Jestem Polakiem robakiem na emigracji. Pojechałem, żeby dorobić i otworzyć w Polszy jakiś interes. Niestety mój zjebany charakter, nie pozwala mi podjąć się czegoś lepszego.
Mimo angielskiego na bardzo wysokim poziomie i ukończonych dość prestiżowych studiów, ciągle odbijam się od jakiś jebanych fabryk po różnej maści gównoprace, gdzie po opłaceniu rachunków i zaspokojeniu podstawowych potrzeb, jestem w stanie odłożyć miesięcznie około 2 worki ryżu. A wcale do rozrzutnych nie należę.
Ciągle chodzę wkurwiony i podirytowany na samego siebie i nie wiem jak wyjść z tego bagna. Oferty pracy są gówniane, albo brak mi kompetencji z danej dziedziny. Nie mam czasu ani ochoty na zdobywanie nowych kwalifikacji, bo żeby być w czymś dobrym to trzeba na to poświęcić sporo czasu, liczonego w latach. Jestem już za starym 35 letnim dziadem, żeby móc sobie na to pozwolić (no a z czegoś trzeba w międzyczasie wyżyć). Jak znaleźć remedium na przerwanie tej passy niekończącego się gówna?
