Pewien pracodawca odmówił przyjęcia do pracy kogoś, bo zauważył, że kandydat miał za sobą kryminalną przeszłość.
Wyjechał już jakiś czas temu z miasta i wracał samochodem do swojego domu (bo w końcu nie mieszkania), wtem stanął mu na drodze pewien mężczyzna.
Pracodawca zaczął na niego trąbić, lecz ten nie usuwał się z drogi, więc postanowił wykonać manewr omijania.
Ów gość podrzucił mu pod koła kolczatki i w ten sposób dalej nie pojechał.
Wysiadł z samochodu i pyta się go, niemal przez zęby: co to ma znaczyć?
Gość stał sobie spokojnie i miarowo oddychał.
Pracodawca przybliżył się do niego, na co on odpowiedział mu gazem pieprzowym, bo to w końcu pracodawca bezpośrednio mu zagrażał.
– Wzywam policję! – mówi do niego pracodawca.
– Nie chciałeś mnie zatrudnić, teraz pewnie będę musiał zapłacić, tylko pytanie: z czego?
Może moja rodzina, która wcale nie jest winna temu co ja zrobiłem?
A może państwo z podatków, które – mam nadzieję – również płacisz?
– No dobra – odpowiada mu – możesz się nadać do ochrony, ale do mojego kolegi – zatrzymał się by złapać oddech – on ma pewne interesy w innym mieście, potrzeba takich, tylko żadnych głupstw, za drugim razem nie będę taki dobry.
Na całe szczęście lepiej płatne stanowisko pracy (pracodawcy) się nie zwolniło.
W sumie chyba lepiej niż kasjera w sklepie.
Zmyślona historyjka
2026-05-29 11:010
2
