Pracuję w korpo i mam bekę z tego jak laski pracujące tam onanizują się swoim poczuciem bycia wielkim korporacyjnym kimś, nadając swojej gównianej robocie za 5,5 k brutto poczucie roli wielkiej wagi. Rozwala mnie to rozprawianie śmiertelnie poważnym tonem o sprawach firmowych z wytrącaniem przekleństw, żeby dodać poczucia zajebistosci, że jestem tak inteligentna i wymiatająca, a zarazem wulgarna.
Najbardziej rozwala mnie posługiwanie się tym korporacyjnym sloganem, jak słucham jak one powtarzają te „capacity, asapy, drafty, feedbacki”, bo to takie profesjonalne, a język polski to niedobra być i mało cool. Buahaha. nie można jak normalny człowiek powiedzieć w ojczystym języku, posługując się normalnymi zwrotami o co Ci chodzi zamiast błaznować?
I jeszcze oczywiście te ciuchy, zawsze to samo. Okulary z grubą oprawą, szpilki, jeansy i marynarka damska. Buahahaha.
