Ciota nie facet

Chyba jedynej osoby jakiej nienawidzę i której bym się pozbył, jestem ja sam. Mam wszystko, kobietę, mieszkamy razem, oboje pracujemy itp. Patrząc z boku jest w porządku. Jednego nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego ona jeszcze kurwa ze mną jest. Jako facet jestem mniej niż zero. Nie umiem nic, jeśli chodzi prace domowe żeby coś naprawić, lub zrobić to nie dość że prosi się mnie pół roku, to i tak jeśli się do tego zabiorę to albo znów przekładam na kiedyś tam, albo „kochanie trzeba pogadać z moim kuzynem…”. Bo ten to kurwa jebana złota rączka. Nie macie pojęcia jak się zjebanie czuje. O nim mogę powiedzieć że jest facetem w pełnej klasie. Natomiast jeśli spotykamy się ze znajomymi, samopoczucie jest identyczne. Zawsze czuję się niżej niż moi znajomi. Kurwa Ci to chociaż w minimalny sposób udowadniają że są odpowiedzialnymi mężczyznami. Np. dajmy na to, po pracy chodzą dorobić „trzaskają fuchy”. Jeden chuj jakie, naprawić komuś samochód, zrobić komuś remont w domu, zrobić szafkę na ciuchy. Robią to co potrafią. Chodzi o kasę. Dbają o swoją rodzinę. Ja to jestem jebanym mułem bagiennym. Po pracy przychodzę to kawka, net. Bo nic nie potrafię, żeby móc na tym zarobić, jebane beztalencie. A na koniec czytam książki, i staram się pisać jakiejś gówniane teksty opowiadania nikomu niepotrzebne. Tym pisaniem to się chyba tylko pocieszam, że jednak coś umiem. Gadanie. W tym związku to moja kobieta ma jaja. Hehe to właśnie ona dorabia, kombinuje, i jak już ma dość prosić mnie o coś to sama sobie to zrobi. Nie chce mi się męczyć z samym sobą. Jeśli ktoś napiszę że się użalam nad sobą, to nie zrobi to na mnie większego wrażenia, bo takie teksty już słyszałem tysiące razy. To jedyna rzecz jaką potrafię. A tak w ogóle to zajebista strona.

93
86