jebana damska niekonsekwencja

zacznę tradycyjnie od „kurwa!”. otóż sprawa przedstawia się następująco. laska mówi przez prawie trzy miechy, że mnie kocha, a potem nagle nie wiadomo skąd jej się odwidzi. najlepsze jest to, że mnie utwierdza dalej w przekonaniu, że to było prawdziwe uczucie, że ona na prawdę, i chciała być ze mną zawsze tylko nagle jak to powiedziała „otrzeźwiała”. to po jakiego chuja było mówić, że chce być ze mną nieważne co by się nie działo?!?! jak można żyć w takiej cholernej hipokryzji pytam się?! raz tak mówi, raz inaczej. a najlepsze, że dla niej wszystko pewnie jest w porządku bo robi to co uważa za słuszne. czyli co, chce cierpieć. to niech sobie cierpi. jak będzie mnie błagać i przepraszać to się zastanowię… zobaczę co z nią zrobię wtedy. lecz teraz jak już mówiłem chuj na to kładę po całej długości, szerokości i głębokości też. kładę chuj we wszystkich wymiarach, których liczba wynosi zapewne n. być może liczba ta ma też coś wspólnego z liczbą e ale w to też wbijam. i jeszcze tylko powiem, że ja Yeti i chuj. śrut

26
44