Ze względu na indywidualność nie miałem nigdy po drodze z rówieśnikami, zwłaszcza w latach szkolnych. Od początku pamiętam, że się na mnie uwzięli i to było na zasadzie bardziej grupowej, aniżeli jakiś indywidualny przypadek. Jak zapewne rozumiecie, utrudniało to jakiekolwiek relacje w czasie średnio szkolnych, jak i późno szkolnym. O relacjach damsko-męskich nie wspominając, bo człowiek był na starcie spalony. Potem w międzyczasie pojawiły się social media, oczywiście nie wszedłem w to, z wiadomych powodów i do tej pory nie korzystam, ale to chyba na plus. Następnie przyszedł czas studiów, na których trochę człowiek odżył, w międyczasie pojawiła się praca i pierwsze dorosłe doświadczenia. Było też pierwsze poważne zauroczenie, ale bez odwzajemnienia. Człowiek się tylko ludził ale dostał sprzeczne sygnały. W rodzinnym mieście nawiązywanie relacji stało się nie wykonalne, więc na magisterkę postanowiłem się wynieść, tutaj w pewnym sensie człowiek dopiero naprawdę miał nieco więcej szczęścia jeśli chodzi o lepsze relację, ale żeby kogoś poważniej poznać poświęciłem mnóstwo energii. Zaangażowałem się w znajmość ponownie z pewną dziewczyną, która także dawała pewne oznaki. Znajomość ta okazałą się po raz kolejny niestety nie odwzajemniona i człowiek sparzony kolejnym nieudanym podbojem miłosnym skupił się na pracy, wracając z powrotem do rodzinnych stron. Mineło trochę lat, pracy i miejsca zamieszkania ze względu na rodzinne powiązania nie zmienię (zresztą finansowo naprawdę jest ok i nie ma co narzekać), ale na tle życia prywatnego to jest jakaś kurwa abberacja. Po za pracą nie ma nic i nie ma jak tego zmienić. Czuje się duszony i tłamszony i nie widzę dla siebie rozwiązania aby wyjść z tej sytuacji. Rzeczy materialne przestały mnie cieszyć, żyje w smutnym jak pizda miescie, sama patologia dookola, brak perspektywnicznych mozliwosci aby spotkac kogos sensownego juz nawet nie mowiac o powazniejszej relacji. Nic mi sie nie chce, stracilem motywacje do samorozwoju, dbania o siebie czy czegokolwiek.
Chujnia życiowa
2023-09-24 19:0413
1

Skoro już jest tak dobrze jak piszesz(praca,zarobki,dach nad głową) a ty chcesz się poddać to frajer jesteś. Na znajomych i partnerki to takiego parcia nie miej, kiedyś samo przyjdzie jak będziesz trzymał fason.
Takie czasy niestety. Jesteś zdrowy to najważniejsze, reszta sama przyjdzie z czasem zobaczysz. Nim sie obejrzysz, a jakas niewiasta stanie na Twojej drodze tylko badz jeszcze cierpliwy.
Wiesz co z tym dbaniem o siebie to ja powoli też zaczynam zaniedbywać i mieć wywalone. Może to się wiąże z brakiem seksu właśnie choć powinno być odwrotnie, ale jest jak jest człowiek bez drugiej bliskiej osoby dostaje depresji i ma wyrąbane a ci co mówią że chcą być sami i nikogo nie potrzebują to dla mnie totalne dziwadła.
Tu dziwadło: z braku seksu i bliskości codziennie wmawiam sobie, że nikogo nie potrzebuję i dzięki temu przeświadczeniu jakoś jeszcze ciągnę ten beznadziejny żywot. Jebać miłość, przyjaźnie i płeć przeciwną!!!!
No to teraz zostań filozofem. A jak bardzo Ci zależy , a hajs masz , to leć do jakiejś Albani czy Gruzji , tam golf trójka styka , a jak mercedesem pojedziesz to będą myśleć że Rydzyk Maybachem przyjechał
A potrafisz zrobić fatala Scorpionem?
Zacznij chodzić do sauny. Można poznać wiele różnych osób. Nie nabijam się i nie mówię o jakimś pedalstwie. Do sauny przychodzi szerokie spektrum różnych ludzi. Siedzi się na tych ławeczkach i rozmawia. Tylko żebyś nie trafił na jakieś ortodoksyjne saunarium, gdzie trzeba być cicho. Ale tych jest mniejszość.
Nie cierpię ludzi którzy gadają w saunie
Masz wybór – możesz chodzić do tych ortodoksyjnych – morda w kubeł, stopy na ręczniku i pała na wierzchu obowiązkowo.