
Pewna firma z Wielkiej Brytanii, stworzyła akumulator o pojemności 35 kWh, którego naładowanie z poziomu 10% do 80%, zajęło niecałe 5 minut.
Część obserwatorów, w szczególności lewackich, zaczęła trzepać gruchy nad tym wynalazkiem i wieszczyć totalną elektryfikację wszystkiego.
Lewactwo jednak ma tą cechę, że nie dopuszczają do świadomości faktów a jedynie wypaczone chorą ideologią, puste slogany.
Nikt wszak nawet nie zająknął się nad dwiema rzeczami, których twórcy akumulatora, wcale nie ukrywają.
Po pierwsze:
Jest to akumulator oparty o niob a to jest technologia, która nie została jeszcze poznana i nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak taki akumulator będzie się sprawował po, np: roku użytkowania.
Poza tym, niob jest dość drogim pierwiastkiem a jego wydobycie jest niewielkie i gdy zostanie masowo stosowany w akumulatorach, to jego koszt drastycznie wzrośnie a dodatkowo, trzeba będzie budować ogromne kombinaty wydobywcze.
No i po drugie:
Aby naładować ten akumulator w 5 minut, ładowarka musi dysponować mocą 350 kW. (słownie: Trzysta pięćdziesiąt kilowatów)
Jeśli wśród lewaków jest choć jeden elektryk ale nie bolek menel po zawodówce, lecz przynajmniej po technikum, to bez trudu zrozumie, co się stanie, gdy na przykład 100 takich ładowarek w okolicy, uruchomi się w jednym momencie…
Taka moc wystarczy na zasilanie ok. 40, średniej wielkości domów mieszkalnych.
Pomnóżmy to przez 100 i wychodzi 4000 gospodarstw domowych… a to tylko 100, ładowanych jednocześnie samochodów, co w skali miasta, jest niczym.
Zanim jakiś mądrala znów zacznie przepychać objawy swojego geniuszu, niech zastanowi się, czym on te ładowarki chce zasilić.
Tylko nie piszcie o fotowoltaice bo to kpina jest przy takim zapotrzebowaniu na energię.