samoocena od dzieciaka, depresja i problemy w kontaktach z ludźmi (nie potrafię budować relacji i mam fobię społeczną), co wykształciło się we mnie przez sytuację w domu.
Piszę to wszystko z żalu i tego, że nikt nie potrafi zrozumieć, co czasami czuje rodzeństwo takich osób. A wierzcie mi, że faktem jest to, że często taki brat czy siostra mają się samobiczować za to, że nie czują nic pozytywnego w odniesieniu do rodzeństwa i są za to gnojeni przez znajomych i rodzinę.
