
Młodość to czas kiedy nie znasz budowy swojego ciała
Starość zaczyna się kiedy stajesz przed lustrem i nagle zaczyna boleć Ciebie biodro…myślisz…kurwa ja mam biodro …..
Wtedy uświadamiasz sobie, że masz jeszcze ścięgna, mięśnie, kręgosłup i zęby…

Młodość to czas kiedy nie znasz budowy swojego ciała
Starość zaczyna się kiedy stajesz przed lustrem i nagle zaczyna boleć Ciebie biodro…myślisz…kurwa ja mam biodro …..
Wtedy uświadamiasz sobie, że masz jeszcze ścięgna, mięśnie, kręgosłup i zęby…

Niestety mam to nieszczęście w szczęściu, że urodziłem się po roku 90 i wielu z was pewnie też, więc będziecie w stanie zrozumieć o czym mówię. Jesteśmy niestety pokoleniem, na które postanowiono położyć lagę i rozjechać walcem.
Chciwość i zachłanność u rządzących światem staruchów, menedżerów koncernów, polityków i wszystkich, którzy mają jakąś sprawczość doprowadziła do poddania nas serii brutalnych eksperymentów, które zniszczyły nas psychicznie, materialnie i duchowo.
Pazerność na większe zyski na podbijanie swoich gigantycznych majątków i na wyniki kwartalne kosztem naszego życia. Poddano nas elektronicznemu praniu mózgów, socjotechnikom, wyzyskowi. Urobiono nas tak, żebyśmy myśleli, że wszystko jest dobrze.
Mamy tanie, naszpikowane chemią żarcie i tandetną elektronikę, która pochłania naszą uwagę, ale nic nie znaczymy i wprowadziła nas w samotność i izolację. Tak zresztą miało być. Mamy subskrybować wszystko, mieć „wygodne”, ale puste życie. Harować za kwoty, które powodują iluzję dużych zarobków, bo starczy ci na dużo szmelcu, jakieś gówniane gadżety, subskrypcje, aplikacje, dziadowskie żarcie, ale masz nie interesować się i zapomnieć o czymś bardziej wartościowym. Jeden porządny dom, mieszkanie, auto, jakieś aktywa, akcje, wartościowe kruszce to ma być tak policzone, żebyś tego akurat nie był w stanie za dużo kupić i był dziadem do końca życia.
Najpierw zrobili nam pranie mózgu, zabetonowali na odpowiednich pozycjach, które są chujowe, a teraz tylko dokręcają śrubę. Przepisy i skomplikowane paragrafy, których kowalski ma nie rozumieć i być bezsilnym to stadium prodomalne kolejnych przepisów, w których zaszyte będą opłaty, zobowiązania, kary, groźby, „miękka siła”.
Osamotnili ludzi i skłócili, zrobili jesień średniowiecza z lokalnych społeczności. Ludzie nie muszą się już spotykać, bo nie chce im się, bo przecież są social media, łatwiej napisać niż wyjść i otworzyć do kogoś ryja. Kobiety gardzą mężczyznami, bo tak to ukartowali, żeby wykastrować facetów i pozbawić całkowicie siły i rozwiązań. Mężczyźni nienawidzą kobiet i coraz więcej wycofuje się z rynku matrymonialnego.
Zrobili plandemię i jeden wielki eksperyment, żeby dojechać nas jeszcze bardziej, i żeby majątek, czy zyski najbogatszych poszły x3 albo x4 do góry.
Wasze przeznaczenie jest takie, żebyscie byli tylko maszynką do jebania, która żyje po to by rypać w koncernach, a potem zaleczać permanentną depresję produktami z tych koncernów, na które będziecie wydawać kasę, którą w nich zarobiliście, żeby w całości tam wróciła, czyli po prostu jebiecie za darmo, jesteście takim źródłem soków, do którego są podłączone tylko rurki i kabelki i mają was drenować, wyssać kawał życia, potem oddać prawie tyle samo, ale minimalnie mniej, potem powtórzyć proces i tak w kółko aż do śmierci. Oczywiście kredytu na dziadowskich warunkach macie nie mieć szansy uniknąć. Już o to zadbają.
(Admin): wow 50 lajkow! To chyba rekord. Super, moze kiedys dobijemy 100 na poscie. Tak bajdelej…dzis wieczorem dodam kolejna mase nowych wpisow, dziekuje wszystkim za przybycie i niektore naprawde zabawne komentarze. Pozdrawiam.

Chciałbym, żebyśmy wszyscy poświęcili kilka minut by oddać hołd wszystkim milczącym bohtaerom naszej rzeczywistości, czyli zwykłym, normalnym facetom, którym toksyczne baby spierdoliły życie, a w czasach, gdzie facet jest już w hierarchii społecznej niżej od psa i nie ma praktycznie żadnych praw ani przywilejów to jest takich wielu.
Są to wszyscy rozwodnicy, którym kobiety spierdoliły życie i odebrały lwią część ciężko wypracowanych pieniędzy, są to wszyscy faceci wyrzuceni z domu. Są to wszyscy mężowie i partnerzy toksycznych, wymagających, rozpieszonych bab, którzy weszli w bagno, z którego nie ma już żadnego wyjścia i od lat doświadczają przemocy. Są to wszyscy faceci, którzy polegli na rynku matrymonialnym, bo spermiarze i social media napompowały ego kobiet do kosmosu.
Pamiętajmy o wszystkich nieszczęśnikach i naiwniakach szukających miłości i bratniej duszy w sieci na portalach randkowych i wykupujących dodatkowe funkcje, z których nigdy nie będą mieli nic poza stratą pieniędzy i czasu, bo nie doda im to atrakcyjności, cm wzrostu, tatuaży, wypasionych aut, firmy, lepszej facjaty i kasy.
Nie zapomnijmy też o wszystkich fałszywie oskarżonych o gwałt, przemoc i skończonych. O wszystkich chłopakach, których gnębiły w szkole grupy koleżanek, albo spermiarzy podpuszczonych przez laskę, o wszystkich rogaczach, którzy łożą na nie swoje dzieci i nie są tego świadomi, lub są, ale nie mogą nic zrobić.
To są milczący bohaterowie codzienności. To są te zawsze złe, zwyrodniałe, patriachalne świnie, które samym spojrzeniem, lub posiadaniem poniżej 170 wzrostu i życiem mimo takiego defektu stosują „przemoc i gwałt” na biednych kobietach.
Ktoś musi ich uczcić i pamiętać o nich, bo jak nie my to nie ma co liczyć, że ktoś choć na chwilę o tym pomyśli. Potęga spermiarstwa osiągnęła wyżyny i lepsze czasy już tylko za nami. Liczyłem, że jeszcze coś się poprawi, ale niestety.
Teorie internetowe, teoriami, a najgorsze odpady żeńskie na rynku matrymonialnym, które całą młodość puszczały się, narobiły dzieci i tak znajdują frajerów nawet jak są po 30 i 50 i to jeszcze do tego obiektywnie atrakcyjniejszych i lepiej sytuowanych niż one same.
My mężczyźni jesteśmy skończeni i możemy jedynie minimalizować straty. Liczy się tylko zaspokajanie potrzeb kobiet naszym kosztem, choćby były to najbardziej absurdalne i sadystyczne potrzeby.
Pozdrawiam. Facet, w związku od 8 lat, którego partnerka ma kompletnie gdzieś. Syn ojca, którego matka miała gdzieś, której ojciec był w małzeństwie, w którym żona miała go gdzieś. Kumpel kumpli, których partnerki i żony mają kompletnie gdzieś.
bo nie ma innej możliwości, bo świat jest od tego, żeby naszymi rękami, wyeksploatowanym organizmem i zdrowiem zaspokajać potrzeby kobiet.

Serio, powiedzcie mi, bo tego nie rozumiem. Skąd ludzie zarabiający 3-10 k miesięcznie biorą motywację, żeby żyć skoro jak sobie przemnożysz to przez 12 miesięcy i potem przez 30 lat to skumulowana kwota tego ile zarobią jest doszczętnie chujowa? Możecie mi to wyjaśnić, bo ja tego nie rozumiem?
Jak taki wage slave ma siłę, żeby to ciągnąć jeśli wychodzi, że w ciągu życia suma wszystkich zarobionych pieniędzy jest po prostu śmieszna, oczywiście są jakieś tam inflacyjne wzrosty płac, ale są też wzrosty cen, więc wyjdzie podobnie.
No jak ktoś znajduje siły, żeby wstawać codziennie rano iść na 8 godzin i wykonywać podobne czynności, być może jeszcze stać w korkach i użerać się z kimś? Ja tego nie rozumiem. Ja na serio, gdybym musiał robić za tyle to rzuciłbym to wszystko i został bezdomnym, przecież to jest życie po nic. Po to, żeby zapierdalać na zyski kogoś.
Rozumiem, że ludzi motywuje, żeby mieć co jeść, płacić rachunki, ale w krajach europejskich jak nie pijesz to i tak zapewnią ci opiekę socjalną.
Nie no, ja nikogo do niczego nie namawiam, ale w mojej osobistej opinii już lepiej nie istnieć niż robić za tyle.
Czemu nikt nie zrobi sobie prostej kalkulacji ile zarobi w ciągu życia i nie dotrze do niego, że to droga donikąd i życie niewolnika po chuj?

Mam prawie 19 lat i nie mam ochoty już dalej żyć. Po prostu nic już mi się kurwa nie układa. Nie mam dziewczyny choć nie jestem jakimś bardzo nieśmiałym typem i miałem w moim życiu myślę parę okazji w których mógłbym się z kim dobrać. Ale to najczęściej wyglądało tak, że dziewczyna która mnie chciała to ja jej nie chciałem bo w moich oczach była nieatrakcyjna. I odwrotnie – dziewczyny, które ja chciałem- odrzucały mnie, lub dawały nadzieję a potem zostawiały itd. Po ostatnim odrzuceniu i załamaniu jakie przeżyłem nie chce mi się już wogóle poznawać dziewczyn, mam mętlik w głowie czy wogóle mi się jeszcze chce skoro u mnie to zawsze wyglądało jak wyglądało. Nigdy kurwa nic nie mogło pójść po mojej myśli. Dalej jestem sam i jestem prawiczkiem, nie mam siły już się dalej starać i poznawać nowe dziewczyny, i tak w głowie siedzi mi taka jedna i nie wiem co mam z tym zrobić. Ale tu nie dawajcie mi już rad bo to temat na osobną chujnie i nie chce mi się już rozpisywać. Ale niszczy mnie to od środka. Drugą moją chujnią jest brak prawa jazdy. Podchodziłem już bądź ile razy i nigdy kurwa nie zdałem. Teraz możecie się śmiać ze mnie i powiedzieć że jestem nieudacznikiem i idiotą i może w pewnym sensie to prawda choć byłem już bardzo blisko ale chuj z tego wyszło. Nawet nie chce mi się już o tym wogóle opowiadać, dramat. Teraz musiałem sobie już zrobić przerwę bo mam za miesiąc matura a poza tym mam już tego gówna serdecznie dosyć,tyle kasy i nerwów w błoto, masakra. Trzecią chujnią są moi znajomi i przyjaciele którzy się w znacznej mierze odwrócili i mają mnie teraz za 0. Wynika to z pewnych przyczyn wewnętrznych między nami ale również przez ten brak prawka mój status społeczny spadł o 100 pkt w dół.Nie mówiąc już nawet o tym jaki minus jest to w relacjach z dziewczynami i przez to moje szanse spadają do bardzo niskiego poziomu. Praktycznie wszyscy moi znajomi już mają prawko tylko ja nie mam jak ostatni frajer. Nie jestem już prawie nigdzie zapraszany, nie mam co ze sobą zrobić, nie mogę kurwa nigdzie dojechać bo też raczej mieszkam na zadupiu i jest kłopot i wstyd mi za siebie ogólnie. Kolejną Chujnią jest moja rodzina z którą się nienawidzę, nienawidzę mojej matki która jest najbardziej podłą osobą która znam. Utrudnia mi całe życie, mówi że jestem najgorszy, że sobie nie poradzę, ciągle tylko krzyk, wyzwiska i pretensje. Zero jakiegokolwiek wsparcia w moją stronę, zero ciepłego słowa, nic. To wróg nie matka. Ojczyma też nienawidzę, też charakter podobny do matki ale spokojniejszy i potrafi być jeszcze bardziej wyrafinowany w swoich działaniach. Praktycznie wogóle się już do nich nie odzywam. Jeśli chodzi o mojego ojca i jego partnerkę to mamy lepszy kontakt, choć oni mieszkają parę kilometrów ode mnie(tak się złożyło, długi temat też) ale też miałem przez długi czas przykrości przez nich, jeszcze mieszkając tam itd. Ehh.. W sumie mógłbym się dużo bardziej rozpisać jeszcze bo to tylko część problemów ale już nie mam siły. Z chłopaka który miał generalnie dobre rokowania na przyszłość stałem się depresyjnym, nie widzącym sensu dalszego życia, wkurwionym na cały świat nieudacznikiem. A i tak codziennie rano muszę wstawać i udawać przed każdym że wszystko jest git i cacy i że mam ochotę jeszczr wszytko robić, uczyć się do matury, wykonywać codzienne obowiązki i robić dobrą minę do złej gry. Nic już nie jest dobrze, wszytko na czym mi zależało w życiu zostało spierdolone i narazie jetsem pewnien że to się nie zmieni. Wiem, że nieskładnie i chaotycznie ale może choć w części zrozumiecie co czuje.

Widząc, że życie na tej planecie nie jest idealne to zamiast polepszyć sytuację to ci wolą kraść, szkodzić innym, kłamać, więzić bez powodu, pozostawiać świat gorszym niż był, podwyższać wiek emerytalny (no, to jest już dla mnie jeden ze szczytów nieudolności w rządzeniu państwem), a to tego nawet stosować terror… Nie lepiej by było żyć skromniej i nie obawiać się, że sprawiedliwość może kiedyś dopaść?

Za głupi na wykształcenie, zbyt inteligentny by mieć wyjebane na to wszystko.
Zazdroszczę ludziom, którzy mają tylko problem na jednej płaszczyźnie życiowej bo zazwyczaj w innej mają lepiej. Przykładowo ktoś zarabia w kurwe siana, ale nie ma kobiety.
Ja od początku już za czasów szkolnych wiedziałem, że przegrywam i nic ze mnie nie będzie, ale się jeszcze okłamywałem, że może coś się zmieni jak tylko będę próbował.
Dziś mam 27 lat, średnie bez matury i nawet bez zawodu bo skopałem ostatni egzamin. Nawet nie mam czym kobiecie zaimponować bo i tak wiem, że po prostu odstaję od rówieśników dojrzałością czy chociażby szczeniackim i nieatrakcyjnym wyglądem.
Łatwo jest powiedzieć „nie użalaj się bo inni mają gorzej”. Nikt nie wejdzie do mojej głowy i nie zrozumie co w niej siedzi. Nie zrozumie bólu samego istnienia, obojętności, a czasem nawet zazdrości, którą duszę w sobie. Nie chodzę na wesela bo wiem, że mnie to nie czeka. Nie lubię przebywać na przerwach w robocie z ludźmi i słuchać ich pięknych planów na przyszłość bo ja już żadnych nie snuję. Pracy obecnej też nienawidzę i nigdy w żadnej nie przepracowałem dłużej niż rok a obecna jest bardzo stresująca co jeszcze bardziej ryje mi łeb.
Mogę się określić mianem „człowieka tła”. W moim życiu jestem tylko obserwatorem. Postacią, która nawet nie zagra drugoplanowej roli. Kimś kto pomimo prób, walki, porażek nie osiągnął totalnie nic.
Człowiekiem zbyt wrażliwym na ten świat. Kimś kto jest zbyt dobry pomimo tego, że dookoła wilki. Kimś kto chciałby to wszystko wykrzyczeć, ale jednocześnie zbyt stonowanym by to zrobić.
Chciałbym być prostszym w obsłudze. Być wrażliwym na jakieś używki, żeby to wyciszyć. Nie pozostaje mi nic innego jak trwać w tym marazmie.

Jestem astronautą z wieloletnim doświadczeniem.
Latałem na orbitę i dalej, do innych planet, układów a nawet galaktyk.
Ktoś zapyta, jak to możliwe, że jestem astronautą i latam w kosmos regularnie.
Otóż po pierwsze, trzeba mieć solidne wykształcenie.
W moim przypadku są to dwa doktoraty.
Jeden z matematyki, który obroniłem na Oxfordzie i drugi z fizyki, zdobyty w Cambridge.
Obecnie, doktoryzuję się z dwóch, kolejnych dziedzin a są to chemia na Yale oraz informatyka połączona z inżynierią ogólną na MIT.
Ponad to, mam doskonałą kondycję fizyczną.
Biegam, skaczę, turlam się, chodzę po linie i znam sztuki walki.
Dodatkowym atutem jest wrażliwość na kulturę i sztukę.
Nie jest mi obca opera, teatr, malarstwo, rzeźba czy poezja albo nawet proza, pod warunkiem że wychodzi spod pióra wybitnych twórców.
W tak zwanym międzyczasie, studiuję filozofię na Sorbonie oraz robię dyplom MBA ale to już tak dla sportu, można powiedzieć.
Jak więc widzicie, nie jest łatwo zostać astronautą.
Ten zawód stanowi zwieńczenie wieloletniej, ciężkiej pracy i nauki.
Teraz jestem geniuszem, którego każdy chciałby zatrudnić ale hola hola, potencjalny pracodawco.
Znam swoją wartość i zapewniam, że w Polsce nie ma podmiotu państwowego czy prywatnego, który mógłby sprostać moim oczekiwaniom.
Z tych powodów, pracuję wyłącznie poza krajem.
Głównie w USA, Japonii i Londynie.
Jutro start kolejnej misji ale jaki jest jej cel, tego jeszcze nie wiem.
Będę wiedział gdy dostatecznie się napierdolę, dużo mocniej niż jestem teraz.
Nara

Długo zastanawiałem się co wybrać, żeby najlepiej zobrazować skalę wyzysku człowieka. Drogie auto się do tego nie nadawało, bo w umyśle zakompleksionego Polaka wypasiona fura do szpanu jest w topie hierarchii wartości i nie oddała by chujni, o której chcę opowiedzieć.
Otóż wiecie, że bogacze mają różne fanaberie, na które potrafią w 1 dzień wydać równowartość waszych wieloletnich zarobków lub zarobków całego życia.
Celem tej chujni jest jak najbardziej zobrazować to jak przegrane jest życie człowieka, który musi zapierdalać całe życie na zapewnienie sobie bytu. Moim skromnym zdaniem jeśli tak ma człowiek żyć to lepiej w ogóle nie istnieć.
Otóż wyobraźcie sobie, że jakiś bogacz na szczycie, może CEO koncernu, w którym pracujecie, szejk, może właściciel dużej firmy, prezes banku, multimilioner co odziedziczył majątek wszystko jedno kupił sobie sporządzony ze złota i drogich kamieni kibel o wartości 2-3 baniek. Możecie zastąpić to dowolnym absurdalnym przedmiotem.
I teraz wyobraźcie sobie, że codziennie rano wstajecie do tyrki, z podkrążonymi oczami, niewyspani, jedziecie przez korki, potem 8 godzin dziennie lub więcej tyracie, wracacie z roboty i tak w kółko, dni, tygodnie, miesiące, lata, dziesięciolecia. Powtarzacie te same czynności do końca życia. W robocie harujecie, wylewacie z siebie poty, tyracie na taśmie, lub klepiecie jakieś raporty, przerzucacie stosy papierów, piszecie jakieś programy, płaszczycie się przed szefami, chodzicie na spotkania, dłużące, niekończące się godziny, dziesiątki, setki, setki tysięcy godzin. No i na końcu rodzi się on, złoty kibel.
Gratuluję. Całe wasze życie sprowadziło się do tego, żebyście mieli moc nabycia złotego sracza. Możecie kupić kawałek ziemi 2 ary, bo na więcej już wam nie starczy jak kibel pożre wam zarobki waszego życia i postawić sobie ten sracz dla bogaczy na środku działki.
Brzmi absurdalnie? Widziałem ostatnio żyrandole, które kosztują 2 średnie miesięczne pensje, ale to za mało. Robak się wkurwi tylko trochę jak mu powiesz, że 2 miesiące musi tyrać na żyrandol. Za to może wreszcie dotrze do tępego mózgu, że przegrał życie jak mu powiesz, że całe życie tyrał na równowartość złotego kibla.
Rzekomo ta sytuacja się poprawia i robakom zostaje nadwyżka kapitału, a jaka jest prawda? Fakt, możecie kupić dużo chemicznego żarcia i pojechać raz w roku na „all inclusive”.
A ile więcej możecie kupić za swoje zarobki metra mieszkania, ziemi, sztabek złota, biżuterii, akcji Apple, Microsoftu, Nvidii czy Coca Coli albo dowolnej dobrej firmy niż 20 lat temu? O ile więcej tego możecie kupić za srednią pensję? Policzcie sobie.
O ile więcej możecie kupić czegokolwiek czego nie zeżrecie i nie wysracie, albo nie rozjebie się po paru miesiącach użytkowania?
Fajnie was zrobili, wydaje się wam, że jest lepiej, a macie takie samo gówno jak było, żebyście myśleli, że może warto jednak jebać, bo jest niż demograficzny, trochę pachołków i niewolników zaczęło brakować, za dużo przekrętasów i 500 plusów.
Nic nie jest lepsze. Stać was na spokojnie tylko na to co jest wam potrzebne, żeby dalej zapierdalać, czyli na tanie syfiaste żarcie, używane auto, żeby dojeżdżać do zapierdolu, raty kredytu na norę, żebyście mieli gdzie kimnąć przed kolejnym dniem roboty no i na jakieś aplikacje i platformy streamingowe w abonamencie oraz używki, żebyście za dużo nie myśleli, znieczulić wam ból duszy i byście po robocie mieli czym zająć głowę i nic nie kombinowali.
Odpowiedzcie mi zatem na pytanie, czy na prawdę warto żyć jeśli ktoś to życie spędzi na dożywotnim zapierdolu i pod koniec z uśmiechem będzie mógł zostać właścicielem złotego sracza.
Ja doszedłem do wniosku że nie warto. Skoro nie jestem w stanie godnie zarobić chociaż od lat próbowałem i wykazywałem się w pracy, dostając za to jakieś marne uznaniowe podwyżki w wysokości kilkuset złotych brutto to stwierdziłem, że jak nie mogę dostać się do tej górnej warstwy to postaram się nauczyć się zostać kombinatorem na lewych zwolnieniach lekarskich, zasiłkach, skakaniach między firmami i innym graniu w chuja.

Dziś odwiedziłam lumpek.Ogòlnie są to cudowne sklepy gdzie kocham sie ubierać.Nie dość,że tanio to fajne ciuchy z dobrych materiałòw.Kurna spaceruje sobie po swoim raju patrze a tu fajne adidaski ide w ich kierunku i na mej drodze stanął ON- wielki,gruby ,wstretny kłak kurzu.Ominęłam parszywca.Jak tu nagle jakieś babsko zaczęło wsciekłą awanture o TEGO KURZA na biedną sprzedawczynie ,że brud ,syf .Kobieta tłumaczy,że zamiatała i go zmiecie bo nie zdążyła.Druga baba poparła te pierwszą .Drogą łańcuchową zrobił sie tumult i pisk.No mogła baba dyskretnie powiedzieċ,ze tam jest kot a nie rozdzieraċ paszczę na cały sklep.Ludzie uwielbiają pastwic się nad kims publicznie.Głosno agresywnie zwracać uwage.Patrzcie jam sprawiedliwy ten czy tamta robi źle.Kurna kobicie było przykro.No tak trzeba się dowartosciować ,dokarmić swoje EGO kosztem drugiej osoby.To tak jak publiczne,agresywne ,chamskie zwracanie uwagi innym o pierdoły.Grunt kogoś publicznie zeszmacić.Pani z lumpka to jest fajna kobitka.Po prostu nie zdąźyła kota zgarnąć bo klient ją o pomoc prosił
Wredni ludzie kochaja publicznie kogoś poniżyć.Wytykać głosno cudze błedy.