Chroniczny brak czasu

Tyle ciekawych rzeczy, tyle zainteresowań, tyle marzeń i co? I jajco, nie ma czasu. Uwielbiam sztuki walki, airsoft, paintball, strzelectwo, wędkarstwo. I co? No i jajco! Chciałem zapisać się na kick-boxing, niestety, treningi odbywają się wtedy, kiedy jestem w pracy. Sesja ASG ze znajomymi? Nie, bo jestem w pracy. Znajomy wołał mnie na strzelnicę, niestety musiałem odmówić. Wypad na ryby z ojczulkiem? Nie da rady, bo trzeba iść do pracy. Jestem na diecie, nie jadam wielu rzeczy, trzeba jeździć na zakupy do marketu. Nie zawsze jest czas bo… praca. Żeby pobiegać spokojnie muszę wstawać o 4-5 rano. Do tego rzucam palenie i nie mogę pić niczego mocniejszego, co jest dla mnie szokiem. Fizycznie czuję się świetnie, ale psychicznie jestem wrakiem. Wychodzi na to, że współczesny człowiek nie ma prawa do niczego oprócz pracy i kilku godzin snu. Albo pracuję, robię to co lubię i w efekcie chodzę niewyspany albo nie pracuję i nie mam kasy na nic albo pracuję i odkładam na emeryturę. GIT! KURWA MAĆ!

26
49

Kto przestaje być przyjacielem ..

Kto przestaje być przyjacielem – nigdy nim nie był… i w końcu dane mi jest się przekonać, że to prawda. Ja naiwna zaufałam, a teraz poszłam w odstawkę, bo się pojawiła inna osóbka, zajęła swoim ciężarem moje zgrabne miejsce. Może się wydawać, że to jakaś beznadziejna błahostka, że przejmuję się byle czym ale kurna poczucie zawodu chyba w każdym przypadku jest ohydne. Zwłaszcza, że ktoś do kogo się przywiązałeś, ma w dupie to co myślisz ostatecznie i cie olewa. W końcu się z ciebie wyśmiewa. Pewnie… bywa ale czemu to honorowo się nie może zakończyć, bez komentarzy i zawiści, bo przecież nie moja w tym wina, że jest jak jest!

30
45

Wytrzeźwieć nie mogę…

Ostatnimi czasy mam wielki ale to bardzo wielki problem z piciem… Od 2 tyg codziennie chodzę napierdolony jak szerszeń… Wstaję rano i zawsze mówię, że od dzisiaj nie piję… Ale gdy tylko idę do sklepu po kefir i zauważę lodówkę pełną pysznego zimnego piwka to aż ciarki mnie przechodzą i od razu muszę się skusić na przynajmniej jedno… A jak to wiadomo z jednym głupio do domu wracać to ćwiarteczkę też mi się zdarza kupić…(ćwiara z rana jak śmietana). Dziewczyna przez picie mnie rzuciła i wszystko się pierdoli… Czekam aż znajdę takie zajęcie, że będą mi płacili za picie. Wiem, że to jest głupie ale moim zdaniem realne… Każda mi powtarza abym robił to co lubię, a więc ja robię to co lubię i robię to dobrze, a nie chujowo tak jak reszta!!! WÓDA PONAD WSZYSTKO!!! BO WSZYSTKO INNE TO CHUJNIA!!!

29
39

Randka daleko od domu

Umówiłam się na randkę z facetem, który mi się zajebiście podoba. No więc w czym problem? Problemów jest kilka: (1) randka jest w listopadzie, bo: (2) mój ?wybranek? mieszka jakieś 1400 km ode mnie, więc (3) szanse na jakikolwiek związek są nikłe, o ile nie zerowe; (4) spotkanie odbędzie się na gruncie neutralnym, co oznacza, że muszę przebyć 300km, on ponad 1600, a w związku z tym (5) spotkanie będzie dwudniowe, a my będziemy razem spać. A na koniec dobrego (6) nie jestem nawet pewna, czy on postrzega tą całą szopkę w kategoriach randkowych, czy raczej imprezowych. AMEN

33
66

„Okres”

Pierdolony okres, wymówka na wszystko, usprawiedliwienie, które zawsze i wszędzie zamyka gębę i nie ma żadnego ale, jak ja tego nienawidzę! Człowiek się stara być najlepszym jakim może być, szanować to w jakim jest stanie, nie sprawiać żadnych kłopotów, pytać delikatnie o wszystko – no i kurwa PO CO? Przecież wystarczy, że w jej głowie się zachce odpierdolić, i na nic już nie odpowie, „BO MI SIĘ NIE CHCE”, nic już miłego nie powie tylko zacznie truć truć i truć, obrażać się i obrażać mnie, i zawsze ZAWSZE dojdzie do wniosku, że ona to ze mną być nie chce. A za parę dni mam pamiętać, że nic się nie działo, bo już normalnie będzie. Mam tego dosyć. Czasem sobie myślę, że ona się bezczelnie świadomie i celowo nade mną znęca, bo jestem skazany na siedzenie jak jebana trusia i nie drażnienie skarbusia. Panie jak ja tego nie cierpię!! Nic miłego.

24
51

Jestem suką

Zawsze jestem szczera i mówię to co myślę, przez co wszyscy uważają mnie za wredną, złośliwą sukę. Oto moja chujnia.

36
51

Studniówka

Witam. Jestem w klasie maturalnej, więc przede mną studniówka, na którą tak naprawdę nie chcę iść. Po prostu nie mam ochoty. W szkole każdy gada o tym balu, już rozmyślają o strojach itp. Kiedyś zasugerowałem przy kolegach i koleżankach, że nie idę, a oni na to, że taka impreza jest raz w życiu, że będę żałować. Dlatego postanowiłem to wszystko przemyśleć. Jedynym powodem, dla którego bym poszedł jest to, że będzie cała klasa. Że chcę razem się z nimi bawić, że to ostatnia taka zabawa w szkole z moją klasą. Argumentów przeciw jest więcej. Wiem na pewno, że jak pójdę na 100% nie będę tańczył i się bawił. Nie umiem tańczyć, poza tym nie jestem osobą rozrywkową. Nie chodzę na dyskoteki, zabawy ani nic podobnego. To nie są moje klimaty. Zresztą grana muzyki też mi nie pasuje. Głupio mi też byłoby jakbym zaprosił na studniówkę jakąś koleżankę (dziewczyny nie mam) i razem z nią bym siedział przy stole. Głupio bym się czuł, że się z nią nie bawię. A co do całej sytuacji w domu. Nikt mnie jakoś specjalnie nie zmusza do studniówki. Moja mama powiedziała, że jak nie chcę to nie muszę, ale dodała, że jak ona była w moim wieku nie mogła się doczekać tej studniówki, że to był taki zaszczyt, pierwszy taki bal itp. Czasy się zmieniły. Nie uważam studniówki za coś specjalnego i fajnego. Najbardziej z tego wszystkiego obawiam się tego jak po dokonaniu przeze mnie decyzji będę postrzegany przez innych. Jeżeli nie pójdę będą uważać mnie za chama, który nie lubi swojej klasy. Natomiast jeżeli pójdę to nie będę się bawić i wyjdę na jakiegoś sztywniaka. Ogólnie nie obchodzi mnie to co inni myślą o mnie, ale też na pewno nie jest milo usłyszeć jakieś złe słowa o własnej osobie. Dlatego nie wiem co zrobić.

61
65

O kobietach nie wiedzących czego chcą

Chujnia – jak wiele innych o miłości, rozczarowaniu, zmianie życia i pewnych wnioskach, o których mało się tu mówi. Więc od początku… Cofamy się dwa lata do tyłu. Mój dogorywający związek, który trwał 4 lata, dorastał wreszcie do apogeum zaręczyn i myśli o wspólnym życiu do końca naszych dni. Byłem czuły, opiekuńczy, mogła na mnie zawsze liczyć, zaangażowałem się na maksa… kochałem ją, a nawet nie kochałem (to za płytkie określenie) – darzyłem miłością, byłem cały dla niej… ona również dla mnie. Jednak widziałem, że coś jest nie tak, a raczej (jako że jestem idealistą) nie otrzymywałem od niej tego co sam jej oferowałem, a czego chciałbym by mi dawała. Nie mówiła o swoich uczuciach do mnie. Przez okres 4 lat nigdy (NIGDY) sama od siebie nie powiedziała mi, że mnie kocha. Zawsze były dopytywania z mojej strony i jej potwierdzanie, nie chodzi tylko o wyznawanie miłości ale ogólnie uczuć do mnie i innych. Zaczęło mnie męczyć to po dwóch latach – rozmawiałem z nią ze 100 razy na ten temat – żadnego rezultatu. Kur**, jeden drobny szczegół zmienić dla ukochanej osoby… Przed oświadczynami dochodziłem do wniosku, że jest ona jak trzcina na wietrze (ja byłem tym wiatrem). Co bym nie zrobił było dobrze, oświadczyłbym się to by oświadczyny przyjęła, rozstałbym się z nią to by się rozstała. Zero walki, zaangażowania, odczuć, własnego charakteru. Tak mocno ją kochałem, że w pewnym momencie, jej szczęście stało się dla mnie priorytetem, poświęciłem się – „wypuściłem ptaka z klatki” – okaz wolności w miłości i co? „Ptaszek nie wrócił”. Po kilku miesiącach usłyszałem, że za bardzo mi zależało na niej i to dlatego, że powinienem wykazać więcej obojętności… KUR**… dzięki 😉 To połowa chujni. Nie chwaląc się i mówiąc całkiem obiektywnie jestem dosyć atrakcyjnym facetem, który jak myślę bardzo podoba się dziewczynom. Co zmieniło się w moim życiu? Całkowicie odjałowiłem moje pojęcie miłości, jej ideał legł w gruzach, a ja skażony toksyczną miłością tak silnie cierpiałem prawie rok, że wytworzyła się we mnie wielka niechęć do dziewczyn, a raczej związków, angażowania się itd. I co teraz się dzieje? Przez okres półtora roku (jakieś pół roku od rozstania, bo przez ten okres w ogóle nie chciałem mieć kontaktu z dziewczynami) znów nie chwaląc się połamałem serca 5 dziewczynom… Nie wspominając już o mniejszych sprawach, których nie zliczę. Jak to kur** dziewczyny jest, że spotykacie się z gościem, który na pierwszym spotkaniu mówi Wam jasno i do rzeczy, że nie będzie się angażował (w wiadomym sensie), że nie chce związków, dziewczyn, niczego po za normalną znajomością, a Wy kur** jak na przekór zakochujecie się w nim po uszy?! Jak to kur** jest dziewczyny, że na imprezie, gdy siedzę z kumplami, pije piwo i się dobrze bawimy, gdy oni podbijają do „lasek” prawią komplementy, a ja całkowicie to zlewam (powiem więcej, nieraz dogadam coś niemiłego ale szczerego) to kleicie się do mnie, a nie do kumpli, którzy tego chcą?! Jak to jest dziewczyny, że potraficie silnie flirtować czasami narzucać się wręcz (nawet oferując siebie) żeby tylko zabłysnąć przed gościem, który niczego nie chce?! Jak to jest, że mówicie o swoich idealnych mężczyznach, którzy są opiekuńczy, kochający itp. ale gdy kur** dostajecie takiego faceta to „za bardzo się angażuje” i wolicie takiego fiuta jak ja, który ma w dupie całe związki?! Przeczycie same sobie, chcecie czegoś czego nie chcecie tak naprawdę, ale jak tego nie macie to jest źle, a macie to też jest źle. Wiem, w komencie będzie „faceci nie zrozumieją dziewczyn” – zgadzam się i nawet nie chce nawet próbować rozumieć, ale kur** nie dziwcie się, że zostają Wam same skurwysyny do wzięcia, którzy za piękne słówka i gierki chcą tylko waszej dupy ;). To tyle w temacie… PS Eks po roku olewania jej poczuła przypływ miłości, dostała wielkiego zawodu gdy ją odrzuciłem, a zrobiłem to nie z czystej zawiści, ale z ideałów. Szkoda tylko, że nie ma takiej dziewczyny, która potrafił by przyjąć miłość faceta i ją odwdzięczyć. POZDRO z Podhala;)

24
46

Cywilizacyjne rozleniwienie

Witam Szanowne Chujowiczki oraz Chujowiczów. Siedzę sobie przed kompem i chce mi się srać niemiłosiernie. Ale nie chce mi się wstawać i iść do kibla. Byłbym nawet skłonny zesrać się w spodnie, ale nie da się tak, siedząc całą powierzchnią dupy na krześle. Popierdzę sobie trochę, to może rozluźni przestrzenie i przyniesie troche ulgi. Powinni montować w biurach jakieś krzesłokible, z automatycznym podmywaniem. Pozdrawiam z ZUS.

35
66

Zżynanie lekcji

Strasznie niemiłosiernie mnie wkurwiają moi znajomi przepisujący zadania domowe. Nie to że nie mają, bo mi też się czasami zdarzy ale oni to przepisują żywcem! Nie da się zmienić chociaż trochę formy? Żeby inaczej zdanie brzmiało. Ale nie, bo dzieciom się nie chce – masakra.

20
46