Monogamia

Kiedyś miałem zawsze dużo kobiet, raz nawet miałem taki czas na studiach, kiedy sypiałem z trzema na raz (znaczy nie w jednym łóżku tylko że trzy nie wiedzące o sobie kobietki były). Nie żebym był jakimś zdradzającym kutasem, to nie były jakieś poważne związki, nawet trudno to związkami nazwać. Nie byłem nigdy ruchaczem co to nawet wąsatego meksykanina przeora, ale jak policzyłem to 24 dziewczyny przez moją sypialnię się przewinęły. Wg mnie to dużo. Potem znalazłem tą jedyną, rok razem, big love, ślub, dziecko, normalne życie. Teraz już jest 3 lata po ślubie, i… kurewsko zaczęło mnie ciągnąć do innych dupeczek. Kurwa mać, teoretycznie mam wszystko, kocham moją żonę, za moją córę dałbym się pokroić, ale nie wytrzymuję psychicznie tej monogamii. Tym bardziej że wciąż mam powodzenie u kobiet, zresztą dbam o siebie i teraz po 30-tce wg mnie wyglądam lepiej niż kiedykolwiek, a nawijki nigdy nie straciłem. Nie pomogą jakiekolwiek nowości czy coś w tym stylu w sypialni, robiliśmy to już na wszystkie znane mi możliwe sposoby, z zabawkami i bez itd, itp., jedyne urozmaicenie które by mi pasowało to przelecieć jakąś nową dupeczkę! I myślę sobie co jest ze mną, mam tak wiele, tylu ludzi chciałoby mieć tak jak ja a ja myślę o zdradzie! Nie chce być skurwysynem. Śmieszy mnie pierdolenie psychologów (poczytałem trochę) że pragnienie zdrady jest sygnałem, że coś w związku nie gra. Po łącznie 4 latach z moją obecną żoną powiem wam tak: nawet gdybym miał za żonę Jessice Albe to w końcu chciałbym przelecieć jakąś inną. Lubię spędzać czas z moją żoną, żartować, kocham ją po prostu, ale już się kochaliśmy pierdylion razy, nie ma zaskoczenia już w tym, nic nowego. Znam każdy milimetr jej ciała, każde zachowanie. Mój kumpel mnie ostatnio „pocieszył” że też tak ma i przez to zachowuje się jak Al Bundy i uprawia ze swoją seks raz na miesiąc, czasem rzadziej. Kuźwa co za bezsens. Tylko nie piszcie żebym poszedł na dziwki, bo tych brudnych wiader do spuszczania się nie ruszę nawet za dopłatą.

67
87