Nazwijmy to szkołą.
Szkołą życia.
Jedna szkoła twierdzi, że modlitwy pomogą rozwiązywać problemy, i że modlitwy wystarczą.
Druga szkoła twierdzi, że modlitwy same nie wystarczą, lecz trzeba jeszcze samemu coś zrobić…
A moja szkoła życia udowodniła mi, że jeśli coś chce mieć muszę sam sobie to wypracować (i to najczęściej finansowo).
Dajcie znać w komentarzach, która szkoła życia jest najlepszą = właściwą.
Ja twierdzę, że moja szkoła życia, bo po co mam się modlić skoro i tak sam wszystko muszę zrobić i sam muszę wymyślić jak to zrobić?
Na modlitwie też przychodzą myśli człowiekowi, ale ja nie wierzę, że są to „boskie” myśli, lecz po prostu wierzę, że modlący człowiek podczas modlitwy skupił się na swoich problemach, i dlatego znalazł rozwiązanie.
Mi wystarczy wyłącznie cisza, żeby się skupić i znaleźć adekwatne rozwiązanie dla moich problemów – to moja szkoła życia!