Cześć, ludziska, problem (chujnię) mam. Nie wiem co z tym zrobić, komentarzy się domyślam, więc nie sądzę, że znajdzie się w nich jakieś rozwiązanie (choć może…), ale chociaż to z siebie wywalę. Z góry przepraszam za to, że będzie to długie, no ale inaczej się nie da. Skoro już tu wywalam żale, to niech będzie pełen obraz jak rzecz wygląda. Właściwie od dzieciaka chciałem w przyszłości mieć rodzinę. No mam takie, prorodzinne, jeśli tak to można określić nastawienie do życia i jest to dla mnie bardzo ważne. Z czasem, jak już dorosłem, i wiadomo, człowiek nagromadził trochę doświadczeń, to te wyobrażenia o własnej rodzinie się skrystalizowały. To znaczy. Nie jestem jakimś naiwniakiem, wiem, że nie ma idealnych ludzi, życie to nie sielanka itd. Ale zawsze wychodziłem z dość logicznego chyba założenia, że choć świat nie jest idealny, to jednak da się na nim jakoś „po ludzku” żyć. Trzeba spełnić pewne warunki, nie tylko materialne ale przede wszystkim charakterologiczne -mieć jakiś system wartości, zasad, by to życie jakoś sobie ułożyć -i wszystko będzie OK, ktoś się znajdzie, będzie miał podobne podejście i coś nam z tego wyjdzie. Z mojej strony nie było to problemem, bo ten system wartości i te zasady mam. Z wyglądu też nie straszę, kompleksów mieć nie muszę. Nawet kasa nie była problemem, bo zawsze jakaś, czasem większa, czasem mniejsza, była. Czyli nic nie stało na przeszkodzie, by kiedyś spotkać odpowiednią kobietę, spodobać się sobie, i koniec końców założyć razem rodzinę. Do tego więc, oprócz innych rzeczy, jakoś tam zacząłem dążyć. Z różnych powodów jednak (a jest ich naprawdę dużo, więc nie będę was nimi tu zanudzał), życie mi się tak potoczyło, że nie udało się dotąd tego celu osiągnąć. Nie mam bliskiej kobiety, a co za tym idzie także rodziny (biologiczna rodzina to właściwie patologia, choć nie taka stereotypowa z rynsztoka). Jak wspomniałem, różne rzeczy złożyły się na to, że byłem i jestem sam, ale z początku mi to nie przeszkadzało z dwóch powodów. Po pierwsze: jak to się mówi, „miałem czas”, nic na siłę. Po drugie: miałem bardzo jasno sprecyzowane kryteria co do kobiety, z którą chciałbym być. Wiem, jak to zabrzmiało, ale nie zrozumcie mnie źle: chodzi o to, że jeśli związek ma stanowić fundament, na którym coś się wspólnie buduje, to nie da się tego zrobić z kimś, kto nie spełnia naszych oczekiwań, bo po prostu gówno z tego wyjdzie. A dodatkowo po doświadczeniach z moją biologiczną rodziną, to wszystkiego może się odechcieć na samą myśl. Tak więc moje, nazwijmy to wymagania, tyczyły się przede wszystkim charakteru i nie były jakoś wygórowane. A przynajmniej tak mi się wydawało… No i tak leciał czas, a nie udało się natrafić na „tę jedyną”. Gdy pojawiała się czasem jakaś, która spełniała kryteria i którą polubiłem, to była już zajęta, a z racji zasad, nie było tematu. Do tego jakiś czas temu powinęła mi się noga jeśli chodzi o finanse, więc obecnie szału z nimi nie ma. W miarę upływu czasu, a pierwszej młodości już nie jestem, coraz bardziej doskwierał brak tej drugiej osoby. Wreszcie któregoś dnia spotkałem kobietę, której notowania rosły, w miarę jak ją poznawałem. I naprawdę uwierzcie, że to pod wieloma względami unikat w dzisiejszym świecie -nieoszlifowany diament. Nie szło się do niczego przyczepić. Można by powiedzieć, że będzie happy end. W czym więc chujnia? Bo zanosi się na to, że nie będzie. Choć lody zostały przełamane, znajomość się rozwijała i zaczęliśmy się spotykać, to niedługo po tym ona zrobiła „krok w tył” -znajomości nie zerwała, ale dała wystarczająco jasno do zrozumienia, że nie ma ochoty na bliższą znajomość niż to, że może czasem przypadkiem miniemy się gdzieś na mieście. Przynajmniej teraz. I tu jest pies pogrzebany. Wiem, że jest sama. Wiem, że tłumy nie waliły i nie walą drzwiami i oknami, bo dzisiaj takie czasy -liczy się lans, kasa, wygląd supermodelki itd, czyli cała ta powierzchniowość. Wiem, że mogłoby coś z tego być, gdyby zechciała i gdyby sprawa się rozwijała. I jestem w czarnej dupie. Z dwóch powodów. Pierwszy. Nie zamierzam zmieniać swojego podejścia, zasad i kryteriów jeśli chodzi o kobietę. Poza tym na tą chwilę trudno mi sobie nawet wyobrazić, że to będzie ktoś inny niż ona. Drugi powód zaś jest jeszcze gorszy. Jak mówiłem, jestem w finansowym dołku. Mam jednak szansę się z niego w najbliższym czasie nie tylko wygrzebać, ale jeszcze w przyszłości nieźle ustawić. Biorąc pod uwagę pierwszy z powodów, wychodzi na to, że jeśli mi się to powiedzie finansowo, a ona potem zdecyduje się odwzajemnić zainteresowanie, to będzie oznaczało, że ten „nieoszlifowany diament” miał jednak ukrytą dużą wadę. Na domiar jednak złego może być też i tak, że jednak nie jest materialistką -naprawdę uwierzcie, że nie ma jej do tej pory co zarzucić- ale ja w to wtedy i tak nie uwierzę. Tym bardziej, że znamy się ładny kawałek czasu i widzę, jak się powoli zmienia, dostosowując się do dzisiejszego, zasranego świata (czyli w tym wypadku zmienia się na gorsze). A niewiele rzeczy jest gorszych u kobiety, przynajmniej dla mnie, niż właśnie materializm i wyrachowanie. Tak czy inaczej, będzie to koniec. No i jest chujnia, ludzie. Bo nie dość, że załapałem doła z jej powodu, to jeszcze ten dół się kurewsko pogłębił, gdy zdałem sobie sprawę, że, statystycznie, następną taką spotkam, gdy będę w wieku późno emerytalnym, kiedy już będzie dawno za późno. A do tego jeśli nawet ktoś taki jak ona rzeczywiście jednak jest „zepsuty”, to pewnie zawsze będę sam, co jest naprawdę gówniane, bo wszystko traci sens, jeśli w ogóle jakikolwiek sens to życie ma. A nie potrafię machnąć ręką na to moje podejście do tego wszystkiego, pójść do pierwszej z brzegu, byleby się jakoś podobała, i z nią się związać byle by było. Mogłaby wyglądać nawet jak supermodelka i tak bym nawet przysłowiowym kijem nie tknął. Odrzuca mnie. Dosłownie. No i co robić? Natrętne myślenie o tym wszystkim nie daje mi spokoju i obrzydza życie, nie chce mi się nawet pójść do łazienki, żeby pysk wodą ochlapać, o doprowadzeniu się do jako takiego ładu nie wspominając, siedzę i wegetuję bezczynnie od rana do wieczora, bo po prostu nie widzę sensu w tym wszystkim. Przestało mieć jakakolwiek wartość. Nie ma po co, nie ma dla kogo, nie ma z kim. Ech… Sorry, że to takie długie wyszło, ale sami rozumiecie.
Chujnia z kobietami. Odsłona kolejna.
2015-09-20 11:0238
34

Jesteś pojebany i tyle. Rozumiem mieć jakieś zasady i się ich trzymać, ale poważnie, nigdy w życiu nie zrobiłeś czegoś przeciw wszystkim zakazom i nakazom? Życie to nie przechodzenie jedną drogą z miejsca A do miejsca B. Czasami trzeba wybrać inną ścieżkę, nie koniecznie tę najbardziej równą.
Weź w końcu sznur pedale.
nie jesteś dla niej atrakcyjny
Jestem znanym profesorem, autorytetem i twarzą akcji: „ Rozmnażajcie się na potęgę”. Twój wpis sprowokował mnie do udzielenia ci wskazówek. Tak więc, chłopcze drogi, popadłeś w tarapaty, albowiem wszystko ci się, za przeproszeniem, popierdoliło. W twoim wywodzie sam, między wierszami, zdiagnozowałeś swoje problemy. Starczy to tylko poukładać. Masz już solidną podstawę człowieka prorodzinnego. Mimo, że świat jest taki jaki jest: czyli na ogół chujowy (przepraszam za nieelegancki język, ale żargon naukowy wymaga przede wszystkim precyzji), to jednak odczuwasz irracjonalną potrzebę założenia rodzinnego stadła i spłodzenia jakiejś ilości potomków. Nie wiesz, po co, ale tego chcesz. Tak po ludzku. Brawo! Do tej pory jest idealnie. Tak myślał twój ojciec, dziad, pradziad, prapradziad i inne prabydlęta w ciemnych wiekach świata, po sam korzeń twego drzewa genealogicznego. Dalej również postępujesz niezgorzej. Jako samica pawiana poszukująca samca z najczerwieńszą dupą, tako i ty poszukujesz kobiety o najatrakcyjniejszych cechach, aby wasze potomstwo miało jak największe szanse w późniejszej walce o byt. Ponownie: brawo! Niestety, dalej zbaczasz z drogi, ponieważ cechy, które przedstawiasz jako najatrakcyjniejsze, są cechami w istocie pozbawionymi znaczenia. Dlatego są tak rzadkie (ewolucja je ruguje) w otaczającym nas świecie. Ba! Istnienia niektórych spośród nich nie zdołała udowodnić, ani sowicie sponsorowana nauka amerykańska, ani srodze motywowana batem nauka radziecka. Oczekujesz od kobiety pewnego rodzaju idealistycznej bezinteresowności uczuć, antytezy wyrachowania! – któż to widział, drogi chłopcze! Tego nie ma w żadnym podręczniku! Tego nikt nie zdołał udowodnić doświadczalnie! Kto insynuuje coś takiego teoretycznie, ten jest skazywany na ostracyzm i oskarżany o szarlatanerię! Owszem, występuje pewna romantyczna odmiana miłości, ale, na Niebiosa! – nie u kobiet! Jedynie u dziewcząt! A i to nie u wszystkich. Zapewnienie potomstwu dostatniego gniazda jest priorytetowe! Cóż to niby za diament, który do aktu prokreacji dopuszcza byle łajzę. Jeśli wybranka twa okaże się bardziej chętna do swawoli w okresie, kiedy wyjdziesz z finansowego dołka, to wiedz, żeś właśnie trafił na diament. Jako suka wąchająca dupę psa w poszukiwaniu wiele mówiących aromatów, tako i twoja wybranka, krąży wokół twego portfela badając możliwości. To nie powód do dąsów, taka jest natura. Nierealne i wyrafinowane wzorce, twarde jak stal moralne kręgosłupy, długie niczym srajtaśma listy wymagań – po co to komu? To ułuda. Coraz większa część ludzkiej populacji (męska jak i żeńska) cierpi z tego powodu. Co zabawne (ale i tragiczne), kiedy zejdą się dwie osoby o takich aspiracjach, to i tak nic z tego nie wychodzi, a w najlepszym wypadku efekt jest taki sam, jak w przypadku połączenia dwojga osobników, którzy poszli na żywioł, czyli: srogie ruchańsko i ciąża. Supermodelki byś nie tknął, bo materialistka? – Czy ty się słyszysz, drogi chłopcze?! Wszak wybitny seksuolog pof. A.Duporżnieńcef udowodnił dawno temu, że byś tknął , bylebyś tylko miał odpowiednią ilość tego „materiału” na przywabienie. Wiesz jaka jest różnica między tobą, a twoim praszczurem, który w mrokach swej jaskini wpełzał na twą owłosioną, śmierdzącą, pramatkę? On miał spokojną głowę. Brał jak leci i cieszył się z tego. Nie tylko jego pula genowa, w przeciwieństwie do twojej, szła w świat, ale i jego życie było przyjemniejsze. Skupiał się jedynie na przynoszeniu odpowiedniej ilości mięsiwa dla potomstwa i rażeniu maczugą w pizdę, konkurentów w wyścigu do dupy. Jego lista życzeń była krótka: dobra dupa, dobre cyce i …to tyle. Pewnie zakrzykniesz: Ależ ja nie jestem troglodytą! Czasy się zmieniły! – ja odpowiem: Czyżby? To dlaczego siedzisz, spłukany i kopnięty w dupę przez jakąś powiatową królewnę, zastanawiając się nad mizerią ludzkiej egzystencji? To nie świat jest zasrany, drogi chłopcze, tylko ty wypadłeś z jego zdrowych torów i dorabiasz do tego filozofię. Skoro jesteś prorodzinny, to musisz sobie zdać sprawę, że rodzina to nie lot w kosmos, to nie żadne głębokie misterium. Wszyscy dookoła brali co mogli najlepszego, albo co było, i zalewali formę, bez głębszej refleksji, a potem jebali na to w kieracie jak dzikie osły. Taka jest natura i tego od ciebie wymaga, niczego więcej. Nie podobają ci się zasady gry, to nie graj i skończ pierdolić, drogi chłopcze, albo graj według zasad. Mam nadzieję, że pomogłem.
Z pozdrowieniami. dr. hab. Józef Drąg
Ps. Zdobądź tę lafiryndę, drogi chłopcze, i napierdol jej w rajstopy również w moim imieniu, bo u mnie już wiek nie ten….
rup doktorat, zausz firme. a nie, to nie to. tak na prawdę też jestem nieszczęśliwy z tego powodu, współczuję stary…
@4 elegancko, leszczu zmasakrowany, filozof jebany
@4 Cóż, profesorze… 😉 Dzięki za wykład. I masz rację. Ja zresztą wiem o tym wszystkim, o czym napisałeś (to jest: znam te wszystkie mechanizmy i wiem, jak świat jest skonstruowany). Tylko, że wiedzieć to jedno, a móc coś zrobić to drugie. Tak zostałem nauczony, taką mam mentalność, jak przedstawiłem w powyższej chujni. I to do bólu. Tym samym tego już nie zmienię, zresztą za stary się na takie gruntowne zmiany robię. Dlatego choć wiem, to wszystko, o czym napisałeś, to niestety nic mi to nie pomoże. „Supermodelki byś nie tknął, bo materialistka?” Tak. Dokładnie tak jest. Jak kobieta nie pasuje mi z charakteru, to autentycznie momentalnie traci dla mnie całą swoją atrakcyjność. Jak pod względem poziomu inteligencji, to traci jej większość. A wyrachowana naprawdę obrzydza jak, nie przymierzając, trędowata. Bez względu na jej atrakcyjność fizyczną -ja zauważę, że jest ładna, owszem, tylko, że jest mi to totalnie obojętne. Przez lata sprawdziłem empirycznie wiele razy -z uwagi na dawne zarobki, stać mnie było na naprawdę towar z wysokiej półki, jeśli chodzi o takie „superdupy”, nie mówiąc już o byle jakich dziwkach czy puszczalskich. Tylko one miały ten haczyk, że były wyrachowane, lub miały fatalny charakter. Nie ma takiej możliwości, że mógłbym z taką żyć pod jednym dachem, wiedząc, że okłamujemy… właściwie to siebie nawzajem, jeśli chodzi o podstawy, które mi wpojono. Do tego awantury byłyby codziennością, więc i tak gówno by z tego szybko wyszło, czyli rozwód i znów w punkcie wyjścia. A te głupsze, łatwe, puszczalskie też odpadają, bo oprócz tego co powyżej, to jeszcze w przysłowiowe lustro bym spokojnie nie mógł spojrzeć, że taką wykorzystałem choćby tylko na jeden raz, a przed samym sobą się nie ucieknie. Ergo: tak, problem jest we mnie, choć to świat po prostu tkwi w tym, co pierwotne i zakłamane i uważa to za normę, ja tylko miałem nieszczęście (?) być zbyt gruntownie czego innego nauczony. Ale niestety niczego to nie zmienia. Na tym właśnie ta moja chujnia po części polega. Stąd właśnie poczucie bezsensu tego wszystkiego. Ale dzięki za próbę pomocy. /autor chujni
@1. „Rozumiem mieć jakieś zasady i się ich trzymać, ale poważnie, nigdy w życiu nie zrobiłeś czegoś przeciw wszystkim zakazom i nakazom?” Oj, zrobiłem, ale to były rzeczywiście jakieś drobiazgi i od wielkiego dzwonu. Nigdy nie było to coś, co podpada pod jakieś naprawdę poważne czy życiowe kwestie i zasady z nimi związane. „Życie to nie przechodzenie jedną drogą z miejsca A do miejsca B. Czasami trzeba wybrać inną ścieżkę, nie koniecznie tę najbardziej równą.” Zgoda. Wiem, że życie nie jest idealne. Tylko wiesz, w wypadku tematu takiego jak ten, to sprowadzałoby się do ciągłego oszukiwania siebie nawzajem -ona mnie, ja ją – i użerania się z tym wszystkim, co z tym związane. Na dłuższą metę nikt tego nie wytrzyma. To nie jest jakiś drobiazg, to kwestie fundamentalne, przynajmniej dla mnie. Dlatego mam z tym taki przepierdol. A dodatkowy mam z tego powodu, że dziewczyna jest naprawdę klasa (bo jeszcze nie wiem, czy rzeczywiście okaże się wyrachowana, to dopiero przede mną w najbliższym czasie). /autor chujni PS. Widziałeś może taki film „Drogówka”? Tam główny bohater, swojemu własnemu dziecku wmawia i wpaja jakieś zasady, podczas gdy sam nawzajem ze swoja żoną się zdradza, robiąc, sobie nawzajem i dzieciakowi przy okazji, z domu piekło. Idzie do roboty, gdzie razem z kumplami, ma robić jedno jako porządny człowiek i do tego policjant, a przy okazji na boku robią drugie. Ja wiem, że „takie życie”, nie urodziłem się wczoraj. Ale mam cholerny rzyg na właśnie coś takiego. Po prostu. I nie potrafię inaczej. Tak to mniej więcej wygląda.
Jestem znanym poetą, twarzą akcji: „Szukaj tej jedynej, choćby do śmierci usranej”. Rzeknę ci przyjacielu słów kilka, ku pokrzepieniu serca. Nie słuchaj rad profesora Drąga, bowiem człek to zgorzkniały do szczętu, skrupułów pozbawiony i z romantyzmu wyprany. W dodatku wulgarny, jako ten jego praszczur z ciemnicy wypełzły. Nie szkiełko i oko do miłości przykładać trzeba, a serce. Ludzie przyziemni twierdzą, że nie ma miłości, która by wyrachowaniem nie była podszyta, a jeśli się która taką zdaje, to jeno dlatego, że nie dość uważnie się jej przyglądasz. Jeszcze inni twierdzą, że wyrachowanie miłości nie wyklucza, bo każdy człowiek trochę kalkuluje i szuka korzyści. Wszak – powiadają – pasztet, choćby i najcudniejszego charakteru, i tak w dupę kopnięty zostanie. Czyś zatem bez skazy, sam rozsądzić musisz. Ale furda z nimi, ku pokrzepieniu być miało…. Pokonajmy profesora Drąga jego własną bronią. Czyż logika i prawdopodobieństwo, nie wskazują na to, że skoro takie a nie inne poglądy wyewoluowały u ciebie, to gdzieś po świecie chodzić musi choć jedna (lub więcej) istota płci żeńskiej o poglądach tożsamych z twoimi? – Oczywiście, że tak! Czyż nie godzien pochwały człowiek, który ponad cielesne rozkosze i powszednią małość, przedkłada wzniosłe ideały i przymioty ducha? Szukaj tedy wytrwale tej jedynej. Takie twoje przeznaczenie, bo jak sam powiadasz, zmienić tego w tobie niepodobna. Powodzenia z całego serca ci życzę, bo choć nagroda wspaniała, to droga to ciężka i niepewna, a to co rzadkie jako diament, rzadko komu w udziale przypaść może. Jeśli się uda, wnet wszystko sensu nabierze, jeśli nie, sama walka po słusznej stronie życiu sens nada. Ja tymczasem zbieram się już, gdyż odczyt mego najnowszego tomiku się zbliża, a siły takiej nie ma na ziemi i w niebiesiech, żeby poeta po odczycie nie zaruchał. Z pozdrowieniami, Remigiusz Aleksander Pręt
Eh… wydaje mi się że troszkę dramatyzujesz jeśli chodzi o tę dziewczynę, która się wycofała.
Ale po kolei; wg mnie jesteś jednym z tych nielicznych (w dzisiejszych czasach) wartościowych mężczyzn, którzy pragną żyć z jedną kobietą i założyć z nią rodzinę. Bardzo to cenię u mężczyzn.
Moja rada brzmi następująco: nie rezygnuj z tego. Nie poddawaj się w poszukiwaniach tej odpowiedniej życiowej partnerki. Szczególnie, że na świecie jest dużo kobiet, które wypatrują właśnie takiego partnera. Wcale niekoniecznie będziesz musiał szukać takiej pół wieku. Nie widzę sensu w podobnych przewidywaniach.
Z tego co piszesz, uważam że nie będziesz szczęśliwy jeśli zwiążesz się z dziewczyną, która nie spełnia Twoich oczekiwań. W związku z tym po co to robić? Oczywiście wymagania każdy ma inne i niekiedy irracjonalne, dlatego warto się dobrze zastanowić nad nimi i je sobie porządnie zweryfikować. Szczególnie z biegiem lat. Pomyśl jakie cechy w odpowiedniej dla Ciebie kobiecie są tymi na prawdę 'niezbędnymi’. Na niektóre mógłbyś ewentualnie przymknąć oko lub też wyjść z założenia, że kobieta która szczerze kocha będzie skłonna nad paroma swoimi 'wadami’ popracować, tak aby nie sprawiały przykrości mężczyźnie z którym jest. Mówię z własnego doświadczenia. Sama nie jestem idealna i jeśli mój partner daje mi do zrozumienia, że dana cecha jest mu niemiła, a ja uznam że faktycznie, jest w niej coś niedobrego, to staram się ją zmienić. Mówię tu o małych rzeczach, nie o fundamentalnych cechach charakteru.
Ludzie posiadają wady ale niekiedy nawet nie zdają sobie z nich sprawy, lub nie domyślają się że ktoś inny mógłby daną cechę uznać za wadę. W związku z tym myślę, że ludzie którzy są razem, kochają się – będą się starali 'dotrzeć’, tak aby każdemu z nich żyło się nawzajem ze sobą jak najlepiej. Pamiętaj, że życie masz jedno i postaraj się je przeżyć jak najlepiej. Nie warto rezygnować z tego co dla nas ważne.
Co do tej dziewczyny z Twojego postu, to nie wiadomo do końca dlaczego się wycofała. Być może coś jej się w Tobie nie spodobało, mogło być to nawet to, że obecnie masz kryzys finansowy. Oczywiście materialistki się zdarzają i to w całkowicie negatywnym tego słowa znaczeniu. Jednak Pan Profesor z komentarza wyżej, dobrze Ci to już wyłożył. Kobiety muszą patrzeć na ewentualnego kandydata na męża pod kątem jego finansów. Rozsądna kobieta musi mieć w mężczyźnie oparcie finansowe, musi czuć się bezpieczna materialnie przy nim. Musi wiedzieć, że ten mężczyzna będzie w stanie samodzielnie lub razem z nią utrzymać dom i rodzinę. Nie widzę w tym nic złego. Natomiast jeśli kobieta skoncentrowana jest tylko na portfelu mężczyzny i to jest dla niej priorytet, no… to myślę, że nie jest to osoba dla Ciebie.
Tak więc powtarzam: nie poddawaj się. Nie bądź też zbyt uprzedzony, jeśli dostrzeżesz w kobiecie coś co Ci się nie podoba – nie skreślaj jej od razu nieodwołalnie. Zanim to zrobisz poznaj ją dobrze.
Powodzenia 🙂
elo chopie wyluzuj, może byc tak ze to brak kasy ale wiem po sobie jestem robolem ale zarabiam duuzo ponad srednia krajowa ale z robota bywalo roznie, w zyciu jest tak ze jak mamy to jestesmy pewnie siebie emanuje od nas sila pewnosc siebie pewne takie emocje, wiem po sobie ze jak nie mialem to inaczej ludzie mnie traktowali chociaz nie mogli wiedzidec, z automatu jestes slabszy pozwalasz sobie wejsc na glowe, czesto problem lezy w nas, zwruc uwage na innych jak Cie obecnie odbieraja, moze byc tak ze sie uporasz i wzbudzisz zaintreresowanie laski i nie dlatego ze masz kase ale dlatego ze inna energia od ciebie bije,
btw. idealizujesz laske i powoli zaczynasz dostrzegac to co przyslonily ci emocje z nia zwiazane, pozdro
gdyby w ogole nie myslała o tym, jak facet sobie radzi również finansowo to tak jakbyś ty w ogóle nie zwracał uwagi na to czy ona dba o higiene osobistą.